NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Relacja: Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny…

Jeśli Piggy na nich patrzy, to musi być cholernie dumny – relacja z koncertu VOIVOD w Progresji!

17 października w warszawskiej Progresji po raz piąty wystąpił w naszym kraju VOIVOD, serwując garść powalających klasyków i trzy utwory z nadchodzącej płyty „Target Earth”. Kto nie widział Kanadyjczyków na żywo, przegrał życie…

Gdybym miał wymienić trzy najważniejsze i najbardziej wpływowe zespoły w historii muzyki metalowej, wskazałbym na BLACK SABBATH, CELTIC FROST i VOIVOD. Czy słusznie? Pewnie nie, bo ktoś  powie SLAYER, JUDAS PRIEST, BATHORY i pewnie też uzasadni. Co z tego grona wyróżnia VOIVOD? Wciąż istnieją, wciąż grają, wciąż tętnią życiem, energią i wigorem, którego mogłaby pozazdrościć niejedna młoda kapela. VOIVOD to nie firma, to nie instytucja zatrudniająca sztab menadżerów i prawników, wizażystek i speców od marketingu. Nie zapełniają stadionów, nie grają w największych klubach, nie zaskakują teledyskami pełnymi przepychu ani koncertową scenografią zapierającą dech w piersiach. Ich tajna broń to genialna i ponadczasowa muzyka, charyzma, szczerość i naturalność, bijące z każdej sekundy ich scenicznej aktywności. VOIVOD to czterech facetów, którzy kochają muzykę i na koncercie bawią się równie dobrze jak ich najwięksi fani.

voivod2Tej jesieni znów mieliśmy okazję zobaczyć ich w Polsce. Podobnie jak w ubiegłym roku zagrali w warszawskiej Progresji. Frekwencja nie powalała, ale była na tyle dobra, że udało się zorganizować koncert na dużej scenie. Zanim Kanadyjczycy na niej zagościli, publikę powitał nasz rodzimy TENEBRIS, zaskakując doskonałą formą i niebanalną muzyką, pełną polotu, świeżości i finezji. Mam wrażenie, że ten zespół jeszcze nie raz nas pozytywnie zaskoczy.
VOIVOD rozpoczął ostrym, szaleńczym i rozpędzonym „Voivod”. Publika ruszyła do tańca i był to pierwszy i zarazem jeden z ostatnich zrywów pod sceną. Średnia wieku śmiało przekraczała 30 lat, zabrakło najmłodszych kataniarzy, którzy zwykle w Progresji rozkręcają radosne „kinderpogo”. Panowie z brzuszkami woleli stać z rozdziawionymi paszczami i podziwiać, potrząsając rytmicznie łysiejącymi główkami. W dalszej kolejności poleciał „Ripping Headaches” z Rrröööaaarrr oraz „Forlorn” z Phobos rozdzielone utworem tytułowym z nadchodzącego albumu „Target Earth”.voivod1 Tego wieczoru jeszcze dwa utwory zaostrzyły apetyt na nowy album, którego premierę przewidziano na początek przyszłego roku. Półtorej godziny zleciało jak kilkanaście minut – utwory przemykały w ekspresowym tempie, Snake szalał, wygłupiał się i robił miny, wyraźnie podekscytowany gorącym przejęciem, jakie zgotowała publika. Blacky skaczący jak pasikonik na łące, Away z uśmiechem tak szerokim, że nie zmieściłby się w drzwiach garderoby gdyby w takim stanie chciał zejść ze sceny, najmłodszy Chewy (znany wcześniej z Cryptopsy czy Martyr) zaaklimatyzował się w zespole doskonale, czarując błyskotliwą grą na gitarze.

Gdy zapytałem go w 2009 roku przed koncertem VOIVOD w Krakowie, czy po zakończeniu trasy i wykorzystaniu pomysłów Piggego (Denis D’Amour  – współzałożyciel zespołu zmarł w 2005 roku)będą dalej grać to odpowiedział, że nie wie. Nie było w tym ani odrobiny pozy, wiedziałem, że mówi szczerze, a dzień później wiedziałem też, że VOIVOD przetrwa, bo między tymi facetami panuje niesamowita chemia, nie tylko na scenicznych deskach, ale na co dzień. Ta magia udziela się w każdym utworze, w każdej sekundzie ich występu.

Zawsze gdy na pożegnanie grają cover Floydów czuję, że do oczu napływają mi łzy i gdybym miał cycki, albo ze dwadzieścia lat mniej to zapłakałbym jak bóbr. Snake skanduje: Piggy! Piggy! – publiczność się przyłącza, następuje moment absolutnie magiczny i wstrząsający w swoje. Gdyby w tym momencie z chmurki zeskoczył Piggy i odpierdolił na scenie solo to nie poczułbym się chyba ani zdziwiony, ani szczególnie zaskoczony. VOIVOD to zjawisko – fenomen, który nie znajduje dla siebie żadnej analogi na metalowej scenie.

Dodać należy, że brzmienie – jak to zwykle bywa w Progresji – było więcej niż zadowalające. Mówcie co chcecie, ale podczas koncertowych wojaży zwiedziłem nasz kraj wzdłuż i wszerz i uważam, że ten warszawski niepozorny klubik może poszczycić się zdecydowanie jednym z najlepszych nagłośnień.