NOWY NUMER!

Musick Magazine nr 31

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Paroxsihzem – globalny orgazm dziwacznych stanów umysłu

Zbieracze gruzu mogą uznać Kanadę za całkiem sympatyczne miejsce, wszak kraj ten wypluł z siebie choćby takie twory jak Mitochondrion, Antediluvian czy Adversarial. Na tym jednak nie koniec. Miniony właśnie rok 2012 przyniósł na świat jeszcze przynajmniej jedną kapelę, której przeoczyć po prostu nie wolno. Mowa o Paroxsihzem. Jakkolwiek ciężko przyjdzie wam zapamiętanie tej nazwy (ja mam problem z jej pisownią do dziś), zapewniam, że warto. W międzyczasie możecie poczytać, co do powiedzenia miał jeden z założycieli zespołu ? Impugnor.

Paroxsihzem to zupełnie nowy twór na kanadyjskiej mapie. Więc może na początek wyjaśnisz nam, dlaczego wybraliście sobie tak trudną do zapamiętania nazwę? Czytaj dalej…

Recenzja: Vorum – Poisoned Void

2013, Dark Descent Records

VORUM, świeża krew z fińskiej mieściny Maarianhamina, to załoga, która przez wielu wyznawców metalowej ekstremy upatrywana była jako jeśli nie faworyt, to z pewnością czarny koń tegorocznej gonitwy o tytuł najlepszego dostawcy death metalowego gruzu. Debiutancka epka „Grim Death Awaits” z 2009 roku rzeczywiście obiecywała wiele, fani gatunku ostrzyli sobie zębiska na rozwinięcie myśli czerpanej ze wzorców zarówno rodzimej (DEMIGOD, FUNEBRE), jak i amerykańskiej (MORBID ANGEL) sceny, a że wydaniem debiutanckiego długograja Finów zajęła się renomowana Dark Descent Records – o wpadce nie mogło być mowy. Czytaj dalej…

Relacja: Wrota piekieł znajdują się we Francji – Hellfest 2012

Tak! Zdecydowanie warto było ruszyć swoje szanowne cztery litery do naszych francuskich braci w metalu, gdzie w przepięknej krainie Loary, niedaleko uroczego miasteczka o nazwie Clisson, każdego czerwca otwierają się wrota piekieł i odbywa jeden z największych festiwali metalowych w Europie ? HELLFEST.

Ten stosunkowo młody festiwal rósł na naszych oczach w tempie huraganu. Prężna ekipa HellFest Productions bardzo dba, by z rocku na rock ich diabelskie dziecię się rozwijało, dostarczało coraz więcej wrażeń audio-wizualnych i ściągało do siebie coraz więcej wyznawców muzyki Szatana. Dość powiedzieć, że jeszcze 6 lat temu uczestniczyło w nim ok 22 tys. fanów? w 2012 roku było nas już 113 tys! Takiej liczby nie spodziewali się nawet sami organizatorzy.

Ubiegłoroczna, szósta edycja, była szczególna. Znany starym bywalcom teren imprezy nie tylko się rozszerzył, ale został też diametralnie ?przemeblowany?. Do ostatniego dnia nie mogłam się do tego przyzwyczaić i dopadała mnie pewna dezorientacja gdy np. po zakończonym dniu trzeba było wrócić na pole namiotowe, gdyż nawet wejście/wyjście z terenu festiwalu znajduje się z zupełnie innej strony niż dotychczas. Sceny zmieniły swój układ, a ponadto zainwestowano w dwie dodatkowe (a jeszcze w zeszłym roku były ?jedynie? cztery) co pozwoliło zaprosić jeszcze więcej zespołów? w sumie ponad 150? na 6 scenach?. może powtórzę: ponad 150 zespołów na 6 scenach! Z czego koncerty odbywały się zawsze synchronicznie na trzech. Dlatego codziennie mordowały człowieka dylematy: czy pójść na HEAVEN SHALL BURN, BRUJERIA czy ORANGE GOBLIN, który odbywa się w tym samym czasie, albo SACRED REICH, NECROPHAGIA czy UFOMAMMUT? Nic, tylko usiąść pośrodku i płakać? jak tu się rozdwoić, roztroić żeby zobaczyć wszystko, co by się chciało? prawie bez szans i trzeba się z tym od razu pogodzić albo w ogóle tu nie przyjeżdżać. A mówią, że od przybytku głowa nie boli. Czytaj dalej…

Recenzja: Vomitor – The Escalation

2012, Invictus Productions

Twórca okładki nowej płyty australijskiego VOMITOR celowo ponoć nawiązał, czy raczej wprost odniósł się do grafiki znanej z „The Time Before Time”, jedynej pełnowymiarowej płyty wydanej przez legendarną polską załogę IMPERATOR. Jeśli potraktować to jednak jako podpowiedź, dotyczącą zawartości „The Escalation”, to może ona wieść na manowce. Bliżej temu materiałowi z pewnością do nagranego trzy lata wcześniej przez Bariela i spółkę dema „Eternal Might”. Czuć tu w każdym razie tę samą diabelską moc. Czytaj dalej…

Recenzja: Golden Resurrection – One Voice For The Kingdom

2013, Liljegren Records

Rycerskie opowieści spod znaku GOLDEN RESURRECTION nie porażają swą siłą. Ciężko kupić coś, co mając niewiele mocnych stron – raczej nudzi, aniżeli intryguje i przyciąga uwagę.

Płyta jest przewidywalna do bólu i mieści się w pojęciu melodyjnego, neoklasycznego metalu. Wokal Christiana nie odznacza się szczególną oryginalnością od pozostałych przedstawicieli tego gatunku, słabo słyszalny keyboard też nie zaskakuje. Nie twierdzę przy tym, że materiał zawarty na „One Voice For The Kingdom” jest tragiczny. Muzyka zawarta na trzecim albumie GOLDEN RESURRECTION ani nie jest jednak odkrywcza, ani nie daje kopniaka. Czytaj dalej…

Recenzja: Auroch – From Forgotten Worlds

2012, Hellthrasher Productions

Hellthrasher Productions, mały póki co, niezależny label prowadzony przez Bartka Kosińskiego, staje się już marką samą w sobie. Niemalże gwarantem dobrej jakości. A w najgorszym razie niepisaną obietnicą, że obędzie się bez ewidentnej wpadki. Taką z całą pewnością nie jest debiutancki album kanadyjskiej ekipy AUROCH, zatytułowany „From Forgotten Words”. Mało tego, to tytuł, który zdecydowanie zwraca na siebie uwagę, każąc w swoich autorach dopatrywać się potencjału, który w przyszłości zaowocować może rzeczami – przynajmniej w skali mikroświata metalowej ekstremy – wybitnymi. To nie przypadek, że zbiera świetne recenzje w branżowych mediach. Czytaj dalej…

Recenzja: Unbounded Terror – Nest Of Affliction

2011, Xtreem Music

Hiszpański UNBOUNDED TERROR od zawsze był związany z Davem Rottenem. Zanim było Xtreem, działało Repulse, a jeszcze wcześniej Drowned. Rzeczony zespół wydał niektóre demówki właśnie pod szyldem tej ostatniej. Tym razem Zgniłek zdecydował się wcisnąć na srebrny krążek wszystkie materiały UNBOUNDED TERROR, czyli album ?Nest Of Affliction? oraz 3 demosy i jeden niepublikowany utwór. Łączny czas trwania to 79 minut z groszami! Całkiem zacnie. Czytaj dalej…

Recenzja: Antestor – Omen

2012, Bombworks Records

Norweski chłodny klimat niewątpliwie odbił się na twórczości istniejącego od 1990 r. zespołu ANTESTOR. Przesłuchując „Omen” odnosi się wrażenie, jakby tkwiło się w black metalowym horrorze.

„Omen” na pewno zaspokaja 7-letnie oczekiwania na nowy album ANTESTOR. Zawiera 10 solidnych utworów, które mogą jednak zdawać się zbyt zlane ze sobą. Nie oznacza to bynajmniej montotonii – raczej długą opowieść. Szybkie, urywane riffy gitarowe idealnie uzupełniają się z długimi i przeciąganymi. Solówki niestety nie są powalające – niekiedy nawet zupełnie niepotrzebne, jakby oderwane od klimatu i wciśnięte tylko po to, żeby były – bo trzeba. Jest to jednak do przełknięcia w „In Solitude”, bo kolejnego utworu „The Kinding” słucha się już z upiornym zaciekawieniem. Zwłaszcza, że zespół dozuje tempo ze spokojnego w piekielne, by zakończyć klamrą na niemalże usypiającym. Czytaj dalej…

Nowy wywiad

Soniczny terror Portal

Soniczny terror Portal

Pochodzący z Australii Portal przesuwa granice death metalu. Gitarzysta Horror Illogium opowiada, co było paliwem dla ich sonicznego terroru, czyli najnowszej płyty "ION" oraz poprzedzającym go niezrealizowanym albumie. Chyba każdy, kto[...]

The Ruins of Beverast - niekończące się pasmo pomysłów

The Ruins of Beverast - niekończące się pasmo pomysłów

Alexander Meilenwald, głównodowodzący The Ruins of Beverast, opowiedział o swojej ostatniej transformacji oraz stosunku do gatunku ludzkiego. Prezentując najnowszy album Exuvia odrzuca także gatunek ludzki jako ten, który powinien nieść[...]