NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Black Oath – jesteśmy portretami zmarłych

Black Oath – tajemnicza sekta, wypełzła z zatęchłych krypt włoskich cmentarzysk – od kilku lat buduje swoją pozycję na europejskiej scenie doom metalowej. Najnowszą płytą, zatytułowaną „The Third Aeon”, każe wręcz postrzegać siebie jako mroczną siłę, której nie warto lekceważyć. Z czarną magią i prastarymi klątwami igrać przecież nie należy. Muzycy Black Oath, o czym przeczytacie w wywiadzie, potrafią je okiełznać. Ale nie próbujcie tego w domach, dzieciaki!

Trudno chyba póki co mówić, by Black Oath miało w Polsce rzeszę wiernych fanów, więc nie ma innego wyjścia – zacznijmy od krótkiej wizytówki zespołu. Co sprawiło, że go założyliście? Założę się o każdą kasę, że muzyczna spuścizna Paula Chaina odegrała tutaj kluczową rolę?

Czarną Przysięgę sygnowaliśmy w 2006 roku. Od samego początku celem zespołu jest dzielenie się okultystycznymi, chorobliwymi energiami ukrytymi w poświadomości jego muzyków. Dla nas, Włochów, czymś zupełnie naturalnym jest ich obecność w muzyce… „naszej” muzyce. A Paul Chain w rzeczy samej jest jednym ze źródeł muzycznych inspiracji, ale nie on jeden. Wpływ mają na nas także zabobony, tradycje, stare cmentarzyska i inne mroczne historie, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Tak czy owak, Paul Chain jest największą postacią doom rocka jako takiego, nie tylko we Włoszech.

Swoją muzykę opisujecie jako – tu pozwolę sobie użyć oryginalnego anglojęzycznego określenia – „cursed doom magick”. Powiesz coś więcej na ten temat?

Tak, te trzy słowa wystarczają, by oddać charakter naszej muzyki. Płyta „The Third Aeon”, teksty na niej, tych właśnie spraw dotyczą. Czarnoksięstwo, doktryna Thelemy, spirytyzm i okultyzm, wszystko, z czym sami się identyfikujemy. Głównie Thelema, bo według mnie to ścieżka, którą należy podążać. Z dala jednak od dziecinnego satanizmu, którym epatują ludzie kalający nazwisko Crowleya gównem.

Sam tytuł płyty, „The Third Aeon”, wydaje się być swego rodzaju manifestacją czegoś tyle nowego, co właśnie związanego z magią. Jak należy go postrzegać?

Przyczyn, dla których płyta została tak właśnie zatytułowana, jest wiele. Zespół tworzy trzech ludzi, jest to nasze trzecie wydawnictwo, „3” to magiczna liczba, a „Aeon” odnosi się do nadejścia Horusa po epoce Izydy/Ozyrysa (Chrystusa). Tytułem płyty honorujemy też nowe życie, które tchnięte zostało w zespół wraz z dołączeniem do składu perkusisty C.Z.

Praktykujecie to, co przekazujecie w tekstach? Z nich wynikałoby przecież, że macie do czynienia z dość mrocznymi, niebezpiecznymi siłami…

Oczywiście, że wcielamy w życie to, o czym mówią nasze teksty. Gdybyśmy pisali o jednym, a robili na co dzień coś zupełnie innego, kompletnie by to nie miało sensu. Ale praktykujemy to wszystko w tajemnicy, odosobnieniu, nie są to sprawy, którymi chcemy się chwalić. Pozwól, że powiem, iż nie mamy do czynienia z niebezpiecznymi mocami… czy inaczej, nie są one niebezpieczne dla nas. Patrzymy naszym „okiem” przez nowy, duchowy wymiar, pozbawiony pospolitej cielesności i materialności.

Ukrywacie swoje personalia za pseudonimami, a na scenie – co jest niezwykle rzadkie na scenie doom metalowej – używacie kojarzonych z ekstremalnym black metalem „trupich” makijaży. Dlaczego?

Nasze imiona i nazwiska nie są ważniejsze od samej nazwy Black Oath. Nie ma więc żadnego powodu, by je ujawniać, bądź zamieszczać nasze fotografie na wydawnictwach. A to, co robimy na cenie wprost wynika z tego, kim w naszym mniemaniu jesteśmy. Martwymi duszami rzucającymi klątwy w imię Przysięgi. Takie mamy do tego podejście, choć faktycznie nie jesteśmy zepołem black metalowym. Podejrzewam, że wyglądalibyśmy tak samo nawet, gdybyśmy grali muzykę pop. Jesteśmy portretami zmarłych.

Najnowszy duży krążek Black Oath rozpoczyna się utworem „Death As Liberation”, którego już sam tytuł sugeruje przecież, że śmierć jest wyzwoleniem, czyli początkiem czegoś nowego. Czego?

Ten kawałek dotyczy wydarzenia, które miało miejsce w moim własnym życiu. Doświadczyłem wyzwolenia i spokoju od cielesnej egzystencji. Ale nie wiem, co na nas czyka, gdy życie dobiega końca. Mam na to własny punkt widzenia, ale prawda zostanie dopiero objawiona… mam nadzieję wkrótce…

W tekście do innego kawałka, „Horcell the Temple”, użyliście często używanej czy raczej nadużywanej Crowleyowskiej frazy „Do what thou wilt” – „Czyń wedle swej woli”. Nie masz wrażenia, że to, w światku metalowym i nie tylko, jedna z najbardziej źle interpretowanych, zrozumianych i źle wykorzystywanych sentencji, jakie zna ludzkość?

Dzięki za to pytanie! Oczywiście, że jest to nadużywana fraza, a 99% ludzi ją wykorzystujących nie ma pojęcia, czego faktycznie dotyczy! Ale nie będę tematu rozwijał, bo osoby poważnie zainteresowane argumentami i dyskusją powinny same ich poszukać i znaleźć odpowiedź. Natomiast mogę powiedzieć parę słów o „Horcell”. Było to opactwo Crowleyowskiej Thelemy w miejscowości Cefalu na Sycylii, świątynia seksualnych rytuałów magicznych. Dlatego właśnie używać musiał sekretnej nazwy – Horcell (Whore Cell – Cela Nierządnic). Budynek jest obecnie całkowicie zniszczony, ale na pozostałościach jego ścian ciągle widać malunki i symbole.

A jakie jest znaczenie wersu „niech światło zostanie zgwałcone rogami mojej wiary”, który użyliście w utworze „Black Oath”, który jak mniemam jest swego rodzaju filozoficznym manifestem zespołu?

Rzecz dotyczy światła, które nas oślepia, boga, chrześcijańtwa i wszystkich religii, które zatruwają umysły… Wszystko co nie jest „bogiem”, jest DIABŁEM, a jego rogi zniszczą światło, kierowane naszą wiarą, naszą wolą. Bo sami jesteśmy „bogiem”.

Proste, ale może też bardzo skomplikowane pytanie – dlaczego gracie muzykę?

Jesteśmy artystami mroku. Nie potrafię sobie wyobrazić swojego życia bez sztuki, bez względu na to czy jest to muzyka, malarstwo czy coś jeszcze innego. Coś w nas siedzi i czasem musi znaleźć ujście na zewnątrz. Robimy to dla siebie samych. Muzyka jest jedną z najstarszych ezoterycznych mocy, ale dzisiaj niewielu ludzi o tym pamięta. Puści ludzie wkrótce umrą, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. My, dzięki naszej sztuce, staniemy się nieśmiertelni.

A tym, co dzieje się z i wokół najnowszej płyty Black Oath jesteście zadowoleni?

O tak, rezultat jest bardzo zadowalający! Wiedzieliśmy, że nagraliśmy kawał dobrej włoskiej okultystycznej muzyki, ale nie spodziewaliśmy się tak życzliwej reakcji na nią! Dzięki temu zagraliśmy na paru dobrych festiwalach oraz na pojedynczych koncertach ze znanymi zespołami. I Hate Records też wykonała dla nas dobrą robotę, to samo zresztą dotyczy się Horror Records, która wydała krążek na winylu, ułatwiając w ten sposób szerzenie klątwy. Ludzie z tych wytwórni są nam bardzo bliscy, bo uwierzyli w Black Oath… i spłoną za to w piekle! Obie wytwórnie mają zróżnicowane katalogi, ale podoba nam się większość zespołów, które wydają.

Nie gracie chyba zbyt często na żywo? To świadomy wybór? Jest jakaś szansa, że pojawicie się w przewidywalnej przyszłości w Polsce?

Muszę przyznać, że musimy mieć dobry powód do tego, by wystąpić na scenie. Nie chcemy grać z kim popadnie. Musi być jakaś nić łacząca nas z innym zespołem, który ma zagrać tego samego wieczora, bo koncert to swego rodzaju sabat. Do tej pory wystąpiliśmy na żywo koło dziesięciu razy. A to, co robimy na scenie, to nie jet zwykły koncert. Musi być krew, ogień, szaleństwo i poświęcenie. Nie jesteśmy jednak aktorami, zachowujemy się tak, jak to czujemy.
Natomiast jeśli chodzi o Polskę… cóż, podajcie dobry powód i zapewnijcie odpowiednie warunki, by zagrać, a na pewno to zrobimy!

Zrozumiałe, że z kościołem katolickim muzykom Black Oath nie po drodze, nie sądzisz jednak, że dzisiejszej Europie, postomdernistycznej i zlaicyzowanej, brakuje duchowości jako takiej?

Oczywiście! Nikogo już nie interesują sprawy duchowe! Jak mówiłem wcześniej, nasza muzyka jest sposobem na pozacielesne nawiązanie kontaktu z różnymi mocami. Przypomnij sobie dawnych szamanów i ich taneczne transy… to czysty spirytualizm! Obecnie ludzie są zbyt głupi, by o tym pamiętać. Ważniejsze są dla nich gry komputerowe niż poważne sprawy.

A przekłada się jakoś na to wszystko kiepska sytucja ekonomiczna Włoch?

Uwierz mi… GÓWNO MNIE TO OBCHODZI!!! Nie oglądam telewizji i nie bardzo wiem, co się w kraju dzieje. Jakieś sygnały do mnie docierają, ale mam to gdzieś.

Polecisz czytelnikom MuSICK jakieś nowe, dobre kapele doom metalowe?

Jedną z moich ulubionych jest chilijski Procession. Nie do końca może młody zespół, ale zdecydowanie ich polecam. We Włoszech mamy Hands Of Orlac, których debiutancki krążek ukazał się nakładem Horror Records. Jest zbyt wiele dobrych kapel, by je wszystkie wymieniać. Ale też wydaje mi się, że to, co się dzieje obecnie na doomowej scenie, to po prostu nowy metalowy „trend”. Smutne to. Zobaczymy, które zespoły przetrwają dłużej, a które nie…

Jakie macie plany na przyszłość?

Do marca nic się nie będzie działo. potrzebujemy czasu na pisanie nowych utworów, a potem wrócimy na scenę. Mamy już zaplanowanych kilka koncertów we Włoszech i w Belgii, czekamy na potwierdzenie kilku kolejnych. Może czas też zbeszcześcić Polskę? Zobaczmy! A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem nowa płyta będzie gotowa zanim przyjdzie lato.

Starczy.

Dziękuję za wywiad… moje najgłębsze kondolencje.