NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Masachist – zrobić coś na przekór

To monofoniczne brzmienie jest zasługą ustawień mikrofonów w różnych miejscach pomieszczenia. Przypomniała nam się historia nagrywania płyty Dawida Bowiego. Nie było kiedyś delayów i tym podobnych rzeczy, dlatego, żeby uzyskać ten efekt, mikrofony zostały ustawione daleko w korytarzu. Kombinowaliśmy coś w ten deseń i myślę, że uzyskaliśmy inny sound, niż normalnie do tego jesteśmy przyzwyczajeni. W ogóle ta płyta brzmi inaczej od innych.

Masachist proponuje nam nowy, drugi album zatytułowany „Scorned”. Czy powtórzy się sytuacja podobna do premiery ich debiutanckiego krążka, kiedy to schlebiali im niemal wszyscy? Różnie z tym może być. Ja tam wątpliwości nie mam. Masachist nagrał płytę różniącą się od zawartości „Death March Fury”. Dla mnie to zmiana na plus. „Scorned” jest przykładem, jak niezaprzeczalną brutalność można łączyć z inteligentnym, jeszcze nienowatorskim, ale na pewno ciekawym graniem. Z Truflem, liderem zespołu, rozmawiałem między innymi o tym, dlaczego nie chcą być deathmetalowym Motörhead, co z nową płytą ma wspólnego Kodeks Bushido, o wpływie David’a Bowie na nagranie „Scorned”, czy też o tym, że na nowym albumie znalazły się motywy popowe.

Jak reagujesz, gdy nazywa się Masachist supergrupą?

– Znakomicie, ponieważ ludzie cały czas przypominają mi, jaki jestem super i jaki mam superzespół. A tak naprawdę to nie wiem, o co chodzi, bo jest to zespół jak zespół. Aby stworzyć band, który wykonuje muzykę na wysokim poziomie, musi mieć w składzie „zawodowców”. Poszukiwania lokalnych muzyków lata temu spełzły na niczym. Trzeba było się odezwać do kolegów i tak powstała nasza „supergrupa”. Jest to normalny band, żaden sideproject, ani skok na kasę. Z grania nie ma kasy i to jest fajne.

Jasne. Jak i to, że wytwórnia używa tego typu argumentów do promocji Waszej płyty. Ale czy zgadzasz się z tymi porównaniami Masachist do Hate Eternal czy Deicide? Na „Scorned” odchodzicie skutecznie od schematów tego typu grania.

– Wiesz, zawsze trzeba do czegoś porównać, żeby ewentualnie naświetlić fanowi czego może się spodziewać. Hate Eternal to bardzo dobry zespół, ich druga i trzecia płyta w jakiś sposób na pewno mnie zainspirowała. Nie jest tak, że muszę coś kopiować, bo to rozmija się z celem. Podglądam pewne rozwiązania i dostosowuję to do kierunku, w jakim chcę podążać. Szukam swojego złotego środka na Death Metal i może w końcu go znajdę.

Na właśnie wydanej „Scorned” czujecie się pewniej niż podczas premiery „Death March Fury”?

– Zdecydowanie pewniej, bo jestem na 100% przekonany, że nagraliśmy bardzo dobry materiał. To o wiele lepiej wyprodukowana muzyka i bardziej świadoma.

Czy wydanie „Scorned” zerwie z kolejnym określeniem najczęściej padającym pod adresem zespołu – projekt?

– Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to, czy ktoś tak mówi. To my wiemy najlepiej, czym jest dla nas ten zespół. Mamy w planach kolejną płytę, powoli się do tego zabieram. Oczywiście nie planujemy jakiegoś skoku na kasę i światowego turnee. Zagramy może więcej koncertów, niż poprzednio. Zresztą, uważam, że to właśnie teraz, a nie wtedy, mamy coś do zaoferowania na żywo. Numerów jest sporo i będzie z czego wybierać, przez co nasze gigi staną się atrakcyjne. Generalnie chcę, żeby nazwa Masachist była w świadomości fanów, ale jednocześnie, żeby band był niejako na uboczu.

„Manifesto (100% D.M.K.M.)”, czy powinienem doszukiwać się jakiegoś konkretnego przesłania ukrytego pod tym tytułem?

– Raczej jakiejś ukrytej indoktrynacji w naszej muzyce nie uświadczysz. To nie ta bajka. Death Metal powinien właśnie być taki – na pełnej kurwie i to jest ten manifest. Muzyczny.

Jak sądzisz, czy „Scorned” zaskoczy ludzi znających Wasz debiutancki krążek?

– Szczerze mówiąc – liczę na to. Oczywiście pozytywnie. Pojawiły się już pierwsze recenzje i są różne. Od zachwytów poprzez rozczarowanie. Cóż, niektórym się wydawało, że nagramy „Death March Fury part 2”, ale to nie jest ambicją zespołu. Nie chcę być death metalowym Motörhead. Chcę poszukiwać, ale jednocześnie trzymać się kanonów Death Metalowych.

A czy zainteresuje?

– Nie wiem tego. Robimy muzykę przede wszystkim dla siebie. Z pewnością możemy stracić fanów, którzy oczekiwali dźwięków takich, jak na debiucie. A przecież na „Scorned” jest trochę inaczej, nawet progresywnie.

W wywiadzie dla T-mobile Music, jeszcze przed premierą nowego albumu, powiedziałeś: „Udostępniony w sieci kawałek The Process of Elimination brzmi jak kontynuacja pierwszej płyty, ale może też być zmyleniem przeciwnika.” I trudno się z tym nie zgodzić. Bo po pierwsze: łamiecie ustawowy czas trwania utworów death metalowych…

– Specjalnie wrzuciliśmy ten numer jako pierwszy, żeby było lekkie zdziwienie po przesłuchaniu całej płyty, która jest zdecydowanie inna. Pierwszy krążek to była erupcja agresji, dość krótkie numery, ale przy gęstej i szybkiej muzyce tak powinno być. Nie znam się na ustawowym czasie trwania numerów, polegam jedynie na intuicji. Dla mnie numery mogą trwać nawet po godzinę, ale pod warunkiem, że nie wieje nudą. Dobrze odnajdujemy się zarówno w tych bardzo szybkich numerach, jak i bardzo wolnych i ciężkich. To cały czas Death Metal.

Po drugie: wtłoczyliście w nowe kompozycje taki ołowianoszary klimat niepokoju za sprawą sampli…

– Myślę, że nawet bez tych sampli byłoby dość mrocznie, ale fakt, one potęgują ten klimat. Myślę, że na następnej płycie nie będzie ich zbyt dużo. Nie chcę się powtarzać, ale szukać innych rozwiązań.

Racja. Nie same sample budują ten ponury klimat. Już otwierający płytę „Drilling The Nerves” pokazuje Masachist we wciąż brutalnej, ale zdecydowanie bardziej złowieszczej formule.

– Trzeba pamiętać, że Death Metal to nie tylko blasty, a również ciężkie, wolniejsze granie. My lubimy to i to, i jak widać, całkiem zgrabnie nam to idzie. „Drilling…” to dobry song, nie rozumiem niektórych, którzy słyszą w tym jakiś deathcore. Nawet nie wiem co to ten deathcore. Nasza muzyka to pieprzony DEATH METAL!

Jeśli mówimy o konkretnych utworach. Taki „Straight nad Narrow Path”, gdyby go skrócić, mógłby być singlem. Są w nim i blasty, i złowieszcze zwolnienia, i ten świdrujący w uszach melodyjny riff. Masachist AD 2012 w pigułce?

– Szczerze mówiąc, nie myśleliśmy o singlach. Moim zdaniem każdy numer jest inny od drugiego, co czyni tę płytę interesującą. Uwierz mi, że „Straight…” był w pierwotnej wersji jeszcze dłuższy, ale to dopiero w studio okazało się, że jest zbyt długi. Skróciliśmy go, podobnie jak „Drilling the Nerves” i wyszło spoko. Niczego bym nie zmienił na tej płycie, jestem zadowolony z każdego numeru.

Gdzie szukasz nowych rozwiązań?

– Na pewno nie inspiruje mnie śpiewanie ptaszków. Myślę, że różne zespoły, od tych deathmetalowych, poprzez bandy z innych gatunków. Jest jeszcze mnóstwo zespołów, którymi można się zainspirować i wrzucić cos do swojej muzyki. Polegam na swojej intuicji. Im jestem starszy, tym lepiej mi to wychodzi.

To śmiało, wymień kilka nazw z tego źródełka inspiracji.

– Chcesz mnie wykończyć. Starocie amerykańskiej szkoły Death Metalu oraz inne rzeczy: Tool, E.S. Trio, Chroma Key, Gojira itd.

Brzmienie „Scorned” jest bardziej brudne, dalekie od wysterylizowanych produkcji z USA…

– Taki był zamiar od początku. Całe bębny, oprócz stopek, są żywe. Nie bawiliśmy się jakieś próbkowanie brzmień perkusji, równania do siatki. Po prostu totalny flow i wyciągnięcie z akustyki pomieszczenia jak najwięcej. To samo tyczy się solówek. Na tyle przestrzennie zostały zarejestrowane, że tak naprawdę nie potrzebowaliśmy żadnych efektów. Dzięki temu wyszedł naprawdę obskurny i żywy sound. Chcieliśmy zrobić coś na przekór, inaczej, niż według przyjętych norm. Myślę, że efekt finalny jest super.

Wspomniałeś o solówkach. To kolejna zaleta „Scorned”. Są intensywne i bardzo dobrze brzmią…

– Dzięki. Zupełnie inaczej podeszliśmy do tego – ba! – przyłożyliśmy się do ich realizacji. To monofoniczne brzmienie jest zasługą ustawień mikrofonów w różnych miejscach pomieszczenia. Przypomniała nam się historia nagrywania płyty Dawida Bowiego. Nie było kiedyś delayów i tym podobnych rzeczy, dlatego, żeby uzyskać ten efekt, mikrofony zostały ustawione daleko w korytarzu. Kombinowaliśmy coś w ten deseń i myślę, że uzyskaliśmy inny sound, niż normalnie do tego jesteśmy przyzwyczajeni. W ogóle ta płyta brzmi inaczej od innych. Polecam zespołom szukanie innych rozwiązań. Wracając do solówek, to były one improwizowane, także jest totalny feeling i to słychać.

Lubisz Lux Occultę? (I to jest pytanie na serio).

– Tak, to w porządku muzyka i bardzo fajni kolesie. Graliśmy parę wspólnych sztuk z Yattering. Mieli całkiem spoko pomysł na muzykę, ale uważam, że zanim go rozwinęli, zdążyli zawiesić działalność. Szkoda, bo mogli przecież istnieć tak jak Masachist. Robimy muzykę, istniejemy, a z drugiej strony jesteśmy na uboczu i się jakoś specjalnie nie promujemy. Nie widzę w tym problemu. Może teraz to zrozumieli, bo przecież się reaktywowali, więc fajnie. Dobrej muzy nigdy dość.

Celowo zapytałem o ten zespół, bo okładka „Scorned” przypomina mi front płyty „My Guardian Anger” Lux Occulta.

– Nie ma problemu. Nawet nie znam tej płyty, bo w sumie nigdy nie byłem fanem ich muzyki, typowym fanem ma się rozumieć. Musiałem sprawdzić w necie co i jak z tą okładką. Mi to w ogóle nie przypomina ich okładki, no jest postać i tyle. W sumie nieważne. Na pierwszej płycie były trupy, a ile to trupów było na okładkach
metalowych kapel… Poza tym jestem pewien, że warstwa tekstowa dotyczy zupełnie innych rzeczy, niż nasze. Wszystkiego się dowiecie jak rozłożycie książeczkę i poczytacie teksty. Warto to mieć.

Dotknąłeś tematu tekstów. Dlaczego warto się nimi zainteresować? Wcześniej powiedziałeś, że „Scorned” to manifest, ale muzyczny.

– Dla mnie muzyczny, bo ja się zajmuję tutaj muzyką, nie potrafię pisać tekstów. Wyrażam swoje emocje poprzez dźwięki. Warstwa tekstowa też musi mieć jakiś sens i tez musi być atrakcyjna, tak jak muzyka. Podchodzimy do zespołu na serio. Teksty dotyczą oczywiście śmierci, bo to Death Metal. Jako, że na „Death March Fury” były o totalnej zagładzie i zniszczeniu ludzkości (bardzo oryginalne…), to tym razem zaczerpnęliśmy inspirację w innej kulturze śmierci – głównie japońskiej. Kodeks Bushido, Samuraje, seppuku. Spojrzenie właśnie przez pryzmat innej kultury. Oczywiście nie jest to jakiś koncept tekstowy, bo teksty nie są tylko o tym – „Inner Void” na przykład jest o przemijaniu, czyli totalny pop. Po prostu Śmierć Metal, słuchać i czytać!

Jak dużo miejsca na swoje pomysły mieli pozostali członkowie zespołu?

– Niezbyt dużo, bo właściwie wszystkie numery były zrobione. Niektóre rzeczy musieliśmy przearanżować (perkusja), wywalić albo poprzestawiać jakieś riffy, skrócić numer. To wszystko jest aranżacją, normalna zespołowa praca. Myślę, że wspólne główkowanie w studio wyszło nam tylko na dobre. Każdy w zespole ma swoje zadanie i wrzuca jakiś pomysł, ale po mojej akceptacji. Musi być taka osoba w każdym zespole.

Tak zdecydowana postawa, którą prezentujesz, bierze się pośrednio z Twojego hobby? Mam tu na myśli sztuki walki…

– W pewnym sensie tak, bo interesują mnie sztuki walki i je uprawiam. Po prostu zawsze wolałem być Brucem Lee niż Maradoną.

Hm, w sumie obaj umieli efektownie oraz efektywnie używać i nóg, i rąk… Na koniec, myślisz już o koncertach? Może nowej płycie?

– Mam nadzieję, że koncerty zagramy jak najszybciej. Mamy w końcu spory repertuar, który nie zamyka się w 20 minutach jak poprzednio. Myślę już o płycie, powoli robię jakieś szczątkowe riffy, ale to nic poważnego na razie. Nie ma co się spieszyć, płyta dopiero co wyszła.

Autor: Piotr Dorosiński