NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




[wywiad] Nuclear Vomit – Robimy cały czas swoje

Parę chwil temu nowym albumem ponownie dał o sobie dał znać śląski Nuclear Vomit. „Po to został założony ten zespół, aby się dobrze bawić” – stawia sprawę jasno Vaginathor, jeden z gardłowych tego hulaszczego kommando. Mówi też „Chlewie”, nieodłącznym płynnym składniku dobrej zabawy, polityce i kilku innych sprawach. Proszę rzucić okiem.

   

Trzeci album jak głosi porzekadło, bywa dla kapeli najistotniejszy. Ostatecznie potwierdzający bądź nie jej status i możliwości. Nuclear Vomit w związku z tym odczuwał choćby promil ciśnienia i przedporodowego napięcia?

 

Vaginathor: Witam! Nie, raczej nie nazwałbym tego jakimś niewiadomo jakim wielkim stresem. Po prostu założenie było takie, aby wejść do studia i zrobić wszystko na pełnej piździe przy okazji świetnie się przy tym bawiąc. Zawsze tak podchodziliśmy do nagrywania, przecież sami najlepiej wiemy jaki ma być efekt finalny i co nas samych najlepiej zadowoli, a że pomysły na „Chlew” jakiś czas już nosiliśmy w sobie to przy nagrywaniu tego materiału mieliśmy chyba najwięcej frajdy dotychczas. Może przy kompletowaniu wszystkiego pojawiał się jakiś mały stresik jak to wszystko finalnie wyjdzie jako całość. A że efekt końcowy w paru kwestiach przerósł nas samych (mam tu na myśli głównie brzmienie całości) to jeżeli pojawiało się ciśnienie to szybko z nas uszło.

 

 

„Chlewem” zamykacie świńską trylogię i otoczkę czy „świntuszenie albo śmierć!”?

 

„Chlew” – umówmy się – jest zakończeniem jak to nazwałeś „świńskiej trylogii”, ale automatycznie nie oznacza to że spuścimy z tonu i teraz będziemy świętoszkami i pójdziemy w jakieś np. szanty hahaha… Ktoś kiedyś przed wydaniem naszej „trójki” powiedział że bardzo się obawia tego materiału bo według niego może być on bardzo chory, świński i ociekający totalną patologią. No cóż, biorąc pod uwagę nasze podejście do zespołu jak i całego otaczającego nas syfu, obawiam się że kolejny materiał pod względem ogólnego porycia wzniesie nas na wyższy level szeroko rozumianej patologii lub świntuszenia, jak to nazwałeś.

 

 

„Chlew” od „Koryta” faktycznie jest nieco szybszy i ciut bliższy death metalowi czy to moje słuchowe omamy?

 

Nie da się ukryć – jest to zgoła inny materiał, rożni się on od pozostałych niemal pod każdym względem. Głównie za sprawą nowego garowego, jak i również procesów twórczych, że się tak wyrażę, Perkinza czy Fai. Jeżeli dokładnie przesłuchałeś, wiesz co mam na myśli. Materiał jest na pewno odważniejszy i wykraczający poza schematyczne bariery gatunku, ale o to nam chodziło by pójść trochę dalej. Ty słyszysz w nim więcej death metalu, ktoś inny słyszy w nim nawet nutę acid jazzu hehe… kwestia podejścia. Na pewno wielki wpływ na całokształt (według mnie oczywiście), ogromny wpływ, ma samo brzmienie które przez swoją surowość dało totalnego dopierdolu. Każdy więc może odebrać ten materiał inaczej i o to nam chodziło.

 

 

Wasze poczynania śledzę od „Obory”. Mam wrażenie, że po „Korycie” zainteresowanie Nuclear Vomit znacząco poszło w górę.

 

Może tak, może nie… nie wiem… Robimy cały czas swoje i nie zwracamy zbytnio uwagi na to czy jesteśmy bardziej rozpoznawalni czy też nie. Fakt faktem, po wydaniu „Koryta” posypało się trochę więcej zagrania konkretniejszych sztuk u naszych zachodnich sąsiadów a także w Austrii i Czechach, no i również oczywiście na naszym podwórku. Ale to raczej naturalna kolej rzeczy, więc nie dopatrywałbym się nie wiadomo jakiego wzrostu rozpoznawalności hehe…

 

 nuclearvomit (3)

Gdybym chciał zorganizować koncert Nuclear Vomit to w budżecie do ridera w punkcie „catering” w pozycji „napoje” jaką kwotę musiałbym zaplanować i na zakup jakiego rodzaju soków być w pierwszym rzędzie przygotowanym?

 

Hej hej hej, my tak wcale nie wybrzydzamy, napoje głównie mają kopać po ryju, a że alkohol to nasze główne hobby po prostu życzylibyśmy sobie żeby tego nie brakowało. Analogicznie więc co do kwoty – im więcej tym lepiej – nie stawiamy sobie górnej granicy…

 

 

Zdarzył się koncert na którym, wychodząc na scenę, każdy z was był zupełnie trzeźwy?

 

Nie przypominam sobie… Oczywiście zdarzały się sporadyczne przypadki, że ktoś tam akurat był trzeźwy, ale wiesz: to jest jak z dobrze pracującą maszyną – jeżeli wszystkie tryby są dobrze naoliwione to wtedy wszystko pracuje bez najmniejszego zarzutu.

 

nuclearvomit (4)

Nuclear Vomit na dwa baty jedzie, wokalnie. Vaginathor – jak dzielicie się swoimi partiami z Ulcerem przy aranżach? Jak u podstaw wasza gardłowa praca wygląda? Jest wypracowana jakaś metodyka?

 

Metodyka zawsze jest jedna – na sucho nie pracujemy. Trzeba naoliwić chociaż trochę gardełko, aby to wszystko lepiej chodziło, hehe… Przy pracy nad nowym materiałem stawiamy głównie na spontan z lekkim dodatkiem improwizacji, która im więcej alkoholu tym bardziej owocna…Nie jesteśmy typami którzy muszą się spotkać i ustalać czy dopieszczać coś nie wiadomo ile czasu wcześniej. Przynosimy pomysły do studia, oczywiście obowiązkowo zaczynamy od kilku głębszych i staramy się to pospajać w jakąś sensowną całość. Nigdy nie mieliśmy stuprocentowego założenia że to musi wyglądać tak a to tak. Nieskromnie powiem że póki co zajebiście nam to wychodzi i niech tak pozostanie. To jest grindcore a nie jakieś miłosne pierdolenie.

 

 

Wokale rejestrowaliście tam gdzie poprzednio? To było zdaje się jakieś studio w Czeladzi, zajmujące się na co dzień szlifowaniem brzmień artystów disco polo, prawda?

 

Bardzo dobre masz informacje panie kolego. Faktycznie poprzednie studio gdzie rejestrowaliśmy wokale zajmuje się tylko i wyłącznie nagrywaniem „artystów” disco polo. Musiałbyś widzieć minę  pewnej „wiejskiej hordy”, która podczas rejestracji naszych uniesień przyjechała wówczas podpisać papiery z producentem hehe. Wierz mi, widok bezcenny. Takie atrakcje mamy zapewnione głównie dzięki Radkowi – gościowi który rejestruje nam wokale, gdyż sprawa wygląda tak, iż gdzie Radek aktualnie nagrywa, tam nagrywamy i my pod jego okiem. Tym razem nie było to studio związane z disco polo a kanciapa gdzie pierwsze kroki stawiał Dżem. Więc cóż, wróżę nam wielką karierę. Bylebym jak Richard nie skończył, hehehe.

 

 

Okładka „Chlewu” jednoznacznie wymowna. To popolitykujmy nieco. Czyli co? Na jesieni, gdy najprawdopodobniej zmieni się władza, Polska szybko stanie się Szwajcarią Europy Wschodniej i wszelka patologizacja rzeczywistości zniknie, zabierając tym samym motywację do działalności Nuclear Vomit? Obawiacie się tego, prawda?

 

Nie bardzo lubię politykować, ale nie zgodzę się z tobą, że wszelka patologizacja naszej rzeczywistości zniknie. Powiem więcej: wręcz przeciwnie. Popatrz co się powoli zaczyna wyprawiać z multikulti, a przede wszystkim zalewaniem nas i nie tylko uchodźcami głównie z Ukrainy a do tego jeszcze masowe ucieczki z islamskich terenów. Chcieliśmy to mamy, dobrze na pewno nie będzie. A my, cóż – zawsze znajdziemy coś dla siebie na naszym podwórku, by przytoczyć tylko dzieci porzucane na śmietnikach, wciągane dopalacze przez gównarzerię, skradziony autobus pełen zakonnic czy zaskakujące zatonięcia w szambach, hehehe. Sam więc widzisz, że brak inspiracji nam nie grozi.

 

 

Referenda w modzie u nas ostatnio. Gdyby udało się wam zebrać odpowiednią ilość podpisów pod obywatelskim projektem referendum, jakich przykładowo trzech pytań do społeczeństwa by one dotyczyły?

 

Pierwsze, to podstawowe jak dla mnie oczywiście, zagadnienie – legalizacji marychy. Chociaż idąc dalej to ja bym wszystko co i twarde polegalizowałał, może wtedy nasi cudowni gimnazjaliści za trutki na szczury by się nie brali – tak jeden z drugim szybko by przedawkował i po problemie. Nie żal gnoi absolutnie… Drugie, a co, niech będzie – oczywiście obniżenie akcyzy na alkohol i pochodne, coby nam się lepiej wszystkim żyło. A tak szczęście mają tylko ci co mają dostęp do dobrego spirolu. Trzecie oczywiście to wypierdolenie z życia politycznego kościoła i wszystkich tych pojebów w czarnych kieckach, co wydaje im się że są nietykalnymi władcami w naszym państwie. Powybijałbym co do jednego pedofilów zajebanych.

 

 

Kukiz i jego jow-y to twoim zdaniem jest jakiś sposób na przecięcie kostycznie partyjnego status quo w dostępie do polityki przy okazji wyborów i odcięcie od niej tych, którzy odcięci powinni zostać dawno?

 

Nie wiem czy jest to dobry pomysł czy też nie. Na pewno jest to jakieś novum w tym całym syfie. Ale jak uczy doświadczenie, na miejsce tych którzy powinni być odcięci, przyjdą następni. I tego niestety nic już nie zmieni.

 

 

W tym roku dziesięciolecie nuclearnej działalności wypada. Jakieś koncertowe obchody są zaplanowane? Zdaje się że w takich rocznicowo – jubileuszowych koncertowych celebrach macie już praktykę i nikt z nich niezadowolony nie wychodził, a o własnych siłach to w ogóle mało kto… Jest coś w planach pod tą dekadę?

 

Zgadza się imprezy rocznicowo – jubileuszowe to my bardzo lubimy, hehe. Po to został założony ten zespół aby się dobrze bawić, więc jeśli tylko nadarza się okazja to trzeba poimprezować a jakże. Tym bardziej, że tak jak mówisz ogromna większość wychodzi z tych imprez zadowolona hehe. Na dziesięciolecie planujemy dobrą bibkę w zacnym gronie tutaj w naszym regionie ale wszelkie info na ten temat pojawi się niebawem, na razie nie będę zdradzał szczegółów. Powiem tylko tyle – szykujcie swoje wątroby.

 

 

Pod względem reakcji publiki, klubowe koncerty Nuclear Vomit w kraju i za granicą różnią się jakoś zauważalnie?

 

Nie powiedziałbym aby się różniły jakoś zauważalnie. Przy pierwszych wycieczkach do takich Niemiec byłem pełen obaw, bo wiesz jaką etykietkę mają przylepioną niemieccy fani – stoją jak słupy soli, nikt dupy nie ruszy i takie tam. Zawsze było takie przeświadczenie i jakież było moje zdziwienie gdy podczas pierwszych naszych koncertów u nich kluby po prostu spływały alkoholem i niejednokrotnie mało co z nich zostawało. Nie dopatrywałbym się więc jakiejś wielkiej różnicy w koncertach klubowych u nas a za granicą.

 nuclearvomit (5)

 

Krajowy grindcore i scena powinny mieć jakieś aspiracje w kwestii zainteresowania i pozyskiwania coraz szerszego grona odbiorców? Powinny starać się jakoś o większą rozpoznawalność w metalowym undergroundzie czy jednak raczej pilnować tego by w ogóle w miarę żywotnie egzystować gdzieś tam na niższych poziomach tego podziemia? Jaka jest twoja opinia?

 

Moja opinia jest taka, że skoro jest dobrze to niech tak pozostanie. Scena grindcore’owa u swoich podstaw zakorzeniona była w głębokim undergroundzie i według mnie tam jej miejsce. Tym bardziej, że porównując ją do tej z powiedzmy z przed 10 lat i tak jest o wiele, jak to powiedziałeś, bardziej rozpoznawalna. Zespoły takie jak Squash Bowels czy Gutalax grają na dupnych feściakach dla kilkudziesięciotysięcznej publiki, co było kiedyś wręcz nierealne. Reasumując: i tak jest o wiele lepiej, więc nie wydaję mi się abyśmy mieli jakiekolwiek prawo narzekać na brak zainteresowania tą sceną.

 

 

Nuclear Vomit, wszystko co związane z tą kapelą, niewątpliwie ma i funduje wam w pierwszym rzędzie świetną zabawę (jako czyni to nam, słuchaczom). Czy prócz tego coś jeszcze, co związane jest z bandem, liczy się dla was szczególnie?

 

Szczególnie, co związane jest jeszcze z tym bandem dla nas, to to że cały czas trzymamy się razem (za wyjątkiem jedynie wcześniejszych zmian perkusistów). Nie widujemy się często, gdyż codzienność nam na to nie pozwala. Piękne jest właśnie to w tym wszystkim, że co jakiś czas możemy się spotkać i bardzo obficie poimprezować, przy okazji oczywiście zapierdolić dobrą sztukę. Zespół powstał głównie po to by się dobrze bawić i życzyłbym sobie abyśmy w tym składzie bawili się tak co najmniej jeszcze ze dwie dekady.

 

 

Ty czy Ulcer – który to z was w Nylon Bajtel tak przepięknie gdaka po pierwszej minucie? Szacunek 100.

Hehe, to Ulcer objawił taki talent po litrze J

 

 

Autor: Sławek Łużny

Fotografie: archiwum Nuclear Vomit / Mad Lion Records

 

https://www.facebook.com/nuclearvomitband