NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Supuration – Back From The Crematory

2011, Xtreem Music

Odkurzania starych death metalowych dokonań ciąg dalszy. Po scenie fińskiej, czas na francuskie SUPURATION. Bardzo sobie ceniłem doskonały „The Cube” (trza będzie poszperać w kartonie na szafie), któren był doskonałym przykładem na granie technicznego deatha. Tutaj mamy 70 minut nostalgicznej, jak dla mnie bynajmniej, podróży w początek lat 90-tych. Początki SUPURATION i ETSICROXE (zespołu, z którego wyrósł SUPURATION), to zimny, surowy death metal, tchnący zarówno klimatem, jak i stawiający na aspekt techniczny i niepozbawiony przy tym brutalności. To jakby zderzenie holenderskiej szkoły ze środkowoeuropejską. Sporo czytelnych rozwiązań, ciężko stąpających gitar, równych przejść, a jednocześnie jakiś zakręcony riff, zmiana tempa, czy coś jeszcze. Poszukiwanie własnej tożsamości, jednakże nie za wszelką cenę. To duży plus tej kapeli (no, potem działy się już różne rzeczy, ale mówimy o początkach). Jednocześnie słuchając takiego „Tales From The Crematory”, prostego łupankowego średniego tempa, solówki i właściwie kilku riffów cuchnących piwnicą, mam łzy w oczach i po stokroć wolę to, aniżeli sterylne i wymuskane produkcje DECAPITATED czy ETERNAL GRAY, czy takiego “Suffocate Through Asphyxia” bądź “Suppurated”! To jest ten prawdziwy, od serca grany death. I wiem, że ktoś powie, że wtedy były inne czasy, to czy siamto. Do mojego łba te argumenty nie docierają. Dlatego mam szacunek dla Xtreem, choćby za tego typu wydawnictwa, na których czuć pasję i słychać, że ci ludzie po prostu chcieli coś stworzyć, co im samym niosło przede wszystkim satysfakcję. Bez puszenia się, bajdurzenia o rozwoju, poszerzaniu percepcji, to miał być krwistokościsty  metal! Proszę sobie posłuchać drugiej części tej płyty, która zawiera 9 numerów zagranych na żywo. Jaka ekspresja, żywioł, jakże cudnie to wszystko brzmi. MIASMA, DISASTROUS MURMUR, DEMIGOD, SINISTER, GOREFEST, ACROSTICHON, te nazwy mówią wiele o scenie death sprzed 20 lat tu, na Starym Kontynencie. Może kolejne pokolenia. po takich poglądowych wydawnictwach, sięgną po ów zapomniane grupy, nie zrażając się, że wulgarnie to brzmi, że słychać jakieś niedociągnięcia, że panowie wyglądają na fotach jak przeciętni fani metalu, a nie wystylizowane gwiazdy. Polecam!

Ocena: 8,5/10
Autor: vonMortem