NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




[przybij piątkę] Days of No Light tour: Blaze of Perdition, Mord’a’Stigmata, Moanaa

Dziś ‚Przybij 5’ w dawce potrójnej.

Wsteczne odliczanie do inauguracji Days of No Light Tour zacząć czas. Skład trasy to samoistny gwarant emocji i żyrant jakości. Na ostatniej prostej K-vass (Moanaa), Static (Mord’A’Stigmata) i XCIII (Blaze of Perdition) dzielą się wiedzą, planami na koncerty i własnymi przemyśleniami. 

MOANAA – Ciężar i niezależność

 moanaa_group

Organizator trasy pisze w materiałach promocyjnych do niej, że Descent to „jeden z najbardziej niedocenianych debiutów ubiegłego roku”. Pozwoliłbym sobie na polemikę, delikatną rzecz jasna, z Maciejem. Wydaje mi się że materiał jednak został całkiem nieźle zauważony i generalnie – wysoko oceniony, doceniony. Z twojej perspektywy jak to wygląda?

K-vass (wokal): Jeśli ktoś „z zewnątrz” tak to widzi – w pełni rozumiemy. Wynika to głównie z faktu pełnej niezależności – wydawaliśmy płytę sami, podobnie z promocją. Zasięg takich działań zawsze będzie ograniczony, jednakże tam gdzie udało nam się dotrzeć – przyjęcie było ciepłe.

Personalnie doskonale znasz się z resztą ekipy Days of No Light, więc towarzysko będą najpewniej panować najlepsze standardy. Jednak stylistycznie Moanaa dość znacznie różni się od Blaze of Perdition i Mord’A’Stigmata.

Jesteśmy najwolniejszym zespołem na trasie więc pewnie i najcięższym (śmiech). Wspominając zeszłoroczną trasę Bewitching The Polonia, wydaje mi się że ostatnie dokonania Mord’A’Stigmata nie są aż tak odległe. To mocno subiektywnie – wspólny mianownik jest, chociaż nadchodzimy i zmierzamy w zupełnie innych kierunkach.

Prócz Moanaa masz jeszcze kilka innych zespołów, dość rozbieżnych stylistycznie nawzajem siebie. Emocje jakie towarzyszą ci gdy jesteś na scenie z każdą z tych kapel, są względem siebie tożsame, porównywalne – czy przeciwnie?

Na pewno elementem wspólnym jest rytuał wyjazd – klub – ludzie. To co dzieje się na scenie jest dla mnie wewnętrznie mocno rozbieżne. Funeralne epizody Sigihl ciężko jest postawić obok koncertów Moanaa czy śp. Psychotropic Transcendental, które jednak były odrobinę naznaczone nadzieją. Nie ma tym bardziej znaku równości między wspomnianymi, a cyrkowymi wybrykami na które czasem sobie pozwalamy z kolegami z sali prób (Unipolar Psycho).

Jak idzie o sceniczną prezencję black metalu – która forma jest ci bliższa: z elementami scenografii, pewnym performance, umalowanymi twarzami i ozdobnikami, całym tym sztafażem – czy taka bardziej oszczędna jaką prezentuje właśnie M’A’S choćby czyli kaptur na głowę i niech gada muzyka?

Dla mnie teatrzyk nie zawsze jest nieodzowny, jeśli zamiast muzyki jest mentalna próżnia – gnijące świńskie łby na scenie nie pomogą. Modne ostatnio nakrycia głowy zaliczyłbym do tej samej kategorii co mejkap. Czasem się to sklei, a często po jednym numerze wiesz że zespół tak naprawdę nie ma nic do przekazania. Na tegorocznym brutalu  Sunn O))) w wydaniu z lustrzanym Attilą nawet nie próbował nikogo oszukać że tak jest, a wieczór później Marduk, wyglądający jak przeciętny, ubrudzony motocyklowy cover band – pozamiatał.

Prace nad następcą Descent to jeszcze powijaki czy można już cokolwiek więcej o nim powiedzieć?

Powiedziałbym, że cztery piąte materiału jest zrobione, ale tak naprawdę okaże się po trasie. W grudniu ruszamy z preprodukcją i wtedy dowiemy się ile nieplanowanej pracy nam jeszcze pozostało. Rejestrację rozpoczniemy wczesną wiosną, jeśli wszystko pójdzie sprawnie – premiera po wakacjach.

 

MORD’A’STIGMATA – Eksperyment i improwizacja

 

Cały nowy materiał podczas rytuałów na Days of No Light zagracie? Niespodzianki jakieś są planowane? Pamiętam że na trasę z Behemoth przygotowaliście Pregressed z Ansia w takiej „nie ma przebacz” wersji, że o tym iż utwór był grany, to dowiedziałem się od ciebie dopiero podczas rozmowy po koncercie…

 

Static (gitara): Z nowego materiału pojawią się w set liście dwa najdłuższe utwory czyli koniec końców jakieś dwadzieścia parę minut materiału. Jakichś wielkich niespodzianek nie będzie, oprócz tych, które zwyczajowo mogą się objawić samoistnie podczas naszego występu. Końcówka Those Above na przykład stwarza możliwości do wielu eksperymentów na żywo. Ah, i oczywiście pozmieniamy niektóre utwory z Ansia do wersji bardziej koncertowych, bo inaczej musielibyśmy grać półtorej godziny, a to w przypadku niniejszej trasy jest niewykonalne.

 MAS-foto

Z twojej jako autora perspektywy, coraz bardziej efemeryczna i niemal już międzygatunkowa momentami muzyka M’A’S to w pełni świadoma i planowana podróż poza czysto metalowe ramy czy raczej intuicja, może improwizacja?

 

To wynika z wszystkich czynników, które wymieniłeś w równym stopniu. Jesteśmy ludźmi osłuchanymi z różną muzyką, mnie samego zachwyca sporo gatunków czy wykonawców spoza kręgu metalowego grania, więc siłą rzeczy ten zachwyt próbuję zawrzeć w naszych autorskich kompozycjach. Nie jest tajemnicą, że często nasze utwory powstają na drodze improwizacji, tak było ze wspomnianym już Those Above, który w jakichś osiemdziesięciu procentach stworzyliśmy z niczego. Nade wszystko jednak przyświeca nam zasada, że jeśli coś co stworzyliśmy brzmi dobrze dla naszych uszu, to staje się częścią naszego dorobku, bez rewizji ze względu na przynależność gatunkową.

 

Koncert O. w ramach projektu „Pamiętaj z nami” sam w sobie był szczególny. Dla ciebie osobiście, również? Jak wspominasz to wydarzenie?

 

Bardzo ciekawe doświadczenie. Dlatego też podjąłem się tego wyzwania – z ciekawości. Miałem możliwość odnaleźć się w roli innej niż na co dzień i popracować z nowymi ludźmi. A przy tym nikt mnie jakoś mocno nie ograniczał w procesie komponowania partii syntezatorów, raczej otrzymałem sporą dawkę dobrej inspiracji. Niemniej był to jednorazowy strzał i jako taki wydaje mi się więcej niż satysfakcjonujący.

 

Współczesny black metal w twojej opinii musi, bądź co najmniej powinien, nieść jakieś wartości czy należy traktować go li tylko jako formę artystycznego wyrażania się osób tworzących go?

 

Black metal powinien być czymś więcej niż tylko muzyką. Tyle i aż tyle. Zespoły bez treści, które brzmią jak black metal są tylko wydmuszką.

 

„Stan ducha i sposób myślenia”. Tak zgrabnie i chyba szczerze odpowiedział mi wokalista Inkwizycji, gdy spytałem go jakiś czas temu, czym jest dla niego punk rock – poza właśnie formą artystycznego wyrażania się. Dla ciebie czym jest black metal?

 

Dla mnie przede wszystkim treścią. Ramy muzyczne są tylko dodatkiem, schematem który utarł się przez lata, jak ma brzmieć i wyglądać ten gatunek. Od czasu do czasu ktoś robi rozpierduchę, wywracając muzyczne ramy do góry nogami. O ile jest to połączone z treścią i głęboką duchowością, ma szansę pchnąć ten gatunek całościowo do przodu, jak to zrobili Francuzi z Deathspell Omega. Ja sam stoję na stanowisku, że nie ma jednej szkoły satanizmu, która definiuje black metal w jeden sztywny sposób. Dopuszczam gnostycyzm, okultyzm i wiele innych, jako bazę ideologiczną do tworzenia muzyki z treścią. Ważne żeby było to szczere i wypływało z potrzeby serca a nie chęci zdobycia poklasku gawiedzi albo próby wpasowania się w scenę.

 

 

BLAZE OF PERDITION – Energia i esencja

 BoP2015-(6)

Jesteś autorem muzyki na Near Death Revelations. To czysta spekulacja, ale jak sądzisz – gdyby materiał powstawał dopiero po listopadzie 2013 roku, byłyby to znacząco inne kompozycje od tych które mamy?

 

XCIII (gitara): Witam. Naprawdę, ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno materiał powstawałby wiele dłużej, ponieważ bezpośrednio po tych wydarzeniach miałem totalną zaćmę artystyczną i kryzys. Jednak dzięki temu, że muzyka w zasadzie już była gotowa, udało mi się przemóc, dzięki czemu powstał album. Aktualnie wracam do formy twórczej jak i technicznej, toteż powstają pomysły na kolejną płytę, ale jakby zabrzmiał Near Death Revelations tworzony bezpośrednio po 2 listopada? Tego chyba nie wie nikt. 

 

Mam to szczęście, że wiem kim jest enigmatyczny Rattenkönig – bardzo wyraziste zastępstwo. Odcisnął silny autorski stempel na tych utworach która zaprezentujecie na Days of No Light czy raczej skupił się na tym, by jak najdokładniej „odwzorować” partie Sonneillona?

 

Przede wszystkim w doborze zastępczego wokalisty kierowaliśmy się stylem który będzie zbliżony do Sonneillona. Mam trochę doświadczenia jeśli chodzi o prace z różnymi frontmanami i wiedziałem po prostu kto temu podoła, a kto niekoniecznie. Rzecz jasna nie pomyliłem się, Rattenkönig opanował materiał na doskonałym poziomie. Jeśli chodzi o kwestie odwzorowania partii – głównie chodziło nam o zachowanie aranżu, barwowo na pewno będzie się to nieco różniło. Mam punkt odniesienia w postaci prób i uważam, że materiał znakomicie wypada w obu przypadkach, okrzyczany zarówno przez Rattenkönig jak i Pawła.

 

Pytam o te wokale w kontekście choćby takiego When Mirrors Shatter, w którym ścieżki są ultraróżnorodne i jak sądzę, przemożnie nasączone wewnętrznymi emocjami waszego wokalisty.

 

Jak wspomniałem wcześniej, barwowo Rattenkönig zrobi to raczej w swoim stylu. Taki był zamysł od samego początku i efekt jest bardzo dobry. Akurat nawiązałeś do kawałka z opanowaniem którego było najwięcej problemów, jednak nie z powodu różnorodności, ale ze względu na specyficzny aranż i podział rytmiczny. Całe szczęście poczucie rytmu jest mocną stroną naszego nowego wokalisty live, toteż trudne niuanse zostały szybko opanowane.

 

Paweł w wywiadach jakie udzielił po Near Death Revelations podkreślał że jest to – przynajmniej jego – swoiste zamknięcie tematu i ostateczne rozliczenie się z tym, co wydarzyło się dwa lata temu. Postrzegasz to w podobny sposób?

 

Dokładnie tak. Myślę, że trasa jest doskonałym też tego dowodem. Nie mamy zamiaru być do końca życia zespołem pokrzywdzonym jakimś tam wydarzeniem. Pozbieraliśmy się i chcemy dalej działać a czasu nie cofniemy, życia ani zdrowia nikomu nie zwrócimy. Również odcinanie kuponów od kalectwa czy śmierci jest co najmniej nieetyczne w naszym mniemaniu, choć wiele kapel ze sceny metalowej pokazało, że nie ma skrupułów w tej materii. Near Death Revelations był mocno związany z wypadkiem, ponieważ potrzebowaliśmy czegoś w rodzaju katharsis. Aktualnie skupiamy się na dalszym rozwoju. Ostatnim akcentem bezpośrednio nawiązującym do wydarzeń z przed dwóch lat będzie trybut dla Ikaroza, ponieważ na podstawie jego riffów powstał jeden utwór. Docelowo miał on być bonusem na LP, jednak stwierdziliśmy że materiał na płytę jest wystarczająco długi. Najprawdopodobniej wydamy to w formie jakiegoś splitu, jednak jeszcze nie wiadomo z jakim zespołem.

Poza kwestią wokalisty i pewnie skorygowaną scenografią, gig inaugurujący trasę w Lublinie będzie znacząco różnił się od pozostałych?

 

Chcieliśmy zrobić nieco inny set, ale niestety czas nam na to nie pozwolił. Poza tym gig na pewno będzie się różnił wizualnie, jak również wokalnie. Choć mamy pewien zarys tego, jak by to miało wyglądać i tak wszystko wyjdzie w praniu. Jeśli chodzi o moje wyobrażenie – myślę, że koncert w Lublinie będzie o wiele bardziej emocjonalny, może odrobinę teatralny ze względu na oprawę – choć też nie spodziewaj się Cult of Fire II, będą to raczej subtelne elementy. Co do pozostałych gigów z Rattenkönig postawiliśmy na większy minimalizm i metalową energię. Jednym słowem mniej fajerwerków, a więcej esencji. Akurat jest to bardzo charyzmatyczny frontman, więc myślę, że efekt będzie taki jakiego oczekujemy.

 

Sławek Łużny