NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Recenzja: Dodecahedron – Dodecahedron

2012, Season of Mist

Kolejna, zupełnie nowa propozycja z najnowszego katalogu Season of Mist, to debiut Holendrów z Dodecahedron, wcześniej parających się między innymi muzyką z pogranicza metalcore i progresywnego death metalu,, typowego dla Pestilence i Cynic. Wspominam o tych stylistycznych afiliacjach, bezpośrednio poprzedzających powstanie Dodecahedron, bynajmniej nie z powodu jedynie historycznej i personalnej sumienności, ale już zupełnie pragmatycznie, wszak muzyka nowego zespołu wspomnianych Holendrów czerpie z ich poprzednich doświadczeń. Na debiucie Dodecahedron znajdziemy bowiem zupełnie niebanalną próbę nieco bardziej progresywnego podejścia do black metalowej materii, przypominającej mi dotychczasowe dokonania takich grup jak: Dødheimsgard, Blut Aus Nord i Anaal Nathrakh, czy z nieco innej już strony, również Ulcerate. Całość podana w formie całkiem dojrzałych i kompozycyjnie przemyślanych dysonansów, gdzie obok typowych dla black metalu pasaży gitarowych znalazło się również sporo miejsca dla post-metalowego, budowanego przede wszystkim w oparciu o mocno przesterowane brzmienie sludge’owo-industrialnego ciężaru.  Pod tym względem ów album to zdecydowanie udatna próba kontynuowania drogi zaproponowanej m.in. przez wspomniane wyżej grupy; to także równie udana próba gry, choć nie pozbawiona licznych precedensów z współczesnymi konwencjami w muzyce metalowej, zwłaszcza w drugiej, najlepszej części płyty, którą wypełnia podzielony na trzy części utwór „View from Hverfell”. W tej beczce miodu znalazła się jednak również łyżka dziegciu. Otóż brak na rzeczonym debiucie Dodecahedron czegoś, co wykraczałoby poza chłodną nomen omen kalkulację stylistycznych zależności, nawet jeśli pod względem warsztatowym kunsztownie ze sobą połączonych. Nie mogłem bowiem oprzeć się wrażeniu, że debiutancki materiał holenderskich muzyków jest niczym innym, jak tylko postmodernistyczną układanką, na jaką składają się porozrzucane wcześniej cząstki pierwotnej całości artystycznej, która niegdyś określała kierunki autentycznego rozwoju muzyki. Niestety niczego na korzyść tej artystycznej, w gruncie rzeczy, bezpłciowości, nie zmienia również warstwa pozamuzyczna, która niesiona zapewne niczym innym, jak tylko współczesną modą (choćby wzorem Deathspell Omega), na teksty ze znaczą dozą filozoficzno-teologicznego krytycyzmu, jest równie sztuczna i pozbawiona autentyzmu, jak same dźwięki. Owszem, obcowanie z tą muzyką może dostarczać przyjemności i zapewne wielu osobom takowej dostarczy, choć jak dla mnie, przyjemności nazbyt powierzchownej, bo pozbawionej własnego ‘ja’ i w konsekwencji bardzo szybko się dezaktualizującej, zwłaszcza w zalewie wielu innych płyt z analogicznymi przedmiotami artystycznego zainteresowania. Dziś Dodecahedron niczego szczególnego nie wnosi i jeśli w perspektywie kilku najbliższych lat ten zespół przejdzie bez echa, to współczesna muzyka szczególnie mocno na tym nie ucierpi. Ot, niezła mieszanka z kilkoma wybijającymi się fragmentami i niestety nic ponad to.

Ocena: 6,5/10
Autor: Bonny