NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Fleshworld – Like We’re All Equal Again

2013, Unquiet Records

I proszę. W postmetalu można jeszcze pokazać coś ciekawego. Radość podwójna, że w krajowym wydaniu. A nawet potrójna, bo dotyczy debiutantów.

Mowa o młodym krakowskim FLESHWORLD, który pod koniec ubiegłego roku wypuścił „Like we`re all equal again”. Dojrzały to materiał. Przemyślany, konkretny. Przekonujący. Melodyjny i brutalny (nie, to nie oksymoron). Sensownie zaaranżowany (silny punkt płyty). Dobrze zagrany, dobrze brzmiący. Dość „szeroki”, jak idzie o stylistykę post, bo rozciągnięty pomiędzy progrockowymi tematami, przez postrockowe pejzaże i zawiesiny, ambientowe fluidy, po srogi postmetalowo – hardcore`owy wyziew. Mimo takiej rozpiętości, ani przez chwile nie czuje się, by cokolwiek było sztuczne, naciągane czy niedopasowane bądź doklejane na siłę. Jeszcze raz tutaj pochwalić należy zmysł kompozytorski krakowian. Z punktu słyszenia słuchacza jest tutaj jasna, precyzyjna, dobrze zarysowana i zrealizowana wizja. Poruszając się w takiej stylistyce, tak mocno już eksploatowanej (nierzadko przez słabeuszy, trendziarzy i inną podobnej proweniencji barbarię) myślę, że to właśnie jest podstawowy punkt do sięgnięcia po jakikolwiek sukces. FLESHWORLD już to ma. W bardzo naturalny, chwilami niemal zwiewny sposób, stąpają po różnych dźwiękowych odcieniach, czyniąc to zupełnie udatnie.

Ileż razy już słyszeliśmy klony Isis, Cult Of Luna, o dziedzictwie Neurosis nie wspominając – które budując „napięcie” traktowały spokojniejsze fragmenty jeno jako alibi do tego, by się powydzierać na tle zapętlanych, marnych riffów. FLESHWORLD, czerpiąc z dorobku wyżej wymienionych, skutecznie takie mielizny opływa. To może głupio brzmieć, ale ich utwory są pełne na całej długości. Słuchając płyty ani przez chwilę nie czuję się wypuszczany na manowce. I na tym etapie działalności bandu to wystarcza.

Garść pochwał na koniec. „Like we`re all equall again” to obok „Void Mother” – no może nie obok, ale zaraz po – najlepsza ubiegłoroczna postmetalowa rzecz krajowa. Zdecydowanie ciekawsza niż choćby „The Anaesthete” Rosetty. Blindead na debiutanckim „Devouring Weakness” pod względem jakościowym startował ze zdecydowanie niższego pułapu, a proszę, gdzie jest w tej chwili. FLESHWORLD, przy dobrych wiatrach, odrobinie szczęścia, samozaparcia i podjęciu ryzyka, ma szansę pójść podobną ścieżką. Od strony muzycznej i kompozytorskiej mają ku temu własne prerogatywy. „Dust Eater” spokojnie mógłby znaleźć się na „Vertikal II” w zamian za którykolwiek ze znajdujących się tam utworów.

Amen(ra).

Ocena: 7/10
Autor: Sławek Łużny