NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Szwedzkie blackmetalowe trio Watain wraca z nową płytą. [wywiad]

Szwedzkie blackmetalowe trio Watain wraca z nową płytą. Eric Danielsson, frontman zespołu, dzieli się wspomnieniami o m.in. cenzurze, odwoływanych koncertach czy wypaleniu scenicznym.

Niklas Göransson : Poprzednia płyta Watain zatytułowała „The Wild Hunt” zaskoczyła fanów i wywołała niemało kontrowersji. Szwedzi premierę nowego krążka zapowiedzieli na 5 stycznia i 2018 i od razu rodzi się pytanie – czego możemy oczekiwać tym razem?

Eric: “Trident Wolf Eclipse” zawiera osiem numerów, jest naszym najkrótszym albumem i, jak mi się wydaje, najbardziej bezpośrednim. Ze wszystkich głębin, które eksplorowaliśmy w przeszłości, ta płyta zawiera najmocniejszy i najistotniejszy materiał.

Szósty pełen album Watain został napisany w ciągu czterech lat, które upłynęły od premiery „The Wild Hunt”. Dotychczas praca nad nowymi płytami zajmowała Wam mniej czasu…

Wydaje się to być dość długim okresem, jeśli nie weźmiemy pod uwagę czasu potrzebnego na rozpalenie naszych ogni piekielnych. Pracowaliśmy w swoim własnym tempie przekraczając typową dla nas granicę trzech lat, co ostatecznie bardzo nam się spodobało, wykroczyliśmy poza pewien schemat.

Pomimo tego, że nowa płyta momentami zaskakuje, to brakuje tych epickich i orkiestralnych brzmień znanych z tytułowego numeru z płyty „The Wild Hunt” oraz czystych zaśpiewów Erika, takich jak w „They Rode On”. Na Spotify oraz Last.FM to ten ostatni numer odtwarzany był najczęściej, co wskazuje, że zapotrzebowanie jest. Jednocześnie to ta piosenka najbardziej podzieliła waszych fanów.

Jak pewnie wiele osób już zauważyło nie boimy się skoków w nieznane głębiny – „Trident Wolf Eclipse” jest tego najlepszym dowodem, nawet, jeśli to zupełnie inny kierunek od „They Rode On”. Nie powiedziałbym jednak, że album pozbawiony jest epickich elementów. Dla mnie fragmenty „Teufelsreich”, podobnie jak cały „The Fire of Power”, pochodzą z tych samych źródeł, co wspomniany wcześniej przez Ciebie numer. To prawda jednak, że całościowo nowy album jest wyraźnie inny. Nigdy nie tworzyliśmy powiązań między naszymi płytami, każda z nich powinna być niezależnym monolitem i opowiadać swoją własną historię.

Czy wszyscy członkowie zespołu byli zaangażowani proces twórczy?

Tak. Mimo, że sam napisałem dużą część muzyki, to muszę przyznać, że wielki wpływ na efekt finalny miał Pelle. Hakan także dodał coś od siebie, jest autorem jednego z najważniejszych utworów, czyli „Towards the Sanctuary”.

Mimo, że Hakan udziela się na płycie, to nie jest on od dłuższego czasu częścią koncertowego oblicza Watain. W jego miejsce zatrudniliście znajomego z Uppsala, Emila Svenssona z Degial. Skąd taka decyzja?

To dość proste – Hakan na ten moment nie jest zainteresowany koncertowaniem. Nie licząc jednak występów na żywo jego rola w Watain nie zmieniła się. Mimo tego, że osobiście wciąż czerpię przyjemność z ciągłego podróżowania i występowania przed ludźmi, to potrafię zrozumieć, że ktoś, kto zajmował się tym przez całe dorosłe życie, może mieć już dość. Szanujemy jego decyzję i jako, że mieliśmy szczęście podjąć współpracę z Emilem, to nie powoduje ona żadnych problemów. Emil traktuje swoje zadanie bardzo poważnie i jest zajebiście dobrym perkusistą.

Mój rozmówca sam zaczynał jako perkusista. Jeśli pamięć mnie nie myli, to właśnie z tego powodu, jako nastolatek, opuścił dom rodzinny i zamieszkał w sali prób razem ze znanym z Crashdiet Davem Lepardem, jedną z najbardziej szalonych osób na szwedzkiej scenie metalowej, który zmarł w 2006 roku. Zbiera ci się czasem na wspominki?

To był wspaniały czas, z chęcią przeżyłbym to ponownie. Dave był dobrym wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o szaleństwo i podążanie za głosem serca, wbrew całemu światu. Nauczył mnie wiele o różnicy między chęcią bycia buntownikiem a byciem nim. Podczas tych wszystkich lat stał się bliskim przyjacielem wszystkich członków Watain i miał duży wpływ na nasz zespół.

Czy refren do numeru „Devil’s Blood” pochodzi z tamtego okresu?

Tak, ten wspaniały refren napisał Dave i początkowo przeznaczony był dla Crucifire, projektu który kiedyś mieliśmy. Mógłbym opowiedzieć o nim wiele niesamowitych historii, był wyjątkowy. Dave był jedną z tych osób, których krótki czas spędzony na ziemi wypełniony był zdarzeniami, jakich zwyczajny człowiek nie przeżyłby przez setki lat. Tacy ludzie z pewnością pozostawiają po sobie ślad.

Gdy coraz więcej współczesnych zespołów black metalowych ma problemy z próbami odwoływania ich koncertów, to Watain takie sytuacje dotykały regularnie już ponad dekadę temu. W 2007 roku przeczytałem wymianę mailowa między Erikiem i niemieckim organizatorem festiwalu, w której omawiano tę kwestię. Podczas przygotowań do wywiadu znalazłem ją w swoim archiwum.

Hail Erik!

Nie wiem, co powiedzieć. Wczoraj otrzymałem telefon z komisariatu i poinformowano mnie, że dwa zespoły nie mogą wystąpić na festiwalu. Chodzi o Eternity oraz Watain. To jest do dupy, ale policja powiedziała, że jeśli jeden z tych zespołów zagra to przerwą koncert. Pójdę tam i wytłumaczę im, że nie jesteście nazistowskim zespołem, nigdy nie byliście i nigdy nie będziecie. W tym celu potrzebuję jednak od Ciebie oświadczenie, więc będę wdzięczny, jeśli niezwłocznie wyślesz mi je mailem lub faxem.

Mam nadzieję, że będziecie jednak mogli zagrać”

Odpowiedź brzmiała:

Oto nasze oświadczenie:

PIERDOLCIE SIĘ! W zeszłym roku koncertowaliśmy po Europie, Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Ameryce Południowej i NIGDY, w żadnym kraju, nie doświadczyliśmy takiej wrogości i niechęci jak w kurwidołku zwanym Niemcy. Czemu do kurwy myślicie, że mielibyśmy przejmować się narodowym socjalizmem, gdy jedyne, czego chcemy, to spalić waszą żałosną imitację kraju na popiół? Nie obwiniajcie nas za błędy waszych dziadków, szczamy na ich groby! Hail Stalin!

Proszę bardzo.”

Co najbardziej zaskakujące, pozwolono wam ostatecznie wystąpić!

Haha, przez lata musieliśmy kilka takich oświadczeń napisać i spodziewam się, że będziemy musieli to zrobić także w przyszłości… Tych imbecyli trzeba publicznie upokorzyć, pokazać ich strach oraz opóźnienie w rozwoju, to cena za oskarżanie przypadkowych ludzi takich jak my. Muszę jednak przyznać, że w kontekście black metalu ta cała antifa, o której zrobiło się głośno, nie jest taka zła. Doprowadzają wszystko do momentu, w którym wielu musi się określić i często zrozumieć, że nie są takimi twardymi skurwielami, za jakich się zawsze podawali.

Co masz na myśli?

To kwestia ludzi zdających sobie nagle sprawę, że nie znajdują się na szczycie łańcucha pokarmowego, co może być dobrą lekcją dla tych, którzy są otwarci na naukę. Szkoda tylko, że to wszystko oparte jest na jakichś omamach wegetariańskich łowców czarownic, co jest tak samo nudne jak te zakazane poglądy polityczne. Totalna nietolerancja dla nietolerancji? Hah! I tak pochłonie was wszystkich ciemność…

Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie wszystkie odwołane koncerty Watain powiązane były ze sprawami politycznymi. Spotkałem Erika w 2011 na Sweden Rock Festival, opisywał właśnie śmiertelnie skacowanemu Pelle rozmowę z ich managerem, który oznajmił, że zakończyła się ich współpraca zarówno z agencją koncertową RTN-Touring, jak i odwołano występy na letnich festiwalach. Jeśli dobrze pamiętam było to związane z wizytą w Niemczech, podczas której organizator odwołał koncert z powodu Waszej pirotechniki, co skończyło się awanturą z ochroną i ostatecznie oświadczeniem prasowym, w którym Watain nawoływał fanów do spalenia klubu…

Tak, masz mniej więcej rację. Po krótce: graliśmy trzy koncerty w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, podczas których zdarzyło się kilka mniejszych incydentów wyolbrzymionych przez wystraszonych organizatorów. Pożar tu, bójka tam, odwołany koncert i nagle wszyscy wpadają w panikę. Nie po raz pierwszy, i pewnie nie ostatni, zetknęliśmy się z takim skomleniem.

Cała sytuacja opisywana przeze mnie zakończyła się rękoczynami między Erikiem oraz organizatorem niemieckiego festiwalu, który wcześniej odwołał koncert Watain. Koniec końców Watain wróciło jednak do składu festiwalu na skutek skarg od fanów.

Podobnie jak w przypadku festiwalu dobrzy ludzie z RTN zdali sobie sprawę ze swojej pomyłki i współpracujemy z nimi do dzisiaj.

Ktoś mógłby pomyśleć, że Erik ma słabość do organizatorów zmuszonych do współpracy z black metalowym chaosem, ponieważ sam kiedyś znalazł się w takiej sytuacji. Pierwszy raz usłyszałem o nim w 1999 roku, gdy organizował w Uppsala koncert m.in. Malign oraz Dark Funeral. To zgromadzenie niesławnych osobowości szwedzkiej sceny było niezapomnianym wieczorem pełnym staroszkolnej, metalowej dziczy.

Wspaniała noc! Fantastyczny klimat, napięcie, pasja, niespodziewane wybuchy przemocy, uzbrojona publiczność, prawdziwe zło… totalny black metal! Nie sposób oddać tego słowami. Nie wiem, czy nie przemawia przeze mnie nostalgia, ale wydaje mi się, że kiedyś tak właśnie było na szwedzkich black i death metalowych koncertach. Trochę dziwnie się czuję mówiąc „kiedyś”, ale pewnie to określenie pasuje do lat 90tych.

To było dwie dekady I kilkadziesiąt centymetrów włosów temu, więc nie wypada się nie zgodzić.

Ostatnio podobnej atmosfery doświadczyłem we Francji na zamku Black Legions na obrzeżach Nimes, gdzie po raz pierwszy spotkaliśmy się z Mutiilation oraz Deathspell Omega. No i na trasie z Dissection w 2004 roku. Myślę, że takie sytuacje jeszcze się zdarzają, ale nie tak często jak dwadzieścia lat temu.

Podczas trasy po Ameryce Południowej w 2010 roku Erik nie czuł się najlepiej, co zakończyło się zasłabnięciem po trzecim numerze na koncercie w Santiago, stolicy Chile. Następnego dnia, po wielu badaniach w szpitalu w Sao Paulo, zdiagnozowano zespół wypalenia.

Po trzech miesiącach nieustannego koncertowania z okazji wydania “Lawless Darkness” byłem po prostu całkowicie wypompowany z energii, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie ma w tym niczego dziwnego. Niemożność dokończenia koncertu była niezwykle irytująca, ale nie mogłem nic na to poradzić.

To był jednak początek katastrof, jeśli chodzi o ten wieczór…

Osiemnaście osób zostało dźgniętych nożem zaraz po tym, jak opuściłem scenę. Nożownikiem był młody fan Watain, który – z tego, co mi powiedziano – wykonał specjalne ostrze na tę okazję. Medycy, którzy się mną zajmowali, musieli udzielać pomocy rannym, podczas gdy ja leżałem na noszach czekając na śmierć. Co za noc!

Rozumiem, że tego typu wypalenie jest dość ciężkie do wyleczenia i wymaga czegoś więcej, niż tylko odpoczynku?

Moja rekonwalescencja trwała długo, podobnie jak sama choroba, wzmacniając mnie psychicznie, jako człowieka. To jest cena tego, czym są koncerty Watain. Nieważne jak satysfakcjonujące i transcendentalne by były, musiałem ją wtedy zapłacić. Dziś o wiele poważniej podchodzę do zdrowia fizycznego i psychicznego, zarówno pod kątem wzmocnienia się jak i rozluźnienia, co pozwala przeżywać wszystko intensywniej.

Mimo, że jesteście w podziemiu dłużej niż większość dużych black metalowych zespołów, Watain dotarł już do punktu, w którym nie do końca jesteście jego częścią w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie patrząc na to, jakie poruszenie wywołujecie w społecznościach internetowych.

Zawsze sceptycznie podchodziłem do tych wszystkich for internetowych – Full Moon Productions, Krieg i całe to gówno. Na początku odwiedzałem je dosyć często, zwłaszcza po to by być na bieżąco z najnowszymi wydawnictwami, ale niespodziewanie całe podziemie przeniosło się do sieci. W końcu doszedłem jednak do wniosku, że 95% treści to tylko nudne gówno, na które szkoda czasu. W tamtych czasach połowa ludzi, którzy teraz spędzają swoje żałosne dni na forach internetowych, była bardzo daleko od swojego pierwszego wyszukania Necrovore na YouTube.

Ciekawi mnie, czy dwudziestoletni Erik Danielsson, ze swoim ówczesnym rozumieniem black metalu, byłby fanem dzisiejszego Watain?

Od kiedy pamiętam moją uwagę przyciągały zespoły, od których można było wyczuć szczerość oraz uczciwość, czyli to, na czym opiera się Watain. Nie potrafię więc wyobrazić sobie, żeby dwudziestoletni „ja” mógł nie zaakceptować tego, co robimy. Szczerze mówiąc Watain to w dużej mierze projekcja tego, czego naszym zdaniem brakowało wtedy w black metalu. Od samego początku wszystko powstało zgodnie z naszymi opiniami na temat jak black metal powinien wyglądać. Nawet, jeśli pod wieloma względami się rozwinęliśmy, to filozofia pozostała ta sama.

Czy nie przeszkadza Ci wrzucanie do jednego worka z Cradle of Filth, ponieważ pochodzicie z tego samego środowiska?

To, co ludzie myślą o dwudziestoletniej historii Watain niezbyt mnie interesuje, chyba, że jest to coś pozytywnego. Byłoby głupie przejmować się opiniami o naszej pracy ze strony ignorantów, tym bardziej, że nigdy nie mają odwagi powiedzieć nam tego w twarz. Tak to już jest z robakami – robią dużo hałasu, ale gdy tylko wejdziesz do pokoju, to spierdalają.

Autor: Niklas Göransson (szwedzki dziennikarz, autor strony BardoMethodology )

http://www.bardomethodology.com

Opublikowany wywiad jest częścią o wiele większego materiału o Watain, który znajdzie się w całości w Bardo Methodology #3.

Inne artykułu Niklasa, które możecie przeczytać w naszym magazynie lub na naszej stronie:

http://www.musickmagazine.pl/archiwa/6328
http://www.musickmagazine.pl/archiwa/6318
http://www.musickmagazine.pl/archiwa/6309
http://www.musickmagazine.pl/archiwa/6087