NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Hektor – The Inner Dementia

2012, Thrashing Madness Productions

To ci dopiero niespodzianka! Hektor to zespół, który nigdy wielkiej furory nie zrobił, dzisiaj istnieje w świadomości chyba tylko najbardziej zapamiętałych fanów polskiej sceny sprzed blisko ćwierćwiecza (!!!) i zdawało się, że nazwę tę przykryć może już tylko kurz zapomnienia. To byłby niewybaczalny błąd „The Inner Dementia” i po 23 latach od swojej premiery (na kasecie wydanej przez firmę MiL) brzmi po prostu niebanalnie, intrygująco, wręcz… świeżo. Owszem, brzmienie dzisiaj nie należałoby do najnowocześniejszych, Adam Toczko wykonał jednak przed laty kawał dobrej roboty, a muzycznie był to z pewnością jeden z najciekawszych produktów sceny metalowej tamtych lat. Czytaj dalej…

Recenzja: Spellcraft – Yersinia Pestis

2012, Xtreem Music

Tą razą trafił się black metal sygnowany przez Xtreem. Zespół pochodzi z Hiszpanii, nagrał sobie był nikomu niepotrzebne intro, 6 właściwych numerów i nikomu niepotrzebne outro. Pierwszy z właściwych kawałków, „Alone In The Eternity”, kojarzy mi się z drugą płytą OBTAINED ENSLAVEMENT. Szybki black metal z nałożonymi w tle gdzieniegdzie klawiszami i wplecionymi melodyjnymi fragmentami. Miejscami jest to muzyka do bólu przewidywalna i bazująca na wielokrotnie ogranych motywach, aczkolwiek zdarzają się i chwytające za pikawkę momenty, np. w tytułowym czy „Lilith’s Breath”. Niestety większość materiału kompletnie do mnie nie dociera, przemyka nie dając się zawiesić ani na prawym, ani na lewym uchu. Czytaj dalej…

Relacja: Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny…

Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny – relacja z koncertu VOIVOD w Progresji!

17 października w warszawskiej Progresji po raz piąty wystąpił w naszym kraju VOIVOD, serwując garść powalających klasyków i trzy utwory z nadchodzącej płyty „Target Earth”. Kto nie widział Kanadyjczyków na żywo, przegrał życie…

Gdybym miał wymienić trzy najważniejsze i najbardziej wpływowe zespoły w historii muzyki metalowej, wskazałbym na BLACK SABBATH, CELTIC FROST i VOIVOD. Czy słusznie? Pewnie nie, bo ktoś  powie SLAYER, JUDAS PRIEST, BATHORY i pewnie też uzasadni. Co z tego grona wyróżnia VOIVOD? Wciąż istnieją, wciąż grają, wciąż tętnią życiem, energią i wigorem, którego mogłaby pozazdrościć niejedna młoda kapela. VOIVOD to nie firma, to nie instytucja zatrudniająca sztab menadżerów i prawników, wizażystek i speców od marketingu. Nie zapełniają stadionów, nie grają w największych klubach, nie zaskakują teledyskami pełnymi przepychu ani koncertową scenografią zapierającą dech w piersiach. Ich tajna broń to genialna i ponadczasowa muzyka, charyzma, szczerość i naturalność, bijące z każdej sekundy ich scenicznej aktywności. VOIVOD to czterech facetów, którzy kochają muzykę i na koncercie bawią się równie dobrze jak ich najwięksi fani. Czytaj dalej…

Recenzja: Rise And Shine – Empty Hand

2011, I Hate Records

Koło muzycznej historii po raz kolejny się obróciło i do łask zdecydowanie wracają brzmienia, za sprawą których ukształtowała się kilkadziesiąt lat temu nisza zwana hard rockiem, a później cała ciężka muzyka, jaką znamy dzisiaj. Na tej fali właśnie płynie szwedzka formacja Rise And Shine, której płytę „Empty Hand” wydali jej krajanie z I Hate Records. Czytaj dalej…

Recenzja: Graveland – Prawo Stali

2011, Warhead

Niniejszy album jest przearanżowaniem albumu “Creed Of Iron” z 2000 r. Nie będę silił się na żadne porównania czym różnią się oba wydawnictwa poza polskojęzycznymi tekstami, gdyż twórczość GRAVELAND szczerze powiedziawszy latała mi kalafiorem. Zdaje się, że jest tu więcej kawałków aniżeli na pierwotnym wydawnictwie, choć wiedzę swoją opieram w tym wypadku na metal-archives, więc wyjdę na pozera i ciurę. We wkładce do tegoż albumu Ciemny Robcio pisze jak to ewoluował podążając ścieżką wyznaczoną przez BATHORY. No cóż, dobrze, że choć obrany autorytet zaiste jest autorytetem w metalowym świecie, niestety czy „Prawo Stali” można porównywać poziomem do epickich dzieł Qurthona, tu już bym się tak daleko nie posuwał. Czytaj dalej…

Recenzja: Ketha – 2nd Sight

2012, Instant Classic

Drugi album Kethy, „2nd Sight”, pozornie i podchwytliwie wydaje się być łatwy do zrecenzowania. Można wszak pisać o pewnej intensywności, którą usytuować warto w obrębie zespołów takich jak Godflesh, Neurosis czy Swans. Jest tu groove, ciężar i masywność Meshuggah, a nad wszystkim zdaje się unosić Kobong, z naciskiem na Chmury nie było. Są i połamane rytmy, z których znamy choćby Fantomas czy Tomahawk, jak i sporo jazzowych barw. O ile jednak na pierwszej płycie zespołu można było mówić o ściganiu Kobongowego wzorca, o tyle na nowej płycie, choć występuje tu masa oczywistych skojarzeń, o wiele jest więcej pierwiastka własnego – KETHA.

Czytaj dalej…

Recenzja: Memory Driven – Animus

2011, I Hate Records

„Animus” to zdecydowanie płyta, nad którą trzeba przysiąść dłuższą chwilę. Najpierw przyciąga do siebie informacją, że w głównej mierze stoi za nią Dennis Cornelius (znany m.in. z Revelation i Place Of Skulls), potem, na pierwszy rzut ucha, odrzucająca nieco niespójną formą, wreszcie każąca skupić się na smaczkach. Nie do końca, niestety, wychodzi jej to na dobre.

Można odnieść wrażenie, że spotkało się tutaj kilku muzyków, którzy uznali, że w macierzystych zespołach nie do końca się realizują. Albo przynajmniej takie, że Cornelius potrzebuje zdecydowanej odmiany. Myślałby kto, że wszystko jest na miejscu. Nie. Nie jest. Czytaj dalej…

Recenzja: Heretique – Ora veritatis

2012, Psycho Records

Przede wszystkim, składam w tym miejscu wyrazy podziwu dla Roberta, który w tych naprawdę nieciekawych dla wydawców czasach zdecydował się na promowanie kapel debiutujących i raczej pozbawionych nawet minimalnego potencjału marketingowego. Heretique jest (a właściwie do dziś było) dla mnie jednym z takich anonimowych  przedstawicieli nowej polskiej metalurgii. Nie ukrywam przy tym, że trochę się „napaliłem” na anonsowany na flyerach czarny, traszujący metal, bo czego jak czego, ale takiego połączenia nigdy dosyć. Rzeczywistość dobiegająca z głośników nieco się różni, w moim mniemaniu, od tej zapowiadanej przyczernionej młócki, ale nie zmąciło to ani trochę mojego dobrego humoru, bo to po prostu fajna, przyzwoita płytka. Po obowiązkowej introdukcji, popłynęły dźwięki „Rain of fire” i zgodnie z tytułem ognisty deszcz spadł na dotknięte suszą dobrego traszowania połacie polskiej filharmonii podziemnej. Motoryczne, pełne autentycznej energii elektrycznej granie, zawsze bezproblemowo trafiało do moich uszu. Czytaj dalej…

Nowy wywiad

Dead Congeragtion - nie utoniemy w morzu przeciętniactwa

Dead Congeragtion - nie utoniemy w morzu przeciętniactwa

Dead Congeragtion jest obecnie jednym z najciekawszych zespołów deathmetalowych, a jak radzą sobie na żywo mieliście okazję przekonać się kilka tygodni temu w Warszawie. Pozostaje mi tylko zaprosić was do[...]

Ryan Forster - kult w kapturach

Ryan Forster - kult w kapturach

Oto prywatna rozmowa z otwartym, oddanym podziemiu Ryanem Försterem, z której dowiecie się o tajemnicach cmentarza Ross Bay, historii warmetalowej bestii Conqueror, nowym zespole Death Worship oraz jego inicjacji w[...]