NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Terrordome – Machete Justice

Defense Records 2015

 

Tutaj nie będzie jakiegoś akademickiego roztrząsania ani ubierania odczuć towarzyszących obcowaniu z dźwiękami w wyszukane figury słowne. Nie ta stylistyka ani zespół, wokół których można by budować strzeliste, słownikowe frazy. Prawo i sprawiedliwość na drugim pełnym albumie krakowskiego combo egzekwowane jest za pomocą ostro fechtującej crossoverowo – thrashowej muzycznej maczety.
Może nie aż tak straceńczo szybkiej i nieokrzesanej jak na debiutanckim materiale, ale Terrordome nadal swawoli z impetem godnym królika duracell po kresce, miksując morderczy, szybki crossover (tak, jakby mógł być nieszybki…) z ciętymi thrashowymi gitarami. Jak ktoś filozofowania, progresji w muzyce czy metalowych mroków w jakimkolwiek ujęciu szuka – nie u krakowskich, samozwańczych thrash fucking doctors.

Na każdym możliwym poziomie „Machete Justice” lepszy i dojrzalszy jest od „We’ll Show You Mosh, Bitch!”. Uappa wydziera się bardziej przekonująco, różnorodniej jakby, momentami wredniej, ale z większą lekkością. Zdecydowanie wyrazistsze i bardziej zróżnicowane, również względem samych siebie, są same utwory. Większość z nich ma pozaszczepiane takie motywy, zagrywki czy inne aranżerskie frykaski, że po dwu czy trzykrotnym ledwie odsłuchaniu „Machete Justice”, bezproblemowo udaje się rozróżniać jego poszczególne składowe. Raz będzie to zgrabna solówka (tytułowy i „Welcome to the Bangbus”). Raz ołowiane zwolnienie wplecione w galopadę („Favourite Sport – Mosh”), które  zakochanym w breakdownach metalcore’owcom można by prezentować jako lekcję poglądową. W połowie „Italian Stallion” zwraca uwagę świetne, że tak to spróbuję ująć, skumulowane spiętrzenie riffów. Albo mroczny, slayerowaty, wypuszczający ostatecznie słuchacza w maliny wstęp do „Evil Monk”. Z takich to małych, ale charakterystycznych rzeczy utkany jest cały ten niezwykle nośny album. Nikt już nie powinien czynić zarzutów Mekongowi, jak to miało miejsce przy „We’ll Show You Mosh, Bitch!”, że perkusja pyka syntetycznie (to taki określnik z tym pyka; w Terrordome perkusja pruje, nie pyka). O jakość dźwięku materiału zadbało ZED Studio, więc nawet te bardziej wrażliwe ucha nie powinny sarkać na brzmienie.

Eh, mogliby oni zarzucić splity, kompilacje i inne składaki i częściej te pełne albumy nagrywać.

 

Sławek Łużny

www.facebook.com/terrordomeband