NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Knock Out Productions – Cały czas nas to jara i żyjemy tymi koncertami

No i co najważniejsze: ciągle powstaje nowa muzyka, która wywołuje u nas ciarki, więc chcemy je przeżywać na żywo, bo o to w tym wszystkim chodzi. Nie jesteśmy zimnymi biznesmenami, czekającymi aż Knock Out będzie samograjem, a my wyniesiemy się na Seszele.

Jesień za pasem. Powroty żaków do szkół, powroty na wizję seriali i przygód postaci z Na Wspólnej (Na Wiejskiej), i inne takie tam. Jesień jednak to też czas podwyższonego koncertowego fermentu. A w tym na krajowym podwórku – w interesującym nas wszystkich segmencie muzycznym, ale nie wyłącznie – celuje m.in. Knock Out Productions. Poprosiliśmy o wywiad Tomę i Szczura, dobrze znany w środowisku tandem zawiadujący tą marką. O tym jak to wygląda od drugiej, organizacyjnej strony oraz o własnych spostrzeżeniach opowiadają Tomasz Ochab i Maciej Szurik.

Ruszają jesienno-zimowe koncerty Knock Out. Poza doświadczeniem i własnymi gustami, jakie czynniki bierzecie pod uwagę przy decyzji o zorganizowaniu imprezy?

Knock Out: W pierwszej kolejności istotna jest logistyka całej trasy, czyli kwestia czy w ogóle dana trasa ma dostępną datę na Polskę. Ważnym aspektem jest oczywiście wynagrodzenie, jakie zespół sobie życzy. Rynki muzyczne i koncertowe są różne w poszczególnych krajach i nie zawsze stawki są adekwatne do tego, ile zespół znaczy u nas w kraju. Temat pieniędzy, pomimo że drażliwy, jest tutaj bardzo ważny, bo to warunkuje nasze kolejne działania i poziom ich wykonania. Wiesz, startowaliśmy od DIY, sami kleiliśmy plakaty, zajmowaliśmy się dosłownie wszystkim. Teraz to już jest podzielone na kilka osób, które mają swoje obowiązki i dla których jest to po prostu praca – przyjemna, ale praca (śmiech).

Oczywiście lubimy organizować koncerty zespołom, których słuchamy i którymi się jaramy, ale wkładamy również całe serce i mnóstwo energii w koncerty zespołów, które nie do końca goszczą w naszym odtwarzaczu.

intro

Agenci lub managementy zespołów zagranicznych często zwracają się do Knock Out z propozycją zorganizowania koncertu swojej kapeli w Polsce – czy inicjatywa przeważnie wychodzi od was?

Knock Out: Jest kilka agencji, z którymi współpracujemy praktycznie na stałe. Podsyłają nam propozycje tras, jakie organizują a my bierzemy dany pakiet albo nie. Oczywiście, chcąc się rozwijać i rozszerzać pole działania wychodzimy również sami z inicjatywą zorganizowania koncertów danych kapel. Czasami się udaje, czasami się nie udaje – w każdym razie staramy się powoli rozwijać kontakty. To bardzo mozolna i długa praca, bo sporo agencji ma swój jeden stały kontakt w danym kraju i niechętnie zmieniają te firmy, z którymi na stałe współpracują.

Z dużą liczbą podobnych profilowo zachodnich agencji współpracujecie?

Knock Out: Dość blisko współpracujemy z Czechami, którzy organizują Brutal Assault’a i profilowo niewiele się różnimy. Poza tym bardzo się lubimy (śmiech).

A bukujecie np. koncerty kapel za którymi prywatnie nie przepadacie?

Knock Out: Jasne, że bukujemy takie koncerty! Oczywiście są jakieś ramy, poza które nigdy nie wyjdziemy i pewne zespoły, których koncertów nigdy nie tkniemy, ale muzyka to kwestia gustu. Nie ma definicji dobrej muzyki, bo każdy lubi, co innego. Nie ważne czy to folk metal czy death metal, jeśli coś jest dobre i ma potencjał to dlaczego nie? A największym błędem, jaki można zrobić w tej, powiedzmy, branży to organizować koncerty tylko tych zespołów, które się lubi – wiele głupich decyzji się w takich wypadkach podejmuje.

Jest jakaś różnica w oczekiwaniach, które należy spełnić przygotowując koncert dużego artysty zagranicznego a krajowego? Przykładowo – rider Behemoth istotnie różni się od tego Morbid Angel, In Flames albo Cannibal Corpse?

Knock Out: Wiadomo – im większy zespół tym większe wymagania. Widzieliśmy różne ridery, ale zdajemy sobie sprawę, że kapele będące w trasie 200 dni w roku, muszą sobie stworzyć kawałek domu w każdej garderobie. Traktujemy zespoły jak naszych gości i staramy się, żeby było im jak najlepiej. Mamy pewien poziom, poniżej którego nie schodzimy nawet, jeśli zespół danych rzeczy nie ma w riderze.

Na swojej stronie www uruchomiliście nowy sklep powiązany z programem lojalnościowym. Sprawdza się? Jest zainteresowanie?

Knock Out: Temat dopiero się rozkręca, ale z biegiem czasu będzie tam coraz więcej nagród, zniżek, będzie coraz ciekawiej, więc zapraszamy do sprawdzenia. Gwoli wyjaśnienia, o co tam chodzi – w sklepie Knock Outowym możesz kupić bilety kolekcjonerskie, które ładnie wyglądają na półce czy w klaserze, a po założeniu konta za każde zakupy zbierasz punkty. Mamy specjalny dział z nagrodami – płyty, zniżki na tatuaże w studiu Rock’n’Roll Tattoo, niedługo wjedzie wiele innych rzeczy – które możesz dostać za nazbierane punkty. Jeśli ludzie i tak kupują bilety na nasze koncerty, to dlaczego nie zdobyć w ten sposób jeszcze dodatkowych fantów (śmiech)? A jakby było mało, nie musisz nawet wychodzić z domu, żeby się w to pobawić.

Jesteście współwłaścicielem krakowskiego klubu Fabryka. Co poza koncertami, od strony artystyczno-kulturalnej, oferuje klub? Jakie plany na przyszłość?

Knock Out: Prowadzenie własnego klubu było naszym marzeniem od zawsze, więc jest to dla nas rewelacyjna sprawa. „Fabryka” jest miejscem stricte koncertowym, ale odbywały się tam także spektakle teatralne, w lecie było kino letnie gdzie na zewnątrz na dużym ekranie odbywały się seanse mniejszych lub większych klasyków kina… Jest ogródek, na każdym koncercie dostępne jest stoisko z pysznym jedzeniem dla osób, które zgłodnieją podczas imprezy. Ten klub jest bardzo „elastyczny” i można tam zorganizować praktycznie wszystko, jeśli będzie to pasowało do profilu. A plany? Koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty, do tego imprezy z muzyką elektroniczną, dobry hip hop. „Fabryka” to klub, w którym każdy poczuje się dobrze, niezależnie od subkultury, z którą jest związany. Wspólnie z agencją Broken Music dbamy o to, żeby w „Fabryce” było tak, żebyśmy sami tam dobrze się czuli. Od zajawkowiczów dla zajawkowiczów.

ko-logoWygląda na to, że z ostatnią płytą Frontside zrobił nie tylko woltę stylistyczną, ale i solidny krok do przodu jak idzie o większą rozpoznawalność kapeli, wykraczającą poza metalowe otoczenie. Toma, Frontside nie koliduje ci z pracą w Knock Out? Granie czy organizowanie – co daje większą satysfakcję?

Toma: Do pracy w Knock Out potrzebny mi jest w 99% czasu komputer z netem, więc nawet jeżdżąc na koncerty nie rozstaję się z tymi rzeczami. Oczywiście są takie terminy Knock Outowe, które są nie do ruszenia i na odwrót. Bardzo żałuję, że przez brak czasu rozeszły się moje drogi z Totem. To zawsze był zespół, który był na innym poziomie, jeśli chodzi o stosunki między nami. Totem to była banda przyjaciół, z którymi spędzaliśmy mnóstwo czasu poza koncertami. Dalej się przyjaźnimy, ale musieliśmy powiedzieć dość, bo nie miałem czasu na próby i nie mogłem się odpowiednio zaangażować w granie. We Frontside jest inna sprawa, bo tam jest nieco inny system pracy, dużo mniej czasochłonny. Zarówno granie jak i organizowanie koncertów daje mi ogromną satysfakcję, bez grania i organizowania pierwszych koncertów dla Totem nie byłoby Knock Outu.

Szczur – ciebie nie ciągnęło na scenę? A może masz jakieś muzyczne epizody na koncie, o których nie wiem? Masz?

Szczur: Jeśli chodzi o granie to uwielbiam PlayStation. I tyle mi styknie (śmiech). Wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to, w czym jest dobry. Mi/nam dobrze – mam nadzieję – idzie ogarnianie całości, produkcja całego eventu. I tego się trzymajmy. Scena nigdy mnie nie pociągała tak na dobrą sprawę. Nie mam ciśnienia na bycie w centrum uwagi. Wręcz przeciwnie, wolę robić swoje jak najlepiej gdzieś tam na backstage i najlepiej nie wychylać się za bardzo (śmiech).

Wiem, że uwielbiasz Mastodon. Jak ci wchodzi Once More ‘Round the Sun? Nadal właśnie im najbardziej chciałbyś zorganizować GIG, czy wraz z rozwojem i „poszerzaniem pola walki” Knock Out nastąpiła tu jakaś korekta?

Szczur: Rozwaliła mnie ta płyta! Tomę zresztą też. Zawsze się obawiam czy mi wejdzie nowy krążek kapeli, którą uwielbiam i tak miałem z nową płytą Mastodona. Ale po odpaleniu zatrzymałem się na drugim kawałku („The Motherload”) i przez tydzień nie mogłem poznać dalej płyty, bo ten kawałek to ich największy hit ever i roznosiło mnie gdy go słyszałem. „Koniec” (śmiech). A później dalej ją odkrywałem i jarałem się kolejnymi smaczkami. Kocham to. I tak, ten band to wciąż moje największe muzyczne marzenie. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale priorytety się nie zmieniają, bo są szczere. Jest masa innych artystów, których z dumą bym w Polsce promował, ale Mastodon to wciąż nr 1 dla mnie.

Z waszej perspektywy jako organizatora: jakie koncerty najmocniej interesują polskiego fana metalu? Podąża on za aktualnie panującymi trendami? Jest otwarty na stylistyczny miszung? A może tylko kanon i sprawdzone, duże nazwy są jakimś gwarantem dobrej frekwencji pod sceną?

Knock Out: Oj, to ciężki temat. Chyba najlepszym patentem jest trasa gdzie jedzie bardzo mocny, sprawdzony headliner i ciekawy, „nowoczesny”/„świeży” support. Albo nawet dwóch co-headlinerów. To dla nas ma najwięcej sensu, ponieważ ludzi w Polsce średnio interesują nowe zespoły. Jest to spowodowane niestety tym, że młode kapele w szerszych mediach są wciąż omijane i częściej usłyszysz po raz tysięczny o Kulcie, Metallice czy Ironach, niż np. o Wolves Like Us, Warbringer czy Thaw.

Metalfest Polska bądź jakiś open air organizowany przez Knock Out to temat już zamknięty i nie do ruszania?

Knock Out: Na dzień dzisiejszy nie do ruszenia. Nie mamy ciśnienia na robienie czegoś, co ludziom nie jest potrzebne. Poza tym w Polsce ciężko zorganizować coś nowego, nie bazującego na polskich „tuzach” rocka, grających co roku swoje jubileuszowe koncerty i przede wszystkim odnaleźć się w takim gąszczu darmowych imprez jakie miasta czy inni organizatorzy serwują społeczeństwu. Ale trudno. Spróbowaliśmy, temat zamknięty. A my idziemy dalej i robimy swoje. Może w przyszłości będziemy jeszcze myśleć nad podobną inicjatywą, ale aktualnie dobrze nam z tym stanem, w jakim się wszystko znajduje. Przynajmniej mamy spokojne wakacje a nie powtórkę z wariackiego okresu marzec – lipiec 2012 i 2013, kiedy to nie mogliśmy sobie ręką do dupy trafić (śmiech).

Dlaczego w Polsce nie idzie zorganizować – „przeprowadzić i zrealizować”, to może będzie lepsze określenie – średniej wielkości metalowego openera, który okazałby się sukcesem, pod takim ogólnym pojęciem? Co waszym zdaniem jest u nas nie tak, że to jakoś nie wychodzi?

Knock Out: Historia metalowych festiwali open air w Polsce jest zerowa. Zauważ, że festiwale w Europie obchodzą swoje 10 – 20lecia, weszły one ludziom w krew i są traktowane jako forma spędzenia wakacji, a nie kolejna możliwość zobaczenia ulubionego zespołu. Kolejna sprawa jest taka, że co weekend w Europie odbywa się kilka festiwali. Próba sprowadzenia danego zespołu w sensownym terminie wiąże się z zaproponowaniem oferty lepszej niż festiwal o ugruntowanej pozycji, renomie i przede wszystkim pewnej frekwencji. W gąszczu takich wydarzeń bardzo trudno jest wyskoczyć z czymś nowym, budowanym od podstaw. Do tego dochodzi fakt, iż Polacy w pewnym momencie stracili zaufanie do czegoś takiego jak „polski festiwal metalowy”. Wolą pojechać na Brutal Assault, który trzyma poziom od lat i na pewno firma od sceny nie zacznie jej składać w 1 dniu festiwalu… Jest również Woodstock, na który jeździ 700.000 osób i zaspokaja potrzeby wielu ludzi odnośnie uczestnictwa w rockowo metalowych festiwalach.

plakat-koPojawia się opcja przygotowania klubowego koncertu Volbeat – bierzecie czy po Metalfeście współpraca z Duńczykami byłaby już dla was … trudna do zrealizowania?

Knock Out: Raczej nie ma takiej opcji, chociaż sam zespół mógł tu być bogu ducha winny a cała otoczka managerowo – papierkowo – finansowa mogła mieć większe znaczenie. W każdym razie organizacja ich koncertu nie jest nam do szczęścia potrzebna.

Jak często spotykaliście się do tej pory z gwiazdorką muzyków? Nie pytam, kogo ona dotyczy, bo pewnie i tak nie zdradzicie, ale powiedzcie: dla organizatora gigu, czym ona się przykładowo przejawia? Czyj rider był najtrudniejszy do zrealizowania?

Knock Out: Na szczęście rzadko. Zależy oczywiście, co rozumiesz przez gwiazdorkę, bo my do pewnych rzeczy się już przyzwyczailiśmy i mamy spory magazyn i zaplecze, jeśli chodzi o wyposażenie garderób. Te „gwiazdorskie” wymagania wiążą się często z poświeceniem dodatkowych 5 – 10 minut na załatwienie czegoś, nie róbmy znowu aż takich gwiazd z tych zespołów. Zdecydowanie najtrudniejszy rider do tej pory miał Morrissey, ale daliśmy radę (śmiech).

Gdyby samorząd i władze SGGW, przedstawiając solidne gwarancje finansowe, zaproponowały Knock Out Productions przygotowanie i zorganizowanie line up np. Ursynaliów 2015 – przyjmujecie propozycję?

Knock Out: Hmmmm, wydaje nam się, że impreza pod tą nazwą jest już trochę spalona…

Pułap, na jakim obecnie funkcjonuje Knock Out, czyli kilkadziesiąt koncertów klubowych w ciągu roku, jest już dla was optymalny i satysfakcjonujący czy chcielibyście jeszcze jakoś rozwinąć działalność?

Knock Out: Brak ambicji i chęci rozwoju jest równoznaczne z powolnym końcem, więc nigdy nie będziemy do końca usatysfakcjonowani z tego, co jest w danym momencie. Zawsze można zrobić coś lepiej, ciągle chcemy się rozwijać i przede wszystkim pracować w naszym stylu. Zawsze można wymyślić coś nowego albo poszerzyć działalność. Bardzo fajnie byłoby organizować np. po 3 – 4 halowe sztuki w roku, jak np. świeżo ogłoszony Sabaton. No i co najważniejsze: ciągle powstaje nowa muzyka, która wywołuje u nas ciarki, więc chcemy je przeżywać na żywo, bo o to w tym wszystkim chodzi. Nie jesteśmy zimnymi biznesmenami, czekającymi aż Knock Out będzie samograjem a my wyniesiemy się na Seszele. Cały czas nas to jara i żyjemy tymi koncertami.

Klubowy Knock Out Fest. W Fabryce. Dwudniowy na przykład. Z jakimś dodatkowym, artystycznym i niekoniecznie muzycznym wykorzystaniem „post industrialnej” przestrzeni otaczającej klub. Realne?

Knock Out: (Śmiech) Czy ktoś się tutaj przypadkiem nie wygadał zbyt wcześnie?

logoKończmy. Osobiście, na co czekacie najmocniej? Svensk Döds Metall z Grave i Entombed? Kanibali, których nowa płyta ponoć łamie kości? Swawolników z Aborted? Może Behemoth albo Orange Goblin? Ktoś inny?

Szczur: Ja najbardziej czekam na Orange Goblin z Saint Vitus. Do tego Entombed pewnie urwie głowę (na Metalfest megafajny koncert), podobnie jak Cannibale. Morbid grający całego Covenanta. Aborted z Exhumed i Origin też będzie ciosem… Do tego np. też Crystal Fighters, które także uwielbiam mimo tego, że to zupełnie inna nuta. Kurcze, wszystkim się praktycznie jaram!

Toma: Ja osobiście bardzo jestem ciekaw Animals As Leaders i Tesseract. Morbid z całym Covenant też będzie na pewno fajny. Nie mogę się doczekać dwóch koncertów Behemoth i imprezy, która się między tymi dniami pewnie odbędzie (śmiech).

www.knockoutprod.net

Autor: Sławek Łużny
Fotografie: Hubert Kamieniew, Jan Fronczak