NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Thy Catafalque – Rengeteg

2011, Season Of Mist

Trochę się obawiałem tego wynalazku. Bałem się, że to kolejny nawiedzony black metalowiec, który nagle zapragnął pokazać światu, jakim to on nie jest open minded z talentem muzycznym i inne tego typu kocopoły. Tymczasem THY CATAFALQUE tworzy całkiem zgrabną i ciekawą muzykę. I tak naprawdę to ciężko jest ją jednoznacznie scharakteryzować. Bardzo lubię czytać różnego rodzaju instrukcje na opakowaniach od chemii gospodarczej, które są wyciosane po węgiersku, czym bawię, a potem drażnię mą pierwszą żonę. Na recenzowanym albumie mamy same kawałki po węgiersku, ha! Pierwsze trzy numery są naprawdę zajebiste. Wręcz wzniosłe, mocne, mają elementy death metalu i nieco symfoniki. Fajne refreny, dobrze wchodzące mocne gitary i melodyjność, wręcz rockowo jest miejscami, ale odpowiednio ciężko. „Fekete Mezöko” i „Kel Keleti Szel” wręcz mnie poniosły. Potem niestety zespół spuszcza (jak to ordynarnie brzmi, a fuj!) z tonu. „Kö Koppan” to jakaś rzewna balladko podobna brzdąkajka. Po nim następuje aż 14-sto minutowa etiuda „Vashegyek”. Początkowo zapowiada się na kolejny smęt, jednak ciężkie gitary, dynamiczniejsze tempo, jakieś zawijasy rodem z ARCTURUS czy SAMAEL, które nie są zbyt nachalne, powodują, że ten kawałek żyje i ma się całkiem dobrze, choć wydawałoby się, że mógł się rozjechać. „Holdkomp” to już bardziej skoczne tematy i niestety znowu jest nie za ciekawie, bo robi się zbyt przebojowo, nieco elektroniki, taneczności wręcz, ginie metalowy pazur. Tenże pojawia się na koniec w black metalowym „Minden Test Fü”, bardzo rozbuchanym numerze, który na koniec zamalowuje nieco te złe wrażenia z poprzedzających go trzech numerów. Szkoda, że ta płyta jest taka nierówna, jakby z tych cudacznych eksperymentów zostawić jeden utwór, a resztę wyjebczyć, to ocena bardzo by wzrosła. A ja poczytam sobie coś z odświeżacza powietrza do klopa.

Ocena: 6,5/10
Autor: vonMortem