NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Przybij piątkę | Obsydian – Wciąż poszukujemy wokalisty z wielkim mikrofonem

Można by powiedzieć, że Obsydian z Gryfowa stawia pierwsze kroki na scenie alternatywnego metalu, albowiem 2 lata wspólnego grania to niezbyt imponujący staż. Zespół w dalszym ciągu boryka się z problemami personalnymi, a wizja nagrania debiutu zdaje się być jeszcze poza jego zasięgiem. Droga, którą mają do przebycia, wcale ich nie zraża i w najbliższy piątek zagrają w swoim mieście jako support trzech hardcore’owych załóg z Berlina. Z tej okazji Musickową piątkę przybił z nami basista Obsydian – Daniel Garliński.

Gracie wspólnie od 2 lat, a wciąż nie macie w swoim składzie wokalu. Kwestia wyboru czy konieczność? Dużo osób przesłuchaliście?

– Niestety konieczność. Wciąż poszukujemy wokalisty z wielkim mikrofonem. Nasz obecny skład bardzo długo się formował – było już kilka zmian personalnych. Mieliśmy jednego wokalistę, z którego byliśmy bardzo zadowoleni. Niestety postanowił się wyprowadzić i ułożyć sobie życie w innym mieście. Wówczas nasza współpraca się zakończyła. Od tego czasu gramy z nadzieją, że w końcu ktoś się zjawi i poczuje klimat Obsydian.

Podobno macie już gotowy materiał na płytę – pozostaje tylko znalezienie wokalu. Okres poszukiwań możecie wykorzystać na dopieszczenie muzyki. Czy wszystko pozostawicie tak jak jest i skupicie się na tworzeniu nowych utworów? Jakie kroki czynicie w kierunku „zmaterializowania” muzyki Obsydian?

– Obecnie skupiamy się na ogrywaniu nowych utworów. Chcemy ciągle iść do przodu. Co nie znaczy, że kiedy przyjdzie do głowy jakaś poprawka wcześniejszej kompozycji, nie wprowadzamy jej. Odnośnie materializacji naszego materiału to dość ciekawa rzecz, ponieważ pomysły bazowe pojawiają się często – jakby wyciągnięte z podświadomości, w nieregularnie. Nigdy nie wiadomo kiedy pojawi się kolejna koncepcja. Na szczęście dzięki układającej się współpracy w naszej grupie zawsze znajdujemy ciekawe w naszym mniemaniu rozwinięcia. Brzmienie naszych kompozycji to już kwestia gustu. Jeśli zaś chodzi o teksty to pozostawimy wolną rękę przyszłemu gardłowemu. Oczywiście byłoby miło, gdyby teksty merytorycznie pasowały do brzmienia i nastroju utworów. Chcemy zrobić coś, co spodoba się odbiorcom jednocześnie robiąc to, co sami lubimy. Cieszymy się, kiedy słuchacze czerpią przyjemność ze słuchania naszej twórczości.

Alternatywny metal to dobry pomysł na zaistnienie na scenie? Z jakim odzewem spotykacie się po zagranych gigach – ludzie klepią po plecach i mówią „good job” czy zdarzają się też słowa krytyki tudzież „hejterstwa”?

– Nie do końca. W naszym regionie głównym zainteresowaniem na scenie alternatywnej cieszą się punk rock oraz hard core. Jesteśmy raczej mało oczekiwani, aczkolwiek po występach często ludzie nam gratulowali. Jeszcze nie zdarzyło się nam usłyszeć „hejtów” (choć kiedyś to na pewno nastąpi…). Możliwe, że przez takie uwarunkowania wciąż nie posiadamy wokalu.

17 października zagracie w Gryfowie przed trzema berlińskimi hc ekipami – Lashdown, Damager i Redlined. Rozumiem, że wystąpicie na swoim podwórku, ale… nie za duży kontrast?

– Nie. Uważamy, że na imprezie przyda się pewna odmiana. Większa różnorodność spowoduje, że publika mniej się znudzi. Przynajmniej taką mamy nadzieję. Zresztą nie mogliśmy się powstrzymać od uczestniczenia w tak świetnej imprezie. Dobra ekipa, dobre granie, dobre żarcie i przede wszystkim atmosfera. Szczerze mówiąc rzadko zdarzają się w naszej okolicy takie imprezy.

Na wydarzeniu na Facebooku czytamy, że zagrają „niedoszłe gwiazdy majowego koncertu”… Co poszło wtedy nie tak?

– To pytanie powinno być raczej skierowane do organizatorów. O ile nam wiadomo, to – na tamten czas – problem stanowił brak czasu członków zespołów. Koncert trafił się na przełomie nagrywania ich albumów studyjnych. Dlatego spotkanie zostało przełożone.