NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Perunwit – muzyka specyficzna

Perunwit można śmiało nazwać pionierem polskiej pogańskiej sceny metalowej. Teraz zespół, który istnieje już 19 lat, powraca do życia. Kilka miesięcy temu, przy wsparciu muzyków z Percival Schuttenbach i Radbora ze Słowiańskiego Mitu o Stworzeniu Świata, zagrał pierwszy w historii koncert, a obecnie pracuje nad nowym materiałem i odświeża stare nagrania. O tym, co obecnie dzieje się w zespole, jak kształtuje się jego światopogląd i jak wspomina dawne czasy w rozmowie dla MuSICK Magazine mówi Aro – założycie i lider Perunwit.

Pierwszy w historii koncert Perunwit odbył się jesienią z poznańskim klubie „U Bazyla”. Potem zagraliście we Wrocławiu i w Krakowie. Co skłoniło cię, by po tylu latach istnienia Perunwit zaczął grać muzykę na żywo?

O graniu na żywo myślałem od dawna, ale nie było ani możliwości technicznych, ani też odpowiednich ludzi do tego. Kiedy pojawiła się wizja zagrania koncertu w Kaliszu, intensywnie pracowałem nad próbą jej realizacji, co było też początkiem końca ponad 3-letniej współpracy z Bogumiłą – wokalistką. Próbowaliśmy skompletować skład koncertowy w Londynie, lecz zakończyło sie to porażką na całej linii, włącznie z odejściem wokalistki, w zasadzie tuż po zakończeniu miksu nowej płyty, „Heathen”. Wtedy też skontaktowałem się z Radborem ze Słowiańskiego Mitu, który bardzo szybko zaproponował muzykom z grupy Percival udział w Perunwit. Następnie sprawy potoczyły się błyskawicznie: przyleciałem do Poznania grać próby, no a potem koncert „U Bazyla” w Poznaniu  i kolejne występy… Coś, co kiedyś było niemożliwe do wykonania, stało się faktem, lecz zaznaczam, że dzięki wielkiej pomocy Radbora (Słowianski Mit), Mikołaja, Chrisa i Kasi z Percivala. Myślę, że jest to najlepszy moment, aby pokazać Perunwit na żywo…

Jakbyś zdefiniował muzykę Perunwit? Nie proszę o klasyfikację, bo to jest raczej niewykonalne. Niektórzy mówią o folk/pagan metalu, a według mnie nazywanie muzyki Perunwit w ten sposób dość ją krzywdzi, gdyż ma ona zbyt eklektyczny charakter. Jakbyś zatem przedstawił swoją muzykę tym, którzy słyszeli o Perunwit, ale nie znają twórczości?

Ciężko jest określić styl Perunwit. Kiedyś był to ambient folk, folk metal, itd., obecnie też ciężko zdefiniować… Myślę, że Perunwit nie da się jednoznacznie zaszufladkować i bardzo dobrze. Chciałbym, aby każdy odnalazł w tej muzyce coś dla siebie i samemu określił, czym jest Perunwit. Ja nigdy nie szedłem za trendami, muzyka ta jest po prostu specyficzna.

W 2012 roku puściłeś reedycję swojego pierwszego zarejestrowanego materiału, czyli dema „Łzy i Krew”. Co wywołało impuls, który skłonił cię do działania i dlaczego zmieniłeś nazwę płyty na angielską wersję – „Tears and Blood”?

Wiele lat zespół tkwił w stagnacji, co wiązało się z brakiem zaangażowania wielu osób, które zagrały w Perunwit. Nie ukrywam też, że przez kilka lat przejawiałem nikłą aktywność na scenie, ale jednocześnie cieszę się, że ludzie cały czas pamiętają, czym jest Perunwit i przychodzą na nasze koncerty. „Tears and Blood” to jakby kompilacyjny album, zaznaczający powrót Perunwit. Znajdują się na nim archiwalne utwory z niewydanych taśm, przeróbki kilku starych, zremasterowana demówka z 1994 roku oraz pięć świeżych kompozycji, które gramy także na koncertach. Utwory te zwracają uwagę swą epicką mocą, klimatem i bardzo dobrą produkcją. Odznaczające się brzmienie osiągnąłem dzięki możliwościom londyńskiego studia nagrań, Shoreditch, mając przyjemność pracowania na najlepszych konsoletach, które wykorzystują takie koncerny, jak Universal do postprodukcji filmowej. Myślę, że przesłanie Perunwit trafi też do słuchaczy anglojęzycznych. Faktem jest, że dostaję dużo maili z innych części świata, stąd też zmieniona nazwa albumu na „Tears and Blood” i angielskie tytuły utworów.

Słyszałam próbkę „Heathen”, nad którym pracowałeś w Londynie, i zawiera ona całkowicie inną muzykę niż na poprzednich płytach. Zmieniłeś nieco instrumentarium, brzmienie jest o wiele spokojniejsze, momentami przybiera oniryczny charakter głównie dzięki damskiemu głosowi, który chwilami brzmi jak zza światów. Skąd wzięła się u ciebie aż takazmiana stylu? Jak wyglądała praca nad wydawnictwem?

Kiedy powstał Perunwit, grałem razem z Obscenusem – gitarzystą. Mieliśmy podobne wizje muzyczne i pomysły. Gdy skład zespołu zmieniał się, muzyka modyfikowała się także. Wiele osób traktowało Perunwit jako pole realizacji swoich własnych muzycznych pomysłów, co różniło się od moich pierwotnych założeń, stąd reaktywacja Perunwit jako powrót do korzeni zespołu… Założeniem tej kapeli było granie muzyki, którą czujemy, a nie kopiowanie dokonań 10 000 podobnych grup. 4 lata temu skupiłem się na kompletowaniu banków sampli i programów, które umożliwiły mi stworzenie muzyki dokładnie takiej, jaką chciałem. Nikt mi w tym nie przeszkadzał, nie proponował swoich pomysłów, dlatego też „Tears and Blood” brzmi tak, że jestem w 100 procentach zadowolony z tego materiału. Równolegle do „Tears…” pracowałem nad nowym LP, „Heathen”, który już niedługo ukaże się nakładem Eastside. „Heathen” powstawał w bardzo rozciągniętym czasie, często w całkowitej izolacji od zewnętrznego świata, kiedy to siedziałem z Bogumiłą (wokalistką) albo w sali prób, albo z laptopem, albo też w studiu nagrań – mnóstwo godzin poświęconych i mnóstwo w związku z tym przebytych kilometrów. Niektóre utwory powstały w Polsce, większość w Anglii, tytułowy zaś na wyspie Malta. Często miejsce i czas miały wpływ na kształt utworów, na ich klimat, dlatego też uważam tę płytę za wyjątkową w dorobku Perunwit. Ostatecznie w tym miesiącu zamykamy to wydawnictwo, z którym wiązało się wiele wspaniałych momentów, przeżyć i niezapomnianych chwil… Dla mnie osobiście „Heathen” jest jakby magiczną podróżą do zapomnianego świata ukrytego wewnątrz mrocznego lasu…

Teraz sięgnijmy na chwilę pamięcią wstecz. Działałeś niegdyś w środowisku rodzimowierczym i to aktywnie. Jak wygląda to teraz?

18 lat temu działałem bardzo intensywnie w Rodzimej Wierze, która nazywała się Zrzeszeniem Rodzimej Wiary, jednak najlepszą formą mojego przekazania tego, co czuję, jest muzyka Perunwit. Jest on głosem Pradawnych Bogów i włócznią wymierzoną w serce chrześcijaństwa! Kiedyś uwielbiałem organizować spotkania Rodzimej Wiary – wiece, itd., skupiać wokół siebie ludzi o podobnych poglądach. Obecnie nie stronię od tego, lecz większość mojego wolnego czasu poświęcam Perunwit, zwłaszcza teraz, w okresie, kiedy zespół koncertuje. Moim zadaniem, jako artysty, jest ukierunkowanie człowieka na dany temat, lecz dając mu możliwość świadomego wyboru. To jak kapłan – żerca, który głosi to, co ma do powiedzenia, ale po obrzędzie myśli pozostawia uczestnikom. Myślę, że temat Rodzimej Wiary i jej ewentualnego sukcesu w dzisiejszych czasach, w społeczeństwie, nie idzie w parze z nikłą spuścizną w formie zapisów dotyczących wierzeń Słowian i dalej, z wymogiem duchowej improwizacji oraz zrozumieniu wielu spraw na zasadzie intuicji… Nie ma „prawdy objawionej” w pogaństwie, dlatego też zainteresowanych jest mniej, gdyż zmusza to do indywidualnej i samodzielnej pracy w zrozumieniu tematu….

Dlaczego ograniczyliście wasze występy jedynie do kilku miast w Polsce? Sama byłam na koncercie w Poznaniu – ludzie ledwo się pomieścili. Jestem pewna, że w Warszawie, Szczecinie i innych miastach chciano by was usłyszeć i zobaczyć. Wiąże się to z brakiem czasu, spowodowane jest zbliżającą się trasą Percival Schuttenbach, czy też istnieje inny powód?

Praktycznie rozpoczęliśmy koncertowanie. Dla mnie nadal jest to eksperyment, nowe pole działania. Każdy koncert niesie za sobą wiele poświęceń. Mieszkam w UK, Mikołaj, Chris i Kasia w Legnicy, Radbor w Poznaniu… Myślę, że jak wrócę na stałe do Ojczyzny, to będzie można organizować więcej koncertów. Zagraliśmy pięć koncertów do tej pory, przyjęcie było bardzo dobre.

Jak sprawdziły się wasze supporty? Czyli Jarun i Radogost.

Koncert we Wrocławiu w klubie „Madness” nie należał do udanych. Zaczęło się od problemów z samochodem, czyli kultową już Anakondą, która odmówiła posłuszeństwa. Szybko jednak wynajęliśmy vana, ale i tak byliśmy spóźnieni… Praktycznie bez żadnej próby weszliśmy na scenę, nagłośnienie nawaliło, itp., itd., nie miałem nawet czasu na zobaczenie Radogost. Inaczej było w Krakowie – Jarun wypada na żywo lepiej niż na płycie – niesamowita ekspresja i moc. Polecam ich muzykę!

Planujesz może koncerty w innych krajach niż Polska?

Tak, mieliśmy kilka propozycji, które rozważamy – m. in. Słowacja.

Jak skomentujesz obecność Perunwit na Castle Party?

Byłem parę razy na Caste Party, gdyż lubię słuchać dark, harsh electro. Nigdy jednak nie sądziłem, że Perunwit zagra na tym festiwalu i to jeszcze w kościele ewangelickim… Niemniej cieszę się z tego oraz nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że szykujemy coś specjalnego na tę okazję…

Od wielu lat przebywasz w Anglii. Nie uwierzę, jeśli powiesz, że nie zainteresowałeś wpływami ludowymi na tamtych terenach. Możesz opowiedzieć co nieco, jak wygląda świadomość ludzi odnośnie pogaństwa?

Pogaństwo w UK ma się bardzo dobrze, jednak z racji wielokulturowości jest wiele „odmian” i wymieszania z New Age, Jednak bardzo żywy pozostaje druidyzm i świadczą o tym masowe święta wokół kamiennych kręgów, których jest mnóstwo w Anglii. Mój pobyt w UK wpłynął bardzo na muzykę Perunwit – zacząłem więcej korzystać z egzotycznych brzmień, instrumentów. Tam, gdzie mieszkam, otacza mnie muzyka z wielu kultur oraz zakątków świata, co niewątpliwie pozostawiło ślad w nowych produkcjach Perunwit. Poza tym Londyn, jako stolica rozrywki, stwarza możliwości uczestniczenia w wielu ciekawych wydarzeniach, koncertach i imprezach, np. występ bębniarzy Taiko z Japonii  w teatrze w Wimbledonie skłonił mnie do wykorzystania tych instrumentów na „Tears and Blood”.

Czego słuchałeś we wczesnych fazach Perunwit i jak to wygląda teraz?

Kiedyś słuchałem dużo black metalu, w końcu współtworzyłem tę scenę… może niezbyt, jeśli chodzi o styl muzyczny, gdyż Perunwit odbiega od konwencji black metalu, raczej mam na myśli ruch i ludzi ze sceny, którzy skupiali się wokół mojej osoby. Dużo też słuchałem folku, ambientu oraz wielu odmian niezależnej mrocznej elektronicznej sceny. Obecnie sięgam po wiele albumów z różnych gatunków, ale moim numerem jeden są Dead Can Dance i Arcana. Słucham dużo starych black metalowych hord z lat 1995-98, dużo muzyki filmowej. Z rodzimych artystów uwielbiam Percival/Słowiański Mit o Stworzeniu Świata, Graveland, Lord Wind, North, Thy Worshiper.

Coraz więcej osób zaczyna interesować się pogaństwem, ludowością. Powstają różne nowe projekty muzyczne, ludzie wstępują do drużyn wczesnośredniowiecznych, zrzeszeń rodzimowierczych, nawet do mody kobiecej powracają folkowe motywy. Jak uważasz, z czego to wynika i co o tym myślisz?

Myślę, że współczesny człowiek dostrzega błędy tzw. religii totalitarnych (islam, chrześcijaństwo…). Tak nazywam te wierzenia, gdyż cechują je agresywne postawy i wrogość wobec niezależnego myślenia, pojmowania oraz wierzenia. Każda religia tego typu próbuje przekonywać, że jest jedyną prawdziwą, a reszta to fałsz. Oprócz tego człowiek zatracił swoją łączność ze światem natury. Został wpędzony w machinę zakazów, nakazów, karmiony mdłym „moralnym koktajlem”. Ludzie ci, którzy biorą świadomą odpowiedzialność za swoje życie i potrafią wydobyć się z tej matni, sięgają po religie etniczne, które są bliższe człowiekowi, jego egzystencji tu i teraz. Pogaństwo nigdy nie było „bajaniem o życiu w królestwie niebieskim, które może być lepsze od ziemskiego padołu”. Pogaństwo to – jak ktoś kiedyś napisał: „Słońce, miód i radosna we krwi ochota!”. Wielu ludzi nie chce juz klękać i modlić się do wychudzonego wizjonera, szaleńca przybitego do krzyża, który nazwał siebie władcą dusz, synem Bożym… Człowiek w dzisiejszych czasach rozwoju technologii oraz nauki odnajduje swą ludzka moc i potęgę, dumę i honor, więc przestaje widzieć sens składania modłów Bogu, który okazuje sie słabszy od niego… Są moce otaczające nas, moce starsze na tych ziemiach oraz silniejsze niż krzyż. Żywioły i Energia Świata, którym nasi przodkowie nadali kształty, imiona boskie… Ludzie zaczynają interesować się tym, skąd się wzięliśmy, jakie są korzenie naszej kultury. Mowa tu oczywiście o jednostkach świadomych, potrafiących myśleć niezależnie, nie poddających się presji otoczenia, społeczeństwa, środków masowego przekazu, Kościoła. Ruch rekonstrukcyjny jest bardzo popularny, ludzie czują chęć zgłębiania wiedzy o naszych przodkach, pojawia się wiele drużyn wojów, festiwali historycznych. Pamiętać należy jednak o pierwotnym założeniu ruchów rekonstrukcyjnych z lat 90. – wtedy, gdy było tylko kilka drużyn w kraju, a na Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie jeździła garstka osób. Dla mnie oraz dla ludzi w tamtych czasach nie było to hobby czy sposób na ciekawe spędzanie czasu, a forma walki, cały czas uświadamianie ludzi, że mamy wspaniałą historię i kulturę, że nie musimy „małpować” innych, tych np. zza oceanu.  Wiedza ogólna na temat naszej historii przed chrztem Polski jest nikła. Dla nas był to obowiązek opowiedzieć o tym także zwykłym, prostym ludziom. Poza tym widzieliśmy nadciągające kolejne zagrożenie: Unia Europejska – chora wizja zjednoczonej Europy, która już 1000 lat temu marzyła się cesarzowi niemieckiemu, a nie została zrealizowana. Zadaniem owego tworu jest pozbawienie każdego narodu tożsamości narodowej, kulturowej, dążący do tego, abyśmy stali się bezkształtną masą, zbiorowiskiem, „populacją” samą w sobie łatwą do manipulacji.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Chciałabym życzyć ci wytrwałości w pracy nad kolejnymi wydawnictwami, więcej koncertów, na które bez wątpienia przyjdzie masa ludzi oraz powodzenia w życiu osobistym.

Dziękuję za wywiad i ciekawe pytania. Zapraszam na koncerty Perunwit oraz na oficjalną stronę zespołu: www.perunwit.com. Wyczekujcie nowej płyty Perunwit pt. „Heathen”! Można także kontaktować się ze mną poprzez Facebooka  – jestem tam obecny pod nickiem Aro Perunwit.

Autor: Małgorzata Schabek