NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




[recenzja] Nihilosaur – Icebreaker Hope

Nihilosaur

Icebreaker Hope

Demons Of Entertainment Records

Ocena: 7,5

 

Szczeciński Nihilosaur jest monstrum ambitnym, popapranym i eklektycznym, jak Hydra posiadającym kilka stylistycznych oblicz, odzianym przy tym w mocny autorski pancerz. Icebreaker Hope to ep, „preludium i stan przejściowy do kolejnego pełnego albumu” – jak podkreśla zespół. W recenzjach poprzedniego pełnego materiału Nihilosaur często przewijała się etykieta sludge. Osobiście to oponowałbym jednak przed takim mimowolnym ograniczeniem tych zdecydowanie niejednorodnych nut i harmonii, jakie zespół fundował i na Death Is a Border That Evil Cannot Cross i które prezentuje na niniejszym materiale. Powiedzmy, że fundamentem Icebreaker Hope jest metal (gitary), ale powykręcany w kilka co najmniej stron. Na bazie mechanicznie punktującej i zamordystycznie trzymającej rytm sekcji (maszyna pojawiła się w miejsce perkusisty), budowany jest progresywny gitarowy hałas (noise rock i Voivod,  nie żaden Dream Theater), który – gdy się wgryźć – kryje niemało melodii (Androgin). Spowite to wszystko mocno psychodeliczną aurą, niemaczaną i nieodwołującą się jednak, co ostatnio popularne, do tej sprzed kilku dekad. I ten chrapliwy wokal. W otwierającym materiał Poza bunkrem wrażenie takie, że za mikrofonem to nikt inny tylko Romek musi być. Nihilosaur nie zrobi kariery. Żaden, nawet najmniejszy aspekt komercyjnego sukcesu im nie grozi. Tu jednak nie o to chodzi. Muzyka, którą robimy, tworzona jest i będzie tylko i wyłącznie dla nas – dla trzech świrów po przejściach, którzy tworząc ją uczestniczą w rodzaju terapii. – mówili w jednym z wywiadów po wydaniu pełnego albumu sprzed dwóch lat. Teraz świrów jest dwóch, bo perkusista syntetyczny, ale poziom eklektyzmu poszedł jeszcze w górę. Z silnego autorskiego egoizmu, nieoglądania się na boki i czniania na oczekiwania rodziły się takie materiały jak przykładowo Copula Mundi, Chmury nie było czy 2nd Sight. Icebreaker Hope zupełnie nieźle z nimi licuje, nie odstając radykalnie pod względem jakości.

Sławek Łużny