NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Maciej Krzywiński – Faith No More. Królowie Życia (i inne nadużycia)

„Była scena hardcore’owa (nie my), scena metalowa (nie my), scena skupiona wokół college’owego radia (nie my), sceny pop i dance (również nie my), a i w samym zespole każdy wywodził się z innego środowiska” – mówił o swojej kapeli Mike Bordin. Między innymi właśnie z tego wywodziła się siła, a następnie fenomen muzyki Amerykanów z Faith No More. Uchwycił je też autor na kartach polskiej biografii zespołu, która jest już od jakiegoś czasu dostępna na rynku.

 

„Będę zobowiązany za wszelkie, również cierpkie, komentarze”. Tak brzmi ostatnie zdanie jakie zapisał Maciej Krzywiński w swojej biografii Faith No More. Nie powinno ich być, tych cierpkich komentarzy, bo Królowie Życia (i inne nadużycia) to zmyślnie zaprojektowana od konceptualnej flanki, dobrze napisana książka. Jej autor, mimo że człowiek młody, młodszy od Faith No More, jest osobą znaną już w krajowym peletonie dziennikarzy muzycznych. Dostał od wydawnictwa propozycję napisania biografii autorów Angel Dust, przyjął ją, minęło kilka miesięcy, gotowe. Wyszła, mam wrażenie, biografia środka. Dedykowana może być zarówno okazjonalnym znawcom dorobku Amerykanów, kojarzącym dokonania kapeli pobieżnie, ale też równie dobrze twardym szalikowcom kapeli. Faithnomorelodzy także powinni docenić publikację. Nie znajdą tu sensacyjnych, dotąd nieodkrytych faktów, ale mają za to prowadzoną w usystematyzowany sposób, przemyślaną, ciekawie kreowaną i opracowaną narrację. Bardzo spójną. Autor przygotowując książkę bazował na dostępnych źródłach i materiałach, nie przeprowadzał z muzykami Faith No More wywiadów czy jakichś konsultacji „pod” swoją publikację. A mimo to, czytając Królów Życia ma się wrażenie, jakby pisana była przez oficjalnego diarystę kapeli, będącego który akuszerował przy narodzinach – rozkwicie – erozji – reaktywacji zespołu. Warto zwrócić uwagę na szczegółowo spisane początki funkcjonowania zespołu i jego ulokowania na muzycznej scenie San Francisco oraz czas dwóch pierwszych płyt, gdy wokalistą był Chuck Mosley („To Jim Martin i James Hetfield mnie dźgali. Już nie pamiętam, ale był to chyba ich pomysł. Choć w tamtych czasach każdy chciał mnie dźgać, taki byłem okropny” – to tylko jeden jedyny z bogatego bukietu barwnych cytatów zawartych w Królach Życia). Całą historię zespołu autor książki obudował ciekawymi cytatami muzyków (nie tylko FNM), osób z otoczenia zespołu i branży muzycznej, wzbogacając trafnym, spójnym autorskim opisem i komentarzem. Za to że książkę czyta się zwiewnie, że czuć swobodę w formułowaniu treści i operowaniu słowem; za to że nie wyczuwa się najmniejszych choćby biograficznych dziur między poszczególnymi wątkami czy opisywanymi wydarzeniami; za to należy się autorowi spory ukłon.

Maciej Krzywiński pisze o kapeli z sympatią, ale nie czołobitnie czy z poziomu klęcznika. Nieraz smagnie błyskotliwą, śmiałą frazą („Stacja zainteresowana była jeszcze wówczas piosenkami i towarzyszącymi im wideoklipami, nie tylko reality show o utracie dziewictwa i dziewictwie mózgu” – to o MTV. „(…) nie próbował on nawet budować swojego wizerunku jako elektrowni nukelarnej z penisem zamiast komina” – to już o Pattonie). Rozdziały są krótkie, nierzadko rozpoczynają się w zaskakujący, zdawałoby się zupełnie nieprzystający do historii kapeli sposób, mogący powodować początkowo konfuzję u czytelnika. Ostatecznie jednak, kilkanaście zdań dalej, okazuje się że coś co początkowo zdaje się być pokręcone jak uwłosienie Jima Martina, jest ładnie implementowane w losy Faith No More.

„Cóż, rzeczywiście bywało ciężko, ale tak naprawdę polubiłem ten psi znój” – wyznaje autor pod koniec biografii, pożyczając znaną frazę od Czwórki z Liverpoolu. I oby ten przyjemny znój znów stał się jego udziałem, bo klawe rzeczy z niego się rodzą.

Maciej Krzywiński – Faith No More. Królowie Życia (i inne nadużycia), Wydawnictwo In Rock, 2016.

Sławek Łużny