NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Relacja: Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny…

Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny – relacja z koncertu VOIVOD w Progresji!

17 października w warszawskiej Progresji po raz piąty wystąpił w naszym kraju VOIVOD, serwując garść powalających klasyków i trzy utwory z nadchodzącej płyty „Target Earth”. Kto nie widział Kanadyjczyków na żywo, przegrał życie…

Gdybym miał wymienić trzy najważniejsze i najbardziej wpływowe zespoły w historii muzyki metalowej, wskazałbym na BLACK SABBATH, CELTIC FROST i VOIVOD. Czy słusznie? Pewnie nie, bo ktoś  powie SLAYER, JUDAS PRIEST, BATHORY i pewnie też uzasadni. Co z tego grona wyróżnia VOIVOD? Wciąż istnieją, wciąż grają, wciąż tętnią życiem, energią i wigorem, którego mogłaby pozazdrościć niejedna młoda kapela. VOIVOD to nie firma, to nie instytucja zatrudniająca sztab menadżerów i prawników, wizażystek i speców od marketingu. Nie zapełniają stadionów, nie grają w największych klubach, nie zaskakują teledyskami pełnymi przepychu ani koncertową scenografią zapierającą dech w piersiach. Ich tajna broń to genialna i ponadczasowa muzyka, charyzma, szczerość i naturalność, bijące z każdej sekundy ich scenicznej aktywności. VOIVOD to czterech facetów, którzy kochają muzykę i na koncercie bawią się równie dobrze jak ich najwięksi fani. Czytaj dalej…

Recenzja: Rise And Shine – Empty Hand

2011, I Hate Records

Koło muzycznej historii po raz kolejny się obróciło i do łask zdecydowanie wracają brzmienia, za sprawą których ukształtowała się kilkadziesiąt lat temu nisza zwana hard rockiem, a później cała ciężka muzyka, jaką znamy dzisiaj. Na tej fali właśnie płynie szwedzka formacja Rise And Shine, której płytę „Empty Hand” wydali jej krajanie z I Hate Records. Czytaj dalej…

Recenzja: Graveland – Prawo Stali

2011, Warhead

Niniejszy album jest przearanżowaniem albumu “Creed Of Iron” z 2000 r. Nie będę silił się na żadne porównania czym różnią się oba wydawnictwa poza polskojęzycznymi tekstami, gdyż twórczość GRAVELAND szczerze powiedziawszy latała mi kalafiorem. Zdaje się, że jest tu więcej kawałków aniżeli na pierwotnym wydawnictwie, choć wiedzę swoją opieram w tym wypadku na metal-archives, więc wyjdę na pozera i ciurę. We wkładce do tegoż albumu Ciemny Robcio pisze jak to ewoluował podążając ścieżką wyznaczoną przez BATHORY. No cóż, dobrze, że choć obrany autorytet zaiste jest autorytetem w metalowym świecie, niestety czy „Prawo Stali” można porównywać poziomem do epickich dzieł Qurthona, tu już bym się tak daleko nie posuwał. Czytaj dalej…

Recenzja: Ketha – 2nd Sight

2012, Instant Classic

Drugi album Kethy, „2nd Sight”, pozornie i podchwytliwie wydaje się być łatwy do zrecenzowania. Można wszak pisać o pewnej intensywności, którą usytuować warto w obrębie zespołów takich jak Godflesh, Neurosis czy Swans. Jest tu groove, ciężar i masywność Meshuggah, a nad wszystkim zdaje się unosić Kobong, z naciskiem na Chmury nie było. Są i połamane rytmy, z których znamy choćby Fantomas czy Tomahawk, jak i sporo jazzowych barw. O ile jednak na pierwszej płycie zespołu można było mówić o ściganiu Kobongowego wzorca, o tyle na nowej płycie, choć występuje tu masa oczywistych skojarzeń, o wiele jest więcej pierwiastka własnego – KETHA.

Czytaj dalej…

Recenzja: Memory Driven – Animus

2011, I Hate Records

„Animus” to zdecydowanie płyta, nad którą trzeba przysiąść dłuższą chwilę. Najpierw przyciąga do siebie informacją, że w głównej mierze stoi za nią Dennis Cornelius (znany m.in. z Revelation i Place Of Skulls), potem, na pierwszy rzut ucha, odrzucająca nieco niespójną formą, wreszcie każąca skupić się na smaczkach. Nie do końca, niestety, wychodzi jej to na dobre.

Można odnieść wrażenie, że spotkało się tutaj kilku muzyków, którzy uznali, że w macierzystych zespołach nie do końca się realizują. Albo przynajmniej takie, że Cornelius potrzebuje zdecydowanej odmiany. Myślałby kto, że wszystko jest na miejscu. Nie. Nie jest. Czytaj dalej…

Recenzja: Heretique – Ora veritatis

2012, Psycho Records

Przede wszystkim, składam w tym miejscu wyrazy podziwu dla Roberta, który w tych naprawdę nieciekawych dla wydawców czasach zdecydował się na promowanie kapel debiutujących i raczej pozbawionych nawet minimalnego potencjału marketingowego. Heretique jest (a właściwie do dziś było) dla mnie jednym z takich anonimowych  przedstawicieli nowej polskiej metalurgii. Nie ukrywam przy tym, że trochę się „napaliłem” na anonsowany na flyerach czarny, traszujący metal, bo czego jak czego, ale takiego połączenia nigdy dosyć. Rzeczywistość dobiegająca z głośników nieco się różni, w moim mniemaniu, od tej zapowiadanej przyczernionej młócki, ale nie zmąciło to ani trochę mojego dobrego humoru, bo to po prostu fajna, przyzwoita płytka. Po obowiązkowej introdukcji, popłynęły dźwięki „Rain of fire” i zgodnie z tytułem ognisty deszcz spadł na dotknięte suszą dobrego traszowania połacie polskiej filharmonii podziemnej. Motoryczne, pełne autentycznej energii elektrycznej granie, zawsze bezproblemowo trafiało do moich uszu. Czytaj dalej…

Recenzja: Dodecahedron – Dodecahedron

2012, Season of Mist

Kolejna, zupełnie nowa propozycja z najnowszego katalogu Season of Mist, to debiut Holendrów z Dodecahedron, wcześniej parających się między innymi muzyką z pogranicza metalcore i progresywnego death metalu,, typowego dla Pestilence i Cynic. Wspominam o tych stylistycznych afiliacjach, bezpośrednio poprzedzających powstanie Dodecahedron, bynajmniej nie z powodu jedynie historycznej i personalnej sumienności, ale już zupełnie pragmatycznie, wszak muzyka nowego zespołu wspomnianych Holendrów czerpie z ich poprzednich doświadczeń. Na debiucie Dodecahedron znajdziemy bowiem zupełnie niebanalną próbę nieco bardziej progresywnego podejścia do black metalowej materii, przypominającej mi dotychczasowe dokonania takich grup jak: Dødheimsgard, Blut Aus Nord i Anaal Nathrakh, czy z nieco innej już strony, również Ulcerate. Czytaj dalej…

Recenzja: The Wounded Kings – In the Chapel of the Black Hand

2011, I Hate Records

Kolejny rozdział swoistej sagi, którą brytyjska załoga The Wounded Kings – w tej odsłonie w niemal całkowicie nowym składzie – oddaje cześć żywiołom. Pierwsza płyta „Embrace of the Narrow House” poświęcona była ziemi, druga, czyli „The Shadow Over Atlantis” – wodzie, a najnowsza, wydana w ubiegłym roku nakładem I Hate Records „In the Chapel of the Black Hand” to celebracja ognia. W te płomienie, dodam, warto wskoczyć.

Ogień natomiast ogniem, a The Wounded Kings nie rezygnuje ze znanej z wcześniejszych płyt doom metalowej estetyki, której wyznacznikiem jest nieśpieszny, tłusty, rzężący riff, powtarzany, jakże by inaczej, raz za razem i raz jeszcze. Czarna mantra na diabelskim rytuale, w którego centralnym punkcie płonie wielki stos, a stojące wokół zakapturzone postaci oddają płomieniom pokłony. Czytaj dalej…

Nowy wywiad

Soniczny terror Portal

Soniczny terror Portal

Pochodzący z Australii Portal przesuwa granice death metalu. Gitarzysta Horror Illogium opowiada, co było paliwem dla ich sonicznego terroru, czyli najnowszej płyty "ION" oraz poprzedzającym go niezrealizowanym albumie. Chyba każdy, kto[...]

The Ruins of Beverast - niekończące się pasmo pomysłów

The Ruins of Beverast - niekończące się pasmo pomysłów

Alexander Meilenwald, głównodowodzący The Ruins of Beverast, opowiedział o swojej ostatniej transformacji oraz stosunku do gatunku ludzkiego. Prezentując najnowszy album Exuvia odrzuca także gatunek ludzki jako ten, który powinien nieść[...]