NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




TERRORDOME – coś w rodzaju uzależnienia

Ich drugi, zbójecko hulaszczy materiał pod klarownym tytułem Machete Justice jest już dostępny od kilku tygodni. Łapiemy Uappę (wokal, gitara) i Mekonga (perkusja) na finiszu trasy promującej nowy album.Read fast or don’t.

Kto w Polsce para się crossover thrashem? Pierwsze i naturalne skojarzenie – Terrordome. Czujecie jakiś rodzaj odpowiedzialności w związku z liderowaniem tej stylistyce w kraju?

Uappa: Na pewno czujemy w Terrordome misję ciągłego napierdalania koncertów i aktywnego działania na scenie. Nie lubimy siedzieć bezczynnie, więc jak jeździmy po Polsce, to non stop szukamy czegoś nowego do ogarnięcia. Czy to organizacja gigów jako TRDM booking czy nawet robienie składanek na CD – to już coś w rodzaju uzależnienia, a czerpiemy z tego niesamowitą frajdę!

Przygotowywaliście do wydania składankę „Thrashing Damnation – Thru Compilation”, która miała m.in. na celu integrować krajowe kapele thrashowe. Jak z perspektywy czasu oceniacie – pod tym względem spełniła ona swoje zadanie?

Uappa: Myślę, że lepiej być nie mogło – moim zdaniem zintegrowaliśmy sporo kapel, a ludzie zaczęli o nich gadać i wbijać na gigi. Wiesz jak to jest, jesteś na jednej składance obok jakichś ziomeczków, więc już jest okazja śmielej zagadać i zrobić wspólną sztukę. Oprócz tego zespoły, które nie mogły na początku pozwolić sobie na wydanie własnego CD, już miały coś (w postaci „Thrashing Damnation”), z czym mogą się pokazać czy to na dechach klubu, czy „potrejdować” z innymi bandami.

11193297_10155486009260461_7894642179146306862_n

Mekong, byłeś kwalifikatorem co do jej zawartości. Docierały do ciebie jakieś głosy krytyki czy oburzenia – czemu ci, czemu tamci, dlaczego nie my?

Mekong: Tylko raz spotkałem się (i to nie bezpośrednio) z wyrzutem „czemu nas tam nie ma, przecież jesteśmy w czołówce polskiego thrashu”. Natomiast dość często słyszę: „na chuj tam zespół X” albo „tyle zajebistych bandów na tej kompilacji, tylko zespół Y nie pasuje i wszystko psuje”. Każdemu nie dogodzisz. Ja mam na to bardzo prostą receptę: jebie mnie to! Ja robię tę kompilację z Uappą, ja dobieram na nią zespoły, więc dogadzam nią sobie, a nie wspomnianemu „każdemu”. To mnie się ma ona podobać przede wszystkim, bo to ja mam zajebisty gust muzyczny, hehehe.

Uappa, po premierze debiutu Terrordome w wywiadzie dla „Gitarzysty” dość krytycznie wypowiedziałeś się o polskiej „scenie” thrashowej, podkreślając m.in. rozziew między autentycznie zaangażowanymi, reprezentującymi odpowiedni poziom kapelami a ich przeciwieństwem. Pewnie śledzisz ją na bieżąco nadal, więc jak z dzisiejszej perspektywy byś ją zrecenzował? Coś przez te kilka lat zauważalnie się zmieniło?

Uappa: Dokładnie tak było! Po kilku latach od tej wypowiedzi muszę stwierdzić, że umiejętności i zaangażowanie kilku krajowych undergroundowych zespołów zaczęły robić na mnie niemałe wrażenie, a wszystko jest bardziej uporządkowane! Czyżby przeczytali wywiad w Gitarzyście? – Haha! Z drugiej strony zrozumiałem też, że niektórzy ludzie nie mają takiego parcia jak my, że rzucają wszystko, pakują się do vana z całym backline i nakurwiają w Polskę, aby grać w małych klubach, gdzie nie zawsze dopisze frekwencja. Tylko w Terrordome spotkasz wariatów!

Terrordome_2015_photo

Cała ta moda na retro thrash to podbita autentyczna potrzeba i naturalna chęć sięgnięcia młodych ludzi ku korzeniom czy raczej trend i sprzężona z nim stylizacja? Waszym zdaniem – jest to temat do roztrząsania czy czniać to i radować się, że odziane w katany z naszywkami nastolatki sięgają po muzykę, która powstawała nieraz dużo wcześniej niż oni pojawili się na świecie?

Mekong: Ja myślę, że mamy tu do czynienia zarówno z modą, która przeminie, jak i z autentycznym zaangażowaniem. Tych dwóch aspektów nigdy nie da się całkowicie odseparować, a są ze sobą na tyle sprzężone, że wzrost mody pociąga za sobą wzrost liczby autentycznych maniaków. Już gdzieś kiedyś odpowiadałem na podobne pytanie, więc siłą rzeczy się powtórzę. Ja naprawdę nie mam problemu z tym, że gimnazjaliści odkryli thrash metal, że na mieście można spotkać tabuny kolesi i lasek popierdalających w białych hi-topach, jajogniotach, z grzywkami i w katanach zaszytych naszywkami, ani z tym, że duża ich część to pozerzy i sezonowcy. Nie mam z tym problemu, bo doskonale pamiętam czasy, gdy nie było mody na thrash, a wszędzie był tylko death i black, gdy w 120 – tysięcznym mieście potrafiło się znaleźć zaledwie 2 kolesi, którym odbiło na punkcie tej muzy. Wtedy było źle, bo mało kto słuchał thrashu, teraz jest źle, bo znów zbyt wielu go słucha – gdzie tu logika? Tak że zdecydowanie: radować się, że są ludzie, którzy (obojętnie z jakich pobudek) przyjdą na gig, ponadupcają w moszu albo pobangują headem naprzeciwko stage’a, pogadają o zespołach, których i ty słuchasz, zaopatrzą się w płytę albo koszulkę, a niektóre dziewczęta nawet i gałę obrobią…

Dobra, zajmijmy się sprawami bieżącymi. Jesteście już na ostatniej prostej „Machete Justice Tour”. Można jakieś podsumowanie? Jak z waszej perspektywy udała się trasa? Wychodzicie na zero? Beerbong był w częstym użyciu?

Uappa: Podsumowanie trasy. No to, było zajebiście! Ale na zero jeszcze nie wyszliśmy, bo musimy spłacić sporo długów związanych z nagraniem płyty. Do tego dojdą jeszcze koszty teledysków i merchu, więc z dupy nie wyjdziemy przez kolejny rok albo dwa. Muszę jednak stwierdzić, że na każdym gigu podczas samej trasy wychodzimy na swoje, więc bieżące sprawy typu: utrzymanie vana, koszty ekipy technicznej oraz noclegi po drodze są zawsze opłacone. Beerbong leje jak z cebra! Chyba każdy kuma o co chodzi, a nie używam go tylko wtedy gdy gramy na wielkich scenach, gdzie od ludzi odgradza mnie fosa – zawsze znajdą się amatorzy piwka z czaszki! Trasa objęła 15 koncertów i każdy był wyjątkowy. Myślę, że płyta nie mogła być lepiej oblana!

„Machete Justice” to nadal arcyżwawe łojenie, ale jednak już nie tak sprinterskie jak debiut. O jakiekolwiek półśrodki i kalkulowanie to Terrordome nie posądzę, zatem: z premedytacją zaplanowaliście by trochę, podkreślmy, trochę, zwolnić czy tak to po prostu tym razem wyszło?

Mekong: Nigdy niczego nie kalkulujemy, więc tak po prostu wyszło. Zakres temp jest dokładnie taki sam, jak na poprzedniej płycie (240-300), z tym że inaczej niż na debiucie więcej kawałków ciąży do 240, więc płyta jest o średnio 20bpm wolniejsza. Wynika to w pewnej mierze ze zmiany stylu riffowania. Ponadto wydaje mi się, że dopracowane brzmienie może sprawiać wrażenie, że nowa płyta nie jest tak nieokiełznana jak jej poprzedniczka. Poza tym, panie… starość! hehe.

physical (3)

Niepodobna nie podpytać o sesję zdjęciową do nowego albumu, bo stylówa jest wysoka. Pomysł wyszedł z waszej strony czy od fotografa?

Uappa: Pomysł jak zwykle jest po naszej stronie! Umiemy iść na kompromis w zespole i w czasie najbardziej zjadliwych kłótni dochodzimy do porozumienia. Mekong chciał dupy, ja chciałem maczety i zło. Stwierdziliśmy, że zrobimy gangsterski pastisz nawiązujący do płyt, a ocierający się o polską buraczaną stylóweczkę z przełomu lat 80/90. Efekty wyszły jak widać.

Kobiety które wam towarzyszą to żeński fan club, piękne kapłanki będące na usługach muzyków TRDM czy wynajęte fotomodelki?

Mekong: Dwie modelki, jedna koleżanka-amatorka, która dowiodła, że ma niesamowity talent do pokazywania tego i owego. Ta sesja to dopiero początek, powoli zaczynamy myśleć o zrobieniu teledysku, więc od razu zachęcam do zgłaszania się wszystkie w miarę niebrzydkie dziewczęta, które chciałyby w nim wystąpić!

Nie obawiacie się że ktoś pójdzie prostackim tokiem myślenia, przeczyta tytuł nowej płyty, zobaczy okładkę i będzie was wtłaczał w jakiś kontekst kibolski i zdarzenia które miały i niestety nadal miewają miejsce pod Wawelem?

Uappa: Spełniłoby się moje marzenie! Wtedy ta płyta zaczęłaby żyć własnym życiem, a historyjki przedłużałyby tylko jej żywot. Chyba że sprawiedliwość maczety prostaków opacznie interpretujących album, zostałaby wymierzona prosto w nasz skromny zespół i dostalibyśmy nieźle w dupę!

0005017646_10

O czym opowiada utwór „Give Me Back My Money”?

Mekong: O dłużnikach, którzy wiszą ci jakieś śmieszne pieniądze, a którzy nie chcą ci ich oddać przez bardzo długi okres czasu, bo nigdy „nie mają kasy”, a jednocześnie przepuszczają gruby hajs na pierdoły i używki. To jest jedna z rzeczy, które mnie sowicie wkurwiają, bo pokazuje explicite, kto cię jak traktuje.

Będzie teledysk do czegoś z „Machete Justice”?

Uappa: Zbieramy jeszcze opinie, które numery koszą najbardziej. Płyta musi zagrzać trochę miejsca w odtwarzaczach. Teledysków planujemy co najmniej trzy, ale czas i hajs pokażą czy jakikolwiek w ogóle powstanie. Jesteśmy dobrej myśli, więc spodziewajcie się filmowej wersji maczety już wkrótce.

Jest jakaś różnica w tym, jak podchodzicie do materiału przygotowywanego na split w stosunku do tego, co tworzycie z myślą o pełnych, autorskich materiałach?

Uappa: W moim mniemaniu, materiał na pełen autorski album musi być spójny i tworzyć pełną całość. Splity z kolei mogą być zbiorami wszelakich pomysłów – tutaj można bardziej poeksperymentować, pozwolić sobie na więcej żartów i puścić wodze fantazji, nagrywając jakiś najbardziej zjebany cover.

Jaką publikę gromadzi pod sceną Terrordome? Tylko metalową czy zauważacie też ludzi np. ze środowiska hc/punk?

Uappa: Zawsze chciałem jednoczyć scenę metalową z punkową i bardzo jara mnie, jak nasze koncerty odwiedzają ekipy ze środowiska hardcore/punk. Sam jestem fanem wielu kapel tego pokroju, więc można dostrzec w Terrordome ich delikatne wpływy. Zdarza się, że pojawiają się niezłe mixy i to dość często. Ba, nawet czasem odwiedzają nasze gigi ludzie z kapel do których trzepałem gruchę jakieś 10-15 lat temu! To niesamowite.

Jak sprawy stoją z tym wypadem na koncerty do Brazylii? Nabiera to jakichś realnych kształtów?

Uappa: Ostatnio wiele różnorakich zadań związanych z Machete Justice Tour w Polsce oraz moimi problemami zdrowotnymi (tak, zacząłem się nieco sypać!) sprawiło, że  zaniedbałem sporo rzeczy, które były planowane od kilku miesięcy. Wracam już jednak do zdrowia i jestem dobrej myśli, że wycieczka do Brazylii dojdzie do skutku.

Niedawno opublikowano tytułowy „Repentless”. Co sądzicie? Czekacie z niecierpliwością na 11.09.2015 czy Kata bez Romana a Slayera bez Jeffa nie ma?

Mekong: Kawałek dobry, nawet bardzo, zwłaszcza w porównaniu do gównianego „When the Stilness Comes…”. Ale nie powiedziałbym, że czekam z niecierpliwością, zresztą już od „Diabolusa” Slayer nie sprawia, że ciarki przelatują mi po plecach. Nagrywa czasem płyty bardzo dobre, ale jednak… Nie uważam też, że nie ma Slayera bez Jeffa, choć z pewnością jest to nieco inny zespół – ale właśnie zawsze był to ZESPÓŁ, a nie „Jeff Hanneman and the Slayers”. Podobnie z Katem i wieloma innymi.

549440_10155351692945461_8039844407083207502_n

Dekada mija od założenia Terrordome. Jesteście zadowoleni z tego co udało się osiągnąć, rozpoznawalności, „popularności” – generalnie satysfakcjonuje was samych miejsce w którym jesteście obecnie jako zespół i status, jaki ma kapela?

Uappa: Tak, to już 10 lat Terrordome. Myślę, że jesteśmy w miejscu i w czasie, gdzie czerpiemy niesamowitą satysfakcję, ale na pewno nie jesteśmy jeszcze popularni. To dlatego że nasze muza nie jest popularna. Nadal siedzimy w undergroundzie i nie zamierzamy się z niego ruszać. Jedyne czego żałuję, to to, że oprócz kapeli musimy chodzić do roboty, aby się utrzymać, bo inaczej mielibyśmy w chuj czasu, aby ogarniać zespół na spokojnie i grać więcej!

Pijecie przed koncertem?

Uappa: Nie! No, może jedno piwo na godzinę przed.

Mekong: A ja właśnie bezpośrednio przed gigiem nie mogę ani jednego, bo nie jestem potem w stanie wyrabiać takich temp i męczę się jak jakiś wieprz! Dlatego jak jesteśmy w trasie, to jestem całą dobę na fazie, ale tak na około 4h przed gigiem odstawiam zupełnie używki, żeby zdążyć przetrzeźwieć, a od koncertu ponownie lecę z koksem.

Mekongu, w jednym z wywiadów mówiłeś, że marzysz o tym, aby zobaczyć kiedyś pod sceną nieuzbrojone w odzież tits. Dokonało się czy nadal czekasz?

Mekong: Niestety chyba nie mamy jeszcze takiego levelu, żeby dziewczęta się nie wstydziły zrobić tego przy całym audytorium. Ale pracujemy nad tym! Natomiast obejrzałem już kilka na backstage’u, więc jest progres hehe!

Na „Machete Justice” w utworze numer siedem jednoznacznie deklarujecie jaki jest wasz ulubiony sport. I teraz panowie na koniec rozmowy ładnie sięgną do pamięci i zdradzą gdzie, kiedy i na jakiej kapeli brali udział w największym moshu.

Uappa: Największy mosh to chyba wtedy jak straciłem przednie zęby. To było bodajże na kapeli Sunrise, jakieś 9 lat temu, jak zagrali cover Entombed w krakowskiej Rotundzie. To było takie chwilowe uczucie jakbym gryzł porcelanową filiżankę.

Mekong: Ja całe szczęście niczego nigdy nie straciłem, choć parę razy miałem ryj obity hehe. Najlepszy mosh to będzie chyba Slayer w 2002, gdy ochrona wyjebała mnie ze Stodoły.

Pytał: Sławek Łużny

Fotografie: Marcin Pawłowski

www.facebook.com/terrordomeband

www.terrordome.net.pl

10153033_10155486009280461_5231413667325858411_n