NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




[recenzja] Slayer – Repentless: Zabójca robi to, co uważa za słuszne

Slayer

Repentless

Nuclear Blast, 2015

Sytuacja klasyczna – jeden z ostatnich żywych synonimów ekstremalnego metalu, Slayer wydaje nowy album. Wita go chór anielski z jednej strony, nie szczędzący pochwał 12. płycie amerykańskiego kwartetu. Z drugiej strony rozbił się i okopuje obóz rozczarowanych tymi nagraniami (którzy wygodnie zapominają, że w momencie premier Christ Illusion czy World Painted Blood psioczyli w podobny sposób, by dzisiaj chwalić oba krążki). Ale co się dziwić – w końcu sprawa tyczy się nowego albumu Slayer, któremu historia muzyki nigdy nie zapomni takich płyt jak: Reign in BloodSouth of HeavenSeasons in the Abyss czy God Hates Us All. Próbowałem znaleźć wśród morza komentarzy opinie traktujące ten album bez emocji, jak jeden z wielu krążków ukazujących się co tydzień. I albo jestem słabym detektywem, albo można odetchnąć, świat się nie kończy, o Slayerze mówi się nadal głośno oraz wyłącznie z podnieceniem. No to jak jest z tym Slayerem rocznik 2015? Klasycznie: Zabójca robi to, co uważa za słuszne, a nie to, co wypada. Jest taki jak tytuł płyty: twardy i nieskruszony, nie szukający alibi dla swojej kompozycyjnej bezczynności, z zasadami. To płyta bardzo slayerowska, co jest dla mnie cholernie mocną kartą. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że śmierć Jeffa Hannemana zakończyła pewną epokę i w naturalny sposób nowe kompozycje będą musiały być mierzone z legendą oraz fanatycznym, fanowskim uwielbieniem.

Tę najważniejszą próbę cały nowy Slayer przechodzi suchą stopą. My, entuzjaści brzmienia Amerykanów, będziemy spełnieni takimi petardami jak tytułowy RepentlessTake Control, mrocznym marszowym Pride In Prejudice, potężnym When the Stillness Comes – kompozycji bliźniaczej Spill the Blood z South of Heaven, czy świetnym Atrocity Vendor (to jedna z najlepszych metalowych „piosenek”, jakie słyszałem w XXI wieku). Kerry King skomponował numery będące jak krew z krwi klasycznego Slayera. Tom Araya trzyma klasę, jak w Vices wrzeszczy: Let’s get high, to jego głos piłuje długo w głowie. Takie Repentless Atrocity Vendor powinny wejść do setlisty na długie lata. W tym kontekście szkoda, że świetny riff w You Against You nie dostał większego kopa, aż się prosi o więcej punka i wulgarności. Riff znakomity, solówki Holta bardzo dobre, ale cały kawałek brzmi jakoś tak asekurancko. Dostaliśmy tylko dobry numer, a mógł wywalać z butów. Pozostałe utwory z Repentless, włącznie z Piano Wire, którego współautorem był Jeff Hanneman, mieszają się między stylem God Hates Us All (Chasing Death) a klimatem wcześniejszych nagrań Slayera (Cast the First Stone i Implode). Nowi-starzy muzycy, czyli Paul Bostaph i Gary Holt udźwignęli ciężar odpowiedzialności. Stary lis King nie sprowadził ich do roli pomocników murarza, dostali szanse pokazania się od najlepszej strony i – jak dla mnie – ją wykorzystali. Takiego Slayera chciałem słuchać w 2015 roku. Nie oczekiwałem po Repentless żadnej rewolucji, natomiast miałem nadzieję, że przyjdzie mi słuchać płyty, która zostanie w pamięci i będę do niej wracać. Chciałem Slayera w swoim charakterystycznym, niemożliwym do podrobienia stylu. I taki dostałem. Owszem, chciałbym napisać, że Repentless to jeden z najlepszych Slayerów w ich całej historii, ale tak napisać nie mogę, bo musiałbym oszukać sam siebie. Płyta nie burzy bowiem thrashowych schematów, ale od takiego zespołu oczekiwać rewolucji? Tylko czy ciągłe zaskakiwanie słuchaczy, dążenie z urzędu do oryginalności to jedyny wyznacznik znakomitej muzyki? W końcu Amerykę odkrył Kolumb tylko raz, drugi raz się nie da. Niewiele już pozostało murów do zburzenia, niech je znoszą młodzi. Tylko gdzie oni są i czy w ogóle mają tyle pary w łapach, żeby coś zmieniać? Złego słowa na Repentless nie będzie, bo bym ciężko zgrzeszył. Slayer to wybitny zespół, który nie daje się wyprzedzić nikomu. Kerry King i Tom Araya o tym wiedzą i dlatego reszta tańczy, tak jak oni zagrają. Dobrze, że wciąż są na świecie rzeczy niezmienne.

Piotr Dorosiński