NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




[wywiad] Mini Merciless East: wywiad z Piotrkiem z Parricide

Czwarta edycja odbywającego się w Chełmie MiniMerciless East Fest za kilka dni. Na ostatniej prostej przed koncertem bijemy szybką piątkę z gitarzystą Parricide Piotrem Sabarańskim, tutaj – organizatorem MiniMEF.

Zrobiliście już trzy odsłony MiniMerciless East Fest, najbliższa czwarta – na dniach. Z twojej perspektywy jako organizatora ta impreza rozwija się, ewoluuje zgodnie z oczekiwaniami?

Piotr Sabarański: Przy organizowaniu takich imprez zawsze jest to loteria. Pierwsza była sporym sukcesem, druga już nie, zwyżka była na trzeciej edycji, teraz zobaczymy co będzie przy czwartej. Mówię tu o frekwencji, bo jeśli chodzi o zestaw kapel, atmosferę i zabawę, zawsze było naprawdę super. Nie postrzegam tej imprezy jako czegoś, co ma aspiracje stać się czymś mega profesjonalnym i nie mam jasno wytyczonych oczekiwań – przynajmniej ja, współorganizatorzy może mają jakieś. Na starość stałem się bardzo wybredny i by coś miłego dla moich uszu i oczu zagrało w Chełmie, muszę sobie sam zaprosić i przy tej imprezie jest ku temu znakomita okazja.

Kapele same się zgłaszają czy inicjatywa jest po waszej stronie i wy zapraszacie zespoły? Co jest dla was największym problemem przy organizacji tego formatu koncertów?

Różnie. Niektóre kapele zapraszamy, a niektóre grają bo bardzo chcą zagrać lub mają akurat trasę, co najczęściej jest bardzo fajnym posunięciem bo atrakcyjność zestawu kapel się zwiększa. Stacho z którym to robię lubi rocka, więc występują też rockowe bandy, choć jest ich mało bo w sumie powinna być to metalowa impreza. Jak dotąd grały kapele rockowe, stonerowe, southernowe, death metalowe, heavy metalowe, grindowe. Atutem też jest, że jak na razie nie powtórzyły się kapele i postaramy się tego trzymać jak najdłużej. A największy problem przy organizacji? Dla mnie to stres by wszystko zagrało, by odbyło się zgodnie z zaplanowanym czasem i by dopisała frekwencja. Jak będziemy wtapiać, to przestaniemy to robić zapewne.

Jednym ze sponsorów MiniMerciless i to już od kilku edycji jest miejscowe Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. Oznacza to, że w zarządzie czy na dyrektorskim stanowisku zasiada fan brutalnych dźwięków?

Owszem. Onegdaj długowłosy maniak, dzisiaj pan inżynier Artur, zawsze pomaga jak może. Wiadomo przecież, że MPEC nic nie ma z takiej imprezy jak nasza, a mimo wszystko pomaga. Dla nas to ogromna pomoc i jesteśmy za nią bardzo wdzięczni. Wspierają nas od pierwszej edycji oraz na niedawnym 25leciu Parricide. I to nie jest nasz jedyny sponsor, bo mamy jeszcze restaurację Kozak, która nakarmi kapele i firmę Komstal, która zapewni browary dla kapel. To dla nas jako organizatorów to spore odciążenie i pomoc. Ukłony.

Jest realna szansa aby mini zamienił się w maxi czyli Merciless z lat 2004/2005 – duży open air w Kumowej Dolinie czy pozostaniecie raczej przy obecnej, klubowej formule?

Ciężko powiedzieć, bo teraz amfiteatr w Kumowej Dolinie jest ruiną, no i zupełnie niewiadomo, co się z tym obiektem stanie i jak na razie chyba nic nie idzie w dobrym kierunku. Fajnie by było zrobić coś większego, ale na razie zostaniemy przy małych imprezach. Jednak gdy pojawi się szansa na open air, dowiesz się o tym jako jeden z pierwszych (śmiech).

 foto Øukasz Marciniak

Można powiedzieć, że w Chełmie istnieje lokalna scena skupiająca wykonawców i odbiorców mocnych dźwięków? Patrząc z boku tak to wygląda. Potwierdzisz?

Tak, uogólniając – można tak powiedzieć; również uogólniając muzykę jako „mocne dźwięki” i sumując wszystkie gatunki, gdzie gra się z przesterem, no i można też powiedzieć, że sporo ludzi wspiera się w działaniach w tym temacie. Ale tak jak globalnie, tak i lokalnie jedne gatunki są bardziej popularne (te lżejsze), inne mniej (te cięższe). Ale jako że mam wpływ na dobór kapel, więc te cięższe goszczą na imprezie w większym stopniu niż lżejsze. Chciałbym mocno zaznaczyć, że nasze działania wspierają też ludzie, którzy fanami nie są, ale przychodzą by wesprzeć i by się spotkać ze znajomymi. To bardzo miłe i budujące. Dodam też, że nie jesteśmy jedyni, którzy robią, bądź robili w Chełmie cykliczne koncerty. Mieliśmy dwadzieścia kilka edycji „NAPINKI 10”, trzy grube edycje ZNURA oraz „MOOSH ZONE 2nd BRICK” – wkrótce druga i trzecia edycja – czy pięć edycji „HEART RETAINED”. Tak że sporo się tu dzieje na tym polu. Dochodzą jeszcze koncerty mainstreamowe, robione przez kluby i zaraz okaże się, że mamy przesyt koncertów, a to też dobre nie jest. No ale dzieje się sporo – to fakt – i wolałbym by tak było jak najdłużej.

Dzięki wielkie za wsparcie, duży rośnij.

https://www.facebook.com/events/161528060851214/

Sławek Łużny

foto Paweê Wygoda