NOWY NUMER!

Musick Magazine 4/2016

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




NEOLITH – Swoim rytmem

Podkarpacki Neolith obchodzi w tym roku ćwierć wieku działalności. Jubileuszowy koncert w Krośnie tuż tuż. Levi dał się namówić na rozmowę.


Levi, czemu Neolith zagrał tak niewiele koncertów po wydaniu tak dobrej płyty jak Izi.Im.Kurnu-Ki?

Grzegorz Levi Łukowski: Proza życia. Wiesz, nie jesteśmy zawodowym zespołem. Każdy z nas ma rodzinę, pracę, masę innych zajęć i czasami ciężko jest dograć terminy. Dodatkowo część z nas gra również w innych zespołach i czasami ciężko jest zgrać terminy tak, by wszystkim pasowało. Poza tym gdy ustaliliśmy datę premiery z wytwórnią. zabukowaliśmy kilka koncertów, które wypadły bardzo fajnie, natomiast tak jak już powiedziałem – życie samo podyktowało taki a nie inny scenariusz. Jednak po nowym roku planujemy zagrać jeszcze kilka koncertów, tak więc mam nadzieje że przynajmniej w jakiś sposób nadrobimy te zaległości i dotrzemy do kilku fajnych miejsc.

Irek bębni w Thy Disease, który sporo koncertuje. To jakoś stopuje waszą działalność?

Na początku były z tym pewne problemy, jednak od pewnego czasu Irek nie jeździ z nimi na trasy i gra jedynie jakieś pojedyncze koncerty, więc w chwili obecnej nie ma z tym raczej problemów. Inną kwestią jest to, że ma bardzo zajmującą pracę, a dodatkowo robi doktorat, tak więc nie zawsze jest do usług. (śmiech) Ale i na to znaleźliśmy już sposób i powinno być w tym temacie znacznie lepiej. Poza Irkiem również Bolus gra w Krusher, który także sporo koncertuje, Kriss zaangażowany jest bodajże w dwa inne projekty, a Conrad też tam sobie coś pogrywa. Jednak jesteśmy cały czas w kontakcie i jakoś to dalej ciągniemy…

Po wydaniu Izi.Im,Kurnu-Ki mówiłeś że początki kooperacji z Non Serviam Records były obiecujące. Jak teraz, gdy już w pełny sposób można podsumować okres promocji albumu, oceniasz współpracę z Holendrami?

Ciężki temat… Nigdy nie narzekałem na współpracę z wytwórniami i nadal nie będę tego robił. Non Serviam, jeżeli chodzi o promocję płyty, zrobiło naprawdę sporą robotę – dotarło do bardzo wielu miejsc. Ukazała się masa recenzji, udzieliliśmy kilka fajnych wywiadów, płyta ma dobrą dystrybucję. Jedyne co kuleje to kwestia wsparcia wytwórni dla Neolith w sprawie koncertów. Tu można było oczekiwać więcej z ich strony. Ale to i tak nie jest powód by narzekać, bo w sumie podpisując kontrakt tak naprawdę wiedzieliśmy czego się spodziewać.

Mija właśnie 25 lat od założenia kapeli. Jesteś w niej niemal od samego momentu narodzin. Które wydarzenie bądź fakt z historii Neolith uznajesz za jak dotąd najistotniejsze?

Najistotniejsze jest to, że cały czas gramy! Mało tego, nie stoimy w miejscu tylko wciąż się rozwijamy. Słychać to z płyty na płytę, z koncertu na koncert. Nawet próby idą teraz sprawnie – jesteśmy naprawdę dobrze naoliwioną maszyną. To samo mogę powiedzieć również pod kątem towarzyskim – po prostu stanowimy grupę kumpli, którzy dobrze się znają i dobrze czują w swoim towarzystwie. Ale podejrzewam, że chodzi ci o tak zwane highlighty z życia zespołu? To na pewno będzie dosyć spora zmiana formuły muzycznej Neolith, no i zmiana składu przed nagraniem Immortal. Potem kontrakt z The Flaming Arts i naprawdę sporo koncertów, które nam zorganizowali. No i teraz – bo myślę, że ten nowy skład (o ile można tak mówić, bo gramy już od kilku lat w takiej konfiguracji) to jest coś co mnie bardzo cieszy i napędza do działania!

 1

Death Force Zine zaprzestałeś wydawać dlatego że dołączyłeś do Neolith czy jakieś inne powody grały też rolę?

To był chyba główny powód zaprzestania wydawania zina, bo sprawy związane z Neolith pochłaniały większość mojego czasu i przez to nie miałem czasu na robienie wywiadów, no i późniejszego składu gazetki. Oczywiście tak naprawdę nigdy nie przestałem pisać o muzyce – czy to do Born Of Fire,  Infernal Death, Atmospheric, a skończywszy na Musick Magazine – to jednak wymaga to ode mnie poświecenia znacznie mniejszej ilości czasu niż gdybym miał się bujać z własnym magazynem. Oczywiście spory wpływ na taką decyzję miał też aspekt finansowy, bo musiałem zacząć „inwestować” w zespół kosztem zina. No i na koniec ważną kwestią było to co zaczęło się psuć na scenie metalowej w kraju wraz z nastaniem ery mroku, listy wrogów, wzajemnej zawiści, hipokryzji. Całe to gówno również na jakiś czas skutecznie oddaliło mnie od tego, by wydawać własnego zina.

Na okładce każdego z numerów, jako stały element, widniał mnich o aparycji swobodnie kwalifikującej go na okładki Autopsy. Graficzny ozdobnik czy można się dopatrywać w nim jakiegoś głębszego kontekstu?

Zdecydowanie graficzny ozdobnik. Coś w rodzaju maskotki Death Force. Rysunek dostałem od Przema Popiołka i od razu przypadł mi do gustu, więc postanowiłem go wykorzystać. Z czasem stał się znakiem rozpoznawalnym każdego z numerów Death Force i myślę, że wiele osób tego mnicha kojarzy właśnie z moim zinem. Gdzieś w swoich archiwach dalej mam oryginał tego rysunku, więc może jeszcze kiedyś będzie okazja by to wykorzystać. Może kiedyś zrobię jakieś koszulki z tym motywem – kto wie? (śmiech)

Dogmę Records położyło do grobu to, że nie rozliczali się z tobą hurtownicy i właściciele sklepów?

Tak, głównie to. Trafiłem akurat na taki okres gdzie wiele sklepów, hurtowni, dystrybucji padało, a po ich właścicielach ślad zanikał. Ciężko mi było więc do nich dotrzeć, by odzyskać kasę za sprzedane płyty i kasety czy też odzyskać towar. W pewnym momencie zabrakło tego zastrzyku finansowego by uderzyć jeszcze z jakimś ciekawym tytułem, a w planach było kilka fajnych pozycji. Do tego przyczyniłem się też ja, ze swoją rozrzutnością, jaką dziś z perspektywy czasu było wysyłanie oryginalnych nagrań do każdego fanzina, stacji radiowej czy też innych mediów. No, a już ostatecznym strzałem w kolano było to, że po kilku głębszych na moim stoisku miałem gest i rozdawałem materiały znajomym czy też w ogóle po koncercie „zapomniałem” pozbierać swoje zabawki. (śmiech) Nie było może zbyt wiele takich przypadków, ale jednak były. (śmiech)

Miałeś już precyzyjnie zarysowane plany na kolejne wydawnictwa po Igne Natura Renovabitur Integra i autoeROTicism Epitome?

Tak. Było kilka kapel, którymi się w tamtym czasie interesowałem. Bardzo chciałem wydać debiutancki album Overlord, chciałem na cd wydać Epitome, myślałem o Hatebreed czy też reedycji demo Haemorrhage (obie kapele związane z muzykantami z Lux Occulta), plus kilka innych. Niestety wyszło inaczej…

Nie pojawiła się u was myśl na wysokości Immortal – gdy o materiale było głośno w podziemiu i naprawdę dużo koncertowaliście – by spróbować zawalczyć o to, aby Neolith stał się jednak czymś więcej niż rodzajem pasji dającej wam przyjemność i satysfakcję?

Raczej nie. Widzisz, może poza pierwszym okresem działalności, jeszcze na etapie demówkowym, mieliśmy marzenia by może kiedyś z tego żyć, to jednak po licznych spotkaniach, obserwacjach, własnych doświadczeniach doszedłem do wniosku, że to nie jest taki lekki kawałek chleba. Na wysokości Immortal pojawiły się w naszym życiu rodziny, przeprowadzki i zmieniły się priorytety. No a po takiej trasie w Finlandii czy też tour z Behemoth, gdzie posmakowaliśmy trudów życia na walizkach, to już całkiem nam przeszło. Poza tym jestem realistą i wiem, że takich zespołów jak Neolith jest setki i oprócz umiejętności, potrzeba również sporo szczęścia, a nam jego zdecydowanie brakuje. Ale nigdy na to nie narzekałem i cieszę się tym co i tak udało nam się osiągnąć. Poza tym jestem szczęśliwym ojcem i obserwowania moich dorastających córek za cholerę nie zamieniłbym za podróże i koncerty na całym świecie!

Często mylili was z Neolithic?

Zdarzało się. Czasami laicy dalej mylą, ale są to raczej śmieszne sytuacje, do których nie przywiązuję wagi. Na pewno nie spinam się. Ba, kilka razy nawet dostałem pytania do wywiadu, które tak naprawdę były skierowane do Piotrka Wtulicha (pozdrawiam!). Grzecznie odpisałem ich autorom, że to pomyłka i nawet raz czy dwa dostałem zwrotne pytania, tym razem skierowane już do mnie. Z tego co wiem, Piotrek również coś tam dostał w sprawie Neolith, więc powiedzmy, że jest remis. (śmiech)

Kiedy w ogóle i jak się u ciebie z tym metalem zaczęło?

Wcześnie się zaczęło. Generalnie od samego początku lubiłem poszukiwać i z tych poszukiwań natknąłem się kiedyś na Rozgłośnię Harcerską, Trójkę, II PR i utrafiłem tam kilka mocnych bandów. I tak zacząłem drążyć, kupować prasę muzyczną i wreszcie pisać do kapel. W pewnym momencie pojawił się też na horyzoncie kolega mojego kolegi, który miał sporo winyli i tak między innymi poznałem Kreator, Slayer, Razor, Iron Angel i Mercyful Fate. Oczywiście na samym początku była to klasyka hard’n’heavy – z Polski TSA, Turbo, później Kat, a z zachodu – Iron Maiden, AC/DC, Saxon i wiele innych. Trochę punk rocka. Ale później szukałem bardziej ekstremalnych wrażeń i drogą poczty pantoflowej złapałem kilka adresów. Oczywiście w pewnym okresie ukazały się słynne artykuły w Na Przełaj i od tej pory już nic nie było w stanie mnie powstrzymać! (śmiech)

Kroiłeś Levi?

Niestety tak… Nie chcę się wybielać, ale takie po prostu były czasy i jakoś trzeba było sobie radzić. Oczywiście zanim do tego doszło, sam byłem ze dwa razy skrojony… Wiem że nie ma się czym chwalić, ale w pewnym momencie to całe krojenie, napierdalanie się po ryjach, to było coś normalnego na koncertach. Jednak mimo wszystko były w tym jakieś zasady – nigdy w życiu nie skroiłem żadnej laski czy też jakiegoś szczyla od którego byłem dwa razy większy. Ech, ciężko się o tym gada na forum publicznym, bo i nie jest to temat do chluby. Sorry.

 poster-event-hr

Luz. To zmieńmy temat. Zweryfikować tego jeszcze nie miałem okazji, ale ponoć jesteś niezły MasterChef i moc dobrze gotujesz.

Tam od razu MasterChef… Lubię od czasu do czasu upichcić coś dobrego, ot co… A i w związku z tym, że mam dzieciaki to zdarza mi się i dla nich gotować, więc jakoś tak samo z siebie wychodzi to kucharzenie. Poza tym sam lubię zjeść. Inną kwestią jest to, że dosyć szybko wyleciałem z gniazdka rodzinnego i jakoś musiałem sobie radzić sam bez mamusinej kuchni, choć oczywiście bardzo lubię do Niej przyjechać i zjeść coś fajnego, innego, bardziej tradycyjnego.

Jak nie pichcisz i nie słuchasz muzyki pokroju Eaten Back to Life, jakie inne pozametalowe brzmienia osłuchujesz?

Generalnie słucham sporo muzyki. Bardzo różnej, choć nie ukrywam że metalu jest w tym najwięcej. Zasadniczo, nie lubię szufladkować muzyki na gatunki. Owszem – czasami sugeruję się jakimś opisem czy recenzją, ale w sumie to muzyka dla mnie jest albo dobra albo zła. Ale co – chcesz tu jakieś konkrety? Ok, to lubię czasami posłuchać dobrego popu, dobrego rocka, czasami zahaczającego o progresję, dobry ale raczej lekki jazzik, trochę muzyki klasycznej, klimaty Dead Can Dance są mi bliskie, bardzo lubię Massive Attack, Portishead, Juno Reactor, Bjork, Kate Bush, Laibach, The Beatles, starego polskiego rocka czy też muzykę popularną z lat 80-tych. Naprawdę dużo by wymieniać. Tak naprawdę to słuchać i dyskutować o muzyce mogę całymi godzinami, więc może urwijmy w tym miejscu, bo się za bardzo rozgadam.

Tematyka związana z historią i starożytnymi cywilizacjami interesuje cię także prywatnie, czysto osobiście, czy wątki z niej czerpiesz li tylko na potrzeby tekstowego konceptu Neolith?

Oczywiście interesuję się tym prywatnie, jednak cały czas brakuje mi czasu by wystarczająco zgłębiać te tematy. Zwłaszcza, że co chwila wychodzą nowe pozycje, dochodzą nowe odkrycia, interpretacje i tak naprawdę ciężko mi jest za tym nadążyć. Dlatego też do pisania tekstów Neolith korzystam z usług mojego serdecznego Przyjaciela – Jacko S. który jest istną skarbnicą wiedzy na te tematy. To również dzięki wielogodzinnym rozmowom z nim mam możliwość dokładniejszego poznania i zgłębienia tematu, z czego bardzo się cieszę, bo nie ukrywam, że ciężko byłoby mi czasami samemu załapać o co mu tam chodzi bez odpowiedniego wprowadzenia, wyjaśnienia pewnych kwestii.

Po tylu latach na scenie masz już wypracowane swoje sposoby na godzenie codziennych obowiązków i prozy życia o której mówiłeś wcześnie z pasją muzyczną?

Myślę, że tak. Choć czasami ciężko jest by pogodzić wszystkie moje zajęcia i obowiązki – to jednak jakoś daję radę. Oczywiście nie dałoby się tego zrobić bez wsparcia i zrozumienia przed wszystkim rodziny, ale i również znajomych, którzy niejednokrotnie i nieustannie mnie wspierają. Z resztą chłopaków, myślę że jest podobnie. Jeżeli się bardzo chce to nie ma takiej opcji by nie pogodzić tych spraw. Wystarczy odrobina chęci, zrozumienia, samozaparcia i wszystko jest znacznie łatwiejsze.

To prawda, że gdyby nie twoja mama to w 1992 roku dopuściłbyś się czynnej napaści na listonosza celem wymierzenia kary za dostarczenie przesyłki z pękniętą płytą Dusk Disembowelment?

Zdecydowanie tak! Nie wiem co bym mu zrobił. Czekałem na tą płytę kilka miesięcy, bo moja znajoma z Australii specjalnie dla mnie odnalazła Renato Galinę i bezpośrednio od niego zdobyła ten krążek, a tu ciach-prach listonosz dostarczył mi ją w stu kawałkach. Ale tak wtedy działała Poczta Polska, a listonosz przynoszący starym babkom renty był kimś prawnie tak ważnym jak sołtys czy ksiądz. (śmiech) Więc czuli się bezkarnie. Całe szczęście teraz uległo to znacznej poprawie, choć i tak mam jakiegoś metalowca na poczcie w Krośnie, który czasami zwija mi jakąś przesyłkę, która nie jest rejestrowana.

Staż na scenie masz nie do podważenia. W gościnnych występach bywałeś, ficzuringi były?

Oczywiście że występowałem. Mam na swoim koncie gościnne wokale na płytach Dogma czy też Abyss. Z tymi drugimi występowałem też kilkakrotnie na żywo, zastępując ich wokalistę w chwili gdy odbywał zaszczytną służbę wojskową. Miałem się też pojawić na debiutanckim albumie wrocławskiego Elysium, który nagrywał akurat w Manek Studio, ale choroba gardła uniemożliwiła to skutecznie. Jestem otwarty na tego typu propozycje i o ile odpowiada mi muzyka danego zespołu i organizacyjnie dam radę, to nie ma problemu. Zresztą – może już wkrótce znów coś tam, z kimś tam nagram…

Kilka miesięcy temu prezentowałeś mi próbki świeżyn Neolith. W jakim miejscu jesteście z tworzeniem materiału na dziś dzień?

Cały czas pracujemy nad nową muzyka, tekstami. W chwili obecnej mamy gotowe zarysy około pięciu – sześciu numerów, jednak wymagają one ogrania, drobnych przeróbek – generalnie: ostatecznego szlifu. Na ostatnich próbach jednak skupialiśmy się nad materiałem na koncert jubileuszowy, nad odświeżaniem starszych kompozycji i siłą rzeczy nowe numery zeszły na drugi plan. Widzisz, jesteśmy takim zespołem który działa swoim rytmem – nie wiążą nas żadne kontrakty, więc siłą rzeczy pracujemy powoli, po swojemu, do momentu aż nabierze to rumieńców. Nowy materiał będzie prostszy w odbiorze i bardziej brutalny, choć sam jestem ciekaw jak to ostatecznie wyjdzie. Planujemy nagrać go w pierwszej połowie przyszłego roku i mam nadzieję, że tym razem z wydaniem nie będzie jakichś większych obsuw.

Dajecie razem z Conradem możliwość przepchnięcia pozostałym kolegom z zespołu swoich pomysłów, nawet jak nie jesteście do nich osobiście stuprocentowo przekonani?

Na ostatniej płycie są dwa numery Bolusa, w dwóch pozostałych był on współkompozytorem. Irek sam aranżuje bębny, Kriss robi część linii wokalnych, a Jurek ma wolną rękę co do elektroniki. Więc jak widzisz – nie mamy z tym problemu. Jednak jako zespół musimy być niemalże w stu procentach  zadowoleni z efektu końcowego. Oczywiście – czasami zdarzają się między nami tarcia, dyskusje na temat tego czy riff jest odpowiedni, czy dany rytm pasuje tu czy tam. Jednak przez lata nauczyliśmy się osiągać kompromis i nie ma między nami jakichś większych rozbieżności. Każdy kto zna Neolith, wie że tak naprawdę dla nas nie ma tematów tabu, choć oczywiście robiąc dany materiał raczej wiemy w którym kierunku podążamy i na co powinniśmy położyć szczególny nacisk.

„Heavy metal – muzyka buntu” – temat twojej pracy magisterskiej. Pasuje taki szyld do oblicza tej muzyki i sceny w 2016 roku?

I tak i nie. Scena metalowa w dzisiejszych czasach stała się bardziej elastyczna, bardziej pojemna. Co rusz do metalu dorzucane są kolejne gatunki czy też podgatunki, które jeszcze kilka / kilkanaście lat temu nie miałyby w tym miejscu prawa bytu. Zanika również wizerunek metalowca – twardziela z długimi włosami, w ramonesce, bądź katanie. Teraz za metalowców uważają się chłopaki z gimnazjum w rurkach, z fryzurą na żel. Myślę, że wiesz o co mi chodzi. To są słuchacze muzyki metalowej, ale nie metalowcy! A moja praca przedstawiała obraz metalowca – buntownika, który czasami musiał sporo przejść by w miarę normalnie funkcjonować. Znam to z własnego doświadczenia, bo miałem przez włosy i ubiór problemy w liceum. (śmiech) Ale to też temat na dłuższą dyskusję.

 neolith-izi-im-kurnu-ki

Crowdfunding na undergroundowej scenie metalowej to chemicznie czyste zło?

Osobiście nie akceptuję tej formy finansowania nagrań zespołów czy też innej formy działalności muzycznej. Z prostego powodu – dlaczego ktoś ma mieć wszystko na gotowe? A poza tym: skąd wpłacający mają wiedzieć, że to co otrzymają w zamian, nie będzie gównem pierwszego sortu? A już totalnym skurwysyństwem jest to, że niektórzy zbierają kasę na coś, co później przyniesie im dodatkowe pieniądze! Zbuduj mi studio, a później jak będziesz chciał u mnie nagrać, to ja cię skroję jeszcze raz z kasy, bo mam fajne, drogie sprzęty. Sorry, ale nie ma nic za darmo! Ja z Neolith za każdym razem zbieram kasę – czy to z koncertów na których udało nam się coś zarobić, z merchu czy też funduszy własnych. Sprzęt też sobie kupujemy sami. Na nagranie ostatniej płyty pożyczyliśmy kasę, a nie jesteśmy wcale bogaczami. No i te tłumaczenia – to co: mamy nie grać, bo nie mamy kasy? Nie grajcie albo grajcie do momentu aż ktoś się wami zainteresuje i wyłoży kasę, albo sami nazbieracie. Przecież dawniej było jeszcze bardziej przewalone, bo studia były na max drogie i ciężko dostępne. Ale nie – bo to nie dość że musi być drogie studio, to jeszcze niejednokrotnie producenta trzeba zatrudnić! Albo na trasę pojechać za tą kasę, a my ci w zamian pokażemy jak bawiliśmy się za twoje pieniążki! No daj spokój – chamstwo! Wyobrażasz sobie sytuację, że każda metalowa kapela robi akcję crowfundingową? Bo ja nie. I kto by wtedy wpłacał? Albo że ma być dla nielicznych, bardziej cwanych, bezczelnych? A dlaczego, kurwa mać?! Nie. Sorry. Dla mnie to wiocha i żebranie.

Już za chwilę na 25-leciu Neolith zagra z wami Furia i Ragehammer. Nie chcę tu filozofować, ale chyba jest trochę tak, że pierwsi skutecznie udowadniają iż jeszcze można sobie wyrąbać swoją, autorską ścieżkę w black metalu – a drudzy z kolei, już na debiucie bezceremonialnie i dobitnie pokazują że z klasycznego metalu, gdy się go czuje i rozumie jak należy, wciąż można wyciskać skuteczny, robiący duże wrażenie ekstrakt. Tobie, z punktu widzenia słuchacza, która opcja jest bliższa: eksperymentować, mieszać i czniać konwenanse – czy czerpać z klasyki, ale już bez przesadnej żonglerki gatunkowej?

Obie opcje leżą mi jak talala! Serio. Wszystko zależy od danej chwili, nastroju, tego na co masz w danym momencie ochotę. Oczywiście Furia jest znacznie bardziej doświadczonym i szanowanym zespołem, który bardzo lubię, jednak i Ragehammer znalazł sobie drogę do mojego serducha i na pewno będę im kibicował w przyszłości. Choć z oczywistych względów ekipę Nihila cenię bardziej, choćby za samo to, że przez tyle lat trzymają niesamowicie wysoki poziom i w dalszym ciągu potrafią zaskakiwać. Zresztą, obecność tych kapel na naszym koncercie nie jest przypadkowa.

W menu klubu w którym celebrować będziecie ćwierćwiecze widnieje drink „Levi”. Twój patent jeśli chodzi o jego skład czy wespół z Bogdanem, szefem Rock Iron Klubu, pracowaliście nad  smakową formułą? 

Dawne dzieje. Kiedyś Bogdan – szef Iron Klubu uhonorował mnie drinkiem z tequillą nazwanym moim pseudonimem, ale po kilku latach zmienił swą nazwę. Na bodajże „Araya”. Tak więc jak widzisz – jest lepiej niż zajebiście. (śmiech) A mi jest niezwykle miło z tego powodu.

Będę miał okazję usłyszeć Reborn i Limes Inferior 5 listopada? 

Tak, oba utwory znalazły się w naszym secie przygotowanym na to wydarzenie. Reborn będzie nawet z pewną niespodzianką. Limes to nasz koncertowy pewniak od wielu wielu lat, który doskonale sprawdza się w każdych warunkach. Zresztą w ogóle przygotowaliśmy sporych rozmiarów set w którym nie zabraknie utworów z w zasadzie każdego etapu działalności Neolith. Zapraszam więc serdecznie – 5 listopada wszystkie drogi prowadzą do Krosna!

Sławek Łużny