NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Soulfly: ‚metalowcem zostaje się na całe życie’

Kto by pomyślał, że Soulfly będzie kiedyś elektryzować nie tylko koziobrodatych wielbicieli nu metalu, ale odkąd Max Cavalera przypomniał sobie o bardziej ekstremalnych dźwiękach, poświęcił się tworzeniu wcale czujnych płyt. Ostatnia z nich nosi tytuł Archangel i to z okazji jej premiery ucięliśmy sobie pogawędkę z sympatycznym dziadem borowym, co to metalowi duszę sprzedał.

Działalność Soulfly miała być dla ciebie „duchową podróżą” i wygląda na to, że zawiodła cię ona w różne ciekawe miejsca. Na Archangel wyjątkowo dużo tej duchowości…

To dziesiąty album w dorobku zespołu, dlatego uznałem, że nadeszła pora na coś wyjątkowego. Archangel głębiej eksploruje zagadnienia duchowe, niż jakakolwiek moja płyta. Ponieważ zawsze intrygowały mnie mistyczne aspekty biblii, zacząłem traktować ją jak źródło inspiracji dla nowych utworów. Najpierw wymyśliłem tytuł, potem klarować zaczęły się inne wątki – ta okładka z archaniołem Michałem czy utwory takie jak „Sodomites” lub „Bethlehem’s Blood”. Uważam, że wiele biblijnych przypowieści świetnie nadaje się jako kanwa dla metalowych utworów. O ile zrobi się to dobrze, efekt może być naprawdę mocny.

Jest w tym pewna ironia, że dzisiaj odkrywasz na nowo chrześcijańską duchowość, podczas gdy w młodzieńczych latach Sepultury wyśpiewywałeś sataniczne teksty.

Byłem wtedy po prostu młody. Nie żałuję niczego, co wtedy zrobiliśmy, ale faktem jest, że tematyka tekstów z Bestial Devastation i Morbid Visions stanowiła zwyczajną kalkę europejskich zespołów w rodzaju Celtic Frost. Musiałem dorosnąć jako człowiek, aby odkryć duchowość. Zwłaszcza po śmierci Dany i mojego ojca, zbliżyłem się do Boga. Wtedy także założyłem Soulfly, aby dać wyraz ówczesnym poszukiwaniom. Tych wątków duchowych było znacznie mniej na płytach takich jak Dark Ages czy Conquer, ale teraz czuję potrzebę powrotu do nich. Z tego powrotu wynikł Archangel, którego uważam za bardzo pozytywny album.

Nie wiem czy takie pozytywne są pełne okrucieństwa biblijne historie, z których czerpałeś.

Niewątpliwie są brutalne, ale to także przykuło moją uwagę do przypowieści takich jak ta o zniszczeniu Sodomy. Nawet utwór tytułowy opisuje wojnę między aniołami. Chciałbym jednak podkreślić, że Soulfly nie jest zespołem chrześcijańskim i w żaden sposób nie promuje religii. Interesuje mnie raczej oddziaływanie biblijnych historii na ludzi, jak również ich narracja i nastrój. Kiedy zacząłem pisać materiał na Archangel, poczułem, że moje riffy dopasowują się w dość egzotyczną przecież tematykę. Wyruszyłem w prawdziwą tajemniczą podróż, u celu której odnalazłem właśnie to, co słyszysz na płycie.

Wybrałeś epickie historie domagające się równie epickiej ilustracji. Rezultat robi wrażenie, bo nie pamiętam, by Soulfly kiedykolwiek brzmiało tak potężnie.

To prawda, nie nagrałem wcześniej podobnej płyty i to również stanowi dla mnie wielką atrakcję. Archangel mógł być nawet concept albumem, ale nie chciałem skupiać się wyłącznie na biblii. Dla oldschoolowych fanów mamy numery takie jak „We Sold Our Souls to Metal”, składające hołd thrashowi lat 80. czy punkowo-metalowe „Live Life Hard!”. Fakt, że mogłem nagrać podobny long po trzydziestu latach aktywności jest czymś niesamowitym. Czułem, że w swojej karierze wykorzystałem już wszelkie możliwe tematy na teksty, więc trochę się natrudziłem, aby wymyślić coś oryginalnego (śmiech).

W Soulfly zawsze obecne były wątki duchowe i nawiązania do muzyki etnicznej, od niedawna zaś powracasz także do ekstremalnego metalu. Na Archangel udało ci się połączyć to wszystko w całość.

Tak, chociaż mogło być więcej plemiennych rytmów. Nowy album to po prostu mocny metal natchniony duchowością. Na pewno w przyszłości wrócę jeszcze do tribal metalu, a więc do swoich korzeni, ale dopiero gdy nadejdzie właściwy czas. Teraz była pora na Archangel. Muzyka, jaką znajdą na nim ludzie jest tą, jakiej dzisiaj słucham i jaką chcę grać.

Wspomniałeś o „We Sold…”, a więc utworze znacznie odstającym od tych poświęconych biblii. Ten kawałek jest prostą deklaracją niezależności od świata.

Deklaracją bycia metalowcem (śmiech). Zgadza się, metal daje mi schronienie przed światem. Tytuł tego kawałka jest oczywistym nawiązaniem do „We Sold Our Souls to Rock’n’Roll” Black Sabbath. Chciałem, aby był to hymn opiewający moje poświęcenie dla muzyki i dumę z tego, kim jestem. Uważam, że metalowcem zostaje się na całe życie, więc to faktycznie trochę jakby zaprzedanie duszy.

Należysz do tych weteranów, którzy interesują się nową muzyką i jest to ewidentne także na Archangel. Podoba mi się jednak to, że obok brzmiącego bardzo nowocześnie utworu tytułowego, nie brak tu utworów odsyłających do przeszłości, do surowego thrash i death metalu.

Słucham bardzo dużo muzyki i na pewno ma ona wpływ na Soulfly. Dlatego np. zaprosiłem do udziału w nagraniach Todda z Nails i Matta z King Parrot, a więc członków młodych grup, które bardzo lubię. Poza tym uwielbiam zarówno Noisem i Full of Hell jak i Hour of Penance, Melechesh czy Behemotha. Wszystkie one pokazują jak może brzmieć metal w XXI wieku i cieszę się, że mogę być częścią tego samego ruchu. Nawet jeśli różnimy się pod względem brzmienia i przekazu, to walczymy poniekąd o to samo.

Pamiętam jak w trakcie naszej rozmowy po wydaniu ostatniego longa Cavalera Conspiracy także sypnąłeś kilkoma konkretnymi nazwami. Nie obawiasz się mówienia wprost o swoich fascynacjach? Wystawiasz się w ten sposób na cel ludziom gotowym od razu oskarżyć cię o zżynanie.

Nie przejmuję się tym, bo całe życie znajdowałem inspirację u innych. Każdy muzyk to robi, inaczej stalibyśmy wiecznie w miejscu. W Sepulturze słuchaliśmy wczesnego death metalu, by następnie odkryć bardziej klasyczny stuff, np. thrash w duchu Slayera i Kreatora, a wreszcie także i New Model Army czy Dead Can Dance. Nie wypieram się swoich fascynacji, a dziś jest w nich więcej metalu, niż kiedykolwiek. Niektóre z młodych grup, które wymieniłem mogły inspirować się moją muzyką, a dzisiaj dostarczają inspiracji mnie. To wspaniale i tak właśnie powinno być.

Oprócz wspomnianych już krzykaczy z Nails i King Parrot na Archangel zaśpiewali też twoi synowie. Ich udział w nagraniach także podyktowany był szczególnym charakterem albumu?

Poniekąd tak. Po nagraniu wokali Todda do „Sodomites” i Matta do „Live Life Hard!”, chciałem także zaprosić synów do zaśpiewania w ostatnim utworze, „Mother of Dragons”. Pojawiła się w nim również Anahid, wokalistka z Iranu, co jest o tyle świetne, że wzniosłem w ten sposób pomost między naszym metalem a metalem z Bliskiego Wschodu. Już wcześniej dałem wyraz zainteresowania sceną w tamtym rejonie świata kawałkiem „Forbidden Fire” Killer Be Killed. Chciałbym kontynuować swoistą krucjatę popularyzacji metalu na Bliskim Wschodzie. Nawet wbrew zakazom władz powinno się zanieść muzykę ludziom. Mam nadzieję, że uda się nam sprowokować szerszą dyskusję na ten temat, a może nawet zainspirować jakieś nowe zespoły z tamtego regionu.

Może powinieneś wystąpić z Soulfly gdzieś na Bliskim Wschodzie? W niektórych, co bardziej liberalnych krajach byłoby to przecież możliwe.

Bardzo bym tego chciał, choć sytuacja jest napięta w związku z ISIS i całym tym gównem. Słyszałem, że w Iranie metal ma wielu fanów, istnieje metalowy klub w Teheranie oraz festiwal organizowany przez członków grupy Master of Persia. Chciałbym wnieść coś do tej sceny, wciąż bardzo młodej i na wpół legalnej, ponieważ jestem szalenie dumny z ludzi, którzy ją tworzą. Przypomina mi to dawne czasy w Brazylii, kiedy mieliśmy mnóstwo problemów z policją oraz z tzw. porządnymi obywatelami. Byliśmy wyrzutkami i dziwakami, ale wtedy bardzo nam to odpowiadało. Nie chcieliśmy stać się częścią społeczeństwa, tylko żyć metalem i cieszyć się wolnością. Pierdolić społeczeństwo po dziś dzień (śmiech)!

Chciałem zapytać cię także o pewien amerykański fenomen. Wspomniałeś, że daleki jesteś od promocji religii, ale w USA istnieje cała scena ewangelizującego chrześcijańskiego metalu, rządząca się zresztą własnymi prawami i działająca jakby w odrębnym obiegu. Co o niej sądzisz?

Nie znam za bardzo tej sceny, kojarzę niektóre nazwy zespołów, ale w zasadzie nie znam muzyki. Osobiście mam jednak krytyczne zdanie na temat ewangelizacji poprzez muzykę. Osobiście nie chciałbym robić z siebie kaznodziei, wolę pomagać innym bez popadania w dogmatyzm. Podobnie może być z ruchem Straight Edge, gdy jego uczestniczy przestają tolerować ludzi pijących czy używających narkotyki. Ja sam jestem Straight Edge, ale nie zamierzam walczyć z cudzymi nałogami.

Metal religijny to nie moja działka, wolę zespoły sięgające po tematykę czysto mistyczną, jak choćby Melechesh inspirującymi się wierzeniami babilońskimi. Jego ostatni album Enki jest fantastyczny i nie mówię tak dlatego, że na nim zaśpiewałem (śmiech) – to arcydzieło zasługujące na uwagę wszystkich. Godna polecenia jest także grupa Acyl z Francji – jej członkowie pochodzą z Algierii i nawiązują do swojej rodzimej kultury.

Ogólnie to niesamowite jak metal ewoluował w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Nie dbam o jakieś nowomodne określenia typu nu metal czy metalcore i nie uważam, by były komukolwiek potrzebne. Dla mnie muzyka jest dobra lub zła – tylko na tym opieram swoją opinię.

Podsumowując – czy jest coś, co starasz się zakomunikować innym poprzez Archangel?

Tak naprawdę to nie. Połowa albumu to opowieści inspirowane biblią, reszta jest wyrazem miłości do metalu i dumy z bycia outsiderem stojącym naprzeciw społeczeństwa. Archangel to prawdziwy album metalowy. Przepełnia mnie dumą i mogę jedynie namawiać innych, aby dali mu szansę. Zapewniam, że płyta zyskuje z kolejnymi przesłuchaniami, w miarę jak słuchacz zauważa wszystkie niuanse.

A tymczasem szykujesz się na trasę po USA w towarzystwie Decapitated. Miło wiedzieć, że doceniasz nasz „towar eksportowy”.

Bardzo mnie cieszy ta trasa, tym bardziej że Blood Mantra plasuje się moim zdaniem w czołówce płyt ubiegłego roku. Decapitated i Behemoth, a wcześniej także Vader to najlepsze, co dał światu polski metal. Jak dotąd nie miałem okazji poznać chłopaków osobiście, ale jestem pewien, że się dogadamy (śmiech).

 

rozmawiał Sebastian Rerak