NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Checked – With The Sun On Our Backs

2014, wydanie własne

Rzeszów to nie tylko szatański łomot Excidium czy grindowa posoka upuszczana przez Epitome. Okazuje się, że w stolicy Podkarpacia wytropimy młodzież, która bardzo udatnie radzi sobie z melodyjnym, ale dość jadowitym hardcore punkiem. Dotarł do nas pierwszy oficjalny materiał rzeszowskiego Checked, a że jest najzwyklej klawy, to warto się nad nim pochylić. „With the sun on our backs” to sześcioutworowa epka. Jak na stuff rejestrowany i potem obrabiany metodą DIY, brzmi przyzwoicie. Kawałki orbitujące wokół trzech minut mają sensownie zarysowaną strukturę aranży, różnorodnie podaną w ramach utworu rytmikę, a gitary kąsają niczym stado gzów nad rozlewiskiem w letni podwieczorek. Komu rekomendować Checked? Lubiącym punkową motorykę (Bad Religion, Casualties) żenioną z hardcore, takim po linii Comeback Kid, Raised Fist, Architects albo Stick To Your Guns. Od tych dwóch ostatnich Checked odróżnia to, że nie ima się ich rozmiękczające słodzenie w postaci jakichś czystych melodyjnych wokali, zawodzeń, etc. Hardcore punk, nie emo. Nie dla wyznawcy Bring Me The Horizon jest „With the sun on our backs”.

Jak jesteśmy przy wokalach – dwa zdania o polskiej Candace Kucsulain. Nie ma na krajowej hc punk scenie zbyt wielu kobiet operujących takim ostrym i srogim krzyczanym wokalem, jak Mariola. Drobna ta dziewczyna pielęgnuje w trzewiach diabelstwo. Sam wokal nie utrzyma jednak jakości żadnego materiału. Dlatego słowa uznania również dla autora nośnych riffów (dobra robota gitarzysto). Checked raz to bije po śledzionie lewym prostym („6ft”, fragmenty „Face to damage”), gdzie indziej potrafi bardziej zakołysać („The slice of life” i fajny motyw wprowadzający), a tu i ów próbuje się z mniej oczywistymi, „deftonoskimi” zagrywkami (druga część „Hopekeeper”). W tych mniej narowistych fragmentach słychać u rzeszowian echa ekipy Chino Moreno. W „Dream, nightmare, life” Mariolę wspomaga pewien gość z warszawskiej załogi, która niedawno narobiła niemałego szumu na krajowej scenie hardcore.

Kapela, swoją drogą, rwie się do grania i mocno stawia na publiczną prezentację. Mimo że bez oficjalnego dotenczas dyskograficznego dorobku – hula po klubowych deskach, rozpiętych między Podkarpaciem, Wielkopolską, Ziemią Łódzką i Sądecką.

Tak się składa, że miałem sposobność widzieć Checked na żywo w niedużym klubie na małym hc feście w jednym z miast Polski południowej. Była to dla mnie absolutnie pierwsza konfrontacja z rzeszowianami, bez jakiejkolwiek wcześniejszej znajomości ich dokonań i wiedzy o możliwościach, a nawet istnieniu takiej kapeli. Publika przenajróżniejsza wiekowo bardzo licznie tańczyła zbójnickiego w murowanych pomieszczeniach piwnicznych do dźwięków młodych hardcore`owców. I na mojej dzisiejszej ocenie materiału Checked pewnie trochę waży to, że tam byłem i widziałem jak zadają. Czy jednak miernikiem wartości kapeli, młodej i debiutującej szczególnie, nie jest właśnie to jak sobie poczyna na scenie?

Ocena: 7/10
Autor: Sławek Łużny