NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Antaeus – nie wypijam już butelki wódki dziennie

Poniższy wywiad został przeprowadzony przez Niklasa Göranssona na potrzeby jego strony www.bardomethodology.com. Jego autor zwrócił się do mnie z zapytaniem czy byłbym zainteresowany jego przetłumaczeniem i umieszczeniem na łamach Musick Magazine na co wszyscy z chęcią przystaliśmy. Tym artykułem rozpoczynamy stałą współpracę z Niklasem, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. W kolejnych numerach będziemy prezentować kolejne materiały jego autorstwa. Zapraszam do lektury.

Pełne zrozumienie francuskiej, blackmetalowej furii, którą stoi Antaeus oznacza zrozumienie tego, co ją napędza. Okaleczenia ciała, blizny na psychice i niszczejące zdrowie – z nieszczęść i niedoli, które zniszczyłyby słabszych ludzi powstał Condemnation. Wokalista MkM i gitarzysta Set od lat są filarem Antaeus. Obecnie są też jego jedynymi członkami…

Po kilku latach uczestnictwa w normalnie działającym zespole zdajesz sobie sprawę, że to po prostu wkurwiające. Nie chcesz liczyć się z niczyim zdaniem, po prostu robisz to, co chcesz. Zasada działania jest prosta – Set tworzy muzykę, potem o niej rozmawiamy, a wtedy ja zajmuję się resztą.

Wcześniej oświadczyliście, że jako Antaeus nie wydacie nic nowego dopóki nowy materiał nie będzie przynajmniej równie intensywny, co wydany w 2006 roku Blood Libels.

Condemnation to 8 utworów, a sama muzyka jest jeszcze bardziej brutalna niż na poprzednim albumie. Riffy Seta brzmią jak gniew z przesterem, więc świetnie uzupełniają się z moim głosem.

Partie bębnów seryjnie nagrał Menthor z Nightbringer i Lvcifyre…

Odwalił kawał świetnej roboty, szczególnie biorąc pod uwagę, że Set nie dał mu wolnej ręki. Facet chciał to zrobić po swojemu, ale Set dokładnie określił co, gdzie i jak ma zagrać.

Powracacie z nowym albumem niespodziewanie, co naprawdę robi wrażenie, bo metodą dedukcji można by raczej oczekiwać kolejnego splitu. W końcu jak dotąd wydaliście ich już 7.

To tak dużo? Mam sentyment do tego formatu i był on moim ulubionym zanim sam zostałem muzykiem. Bardzo lubiłem ten aspekt odkrywania wiedząc, że dwa zespoły chciały znaleźć się na jednym kawałku
wosku i zaprezentować coś wspólnie.

Który z nich jest twoim ulubionym?

Wydanie split EP z Katharsis w 2009 roku było dla mnie prawdziwym zaszczytem. Z drugiej strony nienawidzę naszej części tego splitu, naprawdę gardzę tym numerem.

Utwór trafnie zatytułowaliście Misery Of The Defeated i był on ostatnim wydawnictwem studyjnym Antaeus…

Idealnie oddaje on nasze nastroje po trasie z Secrets Of The Moon w 2006 roku, a było to doświadczenie, które najchętniej wymazałbym z pamięci zamiast uwieczniać je za pomocą naszej muzyki.

Pamiętam, że spotkałem Cię wtedy w Londynie i faktycznie nie byłeś zachwycony ówczesnym stanem rzeczy…

Dostaliśmy propozycję od Steve’a Kuhra, przyjaciela i kapitalnego tour managera, a Phil z Secrets Of The Moon dodatkowo zachęcił nas do jej przyjęcia. Wszyscy znaliśmy się wcześniej, więc wydawało się nam, że miało to sens.

antaeus-2Krótko przed trasą straciliście jednak perkusistę….

ZVN nie widział sensu w graniu z osobami, między którymi było aż takie napięcie. W innych zespołach ludzie pewnie trzymaliby się razem zamiast niszczyć się od środka alkoholem, narkotykami, przemocą i niekontrolowanym gniewem. Zaakceptowanie tego zajęło mi sporo czasu, ale przypuszczam, że to zrozumiałe.

Byliście jednak zawzięci i zdążyliście znaleźć zastępstwo.

Na próbach brzmiało to dobrze, ale na żywo była to pierdolona porażka. Zagraliśmy jak gówno i szczerze mówiąc uważam, że zmarnowaliśmy cały nakład pracy włożony w Blood Libels. Czułem się jak oszust.

Jest jednak przynajmniej jedno wspomnienie godne uwagi, np. koncert we Włoszech…

Nie z powodu najgorszego na świecie cateringu, bo kolesiom z tego lokalu powinno się zabronić serwowania najzwyklejszego makaronu, który potrafili spieprzyć, ale z racji naprawdę szalonej
publiki.

Pod koniec trasy przestaliście nawet ze sobą rozmawiać…

Zostawiliśmy też w Niemczech naszego drugiego gitarzystę.

Tak po prostu? Wywaliliście go z busa?

Nie było potrzeby. Był tak naćpany, że został na imprezie w Berlinie. To koleś, który ukończył studia chemiczne tylko po to żeby smażyć swój mózg za pomocą wynalazków domowej roboty. Kilka miesięcy
po powrocie z trasy skontaktował się z Setem i poprosił o swój wzmacniacz. Od tamtego czasu nie mieliśmy z nim kontaktu.

Twoja wieloletnia współpraca z Setem też nie należy do bezstresowych.

Ten gość to burza gniewu działająca pod wpływem impulsów i wewnętrznego przymusu. Ma temperament i nie chcesz widzieć go wkurwionego. Do tego musisz dodać wiele moich jazd. Ludzie szybko
mnie nudzą i wkurzam się z byle powodu. Set tak samo, tyle że u niego wszystko jest o wiele silniejsze i zawsze kipi gniewem. Taki już jego urok i dlatego też wciąż tworzy te wszystkie wściekłe riffy i utwory.

Czy po waszym koncercie w Belgii nie sprał on przypadkiem pewnej znanej na niemieckiej scenie black metal persony?

Niestety skończyło się na prawie. Z jakiegoś powodu mimo tony gównianych informacji krążących o tym zespole graliśmy przed nimi w 2002 roku. W tamtym czasie mieli tylko 2 płyty i te sławne demówki z przyklejonymi monetami, rzekomo wydane w 1998 roku. Cóż, lider tego zespołu znany jest z tego, że w równie niecodzienny, co komiczny sposób stara się udowadniać prawdziwość swojej historyjki o byciu reliktem starego black metalu…

Musieliśmy poczekać do końca koncertu żeby zabrać ze sceny swoje graty i kiedy w końcu się tam dostaliśmy oni wciąż grali, a ten gość podpalał różne rzeczy itd. W pewnym momencie zaczął
wymachiwać pistoletem gazowym. Zakładam, że miało to kreować atmosferę zagrożenia. Schodząc ze sceny podjął on niefortunną decyzję i wystrzeleniu z w/w pistoletu w kierunku drzwi wyjściowych. Pech chciał, że pocisk wylądował obok samochodu Antaeus, do którego Set akurat pakował swój wzmacniacz… Na jego reakcję długo nie trzeba było czekać. Set wpadł w szał, jego oczy zrobiły się czerwone, zaczął kaszleć i wrzeszczeć po francusku. Chwycił łańcuch rowerowy i ruszył w kierunku tego geniusza. Ten chwycił swoją żonę i zasłaniając się nią krzyczał przepraszam! Całą akcję przerwali ludzie, którzy przyszli zobaczyć, co się dzieje. Pamiętam jego 17-letnich fanów trzymających cierpliwie winyle jego zespołu czekając aż ich idol przestanie zasłaniać się swoją żoną.

Set początkowo dołączył do Antaeus jako sesyjny basista na wasz pierwszy koncert w 1998 roku…

Przeszedł na gitarę kiedy wykopałem lidera zespołu.

Co zrobiłeś?

Uznałem, że Antaeus stać na więcej niż gościa, który miał wszystko w dupie. Zaangażował się w dość poważne sprawy, którymi potem zaczął się przechwalać i w rezultacie został złapany. Wtedy poprosił nas żeby mu pomóc i kłamać w sądzie przez co dwóch moich przyjaciół wylądowało w areszcie z zarzutem krzywoprzysięstwa.

Wraz ze swoimi kolegami byliście zepchnięci na margines paryskiej sceny metalowej. Konfliktów nie brakowało, zarówno tych widocznych w Internecie, jak i w paryskich klubach…

Paryskie koncerty w latach 90. były pełne napięcia i przemocy. Tym właśnie był dla mnie black metal. Od butelek rzucanych w stronę sceny po przeróżne groźby.

Czy te konflikty zostały już zażegnane?

Nie mam pojęcia. Nie czuję ani potrzeby ani chęci by kontaktować się z ludźmi, z którymi miałem zatargi w przeszłości. Mieliśmy inne punkty widzenia i zakładam, że dziś byłoby tak samo. Szczerze mówiąc, większość z nich zniknęła i pewnie cieszą się weekendami spędzanymi w ogródkach ze swoimi dziećmi i golden retrieverami. Co najwyżej powiesili gdzieś w domu jakiś pictureLP jako symbol nostalgii.

Mimo wszystko z niektórymi udało wam się utrzymać bardzo dobre stosunki.

Są na tej scenie ludzie, z którymi nigdy nie mieliśmy problemu i to im wolę poświęcać swoją uwagę. Mimo tego część z nich jest nieco zbyt aktywna. Kto do cholery ma czas na 6 kapel?

antaeus-1Sugerujesz, że udzielanie się tylko w 1 zespole może być wystarczająco wyczerpujące?

Jeśli jesteś w stanie pchać ten wózek nie tracąc energii i nie oddalając się od swoich pierwotnych celów – gratuluję, naprawdę, gratuluję i doceniam to. Niektórzy nawet z czasem rosną w siłę, mają z tego jakieś motywujące korzyści, lepsze warunki funkcjonowania, a to na pewno pomaga w radzeniu sobie z całym tym gównem.

Czy tego właśnie oczekiwałeś zaczynając swoją muzyczną karierę?

Nie, raczej nie. Myślałem, że bycie w zespole oznacza grupę ludzi połączonych wspólną pasją tworzenia i dzielących razem wydatki, komponowanie i obowiązki typu dbanie o sale prób czy przejazdy samochodem.

Odnoszę wrażenie, że nie zawsze tak to wygląda.

Prawie nigdy. Zawsze są jacyś liderzy, ludzie chcący sobie po prostu pobyć chwilę w zespole i muzyczni najemnicy grający w jak największej ilości kapel byle tylko cały czas być w trasie.

Antaeus jest książkowym przykładem zespołu, którego muzyki najlepiej doświadczyć na żywo. Ironią losu jest więc fakt, że ilekroć macie w planach koncerty, cały wszechświat zdaje się spiskować przeciwko wam…

Jeśli coś może pójść nie tak, bądź pewien, że tak się stanie. Nie przypominam sobie nawet jednego koncertu, który odbył się bez jakiejś większej katastrofy. Każdy jeden był spierdolony, jak nie pod względem muzycznym to pod względem atmosfery. Mieliśmy odwołane trasy, perkusistów odchodzących przed samym koncertem, problemy ze zdrowiem, rozwalone samochody czy w końcu strajki –
uciecha Francuzów.

Ostatni raz miałem was zobaczyć na Hell’s Pleasure w 2013.

Tam akurat nawaliły niemieckie linie lotnicze. Do czego to doszło, że nawet na Niemcach nie można już polegać?

W drodze na inny festiwal spotkała was niespodzianka w postaci 700 euro nadprogramowych opłat.

Tak, musieliśmy dopłacić za instrumenty. Z racji tego, że jest nas tylko 2, a reszta składu to muzycy sesyjni, musielibyśmy za wszystko zapłacić sami. Nie, dzięki. Musieliśmy
zrezygnować. Wtedy zdecydowaliśmy, że nie będziemy już sprzedawać merchu.

Dlaczego?

A po co zawracać sobie tym głowę? To kosztowne, a my nie jesteśmy popularnym zespołem sprzedającym 50 koszulek.

Biorąc pod uwagę ogrom problemów z jakimi się borykaliście wzdrygam się na myśl o tym, co naprawdę złego was spotkało..

Może koncert w Eugene w stanie Oregon u boku Demoncy i The Hiding, który co prawda nie został odwołany, ale przeniesiono go do kawiarni.

Tzn. takiej jak Starbucks?

Raczej takiej małej, która mieści się na końcu ulicy. Moje gardło było zdewastowane od deszczu, wilgoci i całej trasy, więc sam koncert był dość bolesnym doświadczeniem, ale ostatecznie frekwencja była niespodziewanie wysoka.

Nie jest to jednak najdziwniejsze miejsce w jakim zagraliście…

Raz graliśmy na tyłach kebabowni w Portugalii. To z kolei przypomina mi inne zdarzenie. Kilka lat później kiedy graliśmy w tym kraju ponownie jak support Testament, nasz drugi gitarzysta z
jakiegoś powodu zdecydował się przywalić mi z bani w twarz w połowie koncertu.

Jak mniemam ten sam, którego zostawiliście w Berlinie?

Tak. Ludzie wciąż mnie o to pytają. Z racji tego, że nie wiedziałem o co chodziło, reszta koncertu też był dość dziwna. LSK widziała co się stało i do końca koncertu stała nieruchomo na wypadek
gdyby chciał spróbować czegoś podobnego z nią.

Marianne LSK Séjourné (ex-Hell Militia, ex-Secrets Of The Moon) była basistką Antaeus w latach 2003-2008. 5 lat później popełniła samobójstwo…

Set był naprawdę dotknięty tym, co się stało. Ja znałem ją od kilku lat zanim jeszcze dołączyła do Antaeus, więc nie byłem aż tak zaskoczony. Kilka osób z mojego otoczenia postanowiło zakończyć
swoje życie w podobnym wieku.

Jakie są twoje najbardziej wyraziste wspomnienia związane z jej osobą?

Oprócz nadużywania alkoholu i narkotyków, zawsze fascynował mnie jej brak przywiązania do dóbr materialnych. Zapominała wszystkiego, wszędzie. Na trasie z Secrets Of The Moon nie było dnia żeby nie wiedziała gdzie podziała się jej torba, paszport, portfel czy kable. Przeszukiwanie klubu żeby sprawdzić czy czegoś nie zostawiła było naszym conocnym obowiązkiem. W 2003 roku kiedy graliśmy
w Nowym Jorku, przyjechała na lotnisko bez instrumentu, jak turysta. Na szczęście koleś, który ją podwiózł miał w samochodzie swój bas, więc nie musieliśmy szukać dla niej instrumentu po przylocie.

Jesteś też wokalistą Aosoth, który w ostatnich kilku latach był znacznie bardziej aktywny niż Antaeus.

Ale wszystko odbywa się na podobnych zasadach, ciągle panuje kompletny chaos, np. nasz koncert w Rosji. Ich ambasada to farsa, bo nie mówią ani po francusku ani po angielsku. Dyplomacja w najlepszym wydaniu, sam kraj to więcej niż możecie sobie wyobrazić, a Greg, organizator jest trochę szalony, czego zresztą byliśmy świadkami.

Tak, mogę poświadczyć.

Oczekiwałem ludzi tracących przytomność, podłych narkotyków, podejrzaną ochronę i niechęć do wszystkiego co obce – wszystko to było. Ochrona stała w garniturach kiedy graliśmy, ale już na backstage każdy mógł wejść nawet z nożem.

Na szczęście ci, którzy przynieśli te noże używali ich na sobie.

Pamiętam dużo krwi na ścianach i tego gościa, który – jeśli się nie mylę – zrobił kilka prac dla The Devil’s Blood. Na koniec strasznie się pochlastał. Do tego fajne pamiątki, choć wódka
była najgorsza na świecie, a po innym trunku pluliśmy krwią na drugi dzień.

Ty sam jesteś znany z okaleczania swojego ciała.

Ostatnio staram się to pokryć tatuażami, co wciąż oznacza niszczenie swojej skóry w tym samym celu.

Czyli jakim?

Proces gojenia daje mi satysfakcję, podobnie uczucie krzywdy, którą sobie robisz. Nigdy nie robiłem tego z powodu gniewu, a w chwilach spokoju kiedy czułem się wyluzowany. Poza tym krew ma w sobie coś magicznego, to prawie jak mój fetysz. Poważnie, jedyny trwałym skutkiem jest zmiana miękkości skóry.

…i niezliczone blizny pokrywające twoje kończyny.

Cóż, alfabet Braille’a to to nie jest. Moja choroba zrobiła swoje, a starzenie się też nie pomaga.

No właśnie, jesteś cukrzykiem i z twoim zdrowiem bywało różnie, tym bardziej, że zdarzało ci się je zaniedbywać i zapominać nawet o wzięciu leków…

Tak, to tylko pogorszyło sprawę. Uszkodzenie nerwów obwodowych, tętniak i atrofia prawego oka to moje główne zmartwienia w ostatnich latach. To jeden ze skutków zaniedbywania swojego zdrowia będąc cukrzykiem.

Wierzę, że jednak w końcu do głosu doszedł twój zdrowy rozsądek?

Nawet jeśli staram się zrobić te 4 zastrzyki dziennie to i tak w ciągu ostatnich 20 lat nigdy nie udało mi się tego ustabilizować. Obecnie muszę nawet przechodzić testy co 2 lata żeby odnowili mi prawo jazdy. Chyba się starzeję.

Starzy, zgorzkniali ludzie z cofającą się linią włosów jednoczcie się…

Noce to problem. Nie mogę spać w ogóle bez tabletek, ale jeśli wezmę stilnox to mam przynajmniej 4 godziny snu.

Z kilkoma artystami rozmawiałem ostatnio o medytacji, sprawdzony środek na bezsenność.

Próbowałem tego. Obecnie potrafię się przynajmniej wyłączyć. W przeszłości mój umysł tylko podgrzewał drzemiący we mnie gniew i czułem się jak w pułapce.

Twój styl życia raczej ci nie pomagał.

Obecnie zredukowałem tanie alkohole. Nie wypijam już butelki wódki dziennie, to samo z winem i narkotykami. Wolę cieszyć się dobrym stoutem niż zalewać ryja tanim gównem z supermarketu.

Czy twoje życie uczuciowe jest równie wyboiste?

To zależy jak masz opisaną miłość, a jak żądzę. Tego, co ludzie często opisują mi jako miłość nigdy nie czułem i nie chciałbym poczuć. Człowiek oddany pasji, żyjący życiem odbiegającym od ogólnie przyjętych norm i ograniczeń – to oznacza kłopoty. Trudno kierować się myśleniem racjonalnym, które może być złudne w przypadku kogoś często działającego pod wpływem impulsów… Oczywiście zawsze rozumiałem to, co mnie spotyka. Niektórzy nienawidzili mnie za to czym byłem przesiąknięty, ale przypuszczam, że wzajemnie wyrządzone krzywdy były tutaj największym problemem. Nigdy jednak nie
robiłem tego celowo. Może i nie zastanawiałem się nad niczym zbyt długo, ale wtedy byłem też o wiele młodszy.

Zdrowie to jedno, ale bycie aktywnym koncertowo muzykiem pewnie nie wpływa zbyt dobrze na twoją karierę zawodową?

Jak dotąd pracowałem wyłącznie w korporacjach, w których urlop w danym terminie był obowiązkowy w odróżnieniu od moich przyjaciół, którzy w przypadku koncertów biorą tyle dni wolnego ile
potrzebują i kiedy potrzebują. Nigdy nie mogłem też wziąć urlopu bezpłatnego. Musiałem składać wypowiedzenie miesiąc wcześniej. Moi pracodawcy byli zwykle zaskoczeni i namawiali mnie żeby iść
na urlop w innym terminie, co oczywiście nie było możliwe.

Jakby tego było mało, zdarzyło się, że taka trasa nie doszła potem do skutku.

Byliśmy wtedy związani z Osmose, którzy chcieli nas wysłać na europejską trasę z Deicide. Wszystko było załatwione z agencją Metalysee, ale kilka tygodni przed trasą po prostu z nas zrezygnowali… a zamiast nas pojechały Centinex i Mystic Circle. Byłem naprawdę rozczarowany i jednej pijackiej nocy rozmawiając z Patrickiem z wytwórni Red Stream zdecydowałem się polecieć do USA i pracować dla nich.

Po kilku miesiącach w Pensylwanii przeniosłeś się do New Jersey do Neila Jamesona z Krieg. Nie było to chyba najzdrowsze środowisko w tamtym okresie…

Tak, mam mnóstwo popieprzonych wspomnień z tamtych miesięcy…

Niedawno znów rzuciłeś pracę żeby wraz Aosoth pojechać na trasę z Mgłą i Deus Mortem.

Tak i teraz tego żałuję. Sama trasa była świetna, większość koncertów wyprzedana, a z Deus Mortem i Mgłą dogadywaliśmy się świetnie.

Ale ze swojej formy, jak sam twierdzisz, jesteś niezadowolony i czujesz się zdemotywowany.

Był 1 świetny koncert w Ettlingen w Niemczech oraz 2 dobre w Paryżu i Colmar. Cała reszta to pod względem moich partii najbardziej gówniane występy w jakich uczestniczyłem. Oczywiście jest to mój punkt widzenia, reszta była całkiem zadowolona.

Dlaczego więc bierzesz w tym wszystkim udział skoro właściwie zawsze jesteś niezadowolony?

To niezły paradoks. Nigdy nie lubiłem tras koncertowych, ale wciąż staram się w nich uczestniczyć. Możliwe, że chce doświadczyć tego życia w trasie, które inni zawsze opisują z dużym entuzjazmem. Kto by nie chciał pożyć z dala od codziennej rutyny? Żadnego prania, brudnych naczyń, nic do sprzątania…

Nieco zbyt optymistyczna wizja, ale kupuję to.

Zawsze jednak lądujesz w innym świecie, w którym przez większość godzin jesteś przykuty do busa i jego kierowcy. Nie przypominam sobie ani jednej trasy, która była by tego choć trochę warta.

W lipcu 2015, tuż po odwołaniu waszego występu na Metal Magic z powodu nadkompletu pasażerów waszego lotu, ogłosiliście całkowite zaprzestanie działalności koncertowej.

Zadecydowaliśmy o tym tego samego dnia. Robiliśmy co mogliśmy żeby znaleźć inny lot. Przyjechaliśmy na lotnisko o 8:00 rano i od razu wiedzieliśmy, że coś jest nie tak, a Set był niesamowicie wkurwiony i miał kaca po whiskey. Dodaj do tego bycie zamkniętym w przeludnionym miejscu, cały ten stres i fizyczny ból, który Set odczuwał z powodu jego choroby. Powiedział, że ma dość i kończy z tym.

Czyli czara goryczy w końcu się przelała?

Nosił to w sobie przez całą trasę po USA i oczywiście wiedzieliśmy o tym. Nie pytaliśmy myśląc, że z czasem może mu przejdzie. Oczywiście byliśmy w błędzie. To był ostatni raz kiedy widzieliśmy się
wszyscy razem w tamtym składzie.

Ta decyzja sprawiła, że reszta koncertów też została odwołana.

Wciąż żałuję, że nie zagraliśmy na Nidrosian Black Mass w Brukseli. To był jedyny koncert w Belgii, który chciałem zagrać.

Właściwie to właśnie w Belgii spotkałem cię po raz pierwszy w 2000 roku. Graliście wtedy na takim małym niby-festiwalu wraz z Rotting Christ, Arkhon Infaustus czy szwedzkim Triumphator, który zagrał wtedy swój jedyny koncert. Zagrał też Watain, który był wtedy zaraz po wydaniu swojego debiutu, a ich koncert ukazał się na kasecie The Ritual Macabre…

Organizował to gość z agencji koncertowej Tragic Empire we współpracy z Drakkar. Organizacja gówniana, ale winnych nie było. Spóźnili się, klub nieopłacony, dźwiękowiec nieopłacony i oczywiście
zespoły też nie zobaczyły ani grosza.

Poza jednym.

No tak, Arioch i Tena z Triumphator przeprowadzili z gościem subtelną rozmowę na temat pieniędzy, które im wisiał.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę to zestaw perkusyjny, który zabrano ze sceny i zapakowano do samochodu.

Jako pierwszy miał grać lokalny zespół, na którego sprzęcie miały potem grać wszystkie inne kapele. Oczywiście nikt ich o to nie zapytał, więc kiedy zorientowali się o co chodzi po prostu spakowali swoje graty i odjechali.

Trzeba jednak przyznać, że cały ten bałagan nie był wyłącznie winą organizatorów. Pamiętam, że wyszedłem z klubu na kilka godzin, a kiedy wróciłem po południu, pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem był wielki słój majonezu lecący z backstage’owego okna…

Pamiętam ten syf na backstage’u, tamtego Szweda i rozwalony szklany stół. Z naszego koncertu przypominam sobie Mad Maxa Varniera (były perkusista Worship i niezły wariat, który rok później popełnił samobójstwo – dop. M.M.) palącego pod sceną papierosy i używającego naszych ramion jako popielniczek. Pamiętam też, że trzaskał łbem w moje buty.

Gościnnie w jednym numerze wystąpił wtedy z wami Nord z Ofermod/Malign. Wcześniej zresztą zachwycony twoją osobą przedstawił cię swoim kolegom mówiąc, że jesteś swój chłop…

Tak, odwrócony głos Deada z Mayhem. Na scenie wkurwił się i cisnął w publikę statywem od mikrofonu, a jakiś miły gość podał mu go z powrotem, chyba w nagrodę za to, że dostał nim w twarz. Niezręczna sytuacja.

Pamiętam też, że podczas waszego koncertu ktoś stwierdził, że Antaeus to jedyny na świecie zespół blackmetalowy, który może sobie pozwolić na krzyknięcie Go! w swoim utworze.

Wszystkie wokale na Cut Your Flesh and Worship Satan zostały nagrane w 1-2 podejściach. To było zupełnie spontaniczne i równie dobrze mogłem krzyknąć fire, fuck lub burn. Krzyknąłem jednak go i tyle. Nie zastanawiałem się nad tym.

Swoją drogą Inner War, o którym mowa skowerowaliście też na płycie Ashes Of Angels Aosoth.

Nie mogę znieść moich wokali na 2 pierwszych albumach Antaeus. Devotee i Inner War to numery, z których powinienem być dumny, ale zgrzytam zębami kiedy słyszę je w oryginale. Kiedy Antaeus pozostawał w uśpieniu, graliśmy ten numer z Aosoth na żywo i uznaliśmy, że dobrze będzie go nagrać w warunkach studyjnych. Mimo wszystko wolę wersję koncertową.

Czy jest szansa, że premiera Condemnation sprawi, że Antaeus zmieni zdanie w kwestii koncertów?

Biorąc pod uwagę problemy ze zdrowiem Seta oraz fakt, że wyraził się jasno na temat grania koncertów – jakoś w to wątpię. Nie widzę też sensu w graniu koncertów bez niego, choć Set i tak
pewnie nie chciałby żeby ktokolwiek grał te utwory za niego.

Jaki jest twój obecny stosunek do black metalu?

Moja wizja jest tak samo czysta jak we wczesnych latach mojej aktywności. Sztuka polega na unikaniu idiotów i pasożytów. Pijawki są na każdej scenie, w każdej pracy, w każdej dziedzinie.
Wszystko może zostać zniszczone, wszystkie trzeba zniszczyć.

Z takim bagażem ciężkich doświadczeń ciężko przewidzieć przyszłość, ale ciekaw jestem jak wyobraża ją sobie taki wieczny pesymista jak ty…

Tak, może tym razem rozsądniej będzie jeśli zamiast paplać pierwsze co przyjdzie mi do głowy po prostu się zamknę. Zbyt wiele różnych czynników, które mogą na nią wpłynąć. Czas pokaże.

Autor: Niklas Göransson (www.bardomethodology.com)
Tłumaczenie: Maciej Malinowski