NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Hatescript – trzeba złapać flow

Potrafię być bardzo produktywny, kiedy tworzę. Na tę chwilę mamy gotowych 6 utworów na nowy album. Tym razem chciałbym dłużej posiedzieć nad muzyką dla HATESCRIPT i nie nagrywać od razu tego, co skomponuję. Zagrać, przesłuchać i zastanowić się, jak mógłbym to ulepszyć. Czasami zdarzają się przestoje w procesie twórczym. To normalne. Trzeba złapać flow.

Trzeci szturm Neogenesis Tour przetoczył się przez Europę w nieco innym składzie aniżeli zeszłoroczne rozdziały trasy. Po raz pierwszy Polskę zaatakował szwedzki metalowy HATESCRIPT, promujący wydany pod koniec 2013 r. debiutancki album „Eyes of a Broken Mind”. Przed wrocławskim koncertem czas dla nas znalazł Farre Ahlborg – założyciel, gitarzysta i twórca muzyki zespołu.

Jak uformował się HATESCRIPT? Jakie są Wasze najmocniejsze punkty? Z jakimi zespołami moglibyście się porównać?

– Zespół założyłem w 2009 r., kiedy to na poważnie zająłem się tworzeniem muzyki. Wtedy też rozpoczęły się poszukiwania pozostałych członków zespołu, które zajęły mi coś koło roku. W mieście, w którym żyję, funkcjonuje naprawdę dużo bandów. Ciężko było skompletować odpowiednią ekipę dobrych muzyków, bo wielu z nich już udzielało się w innych projektach – dwóch czy nawet trzech – nie mając czasu na rozpoczęcie czegoś nowego. Nie wszystkim muzykom z innych miast chce się podróżować na próby. Uważam się za szczęściarza, bo udało mi się skompletować skład. Żaden z nas nie gra w żadnym pobocznym projekcie i możemy w pełni poświęcić się HATESCRIPT. Wyjątkiem jest teraz Harris Sopovic (WARHEIM), który wyjechał z nami jako muzyk sesyjny na potrzeby tej trasy. Najmocniejsze punkty HATESCRIPT? Miksujemy sporo elementów z różnych gatunków metalu – znajdziesz u nas brzmienie zarówno old schoolowe typu AT THE GATES, a także bardziej współczesne, techniczne oraz partie groove metalu. Czasami ludzie podchodzą do nas po koncercie i mówią, że gramy podobnie do jednego albo drugiego zespołu podając totalnie kontrastujące ze sobą przykłady. Myślę, że każdy jest w stanie znaleźć w naszej muzyce coś, co mu się spodoba. Oprócz czerpania z gothenburskiego brzmienia melodyjnego death metalu można także wyczuć inspiracje chociażby australijskim PARKWAY DRIVE.

…ale w porównaniu do Was brzmią blado.

– Hehe.. niemniej jednak odpowiada mi sposób, w jaki budują swoje brzmienie. Nie słucham ich na co dzień. Kiedyś częściej sięgałem po ich muzykę i wyłapałem z niej to, co mi najbardziej odpowiada. Dzięki temu mogę wpleść niektóre rozwiązania do tego, co sam tworzę. Staram się łączyć starsze brzmienie z bardziej nowoczesnym nie burząc przy tym konceptu zespołu. Nasz debiutancki album „Eyes of a Broken Mind” jest dowodem ewolucji HATESCRIPT. Z początku nie byliśmy pewni w jakim kierunku będziemy podążać jako zespół. Poszukiwaliśmy swojego brzmienia. Nasza podróż została zarejestrowana na tym krążku.

Wygląda na to, że Wasz następny album będzie się różnił od debiutu.

– Masz rację. Niemniej jednak nasza muzyka w dalszym ciągu będzie rozpoznawalna. Jesteśmy w trakcie komponowania materiału. Jeszcze jest jednak za wcześnie, by podawać jakieś konkretne terminy.

Lirycznie – o czym traktuje „Eyes of a Broken Mind”? Kto jest autorem tekstów?

– Napisałem większość tekstów na nasz debiut. Wyjątek stanowi „Fatal”, do którego liryki stworzył nasz wokalista Pekka. Moje teksty powstały w momencie, kiedy po raz pierwszy zostałem ojcem. To było pięć lat temu. Tematykę utworów określiłbym jako „ojcowska depresja poporodowa”. Wiele myśli przewijało się wtedy przez moją głowę. Odnosiłem wrażenie, że nie jestem w stanie sprostać roli ojca. Sam siebie zacząłem obwiniać. Cały ten dramat trwał dosyć długo, bo dwa lata. Wszystkie uczucia, którę mną wtedy targały, przelałem na papier.

„Stay Alive”, do którego nagraliście klip, też dotyka tego tematu?

– Tekst do „Stay Alive” powstał w chwili, gdy z partnerką byliśmy w separacji. Kiedy coś tracisz, to powinieneś skupić się na tym, co możesz zrobić, by to uratować. Mamy jedno życie i nie powinniśmy żyć przeszłością. Trzeba dawać z siebie wszystko i wykorzystać nasz czas nie na to, by siedzieć cały dzień na sofie przed telewizorem. Sam wybierasz swoje przeznaczenie. Po jakimś czasie od narodzin mojego dziecka dotarło do mnie, że muszę robić coś ze swoim życiem i przestać siebie obwiniać.

Gdzie nagrywaliście album i kto Wam pomagał przy produkcji?

– Materiał na „Eyes of a Broken Mind” zarejestrowaliśmy w naszym rodzinnym Norrköping w Milkstudios. Nagrywaliśmy pod okiem Magnusa Jonssona. W tym samym czasie zajmował się także produkcją innego metalowego albumu, chociaż normalnie nie siedzi w tym gatunku. Na pewno było to interesujące doświadczenie – zarówno dla niego, jak i dla nas.

Dlaczego nie znaleźliście na niego wydawcy? Szukacie?

– Mamy kilku znajomych związanych z wytwórniami, które tak naprawdę – poza dystrybucją płyt – niewiele dla nich robią. Zdajemy sobie sprawę, że póki co niewiele osób słyszało o HATESCRIPT. Dlatego też postanowiliśmy nagrać album nie wiążąc się z żadnym labelem i udostępnić go w sieci. Wykorzystujemy szanse jak ta, by wyruszyć w trasę u boku DIABOLICAL i SOULDRAINER, aby móc zaprezentować się szerszej publice.

Jakie recenzje zbiera Wasz debiutancki krążek „Eyes of a Broken Mind”?

– Nie trafiło do mnie jakoś specjalnie dużo opinii na temat naszego debiutu. Sami niespecjalnie lubimy pochodzący z tego krążka „Say Goodbye”, chociaż spotyka się z bardzo pozytywnym odzewem ze strony odbiorców ciesząc się wśród nich największa popularnością. Tak samo jak „Outro”, w którym ludzie słyszą jakiś potencjał. Dla nas jest to trochę zabawna sytuacja.

Jak trafiliście w skład Neogenesis Tour? Znaliście się wcześniej z chłopakami z DIABOLICAL i SOULDRAINER?

– Nasz wokalista Pekka już kilka lat kumpluje się z basistą DIABOLICAL – Danem, który mieszka w tym samym mieście. Kiedyś nawet rozmawialiśmy o tym, że można by coś wspólnie zorganizować. Dan widział nas na żywo. Przypadliśmy mu do gustu i zawsze wspierał nas jako zespół. Po wypuszczeniu przez HATESCRIPT debiutu chłopaki z DIABOLICAL zaprosili nas na trasę, chociaż gramy nieco inną muzykę. Od razu przyjęliśmy ich propozycję. Ostatnio nie graliśmy wielu koncertów w samej Szwecji, bo skupialiśmy się raczej na naszym debiucie. Czekamy na potwierdzenie kilku terminów letnich festiwali.

Jeden z Waszych gitarzystów nie wyjechał w trasę. Dlaczego?

– Niedawno został ojcem i podjął decyzję o pozostaniu w domu. Szanujemy to, że rodzina jest u niego na pierwszym miejscu.

Ale nie opuści HATESCRIPT?

– Nie wiemy, co przyniesie ze sobą przyszłość. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Zobaczymy co będzie gdy wrócimy z trasy.

Jak zgadaliście się z Harrisem Sopovicem (WARHEIM), który wyjechał z Wami jako muzyk sesyjny? Nie jest z tego samego miasta… szybko dogadaliście się na wspólnych próbach?

– Napisaliśmy na naszym profilu na facebook, że potrzebujemy gitarzysty. Muzycy, których wcześniej pytaliśmy o tymczasowe objęcie funkcji gitarzysty stwierdzali, że nie są w stanie w tak krótkim czasie ogarnąć naszego materiału. Byliśmy już gotowi wyruszyć z jednym wioślarzem. Wtedy odezwał się do nas Harris, któremu postanowiliśmy dać szansę. Przed trasą odbyliśmy wspólnie cztery próby. W każdą sobotę przyjeżdżał do nas ze Sztokholmu. Cieszymy się, że na niego natrafiliśmy, bo szybko nauczył się naszych piosenek.

Jak do tej pory przebiega trasa?

– Świetnie. Na pierwszym koncercie w Gdańsku mieliśmy support. Wczoraj w Zielonej Górze to my graliśmy jako pierwsi, a dzisiaj wystąpi przed nami GMOCH. Nie było tłumów, żebyśmy mieli problem z rogrzaniem publiczności. Widać jednak różnicę w odbiorze, ponieważ SOULDRAINER i DIABOLICAL grali rok temu w Polsce i ludzie są bardziej zaznajomieni z ich muzyką. Kiedy my wychodzimy na scenę spotykamy się z postawą typu „co to za zespół?”. SOULDRAINER jest idealnym supportem dla DIABOLICAL – są melodyjni, chwytliwi, mają więcej wolniejszych partii. To tworzy ciekawy kontrast.

Jak mógłbyś porównać koncerty i publikę w Polsce do tej w Szwecji?

– Nie zauważyłem jakiejś wielkiej różnicy. Jeśli komuś podoba się muzyka danego wykonawcy, to pokazuje swoje wsparcie poprzez uczestnictwo w koncercie i zabawę pod sceną.

Macie nadzieję, że dzięki Neogenesis Tour zyskacie więcej fanów? Czy w samej Szwecji ciężko się wybić? Macie dość potężną scenę…

– Jest wielu muzyków w Szwecji. Z muzyką, którą gramy, ciężko się wbić do komercyjnych rozgłośni radiowych. Nawet nie mamy żadnej metalowej audycji, do której moglibyśmy uderzyć. Być może jest coś o północy… ale kto czeka do tej pory, żeby siedzieć przy radioodbiorniku? Bycie rozpoznawanym na scenie nie jest łatwym zadaniem w Szwecji.

Nagraliście tylko jeden klip, nieprawdaż? A może by tak coś nowego?

– „Stay Alive” jest teledyskiem, który powstał w studiu. Chcieliśmy zarejestrować proces nagrywania albumu. Ostatecznie wyszło nieco inaczej, ale nie możemy narzekać. Zapewne zrobimy kilka zdjęć z tej trasy i być może zmontujemy coś po powrocie do domu. Piosenki z „Eyes of a Broken Mind” wydają się być jednak już trochę zakurzone, dlatego wolelibyśmy zrobić teledysk do czegoś nowego. Nawet jeśli w niedługim czasie nie nagramy długograja, to postaramy się wypuścić singiel, a później epkę. Nie chcemy z tym zbyt długo zwlekać. Mamy kilka nowych utworów i w tej chwili granie ich na żywo jest dla nas ogromną frajdą. Potrafię być bardzo produktywny kiedy tworzę. Na tę chwilę mamy gotowych 6 utworów na nowy album. Tym razem chciałbym dłużej posiedzieć nad muzyką dla HATESCRIPT i nie nagrywać od razu tego, co skomponuję. Zagrać, przesłuchać i zastanowić się jak mógłbym to ulepszyć. Czasami zdarzają się przestoje w procesie twórczym. To normalne. Trzeba złapać flow.

Autor: Zuza Stecka