NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wyższa szkoła jazdy – relacja z koncertu Rotten Sound/Martyrdod/Enabler (Warszawa, klub Progresja, 8 marca 2013 r.)

W Dzień Kobiet stolicę zaskoczył brutalny atak zimy i fińskiego grindcore`a w najlepszym z możliwych wykonaniu. Rotten Sound w tym roku obchodzi swoje XX-lecie i robią to na swój sposób: żadnych tam benefisów w najlepszym klubie w Helsinkach czy specjalnych digipacków z techno-remiksami swoich hitów, tylko po prostu pakują się po raz 186 w busa i objeżdżają kluby, squaty i kanciapy całej Europy. Tym razem zabrali ze sobą całkiem ciekawe supporty prosto ze stajni Southern Lord Records: szwedzkich panksiarzy z Martyrdod i crustowo-sludgecore`owy Enabler z Milwaukee.

W Warszawie dodatkowo miał wystąpić The Dead Goats z Białegostoku. Dlaczego nie dotarli, nie wiem. Jedno jest pewne: gdyby jednak doturlali się te 200 km poprzez zacinającą śnieżycę, to zagraliby dla 20 osób.

Tylu bowiem szczęśliwych posiadaczy biletów oglądało występ Enabler, który otwierał stawkę tego wieczoru. Zespół niezrażony taką frekwą i niezbyt żywiołową reakcją wspomnianej dwudziestki atakował kawałkami z zeszłogorocznego debiutu „All Hail The Void” z godnym podziwu zaangażowaniem. Lubię tę płytę, czekałem na ten występ. Trochę się jednak zawiodłem, bo o ile studyjny materiał jak na debiut zapowiada się bardzo interesująco, to na żywo Enabler chyba nie do końca wie, w którą stronę ma pociągnąć swoją muzykę. Nowe numery, które zaprezentowali, tylko pogłębiły to wrażenie. Tak jakby chcieli grać crust a wychodziłby sludge. Do tego wszystkiego dźwiękowiec nie był chyba ich przyjacielem.

rottensound2No nic, przerwę umiliła mi wizyta na bogato wyposażonym i niedrogim stoisku z merchem Rotten Sound, który obsługiwała sympatyczna basistka wspomnianego wyżej Enabler. Scenę należy wspierać, a koszulki, cedeki i placki na koncertach nabywać, dlatego zaopatrzyłem się w odpowiednie fanty. Warto dodać, że klub Progresja oferuje specjalny schowek na tego typu pamiątki, które można odebrać po gigu i nie martwić się, że gdzieś zawieruszą się w ferworze zabawy. Wielki plus.

Po krótkiej przerwie nadszedł czas na Martyrdod. Nie będę owijał w bawełnę – nie podobał mi się ten występ. Wiem, że to zasłużony zespół dla sceny crustowej, a i niejeden maniak klęknie przed nimi tylko dlatego, że są ze Szwecji. Ale tego wieczoru ja słyszałem tylko jednostajny charkot wokalisty i metalową patatajnię na gitarach. Nie dałem rady tego oglądać i słuchać, przykro mi.

Rotten Sound pojawił się na scenie niepostrzeżenie i bez żadnej pompy, po prostu wzięli te instrumenty i mikrofon w łapy i dołożyli tak do pieca, że kapcie wszystkim pospadały. Trzeci raz ich widziałem i mam wrażeni,e że na przestrzeni tych 10 lat zrobili kolosalny postęp. To jest po prostu dobrze naoliwiona maszyna do miażdżenia i wyciskania z grindu tego, co w grindzie jest najlepsze. Oczywiście leciał blast za blastem, ale prawdziwą siłą tej kapeli są wolniejsze fragmenty z genialnymi, jechanymi riffami. Wtedy dokładnie słychać totalnie nisko nastrojone i niemiłosiernie zgrzytające w szwedzkim stylu bas i gitarę. W ogóle brzmienie podczas ich koncertu znacznie się poprawiło, ale i tak szału pod tym wzgledem nie było. Polecieli przekrojowo, zaczynając, o ile dobrze pamiętam, od numerów z „Cycles”, poprzez killery z „Exit”, „Murderworks” i z ostatniej, bardzo dobrej płyty. Były też numery z ich pierwszego demo sprzed prawie 20 lat. Poraża niewiarygodna precyzja, z jaką gra ten zespół – rozpędzają się z ultra szybkim blastem, szaleją po scenie, nagle stop, kilka uderzeń w zupełnie innym rytmie i zmiana tempa. Wyższa szkoła jazdy.rottensound3

Nie wiem, ile numerów zagrali – 20, 30? Kto by to spamiętał? Jeśli chodzi o mnie, to dałem się ponieść szampańskiej zabawie, bo atmosfera pomimo mizernej frekwencji była wyborna.

rottensound4Szacując na tzw. „oko”, do klubu przyszło ok. 100 osób. Jak na dwumilionowe miasto i piątkowy wieczór, to śmiesznie mało, biorąc pod uwagę kaliber zespołu. Nie jestem pewien czy koncert Acid Drinkers i Corruption w Stodole to jakakolwiek konkurencja dla takiej muzyki. Może to przez ten zacinający śnieg, może cena biletów była zbyt wysoka, trudno powiedzieć. Obawiam się jednak, że organizatorzy mogą wyciągnąć bolesne wnioski i tego typu trasy będą coraz rzadziej odwiedzać nasze strony, wybierając zawsze gościnną Pragę, Bratysławę i inne fajne miasta. Szkoda.

Tym większy mam szacunek i sympatię dla tych którzy jednak przyszli, a nawet przyjechali z Krakowa, Sosnowca, Trójmiasta, Lublina i innych stron. Było godnie, była zabawa, każdy kto chociaż raz był w Progresji w weekendowy wieczór może się domyślić, że było naprawdę wesoło. I oby takich wieczorów było jeszcze dużo więcej.

Autor: Sławek Brzeziński
Autor zdjęć: Piotr Sewruk