NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Grave: ‚myślałem, że pozwy o nazwę i takie historie zarezerwowane są dla gigantów’

Dismember już nie ma, Entombed właściwie też nie, Unleashed nagrał w tym roku jedną ze swoich najsłabszych płyt. Grave jawi się na tym tle zespołem wybitnym. Ale i bez tego tła album na miarę „Out of Respect For the Dead” gwarantuje grupie zasłużony tytuł Królów Szwecji. Z tronu przemawiał do nas Ola Lindgren.

Jedenasty album studyjny z własnym materiałem… Taka Metallika nagrała do tej pory tylko dziewięć. Można by pomyśleć, że spędziliście w zespole całe życie.

Wiesz co? Właśnie tak to czuję. Bardzo wcześnie zaczęliśmy, a kiedy ukazywał się nasz debiutancki album, byliśmy około dwudziestki. Gdy sobie uświadamiam, jak wiele czasu upłynęło, to czuję się aż dziwnie. Jednocześnie jestem wdzięczny, że udało nam się nagrać te wszystkie albumy. A przede wszystkim jesteśmy wdzięczni, że wciąż możemy liczyć na wsparcie zarówno fanów, jak i wytwórni.

Zabawne, że w pierwszym utworze nowej płyty padają słowa: „nie mogę uwierzyć, że wciąż żyję”. I rzeczywiście przeżyliście większość weteranów szwedzkiego death metalu: Dismember nie gra, Entombed przekształciło się w Entombed A.D. Miewasz poczucie, że jesteście dinozaurami tej sceny?

(śmiech) Trochę tak, ale przede wszystkim wciąż jest to coś, co lubię robić. Lata upływają szybko, więc nie mam nawet czasu rozmyślać w takich kategoriach. Oczywiście tęsknię za kapelami takimi jak Dismember, łączy nas wiele wspaniałych wspomnień i koncertów. Wciąż jednak się przyjaźnimy, a ilekroć się spotykamy, dyskutujemy o starych dobrych czasach. Dinozaury? Jak najbardziej. Ale wciąż bardzo aktywne dinozaury.

Mówisz o Dismember, ale nie zająknąłeś się słowem o Entombed. Jak znajdujesz całe to zamieszanie wokół zespołu?

Nasłuchałem się różnych historii, ale tak naprawdę nie znam żadnych szczegółów. Myślę, że wszystko zależy od tego, z kim rozmawiasz. Jako człowiekowi z zewnątrz trudno mi to wszystko pojąć. Dlaczego wokół zespołu miałaby rozpętać się taka awantura? Oczywiście, na tej scenie to wielka legenda, ale myślałem, że pozwy o nazwę i takie historie zarezerwowane są dla gigantów pokroju wspomnianej przez ciebie Metalliki.

Założę się, że w szkole, kiedy zaczynaliście, twoimi idolami musieli być muzycy Autopsy. Po latach Eric Cutler zagrał z tobą w numerze „Venial Sin” z EP „Morbid Ascent”. Wychodzi na to, że death metal spełnia szczenięce marzenia.

Oczywiście. Chcieliśmy zaprosić jakichś gości i zwróciliśmy się do Erica, a on był zdecydowany. Myślę, że numer świetnie pasuje do jego stylu. A propos… Zarówno na wysokości najnowszej, jak i poprzedniej płyty myśleliśmy o jeszcze jednym gościu, ale trudno było zgrać się czasowo. Ale co do idoli dzieciństwa, to udało nam się wielu z nich spotkać, właśnie dzięki temu, że sami uprawiamy muzykę. Z reguły dochodziło do takich spotkań na festiwalach. Miło przybić piątkę komuś, kogo podziwiasz.

Było spotkanie, które zrobiło na tobie szczególne wrażenie?

Tom Warrior z Celtic Frost. On zawsze mnie inspirował, stawiałem go sobie za wzór zarówno jako twórca muzyki, jak i tekściarz. Zależało mi, by po prostu powiedzieć mu „cześć”, ale jak już to zrobiłem, to zaraz się zwinąłem, bo byłem onieśmielony.