NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Melanż z Neolith – relacja z koncertu w Krośnie

Podkarpacki Neolith chyba na dobre wybudził się z kilkuletniego letargu. Dobrze przyjętą nową płytę zespół jął niedawno promować na żywo. Dotarliśmy nad Wisłok, do groźnie tytułującego się klubu, by sprawdzić w jakiej aktualnie formie jest Levi i jego kompani.

Neolith, Krusher, Rotengeist, Slaves of Evil – Krosno, 16.05.2015r, „Ciemna Strona Melanżu”

Pierwszy w rozkładzie był pochodzący z Dąbrowy Górniczej, młody Slaves of Evil. Konkluzja po ich krótkim, intensywnym występie? Chłopaki wiedzą o co chodzi w death metalu. Zespół nic sobie nie zrobił z tego, że w okolicach sceny zebrała się rachityczna ilość publiki (rozproszona była raczej po niemałym wcale klubie) i katował przez jakieś pół godziny brutalnym, technicznym death metalem. Za samo to że zagrali z pełnym zaangażowaniem dla praktycznie pustego parkietu, należy się uznanie. Bez basu, na dwie gitary, na dwa wokale (wymiennie) z szybkim i kompetentnym, mającym niezły fach w ręku (i stopach) perkusistą. Zagrali, jak sądzę, gro utworów z ubiegłorocznego debiutu Madness of Silence. Jadowite gitary od Rebaelliun kontra bezpośredniość Cannibal Corpse, wymieszane z bardziej rytmicznym, dzielonym „bujaniem” i zwolnieniami od Immolation. Warto jednak zaznaczyć, że nie czuć by Slaves of Evil bezpośrednio cytowało bardziej znanych kolegów. Czerpią z ich dorobku i na obecnym etapie rozwoju kapeli wychodzi im to naprawdę dobrze i przede wszystkim przekonująco.

NEOLITH & GUESTS 047

Drugi w zestawie był otrzaskany scenicznie przemyski Rotengeist. Uwagę zwracał ewidentnie uzdolniony Młody (co potwierdził ktoś z publiki, pokrzykując, że jest „przech….”, znaczy się że kompetentny jest). Ciosał on z pasją testamentowe riffy i solówki, krasząc je dodatkowo dobrym śpiewem. Ze względu na jakieś komplikacje składowe zagrali krótki set (basista był zastępczy; nie zdążyli ograć wszystkiego), taki na długość jednego piwa, mieszając swoje własne utwory z kowerami (m.in. Kat i zaskakujący, podany na koniec Defekt Muzgó). Krótka, precyzyjna thrashowa robota, pozostawiająca nawet niedosyt.

Jasielski Krusher, następny w kolejności, to heavy metal z kobietą na wokalu.

Po nich Ogień i Piekło (Wiatru raczej nie, bo dobrze działała melanżowa klima) rozpętał Neolith, promujący nowy materiał. Początek jak z płyty czyli intro Hear Our Calling! płynnie przechodzące w miażdżące Of the Angel and his Orison. Zagrali bez klawiszowej „ornamentyki”, co chyba jeszcze mocniej skondensowało ich muzykę i dodało bezpośredniego żaru. Pod sceną zaczęła się mała wojna, która zgasła dopiero po tym jak zespół zszedł ze sceny. Set zdominowały utwory z nowej płyty, bez bodaj dwóch zagrane było wszystko. Momenty kulminacyjne? Dla mnie trzy: powolny Khufu Arise!, One is the truth… – gdzie zespół w naturalny, zwiewny niemal sposób okrutny ciężar żeni z szaleńczymi galopadami. Kapitalnie sprawdziło się też Limes Inferior. Niesmaczne względem Czytelników Musick byłoby klasyfikowanie i rozbijanie na czynniki pierwsze tego co gra Neolith, bo przecież każdy doskonale ich zna. Dlatego na koniec dwa spostrzeżenia natury wizualno – technicznej. Dodatkowego kolorytu, nie tylko z płyty ale i na żywca właśnie, przydają Neolith rozkładane na dwa dialogi wokalne Leviego i Krissa (ten drugi dodaje jeszcze przy nich trochę wizualnego teatru). Druga sprawa to perkusista, właśnie w Neolith pokazujący swoje niebanalne możliwości. Partie które Irek proponuje w Thy Disease w stosunku do tego co gra w Neolith to są dwa krańcowo odległe od siebie światy.

NEOLITH & GUESTS 048

Neolith anno bastardi 2015 jest przekonujący. Izi.Im.Kurnu-Ki to ewidentnie dobra płyta, której atuty zespół potrafi sprzedać na żywo. W takie właśnie, najkrótsze i najprostsze ramy ująłbym to, co dane mi było widzieć w Ciemnej Stronie Melanżu ze strony zespołu. O oczywistościach typu, że są ograni i na scenie wiedzą po co są i jak się należy zachowywać – nie ma co pisać.

Niechby im w końcu zaświeciło słonko i mogli sobie w spokojny i ciągły sposób egzystować. Niechby był rzetelny, wywiązujący się ze swoich zobowiązań względem kapeli, godny zaufania wydawca (może właśnie Non Serviam to jest ta dobra przystań w której zespół zadokuje na długo).

Niech żeby w końcu były okazjonalne koncerty, bo Neolith na scenie radzi sobie wyjątkowo dobrze.

relacjonował: Sławek Łużny

fotografowlał: Przemek Koszelnik