NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Amoral

Ten wywiad odbył się dzięki pewnej pięknej fińskiej dziennikarce i managerce o imieniu Heta, którą z tego miejsca gorąco pozdrawiam. Przyprowadziła mi ona na rozmowę założyciela, gitarzystę i głównego kompozytora zespołu Amoral, Ben’a Varon’a. A jako bonus dorzuciła drugiego gitarzystę i współkompozytora – Masi Hukari’ego. I tak oto miałam możliwość zasiąść pomiędzy tymi przystojnymi Finami, i dowiedzieć się trochę więcej o ich zespole, wydanej ostatnio szóstej studyjnej płycie, niesamowitym wokaliście i jego wygranej w fińskim Idolu oraz ich sympatii do Polski.

Miałam przyjemność oglądać wczoraj Wasz koncert na Tuska Festival. Zaskoczyło mnie, że wykorzystujecie jako scenografię tę płachtę z podświetlanym logo, tę z teledysku Wrapped in Barbwire. Nigdy nie widziałam takiej świecącej, ledowej scenografii u żadnego zespołu.

Masi: Nazywamy ją „choinką”, hehe.

Ben: Zrobiliśmy to z Hetą. Ściągnęła te ledy w hurtowej ilości z Estonii. Próbowaliśmy najpierw przyczepić je, do materiału, na taśmę, ale nie dało rady, musieliśmy więc je przyszyć… zajęło nam to trzy dni. Jednak jak zrobiliśmy z tym pierwszy koncert to wiedzieliśmy że było warto.

Sami wpadliście na pomysł zrobienia czegoś takiego czy podpatrzyliście u kogoś?

B: Sami. Chyba choinka bożonarodzeniowa była inspiracją… albo jakaś kebabiarnia, hehe

Weźmiecie to jako scenografię na Wasz najbliższy koncert w Polsce, który gracie przed Dark Tranquillity?

B: Nie jestem pewien, bo jest to dość kłopotliwe do ustawienia. Ale mamy jeszcze jedną z tym logiem, tylko bez światełek. I pewnie tę weźmiemy.

M: To zależy od tego ile dadzą nam czasu na rozstawienie i czy będziemy mieli technicznego, który to ogarnie. Bo jeśli będziemy musieli zrobić to sami to czasowo nie wyrobimy, gdyż musimy przede wszystkim skupić się na ustawieniu instrumentów.

Wydany w tym roku Fallen Leaves & Dead Sparrows, który, na marginesie naprawdę mi się podoba, jest Waszym pierwszym koncept-albumem. Ben, Ty jesteś odpowiedzialny za teksty, czy możesz przybliżyć naszym czytelnikom historię w nim opowiedzianą.

B: Wyszedł nam z tego album koncepcyjny trochę przez przypadek. Nie mieliśmy na początku takiego zamiaru. Najpierw chcieliśmy jedynie aby strona muzyczna albumu była spójna, aby poszczególne utwory do siebie pasowały, melodie się uzupełniały, przeplatały. Ale kiedy skupiłem się na tekstach to zdałem sobie sprawę, że kilka fragmentów, które napisałem, jest ze sobą spójnych. Wtedy stwierdziłem, że chcę rozwinąć ten temat i zrobić album koncepcyjny. Jeśli chodzi o historię to jej motywem przewodnim jest strach przed starzeniem się, przed upływającym czasem. W zeszłym roku skończyłem trzydziestkę, dopadł mnie kryzys z tego powodu i chyba miało to największy wpływy na taki a nie inny temat. A historia opowiada o człowieku, który żyje swoją przeszłością, nie żyje w ogóle swoim życiem obecnym, ani nie patrzy w przyszłość, tylko usilnie próbuje przytrzymać swoją przeszłość przy sobie, coś co kiedyś było dla niego drogie, to jak to kiedyś wszystko wyglądało. Ale okazuje się, że nic już nie jest takie jak kiedyś, i że jest już za późno nim to sobie uświadamia. To nie jest najweselsza opowieść. Pasuje jednak do nastoju stworzonego przez muzykę, bo nie ma tu również najweselszej muzyki.

Jak ta historia odzwierciedla się na okładce tego albumu. Kim jest ta pani, co mówi do tego starego człowieka i dlaczego ten ucina skrzydła temu biednemu wróblowi?

B: Okładkę robił, Aki Siltala, który już kiedyś zrobił kilka okładek dla Amoral. To mój dobry przyjaciel, znamy się od siódmego roku życia, bo chodziliśmy do tej samej szkoły. Czułem, że to właściwa osoba aby zrobić tę okładkę. Zadzwoniłem do niego, opowiedziałem mu historię, którą chcę zawrzeć. Usiedliśmy, zrobiliśmy kilka piw, przedstawiłem mu kilka pomysłów i wskazałem słowa klucze tej historii. Użył tego później. Chcieliśmy właśnie czegoś takiego, bez tekstu, bez logo, z dużą ilością detali, na które można się gapić w nieskończoność. Podoba mi się, że ja mam swoją odpowiedź co oznacza ta pani na okładce, mogę sobie wyobrazić co ona szepcze do tego starego człowieka, i co się dzieje z tym wróblem. Ale myślę, że jest kilka różnych dróg zobaczenia tego co jest na obrazie, w powiązaniu do tekstów. Musisz przesłuchać płytę z tekstami, przyjrzeć się okładce i zastanowić.

M: Na pewno jest to pierwszy album Amoral na którym teksty mnie kompletnie zmiotły jeszcze zanim zrobiła to muzyka. Okładka doskonale oddaje jego warstwę tekstową, ale jest tu elastyczność w interpretacji i jeśli zapytasz każdego z członków zespołu co oznacza ta okładka to otrzymasz od każdego inną odpowiedź.

B: Jedynie osoba, która to malowała może powiedzieć o co mu dokładnie chodziło. Było to jednak dla nas bardzo ważne, aby było to customizowane dzieło, robione specjalnie dla nas. Często zespoły po prostu kupują obraz od kogoś. Widzą obraz który mi się podoba, fajne krzyże, kości i metalowe płomienie i po prostu płacą komuś za prawa do użycia tego obrazu . Tego bardzo nie chciałem. Uważam, że okładka powinna być customizowana, dla konkretnego albumu, dla konkretnego zespołu, dla konkretnych tekstów.

amoral_bandAlbum jest naprawdę bardzo solidny i dopieszczony. Jak długo nad nimi pracowaliście?

M: Wstępne próby zaczęliśmy jakieś dwa lata temu, latem. Ale tak naprawdę skupiliśmy się nad pracą nad tym albumem dopiero pod koniec 2012. Ben przedstawił koncepcję reszcie zespołu i wtedy zaczęło wszystko iść w tym kierunku, zaczęliśmy zbierać wszystko do kupy, komponować, układać pod historię, którą chcieliśmy opowiedzieć.

B: A potem były właściwe nagrania, które zajęły w sumie jakieś trzy miesiące od momentu kiedy zaczęliśmy nagrywać perkusję do zakończenia nagrywania wokali. Trochę się zeszło.

Jak jesteśmy przy nagrywaniu wokalu: nagrywaliście wokale pod opieką Marco Hietala z Nightwish i Tarota. Czy było to konieczne żeby powierzyć produkcję wokali komuś z zewnątrz?

B: Może nie było to konieczne, ale było to coś nowego i fajnego do wypróbowania. Rozmawialiśmy o tym z Marco już kilka lat. Niestety on był ciągle zajęty swoimi głównymi projektami i za każdym razem jak nagrywaliśmy album to on był akurat na trasie w południowej Ameryce czy gdzieś indziej. Ale tym razem siedział w domu, oglądał telewizję, nie miał żadnych planów z Nightwish i w końcu nasz harmonogram spasował się z jego. Dlatego ja i Ari wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy na tydzień do Kuopio do niego i jego domowego, maleńkiego studia. Było super, spędzaliśmy cały czas z Marco w studiu, potem jedliśmy obiad z jego rodziną, było bardzo miło i na luzie.

Co Wam dała współpraca z Marco?

B: Myślę, że dała nam przede wszystkim pewność siebie. Bo wcześniej to ja i Ari nagrywaliśmy wokale. Ja nie jestem wokalistą, a Marco jest i dlatego mógł rozmawiać i pracować z Arim w ich własnym języku wokalistów. Przekazać mu doświadczenie jakie ma ze śpiewania, koncertów, nagrywania, robienia tego wszystkiego zawodowo przez tyle lat. Poza tym sporo zrobił dla nas z harmoniami. Mieliśmy rozpisane aranżacje na wokal kiedy do niego przyjechaliśmy, ale Marco zasugerował nam trochę nowych rzeczy, miał fajne pomysły na partie harmonii, jest geniuszem! Myślę, że Ari brzmi dzięki temu naprawdę świetnie na tym albumie.

Powtórzycie to na następnym albumie?

B: Nie mam pojęcia. Nie mamy jeszcze planu na studio, produkcje itd. Poza tym założę się, że jak będziemy nagrywać następną płytę to Marco będzie akurat w trasie z Nightwish gdzieś w Japonii, hehe.

Planów sprecyzowanych jeszcze nie macie ale wieść niesie, że nad materiałem na nową płytę już pracujecie.

B: Tak, powolutku, tak jakoś wyszło. Normalnie robimy większą przerwę nim zaczniemy pracę nad nowym albumem. Tym razem jednak, tak jakby… nigdy nie przestaliśmy tworzyć. Jakiś czas po tym jak skończyliśmy Fallen Leaves & Dead Sparrows spotkałem się z chłopakami i powiedziałem, że mam chyba już z 60 minut nowej muzyki. To oczywiście nie znaczy, że to jest już nowy album, a jedynie że już zaczyna się dużo dziać w tym kierunku.

Pójdziecie w kierunku kolejnego koncept albumu?

B: Po Fallen Leaves & Dead Sparrows myślę znów o stworzeni dużego, pełnego obrazu zamiast napisaniu 12 dobrych piosenek. To chyba ma większy sens w dzisiejszych czasach. Ludzie coraz rzadziej biorą tylko jedną, dwie piosenki na youtube, spotify i itunes. Wolą zapuścić sobie cały album. A spójność całości dodaje albumowi większego znaczenia. W tej chwili wydaje mi się, że przyszły album będzie luźną kontynuacją tego co było na tym tak w warstwie muzycznej jak i lirycznej.

Do nowego albumu nakręciliście już jeden, oficjalny teledysk, do Blueprints. Macie plany na następny?

M: Tak… właściwie to już go nagraliśmy. Ben, kiedy to wypuścimy?

B: Jeszcze nie wiem. To jest tak naprawdę live video, ale wygląda naprawdę fajnie. Nagraliśmy go podczas specjalnego koncertu z okazji 10-lecia wydania naszego debiutanckiego albumu. Zdecydowaliśmy, że będzie lepiej wydać teraz live video niż starać się zrobić jakiś wyreżyserowany, epicki obraz. Szczególnie ze względu na brak budżetu.

M: No właśnie, budżet. Jeśli ktoś nam da ze 20 tys. euro to, obiecuję, nakręcimy naprawdę niesamowite video, z fabułą, z aktorami, co zechcesz, hehe. No ale na razie musimy zadowolić się takim rozwiązaniem.

Obchodzicie w tym roku 10-lecie Waszego pierwszego albumu Wound Creations. Co te 10 lat Wam dało? Tak, wiem Masi, że jesteś w zespole trochę krócej, ale mimo wszystko.

B: Bardzo dużo! 6 albumów, 5 tras europejskich po 5-6 tygodni każda, trzy wyprawy do Azji, byliśmy też pierwszy raz w Stanach. Dużo się działo przez te lata.

M: Ja jestem w zespole dopiero od 4 lat więc będę mógł lepiej to podsumować jak będziemy obchodzić 15-lecie lub 20-lecie tej pierwszej płyty. Póki co nie mam tak długiej perspektywy.

Niby dopiero 4 lata, ale musi mieć ten zespół dla Ciebie bardzo duże znaczenie skoro masz wytatuowane logo Amoral na przedramieniu.

B: Zmusiliśmy go, hehe

M: Byłem w zespole z 8 miesięcy, wydaliśmy już album Beneath i byłem akurat przez przypadek w studiu tatuażu, a tatuażysta miał akurat czas więc pomyślałem sobie, że zaskoczę chłopaków, hehe. Ari też ma taki na przedramieniu, też zrobił sobie jak dołączył do zespołu.

Jak to się stało że Wasze szeregi zasilił tak niesamowity wokalista jak Ari Koivunen.

B: Poznałem po raz pierwszy Ariego po jednym z naszych koncertów. On już miał wtedy swój solowy projekt, swoich fanów, ale bardzo lubił nasz zespół. Pojawił się na backstagu po jednym show i zaczęliśmy rozmawiać. Potem po którymś następnym znów do nas wpadł. Jakiś czas później Ari usłyszał plotki, że Niko, nasz dotychczasowy wokalista, niedługo zostawi zespół. I wtedy przyszedł i powiedział, że chciałby spróbować. Nie spodziewaliśmy się tego bo on już miał na ścianie złote płyty ze swojego solowego projektu, więc myśleliśmy że żartuje. Ale on mówił poważnie, a my wiedzieliśmy że jest to najlepszy wokalista jakiego w ogóle moglibyśmy mieć nadzieję znaleźć. Więc daliśmy chłopakowi szansę, hehehe.

Jaki miało wydźwięk to, że Ari wygrał fińskiego IDOLa?

B: On wygrał tego IDOLA sporo wcześniej, chyba w 2007. Przed tym jak do nas przyszedł miał już na koncie dwa albumy solowe. A do nas dołączył pod koniec 2008 i od razu nagraliśmy z nim album Show Your Colors, wydany w 2009. Więc dołączał do naszego zespołu już jako super gwiazda. Był dla nas zdecydowanie za sławny, to nie było zbyt komfortowe. On sam nie chciał takiego szumu wokół swojej osoby, ale był niemal w każdej gazecie, jak celebryta. Wiele osób odbierało to jakby jakaś gwiazda pop dołączała do poważnego metalowego zespołu. Ale zrobiliśmy to co czuliśmy że będzie najlepsze dla naszej muzyki.

Kto jest szefem w tym zespole?

M: Ben.

A jakim jest szefem?

B: Jak to jakim? Twardym ale sprawiedliwym, hehe.

M: W każdym zespole musi być jakiś lider, którego wizje podziela i w którą ufa reszta zespołu. Inaczej byłby straszny bałagan. Jeśli masz za dużo osób o charakterze lidera to wszystko się wali bo następuje starcie różnych ego. Byłem wcześniej w wielu zespołach, które były bardzo dysfunkcyjne, chociaż z zewnątrz tak nie wyglądały. Dlatego teraz bardzo doceniam to jak dobrze to działa w Amoral, bo jest to naprawdę rzadkie, że 5 kolesi w jednym pomieszczeniu gra próbę i nie kłóci się o wszystko. Ben jest dobrym liderem. Możesz przynieść dowolny pomysł, zaprezentować swoją wizję, napisać najbardziej wykręconą muzykę lub najbardziej prostą i mieć pewność, że on tego nie wyśmieje, że doceni, przemyśli i przedyskutuje, czy pasuje to do Amoral. To zaobserwowałem od samego początku jak jestem w tym zespole i jest to super. To że Ben jest liderem jest bardzo naturalne, poza tym ktoś musi dźwigać to brzemię odpowiedzialności i to właśnie jego o to boli głowa.

B: To wiąże się też z dużą ilością pracy. Chłopaki wiedzą, że mam ostatnie słowo w zespole, ale wiedzą też że pracuję dwa razy więcej niż oni, organizując wszystko, ustalając setlistę, zajmując się promocją, udzielając wywiadów kiedy oni np. piją piwko na backstagu. Trzeba dać z siebie bardzo dużo aby zapracować na pozycję lidera, ale oczywiście nie narzekam, bardzo cieszę się, że mogę to wszystko robić bo sprawia mi to frajdę. Poza tym każdy ma też inne potrzeby np. nasz perkusista Juhana jest w Amoral razem ze mną od samego początku, tyle samo lat co ja, ale on nie chce robić nic dodatkowego poza graniem na garach. Więc on jest szczęśliwy, że ktoś inny dba o całą resztę a ja jestem szczęśliwy że mam dobrego perkusistę który nie narzeka ani nie tworzy problemów. I to jest w naszym składzie bardzo fajne, że każdy ma tu swoje miejsce i wydaje mi się, że każdy dobrze się z tym czuje jakie ma miejsce w zespole. I to wszystko działa.

W listopadzie będziecie w trasie z Dark Tranquillity i zahaczycie też o Polskę. Z tego co wiem to macie u nas sporą grupę fanów.

B: Tak i to od wczesnych lat działania zespołu. Jeden z pierwszych StreatTeamów (taki rodzaj ich fun clubu, tylko bardziej aktywny) powstał w Polsce, najwięcej maili dostajemy właśnie z Polski. Byłem zdruzgotany jak kiedyś musieliśmy odwołać jeden, jedyny koncert na trasie i był to właśnie koncert w Polsce.

Kiedy to było?

B: w 2009, byliśmy w trasie z Amorphis. Dzień wcześniej, przed koncertem w Czechach, Ari feralnie spadł ze schodów, od razu pojechaliśmy do lekarza. Ari miał uraz klatki piersiowej i nie mógł śpiewać, więc na tym koncercie, w Pradze, zagraliśmy krótki set bez wokalisty, ale było to słabe. Musieliśmy więc odwołać następny koncert i to był właśnie koncert w Polsce. Dlatego jesteśmy szczęśliwi, że możemy zagrać w Polsce i się zrewanżować.

A pamiętacie koncert w Polsce w 2012 w Katowicach?

M: Ja pamiętam. Pamiętam spacer po mieście, to było bardzo dziwne miasto do zwiedzania ale naprawdę nam się podobało. Pamiętam, że w miejscu gdzie graliśmy, było nieprawdopodobnie gorąco, na scenie było gorąco, a na backstagu z kolei było strasznie zimno. Ale było fajnie.

Ostatnie słowo do fanów w Polsce.

B: Wpadajcie na koncert! będzie nam miło się z Wami tam zobaczyć. Oraz poświęćcie swój czas i uwagę płycie Fallen Leaves & Dead Sparrow. Usiądźcie spokojnie, wyłączcie telefony, wyłączcie facebooka, załóżcie na uszy słuchawki, sączcie muzykę i teksty. Ten album jest tego wart.

Rozmawiała: Eliza Starczewska
Zdjęcia: Amoral