NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Unbounded Terror – Nest Of Affliction

2011, Xtreem Music

Hiszpański UNBOUNDED TERROR od zawsze był związany z Davem Rottenem. Zanim było Xtreem, działało Repulse, a jeszcze wcześniej Drowned. Rzeczony zespół wydał niektóre demówki właśnie pod szyldem tej ostatniej. Tym razem Zgniłek zdecydował się wcisnąć na srebrny krążek wszystkie materiały UNBOUNDED TERROR, czyli album „Nest Of Affliction” oraz 3 demosy i jeden niepublikowany utwór. Łączny czas trwania to 79 minut z groszami! Całkiem zacnie.

UNBOUNDED TERROR nie jest żadnym kultem, żadną legendą, Nie stworzyli dzieła ponadczasowego, które umieściłoby ich w panteonie zasłużonych dla gatunku. Czy mają jakiś nadziemski status w rodzimej Hiszpanii, tego nie wiem. Bo co ja wiem, właściwie? Tyle, że słychać, iż z głośników płynie na mnie rzetelny death metal z początku lat 90tych. I tyle. Właściwie. W tym temacie. Jest to też poniekąd odpowiedź czemu nie ma tego zespołu w żadnym panteonie. Otóż daleko im do twórczości sceny brytyjskiej, holenderskiej, szwedzkiej czy fińskiej. Ba, podobne do naszej, francuskiej, austriackiej czy niemieckiej. Wszystko chodzi o death metal sprzed dwóch dekad, dla jasności. UNBOUNDED TERROR to średnia druga liga. Grają raz szybciej, raz wolniej, wokal ryczy i mruczy przepisowo, czasem coś się tam dzieje w kawałkach, ale nie ma tej siły przebicia, nie ma tej iskry zapalnej. Tu nic raczej nie zapadnie w pamięć, ciary po plecach nie biegają. Owszem, brutalności nie można im odmówić, ale wszystko jest nieco jednostajne. Ukierunkowując, można by pokusić się o stwierdzenie, że ich muza oscyluje wokół podobnych klimatów, co GRAVE, BOLT THROWER czy GOREFEST, ale jak powyżej gdzieś naskrobałem, daleko im do wspomnianych.

Na album składa się płyta „Nest Of Affliction” z 1992 i 3 dema oraz jeden niepublikowany kawałek. Właściwie dema sprzed albumu oraz rzeczony „Nest…” w zasadzie się nie różnią. Oczywiście brzmieniem, natomiast kawałki się powtarzają. Większa różnorodność występuje na demie „Through The Dark Desperation” z 1993, jednak do pełni zadowolenia sporo brak. Album bardziej dla kolekcjonerów i zagorzałych, ślepo łykających wszystko maniaków, niźli na ten przykład dla mnie. Wątpię czy będę wracał, tak jak wracam do innych kapel z tamtych lat.

Ocena: 6,5/10
Autor: vonMortem