NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Demonomancy – Throne of Demonic Proselytism

2013, Nuclear War Now! Productions

Niejaki Yosuke Konishi ma niezwykłą umiejętność wyszukiwania rozmaitej maści bluźnierców na różnych kontynentach świata. I chwała mu za to, co robi, bo robi to naprawdę świetne. Z najgłębszych czeluści włoskiego undergroundu odkopał DEMONOMANCY, zespół o dobrze kojarzącej się nazwie. Tyle mogłem przynajmniej o nim powiedzieć, zanim usłyszałem ich demo, które później Japończyk przekuł w czarny krążek i wydał jako minialbum. Ten bardzo przyzwoity materiał zwiastował rychłe zniszczenie. A to nadeszło wraz z „Throne of Demonic Proselytism”.

Przede wszystkim elektryzuje niesamowity rozwój tego młodego trio. Dość ograniczona formuła war black metalu została tu umiejętnie rozwinięta tak mocno, jak to tylko możliwe. Struktury utworów, choć oparte na tak charakterystycznym dla tej stylistyki blastowaniu, niosą w sobie jakąś apokaliptyczną atmosferę, którą potęgują bardzo nisko nastrojone gitary, wypluwające z siebie kolejne ohydne i motoryczne riffy niczym trąby zagłady. Ten krążek doskonale odzwierciedla to, co dzieje się na okładce, umiejętnie wykonanej przez Zbigniewa Bielaka. Słychać, że groźne miny, tona żelastwa oraz pomalowane w barwy wojenne twarze nie są dla DEMONOMANCY dziełem przypadku, lecz konkretną strategią, w którą zostały wpisane te niespiesznie, ale bezlitośnie kopulujące ze sobą kłębowiska dźwięków. Tworzą one bardzo dojrzały, zaskakująco świeży i przede wszystkim niespotykanie w tym ograniczonym oraz już wyeksploatowanym stylu, materiał, jakich war black metal przecież potrzebuje, odkąd BLASPHEMY gra jedynie koncerty.

Kanadyjczycy mogą sobie spokojnie to w dalszym ciągu robić, skoro mają tak nieprzewidywalnych „naśladowców”, w dodatku debiutantów. Jestem pod wrażeniem.

Autor: Marcin Matuszczak