NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




EKSTREMALNE ZMYŚLI 02 (1960-1979)

Poczęto mnie i wydalono na ten zaświat niemal pół wywieku temu, tu nad Wisłoką. Ci dwunożni sprawcy tego czynu nigdy nie lubili słuchać muzyki i nie była ona im w ogóle potrzebna do życia. Dla mnie natomiast była niezbędna. Wychowywałem się i dorastałem w socjalizmie, którego jedną z cech była izolacja od krajów zachodniej Ł-ropy. Miało to te dobre strony, że każda informacja muzyczna, każdy utwór, który był możliwy potem do kupienia na winylu, pocztówce dźwiękowej czy usłyszany w radiu był traktowany z należytym szacunkiem czy respektem. To nie beznadziejne czasy dzisiejszego fastfudowego życia w każdej jego dziedzinie, kiedy zalewani i zasypywani tonami informacji oraz różnorakich dźwięków nie mamy czasu czy nie mamy chęci, by w tej medialnej kupie grzebać i by szukać w niej czegoś wartościowego, czegoś, co pozostawi po sobie w naszych trzewiach mózgowych ślad na kolejne lata, i co stanie się – po rozkrokach – rzeczywiście rzeczą kultową. Dlaczego niektóre krążki Black Sabbath, Judas Priest, The Sex Pistols, Dead Kennedys, The Exploited, Iron Maiden czy Napalm Death są wiecznie popularne na zaświecie? Bo to po prostu była intrygująco wymyślona, ciekawie zaaranżowana i dobrze zarejestrowana muzyka. Że dotarła do nas później, cóż z tego, czekało się na nią z jeszcze większym napięciem i pożądaniem. Pożyczona czy kupiona płyta niosła w sobie wyrok i konieczność wyrobienia sobie własnego sądu o niej, a nie posiłkowania się internetowymi bzdetami nickowanych frajerów czy medialnymi kloakami bluzgającymi szambem pod dyktando pozbawionych gustu i zasad korporacji.

Nie mam wykształcenia muzycznego, jestem samoukiem i pasjonuje mnie gra na perkusji. Ekstremalne brzmienia muzyki dla mnie w głównej mierze jednak opierają się na brzmieniu i sposobie gry na gitarze. W rozkrokach 50.-70. brzmienie rockowe opierało się na rytmie tworzonym przez perkusję i bas, gitara była zwyczajowo prowadzącą, a wokal i chórki ubarwiały całość. Od rozkroków 80. gitara prowadząca coraz częściej staje się rytmiczną. To ona nadaje ton, tempo i ostrość brzmieniu. Razem z nią idzie perkusja z bogactwem brzmień i rytmów hihatu, werbla, półkotłów, kotłów, bębna(-ów) basowego i blach. Najwięcej słyszalnych rozjazdów daje się uchwycić właśnie między tymi dwoma instrumentami. Tuż za nimi jest wokal – jego barwa, sposób śpiewania, tekst – i oczywiście gitara basowa, która podbija rytm i poszerza spektrum całości brzmienia.

Rejestracja analogowa pozwalała tak ustawić głośność i brzmienie tych instrumentów, by każdy był słyszalny i odgrywał prawidłowo swoją rolę w brzmieniu kapeli. Oczywiście sami muzycy, a także realizatorzy i producenci, zaczęli wpływać na te relacje, w dużej mierze z efektem obniżającym ekstremalność. Znam wiele płyt bendów, których brzmienie ktoś spieprzył, kiedy mogło być zabijające! I to nie tylko kwestia programów komputerowych, tak bezgranicznie i nieodpowiedzialnie używanych obecnie przy rejestracji i miksowaniu muzyki, ale także brak wizji (albo narzucony przez wytwórnie szablon), jak zespół powinien brzmieć. To niesamowite, ale wystarczy posłuchać kilku płyt jednego bendu, by przekonać się o prawdziwości powyższego stwierdzenia. Niemal każda brzmi inaczej i chodzi mi tu o czytelność instrumentów oraz ich brzmienie.

Prezentując swoje ulubione ekstremalne brzmienia i połączone z nimi treści i historie pójdę drogą chronologii, czyli rozkrokami.

Muzycznie rozkroki 1960-69 miały mi niewiele – poza MC5 – do zaoferowania; nie były mnie w stanie zainteresować The Beatles, The Rolling Stones, The Velvet Underground czy garażowe The Sonics czy The Troggs. Natomiast tamta dekada wniosła i zbudowała bazę filmów, których treść, jak i użyta w nich muzyka, nie mogła być przeze mnie niezauważona i nie wpłynąć na moje fascynacje ekstremą.

I tak:

Rozkrok 1960:

psycho150x200Psychoza (Psycho); jedyny film Alfreda Hitchcocka, który przetrwał próbę czasu i nadal fascynuje mnie swoim scenariuszem i surową muzyką Bernarda Herrmanna. Lila Crane, młoda kobieta, kradnie pieniądze klienta firmy, w której pracuje. Dociera samochodem do motelu Bates i ślad po niej ginie. Najpierw do motelu, w jej poszukiwaniu, przybywa detektyw Milton Arbogast, a kiedy i ten znika, Sam Loomis (kochanek Lili) i Marion Crane (jej siostra). Niesamowite w tym obrazie jest to, że 1) początkowy główny bohater (Lila Crane) ginie w I połowie filmu; 2) niepowtarzalne są ujęcia jej zamordowania pod prysznicem; 3) prekursorskie jest ujęcie kamery z góry w holu, na piętrze, gdzie Norman Bates atakuje detektywa; 4) mrożące krew są finałowe sceny w piwnicy, gdzie Marion odkrywa strupieszałe ciało matki Normana i przerażona rozhuśtowuje świecącą żarówkę, na co wpada rozszalały Bates, uzbrojony w ten swój wspaniały, długi nóż.

Rozkrok 1964:

drstrangelove150x200– Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę (Dr. Strangelove or How I learned to stop worrying and love the Bomb); niesamowita czarna komedia Stanleya Kubricka z genialną potrójną rolą Petera Sellersa. Przekonany o tym, że wszędzie są już komuniści, generał Ripper, dowodzący chłamerykańską bazą Burpelson ogłasza czerwony alarm oraz wdrożenie Planu R, sugerującego odwetowe działania na prowadzony powietrzny atak sił ZSRR. Baza zostaje odizolowana od reszty kraju a samoloty bombowe, odbywające loty szkoleniowe, kierują się w stronę terytorium ZSRR. W Pentagonie zbiera się sztab kryzysowy. 1) przezabawna rozmowa telefoniczna prezydenta chłAmeryki z prezydentem Ropsji, podczas której Merkin m.in. wyraża swoje ubolewanie i prosi Dimitria, by zestrzelił lecące na ZSRR chłamerykańskie bombowce. 2) Kapitan Mandrak próbuje zadzwonić z automatu, ocalałego w bazie Burpleston, do prezydenta, bowiem zna kod odwołujący Plan R, ale ma tylko jedną monetę. 3) Prezydentowi USA, politykom i wojskowym doradza były nazistowski naukowiec na wózku inwalidzkim, nie kontrolujący sztucznej prawej ręki, wyrywającej się do salutu “Heil Hitler!”.

Tutaj po raz pierwszy zobaczyłem, że odwieczny konflikt USA-ZSRR może wybuchnąć z powodu ludzkiej głupoty i megalomanii wojskowych szaleńców. Zobaczyłem również, że politykom, głowom państw, zależy w takiej sytuacji jedynie na tym, by schronić się i przeczekać “chwilowe trudności”, a wszyscy inni, phi, do piachu, a co tam! Z całością czerni-bieli obrazu dobrze współgra muzyka Laurie Johnsona.

Rozkrok 1967:

mordercazostawiasladver1150x200– Morderca zostawia ślad; najlepszy film sensacyjny w historii rodzimego kina, doskonała obsada i scenariusz. Grupa partyzantów wkracza do opuszczonego chwilę wcześniej hitlerowskiego budynku gestapo w celu przejęcia pozostawionej tam kartoteki konfidentów. Znajdują ją tam, ale – jak się okazuje – nie tylko oni chcą ją zdobyć. Pierwszy ginie więc prokurator. 1) porucznik Lothar wchodzi do pokoju, gdzie była kartoteka, podchodzi do siedzącego i odwróconego tyłem prokuratora i dotyka jego ramienia. Ten opada, martwy. 2) rozmowa Lothara z hitlerowskim szpiegiem, “rozrośniętą blond dziwką”. 3) wizja lokalna i reminiscencje istotnych dla śledztwa zdarzeń. Dodatkowym atutem filmu jest niewątpliwie prosta i surowa, i choć rzadko pojawiająca się, to doskonale podkreślająca niesamowity nastrój scen, muzyka Wojciecha Kilara.

waituntildark150x200– Doczekać zmroku (Wait until dark); rewelacyjny kryminał Terenca Younga z podtrzymującą napięcie muzyką Henrego Mancini. Mąż niedawno oślepłej Susie otrzymuje na lotnisku przed odlotem od przypadkowej kobiety laleczkę. Zabawka zawiera heroinę, więc kiedy nie dociera do rąk odbiorcy, zaczyna się niesamowicie napięta gra między przestępcami, przypadkowymi osobami, a niewidomą Susie, w której mieszkaniu mąż zostawił laleczkę. Końcówka filmu jest genialna, kiedy Susie, wiedząc, że musi walczyć o swoje życie, tłucze wszelkie żarówki i niszczy źródła światła, licząc, że w ciemności jej szanse przeżycia wzrosną, ale zapomina o świetle w lodówce…

Rozkrok 1968:

nightofthelivingdead150x200– Noc żywych trupów (Night of the living Dead); horror Georga Romero, mistrza budowania napięcia, doskonałych zdjęć, strachu i mordu, będący zaczątkiem serii obrazów z udziałem żywych trupów. Powstający z grobów martwi terroryzują coraz większe połacie chłAmeryki, zabijając i jedząc ludzi. Montowane na prędce zbrojne oddziały ochotników i gwardii narodowej nie są w stanie dotrzeć wszędzie. Niezapomniane dwie sceny: 1) kiedy brat straszący na cmentarzu siostrę dziecięcymi opowieściami o skradających się mordercach, chwilę potem ginie w przepychance z pierwszym napotkanym zombie. 2) w domku otoczonym przez chmarę zombiesów, do piwnicy schodzi Helen i widzi swoją “zarażoną” córeczkę Karen, jedzącą część ciała swojego ojca, a jej męża. Córeczka nagle bierze w rękę kielnię, podchodzi do matki i wieloma dźgnięciami morduje ją. Wszystkie mrożące krew w ustach czarno-białe sceny doskonale podkreśla jeszcze muzyka Scotta V. Licinii.

Rozkrok 1969:

mc5kickourtheams– MC5 (US) “Kick out the Jams!”LP; szalony chłamerykańskibend spod Detroit, którego zdjęcie znalazło się na okładce pisma “The Rolling Stone” nim zespół wydał swój pierwszy nagrobek, a debiut był albumem “live” – zarejestrowanym podczas dwóch koncertów w Grande Ballroom – co było ewenementem nie tylko w tamtych czasach. Ale dla wydawcy to było tańsze rozwiązanie, zaś dla zespołu pokazanie odbiorcom wszystkich swoich tfurczych zalet: mocnego brzmienia, doskonałego i nakręcającego obie strony kontaktu z publicznością, agresywności przekazu i gwałtowności wyzwalanych emocji (muzycy m.in. pokazywali się na scenie z nienaładowaną bronią i odgrywali scenę zabicia przez snajpera wokalisty Roba Tynera). Managerem MC5 był John Sinclair, jeden z trzech założycieli rewolucyjnego, lewicowego, militarnego ruchu “White Panther”, którego hasła – jak walka o czystą planetę, wolność dla więźniów politycznych, wolny seks, legalizację marihuany czy dążenie do obalenia kapitalizmu – członkowie bendu brali sobie do serca. Uważali się za hipisów, jednak od sloganu “Miłość i Pokój” zdecydowanie woleli “Seks, narkotyki i rock’n’roll”. Nagrobek “Kick out the jams!” miał premierę w styczniu 1969 rozkroku i dość szybko sprzedał się w nakładzie ponad 100,000 egzemplarzy. Na tę ilość na pewno ogromny wpływ miała afera i protesty dotyczące obscenicznych treści zawartych w tekstach utworów. Tytułowy numer zawierał bowiem słowo “Motherfuckers!” (skurwysyny) w pierwszym wersie, a “Come together” w opisie zbliżenia dwojga ludzi, zwrot “Sutki twardnieją (…), pozwól mi dotknąć ich językiem”. Sieć sklepów Hudson odmówiła sprzedaży nagrobka, a potem zagroziła wydawcy wycofaniem ze sprzedaży wszystkich jej wydawnictw. Reakcja zespołu była dla mnie prawidłowa, choć brzemienna w skutkach, i niespotykana później w działaniach bendu, mającego kontrakt z dużą komercyjną wytwórnią. Rozpoczęła bowiem akcję “Fuck Hudson’s!”, publikując to hasło z logiem wytwórni Elektra m.in. w undergroundowym, anarchistycznym piśmie “Fifth Estate”.

Rozkrok 1970:

– Black Sabbath (UK) “Paranoid”LP; byłem wychowany w jedynie słusznej wierze, więc dobrze poznałem opowieści o bogu, jego synu, Szatanie, Żydach i Egipcjanach. Nie mogłem więc nie zwrócić uwagi na ten bend. Muzycznie to nie było hardrockowe Deep Purple czy Led Zeppelin, bo to było mroczne, ciężkie, tajemnicze i złe. Choć teksty pozbawione były oczekiwanego bluźnierstwa, to jednak były w większości prowokujące do przemyśleń. Byłby to najlepszy nagrobek bendu, gdyby wydawca nie zaczął w nim grzebać. Zmienił oryginalny tytuł “War Pigs” na “Paranoid”, dodatkowo upstrzywając okładkę kiepskim projektem. A utwór “War Pigs” to w oryginale przecież “Walpurgis”, kompozycja pełna znaczeń i satanistycznych słów, a nie apokaliptyczny antywojenny song. Jednak szczęśliwie zawartość nagrobka i tak przygniata swoim brzemieniem brzmienia i treści. Poza wspomnianymi dwoma kawałkami, nie do pominięcia są: “Electric Funeral”, “Iron Man” i “Hands of Doom”.

okruchyzycia– Okruchy życia (Les choses de la Vie); francaski film obyczajowy Clauda Sauteta ze śladową obecnością muzyki Philippa Sarde, opisujący typowy trójkąt małżeński; piękny obraz rozpadających się więzi i emocji z jednej strony, a napięcia i pożądania z drugiej. Na początku i co pewien czas, w czasie trwania filmu, widzimy fragmenty zapisu jakiegoś wypadku oraz relacje jego przypadkowych uczestników. Są zapowiedziami tego, co nieuchronnie nastąpi… 1) wypadek drogowy, jakiemu ulega główny bohater, został pokazany przepięknie, najpierw bez dźwięku, w zwolnionym tempie, a potem w czasie rzeczywistym, z dźwiękiem. To prawdziwe cudo, majstersztyk. 2) widzimy sceny po wypadku, kiedy ciało kierowcy leży na trawie obok zmiażdżonego samochodu; następnie słyszymy jego myśli, kiedy próbuje dociec, co się stało, dlaczego nic nie czuje i co ci ludzie tak biegają wokół niego, wnoszą do karetki… Niezapomniane, doskonale uchwycone ostatnie minuty z życia człowieka widziane z zewnątrz i od “wewnątrz”.

Rozkrok 1971:

deeppurplefireball– Deep Purple (UK) “Fireball” 7”; pierwszy singel z tego nagrobka i jedyny, tak znakomity, zwarty, szybki i ciężki utwór w twórczości bendu. Jedyny, w którym nie ma gitarowej solówki, ale za to jest basowa, i jeden z kilku, w których Ian Paice gra na dwóch bębnach basowych (stopach). To brzmienie mnie rozwala, a szybkie i zdecydowane tempo gry bębniarza, wzbogacane przejściami i krótkimi przerywnikami, i dobrze słyszalne blachy, powoduje, że ten instrument jest tutaj dominującym. Bas słyszę tak, jakby powodował pęcznienie całego rytmu, a nad tym wszystkim gitara prowadząca i organy, organy, które powoli stają się instrumentem pierwszego planu. To pierwszy tak szybki i ciężki utwór, jaki usłyszałem, dający pewność, że ekstremę, której szukam, znajdę na pewno w muzyce rockowej.

seenoevl– Nie widząc zła (See no Evil aka Blind Terror); thriller Richarda Fleischera. Niewidoma Sarah – w towarzystwie wuja, ciotki i trojga kuzynów – wraca na wieś do swojej rodzinnej posiadłości. Okolica nie jest zbyt zamieszkana i nie jest przyjazna nawet zdrowemu człowiekowi, więc kiedy jeszcze pojawia się w niej psychopatyczny maniak-morderca, można oczekiwać niezłych emocji. 1) morderca pokazywany jest niemal do samego końca jedynie ujęciami jego kowbojskich butów i ciała do połowy. 2) sceny, kiedy Sarah, pozostawiona w wielkim domu, chodzi nieświadoma wśród trupów zamordowanych członków jej rodziny oraz znajomych, są niesamowite, i kiedy nagle – dzięki śmiertelnie rannemu Barkerowi – odkrywa ten fakt. 3) Słyszy mordercę, ucieka z domu, ale ci, do których trafia, wywożą ją na pustkowie i zamykają przerażoną w stodole. 4) kiedy szczęśliwie zostaje odnaleziona, odzyskuje siły i bierze kąpiel w wannie, nie słyszy, że ktoś uchyla drzwi…

trzeciaczescnocy150x200– Trzecia część nocy; sensacyjny dramat wojenny Andrzeja Żuławskiego pozbawiony górnolotnych analiz i bohaterskich postaci. Hitlerowcy zabijają Michałowi żonę, syna i matkę. Po powrocie do miasta angażuje się w działalność ruchu oporu. Pierwsza akcja okazuje się jednak wsypą, ale Michałowi udaje się zbiec. Trafia do mieszkania Heleny, gdzie pomaga jej urodzić dziecko. Jej mąż został postrzelony (bo mylnie wzięty przez hitlerowców za Michała) i aresztowany. Michał otrzymuje zgodę dowództwa na jego odbicie ze szpitala. Realistycznie i wiernie pokazany jest tragizm okresu wojny, zwierzęce instynkty ludzi, pozbawione uczuć automatycznie działania, podporządkowane jednemu celowi “by przeżyć, by dotrwać do jutra”. Nagromadzenie tragizmu i przemocy na początku filmu (5:00-19:00) stało się dla mnie wzorcem prawdziwego filmu sensacyjnego, którego celem jest pozbawienie tchu i przykucie widza do ekranu. Bardzo rozbudowana, ciężka, ale i momentami frywolnie i śmiesznie lekka, muzyka Andrzeja Korzyńskiego, doskonale oddaje irracjonalny charakter czasu wojny i ludzkich poczynań. 1) Michał, ranny, bliski obłędu, uciekając przez pogonią, chroni się w mieszkaniu Heleny. Ekstremalne przeżycia zderzają się tu z emocjami, na jakie nie był gotowy ani on, ani widz, bo ta kobieta rodzi, rozwiera przed nim nogi i prosi o pomoc. 2) wstrząsające i obrzydliwie szczegółowe sceny karmienia, a potem zarażania wszy, w Instytucie Weigla, trudno wymazać z pamięci.

mechanicnzna-pomarancza– Mechaniczna pomarańcza (A clockwork Orange); kolejny film Stanleya Kubricka, tym razem pokazujący działalność systemu totalitarnego w wyimaginowanym państwie w niedalekiej przyszłości. Alex, główny bohater, jest psychopatycznym przestępcą, który w gronie kilku kolesi terroryzuje okolicę, dokonując pobić, włamań, kradzieży i gwałtów. Zostaje jednak wydany policji przez kumpli i skazany. Bierze udział w rządowym programie, mającym pozbawić go całkowicie agresji, a w rzeczywistości dokonać “prania mózgu”. 1) jedne z pierwszych ujęć, kiedy kamera odjeżdża z twarzy Alexa, pokazując cały gang, ubrany w białe koszule i spodnie na szelkach, a następnie wnętrze “baru mlecznego”, też przepełnionego bielą i białymi manekinami gołych kobiet, w kolorowych perukach, służących za stoliki. 2) przyspieszony obraz i muzyka Ludwika van, kiedy Alex uprawia kilkukrotnie seks z dwiema przygodnie spotkanymi w sklepie płytowym (typu vintage) dziewczynami. 3) rozbój i zabójstwo lakowym penisem właścicielki klubu fitness. 4) i ten niesamowity podajnik do drinków w “barze mlecznym”, w postaci klęczącej nagiej kobiety, z której piersi leci napój, a włącznik, w postaci penisa, umieszczony jest pod jej kroczem. Doskonale zgrana i pasująca do futurystycznych obrazów miasta i mieszkań jest elektroniczna muzyka autorstwa Wendy Carlos. Poza tym klasyka, czyli kompozycja Ludwika van, bo właśnie tak zapamiętał jego nazwisko bohater.

Rozkrok 1972:

theosmonds– The Osmonds (US) “Crazy Horses” 7”; siódmy singel mormońskich braciszków i jedyny tak udany i przyjazny dla mnie. To pierwsza piosenka o przesłaniu ekologicznym, z jaką się zetknąłem i pierwszy tak szybki utwór, jaki trafił w me uszy, lżejszy brzmieniem od “Fireball” Deep Purple, ale dzięki dęciakom, bardziej intrygujący. Może dlatego, że wreszcie braciszkowie sami skomponowali ten numer i grali na instrumentach. Gitara, bębny i blachy budują rusztowanie szybkonośnych dźwięków, łamanych zwolnieniami, a trąbka i refren sklejony z kilku głosów, no i ten koński odgłos (nie patataj, patataj, nie) rodem z klawiszy, do dziś robi na mnie niesamowite wrażenie. Do tego doskonały początek i te cały czas konkurujące ze sobą, niski i wysoki wokal.

godzillavsgigan– Godzilla: Bitwa potworów aka Godzilla kontra Gigan (Godzilla: War of the Monsters); dwunasty film z przyjaznym oku gorylo-jaszczurem, który swą siłę i wielkość zawdzięcza popromiennemu skażeniu wybuchających chłamerykańskich bomb atomowych, zrzuconych pod koniec II Wojny zaŚwiatowej na Japanię. Film bardzo dobrze zanimowany, ta precyzja ruchu i dbałość o szczegóły (jak w późniejszym szczeskim serialu animowanym “A je to…” (Sąsiedzi)), nienachalne i niesztuczne fotomontaże, doskonałe efekty techniczne i montaż całości. Do tego charakterystyczna muzyka, zebrana tutaj (z poprzednich obrazów) przez Akirę Ifukube. Film w kilku momentach brutalny, pełny przemocy, cierpienia i pryskającej krwi, co nie było jeszcze w tych czasach domeną horrorów. Połączenie kreatury, wielkiej i gruboskórnej z ludzkimi odruchami, śmiesznymi minami i gestami (jak rzucanie i kopanie głazów, stukanie się łapą w łeb, boksowanie czy dżudowskie zwarcia), no i ten niesamowitym ryk, jaki wydaje z siebie, to wszystko cechuje oryginalność tej postaci, co przekłada się na fakt, że lubię tę bestię. W dodatku film nie kończy się “happy endem”, bo co prawda kosmici giną, ale potwory-najeźdźcy odlatują. Szkoda tylko, że w rozkrokach 90. japańscy właściciele zezwolili chłamerykańskim taśmotwórcom wykorzystać tę postać, odzierając ją ze wschodniego kultu na rzecz gównianej massprodukcji. 1) dwoistość emocji: podczas walki Gigan kopie leżącą Godzillę w tyłek, co śmieszy, a potem hakowatymi odnóżami niemalże roztrzaskuje jej łeb, co mrozi krew. 2) kiedy dzięki pomocy kilku mieszkańców wyspy udaje się zniszczyć centralę sterowania kosmitów, umieszczoną w ogromnej wieży zbudowanej na kształt Godzilli, widzimy, jak palące się ciała najeźdźców zamieniają się w karaluchopodobne robale.

Rozkrok 1973:

iggyandthestoogesIggy and the Stooges (UK) “Raw Power” LP; Iggy Pop już pod koniec rozkroków 60. zadbał o swoją reputację. Koncerty The Stooges gromadziły chętnych nie tyle posłuchania muzyki, co bycia naocznym świadkiem ekscesów, wyprawianych przez niego. Uzależniony od heroiny robił niemal wszystko, co prowokacyjne, co rozgrzeje czy rozwścieczy publikę. Szalał więc po scenie w dziwacznym tańcu, dzięki wygimnastykowanemu ciału robił przeróżne wygibasy, zadawał sobie ból kalecząc ciało, nierzadko rozbijaną na torsie butelką, rozcinał usta mikrofonem, raził się prądem, wspinał na rusztowanie sceny, czekając aż publika zacznie krzyczeć “no, skacz, skacz”. Taplał się w maśle orzechowym lub rozbitym szkle, wylewał na siebie gorący wosk, chodził goły, rozwalał wzmacniacze, wzniecał rozróby, słowem człowiek-demolka. Jego związek z Nico, niemiecką artystką współpracującą z The Velvet Underground oraz muzą Andyego Warhola, zaowocował m.in. w “promocji” zespołu poprzez jej niepowtarzalne nagie zdjęcia w towarzystwie Iggiego lub jego zdjęć lub nazwy zespołu. Poza tytułowym numerem, doskonały jest jeszcze “Search & destroy”.

sladecumonfeelthenoize7ver1– Slade (UK) “Cum on feel the Noize” PD; 4-ty singel tego bendu, a pierwszy nośnik (pocztówka dźwiękowa), jaki sobie w życiu kupiłem. Zawierał tylko tytułowy numer, ale za to zapisany w oryginalnej wersji, a nie ocenzurowanej (Come on…). Jego cechą była melodyjność, chórek i nieokiełznana, szalona gitara prowadząca, no i wokal. Noddy Holder miał charakterystyczny głos, a co było ważne, nie oszczędzał go (rzućcie uchem dodatkowo na koncertowy album “Slade alive!”), co trudno wtedy było spotkać wśród frontmanów innych kapel. Dave Hill natomiast ubierał rytm w ozdobniki i zwolnienia, rzygając miejscami mięsem strun, w czym przypominał mi grę i brzmienie wiosła Gerryego Shepharda (czy Mika Leandera) z bendu Gary Glittera.

blacksabbathsabbathbloodysabbath– Black Sabbath (UK) “Sabbath bloody Sabbath” LP; to najlepszy i najciekawszy nagrobek tego bendu i nie tylko pod względem zawartości słowno-muzycznej. Dotychczasowe okładki wydawnictw angołaków były bowiem tragiczne i nie zapowiadały takiego uderzenia, jakim jest ten projekt autorstwa Drew Struzana. Przedstawia przerażonego faceta leżącego na łóżku z okręconym wężem na szyi, otoczonego przez demony pod postaciami gołych dwóch kobiet i czterech mężczyzn (sic!) bez genitaliów. Rama łoża, zawierająca czaszkę i satanistyczny znak, jakim jest zlepek trzech 6-ek, ożywa, obejmując wszystkich. Chciałbym mieć taką tapetę… Każda doskonałość, nie tylko ta (porno)graficzna, rodzi się w bólach. I tak było z tym nagrobkiem. Na falach sukcesu “Vol.4”, wspartego koncertami po obu stronach łOceanu, wytwórnia zamierzała nakręcać spiralę sukcesu przekładaną na forsę, kiedy tak naprawdę muzycy byli w rozsypce psychicznej i fizycznej, co słychać chociażby w tekście “Killing yourself to live”. Nagrobek miał zostać zarejestrowany w chłAmeryce, jak poprzedni, ale oczywiście nic z tego nie wyszło, a w powietrzu, poza smrodem popcornu i żarłodajnii typu McDonald’s, nikt Weny nie znalazł. Dopiero, kiedy muzycy wrócili zza łOceanu na Wysypki, to próby w mrokach lochów zamku Clearwell przyniosły pierwsze rezultaty, które zaowocowały wkrótce potem genialnymi kompozycjami w studiu Morgan. Bez długaśnych wstępów i wyciszeń, i tylko z jednym instrumentalem. Dla wzmocnienia satanistycznej otoczki nagrobka, typographer Geoff Halpin użył gotyku i symboliki nazistowskiej. W tytule nagrobka dwukrotnie użyte jest S pisane w postaci błyskawic, wykorzystywanych na mundurach oficerów SS. Nagrobek, poza wspomnianym, zawiera jeszcze kilka doskonałych kawałków: ”Sabbath bloody Sabbath”, ”A national Acrobat” i “Looking for Today”.

lagrandebouffe– Wielkie żarcie (La grande Bouffe); piękny francaski obraz Marco Ferreriegio, opowiadający historię czterech statecznych obywateli, pilota, szefa kuchni, sędziego i dyrektora telewizyjnego, którzy postanawiają popełnić samobójstwo przez przeżarcie. Spotykają się w willi jednego z nich i czynią przygotowania do ostatecznej orgii. Po dobrze objedzonej nocy decydują się wynająć prostytutki, by dotrzymywały im towarzystwa. Przy okazji zapraszają na tę fetę także i nauczycielkę z pobliskiej szkoły. 1) Michel pierwszy dostaje boleści, leży i jęczy, a Marcello masuje mu i uciska żołądek i jelita. Mówi mu “przyj”, wtedy on rozpoczyna symfonicznie brzmiącą fanfarę piardów. 2) W kuchni Ugo, Philippe i Andrea jedzą kolejny posiłek, kiedy obok w pomieszczeniu z oszklonymi drzwiami widzimy stojące trupy pozostałych dwóch uczestników, ze wzrokiem jakby utkwionym w jedzących.

Rozkrok 1974:

texaschainsawmassacre– Teksańska masakra piłą mechaniczną (Texas Chainsaw Massacre); pierwsza i najlepsza realizacja jednego z najciekawszych horrorów zeszłego wywieku. To drugi film w reżyserii i częściowo z muzyką Toba Hoopera. Grupa pięciorga młodych ludzi jedzie do opuszczonego domu dziadka Sally i Franklina Hardesty. Po drodze dowiadują się o zbezczeszczeniu grobu dziadka, podwożą jakiegoś dziwaka, który z zachłannością tnie własne ciało i opowiada o pracy w rzeźni, wreszcie zatrzymują się na stacji benzynowej, w której nie ma paliwa, ale jest smaczne “jedzenie”. Jej właściciel ostrzega młodziaków, by nie jechali w wybrane miejsce, ale oni ignorują jego ostrzeżenie. 1) Sally, jedyna pozostała przy życiu, ucieka z domu kanibali, docierając na stację benzynową. Właściciel uspokaja ją i wychodzi rozejrzeć się. Dziewczyna wycisza się nieco i zaczyna przyglądać otoczeniu. Wzrok pada na wędzące się w otwartym piecu “wyroby”, do końca nie bardzo przypominające zwierzęce przetwory. Zaczyna do niej docierać straszna prawda. 2) rozszalała w bólu i cierpieniu Sally doprowadzona jest do pokoju i rzucona przy wiadrze pod nogi niemal strupieszałego ze starości dziadka, głowy rodziny kanibali. Jeden z synów bezskutecznie wkłada mu do ręki młotek, by nim zdzielił dziewczynę. Ta rzuca się, wrzeszczy, a młotek wypada z ręki tetryka. Syn więc pomaga mu i trzymając młotek w jego ręce kilkakrotnie wali nim w głowę dziewczyny. Reszta dopinguje dziadka, wrzeszcząc, a dziewczyna wyje, ociekając krwią. 3) ostatnia scena, kiedy pokrwawiona Sally zatrzymuje pickupa, ale ma trudności z wciągnięciem się na jego pakę, a tuż za nią biegnie rozszalały Skórogęby, wywijając piłą mechaniczną. Dziewczynie udaje się przerzucić ciało, a kierowcy odjechać. Widać, jak oprawca wściekle miota się z piłą, czując, że ostatnia ofiara mu się wymknęła. 4) a ten warkot kompresora zostanie mi w uszach na zawsze…

theresidentsmeettheresidents– The Residents (US) “Meet The Residents” LP; odlotowy bend, muzyka i pomysły. Muzycy zawsze występowali w przebraniach i nigdy nie udzielali wywiadów. Ich personalia do dzisiaj nie są w pełni znane. W przypadku pierwszego nagrobka pozwolili sobie na graficzny pastisz, wykorzystali bowiem projekt albumu The Beatles “Meet The Beatles”, dorysowując twarzom Bitelsów wąsy, zarost, wywalone języki, wystające zęby, rogi, zniekształcone usta i oczy. W pierwszym rozroku tylko 40 sztuk krążka się sprzedało. Muzyków charakteryzował brak poszanowania dla kanonów komponowania muzyki i tworzenia konstrukcji utworu, i jak wymienieni wcześniej też prowokowali i szokowali nazistowskimi symbolami i tytułami (patrz drugi nagrobek “Third Reich’N’Roll”, zawierający “przeróbki” przebojów i standardów lat 60.). Ich dokonania odbiły się treścią w tfurczościach innych, lubianych przeze mnie bendów, jak: Devo, P.I.L, Tuxedomoon, Primus czy kapel spod znaku antimusic. Najciekawszymi utworami z debiutu są niewątpliwie niepozbawione linii melodycznej kawałki: “Breath and Length” oraz “Smelly Tongues”.

Rozkrok 1975:

dieelectriceels– Die Electric Eels (US) “Agitated” 7”; to chłamerykański bend, którego muzyka była niecodzienną mieszanką garage rocka, punk rocka, jazzu i różnych eksperymentalnych fochów. W swojej krótkiej karierze dał tylko kilka koncertów, a wszystkie były zakończone rozpierduchami klubów, zaś muzycy musieli zmienić miejsce postoju, głównie za sprawą gitarzysty, Johna Mortona, którego liczne związki z okolicznymi mężatkami powodowały, że otrzymywał pogróżki i groźby śmierci od autochtonów. Pierwszy koncert bendu został przerwany przez policję, a muzycy aresztowani. The Electric Eels to kolejny zespół prowokujący odbiorców i krytyków używaniem symboli nazistowskich (swastyk), ale również nie stroniący od związków z nacjonalistami. Muzycy nie zwracali też uwagi na to, na czym grają, nie mieli w ekipie, na koncertach, ludzi, którzy mieli pojęcie o nagłośnieniu. Zdarzało się więc im używać na scenie blach, młotów, kowadeł, pracujących kosiarek, często też dochodziło do bójek na pięści. Określano ich tfurczość mianem “art terrorism”.

SEXshopkingsroadlondon– “SEX” (UK); kolejna nazwa sklepu przy King’s Road w Londynie, prowadzonego od 1972 przez Malcolma McLarena i Vivienne Westwood. Pod tym adresem sprzedawano m.in. lateksowe ciuchy i tiszerty z nadrukami o tematyce politycznej i seksualnej. Często na bazie kolorów czerwonego i czarnego, z małą podobizną Karola Marxa czy swastyką. Właśnie jedna z takich koszulek stała się powodem wszczęcia sprawy sądowej przeciwko Malcolmowi, za obrazę moralności i nieprzyzwoitość. Przedstawiała dwóch kowbojów bez spodni, z uwidocznionymi genitaliami. “SEX” był też oczywiście miejscem spotkań punków, którzy coraz częściej i coraz bardziej wyróżniali się tłumu, prowokowali zachowaniem i wyglądem. Nosili t-szerty, porozrywane dżinsy, spodnie w czerwoną kratę, z narodowymi niebiesko-białymi elementami, farbowali krótkie włosy, wystrzygali je w różne wzory i figury czy napisy, wbijali agrafki w policzki, obmalowywali hasłami lub nazwami kapel swoje kurtki z materiału i skórzane nabijane ćwiekami czy skórzane buciory. Do tego obowiązkowo metalowe, okrągłe znaczki, wpięte w klapy.

Rozkrok 1976:

kissdestroyer– Kiss (US) “Destroyer” LP; dla mnie to pierwszy z zespołów rockowych, który tak dbał o swój image, począwszy od okładek wydawnictw, poprzez dziwaczne stroje, pomalowane twarze, po koncerty, pełne efektów pirotechnicznych, plucia ogniem i krwią, palenia gitar; zespół, który prowokował i zwracał na siebie uwagę posługując się symbolami używanymi przez system nazistowski w I połowie XX wywieku. Pisał bowiem w swojej nazwie – począwszy od pierwszego nagrobka – dwie litery (runy) “SS” w postaci błyskawic, używanych na mundurach oficerów SS. Do dzisiaj ich używa na swoich produktach, z kilkoma wyjątkami, w tym sprzedażą na rynku niemieckim, gdzie używanie tego rodzaju symboli jest zabronione. “Destroyer” to czwarty studyjny nagrobek bendu, najlepiej i najmocniej brzmiący, choć dziwaczny… To jakby były dwie sesje, pierwsza z nich zawiera doskonałe trzy numery po kolei (“Detroit rock City”, “King of the night time World”, “God of Thunder”), zagrane z wykopem i ogniem piekielnym, i druga – chłamerykańsko słodka, wolna i nijaka, jak rzygi ostrygi. Wszystko to szczęśliwie spina kolejna niezła okładka, przywodząca mi na myśl pochód czterech Godzilli przez Detroit.

sexpistolsanarchyintheukver1– The Sex Pistols (UK) “Anarchy in the U.K.” 7”; pierwszy oficjalny singel tego niesamowitego bendu w ramach kontraktu z EMI, który w czasie trwania tej 3-miesięcznej umowy (a miała być 2-letnia; w jej ramach finalnie bend otrzymał 50,000 GBF) sprzedał się w ilości 55.000 sztuk, mimo tylko pięciokrotnego wyemitowania go przez stacje radiowe. Stał się hymnem tamtych czasów, a hasła “Anarchy” i “No Future” pozostały charakterystycznym elementem propagandy całego ruchu punk na świecie. Utwór “Anarchy in the U.K.” rozpoczął m.in. koncert, jaki Pistolsi zagrali we wrześniu dla osadzonych w Chelmsford, więzieniu o zaostrzonym rygorze. Że też nie wybuchł tam wtedy bunt… Chyba tylko dlatego, że na scenie nie było wtedy Jordan, pracowniczki sklepu “SEX”, która podczas występów bendu chętnie robiła na scenie połowiczny striptiz. W tym samym czasie podczas wywiadu dla Billa Grundy w programie “Today”, telewizji łikendowej, Steve Jones (gitarzysta) użył parokrotnie słów “fucking” (pierdolony, pieprzony) i “fucker” (skurwiel), co nie miało do tej pory miejsca w mediach i spowodowało lawinę telefonicznych protestów widzów i wkrótce poskutkowało tym, że z zaplanowanych 19 koncertów, pierwszej, profesjonalnej trasy koncertowej, odbyły się tylko trzy!

Rozkrok 1977:

theclashtheclash– The Clash (UK) “The Clash” LP; obok The Sex Pistols, główny lider punkrockowej i street punkowej sceny, jednak inaczej niż Pistolsi – którzy byli bluźnierczym tworem Malcolma McLarena – mimo managerki jego kumpla, Berniego Rhodesa, sami stworzyli własną legendę. Podstawowi muzycy, trzon, pochodzili z Brixton, południowej dzielnicy Londynu, zamieszkałej przez ludność pochodzenia afrokaraibskiego. Stąd otwartość na różne gatunki muzyczne i na ludzi. To The Clash pozwalali fanom wchodzić na scenę, za scenę, mogli przesypiać noc w hotelu, w którym mieszkali. Teksty piosenek, będące częściową kontynuacją tego, co robili w macierzystych bendach: London SS i The 101’ers, przekazywały ich bunt przeciwko zastałym, skostniałym systemom czy modom. Joe nosił kurtkę z napisem “Hate & War”, okazując w ten sposób swoją pogardę dla ruchu hipisowskiego i hasła “Love & Peace”. Chętnie natomiast identyfikowali się z działaniami typu “Anti-Nazi” czy “Rock against Racism”. Często wchodzili w konflikt z prawem, byli aresztowani, przeszukiwani i oskarżani. W maju podczas koncertu w samym Rainbow Theatre wsparli oralnie publiczność do wyrwania foteli z podłogi, nie pozwalającym ludziom tańczyć, i zwaleniu ich przed sceną. Podobnie było w Belgii, w Liege, gdzie podczas festiwalu “Bilzen Fest” (przezwanego potem “Belzen Fest”), publika rozwaliła ogrodzenie wsparte na betonowych podstawach, które oddzielało zespół od fanów. Na tym żywym i dobrym kontakcie z publiką pojawiły się jednak 2 rysy, pierwsza podczas koncertu w Glasgow, kiedy to bramkarze spychali i bili ludzi przy ścianach, a muzycy nie reagowali, a druga była skutkiem specyficznego rytuału punków podczas koncertów. Zwyczajem (stworzonym w klubie The Roxy) było, dla potwierdzenia swojej punkowej przynależności i postawy, strzykać charkowiną w muzyków, na ich kurtki, koszulki, instrumenty czy twarz. W ten sposób Joe Strummer, połknąwszy taki pocisk, ciężko zachorował na zapalenie wątroby.

Nagrobek “The Clash” był debiutem płytowym w ramach kontraktu z CBS, poprzedzonym singlem “White Riot”. Zawierał mnóstwo wybuchowych treści, a całości dopełniała świetna okładka. Był bombą, budzącą do buntu młodych ludzi, mających dość życia w blokowiskach, bycia pouczanych – co mają robić i jak, jak mają się ubierać i czego słuchać – i kontrolowanych przez konsumpcyjny system i policję. Ta żywa reakcja spowodowała, że zaczęto wymyślać jakieś bzdury, zarzucając płycie kiepskie brzmienie, co wkrótce skrzętnie wykorzystała firma Epic, amerykański partner CBS, i odmówiła jej dystrybucji w chłAmeryce. Do najlepszych numerów z nagrobka zaliczam: “I’m so bored with the U.S.A.”, “Hate & War”, “White Riot”, “London’s burning”, “Career Opportunities” oraz kower Juniora Murvina “Police & Thieves”.

buzzcocksorgasmaddict– Buzzcocks (UK) “Orgasm Addict” 7”; ten mały krążek bendu z Manchesteru, jednej z lepszych technicznie formacji, był mocnym debiutem, na miarę punkowej rebelii tamtych czasów. Doskonały tytułowy numer, prowokacyjny tekst oraz okładka, przedstawiająca leżącą kobietę (od bioder w górę) z wmontowanymi otwartymi ustami w miejscach sutków i żelazkiem w miejscu głowy.

sexpistolsgodsavethequeen– The Sex Pistols (UK) “God save the Queen” 7”; drugi oficjalny singel, który spowodował chyba największe w historii rocka kontrowersje i zawirowania. Miał być pierwszym wydawnictwem bendu na bazie kontraktu z A&M, który miał trwać ponad 2 lata, a został rozwiązany po 7 dniach! Większość z 25,000 sztuk krążka została zniszczona, a zespół zainkasował 75,000 GBF z umownych 150,000. Dwa miesiące później wydawcą krążka został Virgin. Jego promocja jednak zaczynała napotykać na ogromne trudności. Ale czemu się tu dziwić? Królowa ma taki status na Wysypkach, jak np. papież u nas. Wyobraźcie więc sobie plakaty, reklamy prasowe, gdzie użyto podobizny papieża z pozaklejanymi oczami i ustami nazwą zespołu i tytułem singla (także w wersji na tle narodowej flagi), i gdzie w tekście utworu o tytule “Boże chroń papieża” słychać słowa “Chronisz system, stworzony setki lat temu, by wykorzystywać kolejne pokolenia, psychicznie i fizycznie; twoi urzędnicy wciskają im kit, jednocześnie wyciskając z nich niewyobrażalną kasę; wierni nie mają myśleć tylko służyć, w zamian za to mogą bezkarnie kłamać, oszukiwać, zdradzać czy mordować, a potem wyspowiadawszy się z tego, za “opłatą”, zostać oczyszczonym z grzechów”. Więc co, trudno się dziwić… I tak tuż przed premierą krążka tłocznia odmawia jego wykonania. Potem państwowe Radio One odmawia grania utworu, zaś kilka dużych marketowych sieci nie przyjmuje krążka do sprzedaży. Mimo to po 5-ciu dniach sprzedano go już 150,000 sztuk! Zespół wynajmuje więc łódź “Queen Elizabeth” i płynąc Tamizą w pobliżu zabudowań Parlamentu zaczyna koncert, oczywiście utworem “God save the Queen”. Incydent z jednym z reporterów powoduje, że większość uczestników imprezy zostaje aresztowana przez policję. W następnych dniach dochodzi do niesprowokowanych ataków na muzyków i techników. Napastnicy używają pięści, brzytew, noży, a nawet łomu. Przygotowany 30-sekundowy radiowy spot reklamowy, będący dźwiękowym zestawieniem hymnu narodowego z utworem “God save the Queen” nie zostaje przyjęty do emisji. Mając to wszystko na uwadze i pamiętając problemy z tournee “Anarchy” zespół gra koncerty, występując w klubach, pod innymi nazwami: Spots, The Tax Exiles, Acne Rabble, Special Guest czy A mystery Band of international Repute.

bigballsandthegreatwhiteidiot– Big Balls and the Great White Idiot (GER) “Big Balls and the Great White Idiot” LP; ł-ropajskiego kontynentu w kwestii ekstremalnego i prowokacyjnego rockowego przetfurstwa nie reprezentował żaden skałdynawski, francaski czy benelaksowski bend, ale gormański, założony przez trzech psubraci o wyzwisku Grunt. Nie dziwi mnie fakt, że w landzie, gdzie czystość, sumienność, podporządkowanie prawu i tradycji wydaje się być istotą, że tam właśnie przyszedł czas na wykolejeńców, którzy nie mogli nie słyszeć o The Sex Pistols, więc… Nagrobek zawierał proste i szybkie numery, uderzające głośnością i agresywnością w tempie i przesłaniu. Miał w całości dawać popalić, choć okładka bardziej trzymała się epoki I połówki 1977 rozkroku niż punkowej rebelii artystycznej. Jednak w porównaniu do treści prytyjskich bendów z tamtego okresu, gormańcy epatowali wulgarnością. Same tytuły kawałków, jak “Kick her in the Dirt”, “Schlitz-Blitz” czy “I’m singing to You with my Finger in your Ass” dają obraz tego, co wylewa się z głośników po puszczeniu winyla w ruchuch.

angelicupstartsthemurderoflt– Angelic Upstarts (UK) “The Murder of Liddle Towers” 7”; główny przedstawiciel street punka i ruchu oi! Muzycy byli kumplami z dzielnicy, z robotniczego zagłębia South Shields z północno-wschodniej Anglii. Mensi został w wieku 13 lat wydalony ze szkoły średniej i zaczął terminować w kopalni, Mondi był elektrykiem w stoczni (że też zmarnował szansę i nie został prytyjskim Wałęsą u boku Thatcher), Stix pracował w piekarni, a Steve był murarzem. Ich niełatwe doświadczenia i przeżycia zogniskowała ta kapela, frustracje i gniew w stosunku do systemu, polityków i policji stały się jej motorem napędowym, zaś pierwsze koncerty – wybuchowym spektaklem z udziałem coraz większej liczby kipiących agresją punków i skinheadów. Mensi (niemal ogolony na łyso) w policyjnej czapce wykrzykiwał oskarżenia, wypluwał pretensje i rzucał mięsem, tak, na niemal każdym koncercie używał świńskiej głowy do zaakcentowania swojej wrogości do policji. Muzycy nie stronili także od faszystowskiego symbolu swastyki, w postaci opaski na ramieniu. Menedżerem bendu był były gangster i jednokrotny mistrz wagi lekkopółśredniej Keith. Do tego zespół wydał singla, najpierw własnym sumptem, potem przez wytwórnię Small Wonder, gdzie tytułowy numer opowiadał o bokserze-amatorze, który został zamordowany przez policję w celi, zaś władze uznały ten “incydent” za umotywowany prawnie. Stronę B wypełniał numer “Police Oppression”, z równie agresywnym w wymowie tekstem. To wszystko wystarczyło, by prowincjonalne władze i policja dobrały się do bendu. Zaczęły się szykany, informacje rozsyłane do klubów innych miast regionu, zatrzymania, przeszukania, lżenia. Oskarżano bend o podburzanie, nawoływanie do przemocy i sympatyzowanie z Frontem Narodowym, Mensi mówił, że cały czas ktoś za nim łazi. Jedynym oficjalnym medium, które broniło zespołu, była socjalistyczna gazeta robotnicza “Rebel”. Koncertów jednak było coraz mniej i coraz częściej dochodziło na nich do bijatyk i rozrób. Rozmowy z wytwórnią Polydor – mimo wsparcia ze strony Jimmego Purseya z Sham 69 – nie przyniosły kontraktu. Ale udało się z Warner Bros. Tego samego miesiąca, kiedy pojawił się singel “I’m an Upstart” bend zagrał koncert w więzieniu Chaplain – z którego niedawno wyszedł ich menedżer – dla 150 osadzonych. Mensi wyszedł tam ubrany we flagę narodową, na której widniał napis “Armia parweniuszy”, symbol zaciśniętych pięści oraz hasło “Rozwal(ić) prawo i porządek (znaczy system – przyp. T.)”. Niesamowite! Mensi lewicował i nie krył tego, nakłaniał punków, by brali udział w wyborach i głosowali na Partię Pracy. Prorokował, że “Rząd Thatcher zniszczy cały ruch związkowy”. I nie omylił się!

sexpistolsnevermindthebollocks– The Sex Pistols (UK) “Never mind the Bollocks” LP; premiera nagrobka miała miejsce 28-ego pażdziernika, przy zamówieniach w wysokości 125,000 sztuk, co dawało już na wstępie status “Złotej Płyty”. Ani okładka, ani tytuł (zawierający niewinne słowo “Bollocks” (bzdety)), nie mogły bulwersować, więc kolejne działania policji – szczęśliwie głównie w Nottingham, gdzie kazano usunąć okładkę z witryn sklepowych lub ostrzegano, że promowanie jej w ten sposób niesie ze sobą możliwość oskarżenia właściciela sklepu o bluźnierstwo czy deprawację – należy uznać za utrudniające promocję. Ale to wystarczyło, by w kilku magazynach muzycznych pojawiły się reklamy nagrobka z zaklejonym tym słowem. Tournee też zaczęło kuleć, bo kluby, pod naciskiem władz, imały się różnych sposobów, by odmówić występu kapeli. W styczniu 1978 rozkroku Pistolsi wyjechali na tournee po chłAmeryce, które skończyło się ich rozpadem. New Musical Express podało wyniki za rozkrok 1977: Pistolsi są na szczycie notowań w kategoriach: Zespół roku, album i singel… Krążek “Never mind the Bollocks” przyniósł – obok znanych z singli songów – bardzo lubiane przeze mnie kawałki: “Bodies”, “Liar”, “Seventeen” i “EMI”.

cashpussies– (UK); zwracające uwagę, koniecznie prowokacyjne i możliwie wulgarne, nazwy innych, mniej znanych, kapel punkowych z czasów rebelii, czyli rozkroków 1976-78: Snivelling Shits, Raped, Schoolgirl Bitch, Scrotum Poles czy Cash Pussies (to właściwie artystyczno-muzyczny twór Freda i Judy Vermorel – autorów pierwszej biografii The Sex Pistols – stworzony na potrzeby muzyki do filmu “Millions like us”; oprócz tego ta para była sławna z różnych szokujących instalacji, jak choćby “Elvis Presley”, czyli trumna pełna obornika, czy “Cipa Margaret Thatcher”, czyli ubrana w ramki masa stygnącego cementu z drutem kolczastym).

Rozkrok 1978:

crassfeedingofthe– Crass (UK) “The Feeding of the five Thousand” LP; zespół-legenda dla jednych, tfurcy etyki D.I.Y. (Zrób to sam) i krytycy – oprócz systemu politycznego, przemysłu muzycznego… – przedstawicieli ruchu punk, zapatrzonych w wielocyfrowe kontrakty z korporacjami płytowymi i unurzanych w konflikty z nimi. Powstał z inicjatywy Penna Rimbaud i o połowę młodszego Steva Ignoranta i nie miał być zespołem z prawdziwego zdarzenia. To miała być frajda, życie razem (w domu Dial House pod Londynem), granie razem, nawet prowadzenie wytwórni… i wszyscy o tym wiedzieli. Po raz pierwszy zwrócili na siebie uwagę już na pierwszych koncertach, prowokując – często będąc “na gazie” – burdy i bójki, co zaowocowało zakazem ich występów, np. w klubie The Roxy. Ich demówką zainteresowała się wytwórnia Small Wonder, jednak kiedy doszło do rejestracji albumu, okazało się, że pierwszy utwór “(Reality) Asylum” – będącym bezkompromisowym i wulgarnym rozliczeniem z bogiem i religią – został uznany przez prokuratora generalnego (choć tylko oralnie) za bluźnierstwo. To wystarczyło, by nikt nie chciał wytłoczyć winyla czy wydrukować koperty z wkładką z tekstami. Jednak po wielu poszukiwaniach udało się to i nagrobek został wydany. Tyle że pierwszy utwór nosił tytuł “The Sound of free Speech” i zawierał ciszę, natomiast zespół ogłosił, że każdemu, kto kupi album i wyśle im czystą kasetę nagra wspomniany numer. Kiedy jednak okazało się, że ta obietnica zaczyna ich przerastać, albumu było bowiem 5000 sztuk, zdecydowali się na wydanie singla. Crass nie miał dobrej prasy, bowiem nie chciał uzależniać swojej twórczości od komercyjnych mediów i nie był zainteresowany wywiadami czy recenzjami. Ich własna wytwórnia Crass Records, stworzona wkrótce potem dla wydania drugiego nagrobka “Stations of the Crass” (20,000 sztuk sprzedanych w pierwszych 2 tygodniach) i singli znajomym kapelom nie podpisywała żadnych umów, nie prowadziła żadnej dokumentacji, wszystko polegało jedynie na zaufaniu i gotówce. Sprzedawali płyty w cenie o połowie niższej niż płyty wytwórni komercyjnych. Wytwarzali własne znaczki i koszulki. Ich logo (wymyślone przez Dave Kinga) stało się jednym z najlepiej rozpoznawanych znaków graficznych, choć poprzez swoje niewielkie, ale podobieństwo, do symbolu swastyki, powodowało, że na koncerty bendu przychodzili, oprócz punków, także socjaliści (Red Action) i skinheadzi. Nawet Flux of Pink Indians, ich późniejsi znajomi, na początku sądzili, że Crass to nazistowski bend… Poza wymienionym kawałkiem duże wrażenie robią wciąż na mnie: “Do they owe us a living?”, “Punk is dead” “Women” i “Reject of Society”.

judaspriestkillingmachine– Judas Priest (UK) “Killing Machine” LP; to przełomowy nagrobek w historii heavy metalu i samego bendu, i nie wiem, dlaczego poprzedni, “Stained Class”, jest uważany w różnorakich zestawieniach za ważniejszy, bo dla mnie muzycznie jest słabszy nawet od “Sin after Sin”. Fakt, okładka “Stained Class” już tchnie zmianą na lepsze – nie jest bowiem typowo rockowa czy progrockowa, jak poprzednie, z “Sin after Sin” włącznie – logo jest bardziej drapieżne, no i ta otoczka, czyli kwestia oskarżenia zespołu o spowodowanie samobójstwa dwóch chłamerykańskich dzieciaków poprzez tekst tytułowego numeru i okładkę, na której świetlisty promień przechodzi przez terminatoropodobną, ciekłostalową głowę. Jak to w tym “wolnym” i “wspaniałym” kraiku bywa, łatwiej oskarżyć bend niż zastanowić się nad powszechną dostępnością broni, prawda? Ale wracając do “Killing Machine”… Aha, tytuł też się tym “wolnym” i zabobonnym typkom zza łOceanu nie spodobał, wymusili więc jego zmianę na “Hell bent for Leather” i dodanie do traklisty jakiegoś koweru, by stacje radiowe miały co grać, niezły obciach, co? Wróćmy jednak wreszcie na Wysypki, gdzie Judas Priest pojawił się, jako wiodący przedstawiciel Nowej Fali prytyjskiego heavy metalu, w dopracowanym imagu, składającym się ze skórzanych ubrań, częściowo naćwiekowanych, i z akcesoriów typu: łańcuchy, kajdanki, bicze, motocykl, a później nawet i karabin maszynowy. Dbał o szczegóły graficzne wydawnictw, o przebieg i wygląd koncertów, których co prawda jeszcze nie było zbyt wiele, bowiem trwająca punkowa rebelia na Wysypkach bardzo ograniczała możliwości grania koncertów kapelom metalowym. Premierę “Killing Machine” poprzedziło ukazanie się aż czterech singli, i w promocji po raz pierwszy – częściowo dzięki udziałowi zespołu w programach typu “Top of the Pops” – zaczęto wykorzystywać zapisy wideo, czyli pre-wideoklipy. Do niezapomnianych i najlepszych kawałków z tego nagrobka zaliczam: “Delivering the Goods”, “Hell bent for Leather” i pierwszy medialny przebój “Take on the World”.

pilfirstissue– P.I.L (UK) “First Issue” LP; pierwszy z epokowych awangardowo-, psychodeliczno-, post-punkowych albumów, jakie słyszałem. Oparty na dosadnym i dudniącym basie, któremu w utrzymaniu rytmu towarzyszy proste, czasem jednostajne, jednorodne bicie perkusji; do tego prowadząca, choć nie wychodząca przed czoło, gitara oraz charakterystyczny, choć nieco melodeklamacyjny, wokal Johna ‘Rottena’ Lydona. To brzmienie było powalające. Oryginalna była także grafika wydawnictwa, przedstawiająca niemal portretowe zdjęcia muzyków, utrzymane w klimatach lat 50. czy nadchodzącej ery new romantic. Utwór “Religion”, najbardziej prowokacyjny z całości, powstał już za czasów Pistolsów pod roboczym tytułem “Sod in heaven”. Dwukrotne umieszczenie na płycie (raz jako wiersz, drugi raz jako utwór słowno-muzyczny) potęguje tylko jego wydźwięk i przesłanie anty-chrześcijańskie. A “Fodderstompf”… Richard Branson (właściciel Virgin Records) był wściekły – kiedy usłyszał ten ponad 7-minutowy, oparty na powtarzającym się rytmie (pozbawionej niskich tonów) perkusji, klawiszowym dziwacznym tle, nieco rozstrojonym fortepianie i pierwszoplanowym wokalu z chórkami – i zarzucił Johnowi, że to sposób na łatwe wypełnienie płyty. Nie miał racji, moim zdaniem. Ale już to wydarzenie mogło osłabić wiarę tych, a niewielu ich było, którzy liczyli, że tfurczość P.I.La będzie równie oryginalna, co The Sex Pistols, ale pozbawiona tego piętna. Pierwsze koncerty P.I.L zagrał świadomie na kontynencie, wracając na Wysypki na czwarty z nich, do Londynu, do Rainbow Theatre. W ten wieczór nie tylko John czuł, że coś się stanie. Sala pełna była ludzi oczekujących czegoś, co przywróci czasy nieokiełznanej agresji i bluźnierstwa The Sex Pistols. Kiedy jednak Johnny po P.I.L-owskim długaśnym “Theme” i 3ech numerach Pistolsów, stwierdził, że “Żadnych więcej takich numerów, jeśli chcecie The Sex Pistols, to wynocha!”, zaczęło się, publiczność podzieliła się na dwa obozy, pojawił się Front Narodowy i rozróba wisiała na włosku. Spod sceny zaczęła frunąć flegma, jednak Johnny nie pozostawał plującym dłużny, ale kiedy oddał publice część piwa, a nieotwarta puszka wróciła i trafiła go w twarz, krwawiący lider miał tego dość. Wywołał rzucającego na solówę, a gdy ten się nie zgłosił, rozpoczęły się niekończące dyskusje John vs publika i przepychanki. A gdyby zaczęli koncert od singlowego “Public Image”, a potem przywalili kawałkiem “Attack”, może byłoby inaczej…

themiddleclassoutofvogueep– The Middle Class (US) “Out of Vogue” EP; wydawałoby się, że w tej dekadzie hardcore nie powstanie i nie zaznaczy się. Na Wysypkach czy kontynencie tak, ale w chłAmeryce? Tam klasa średnia, której dzieciaki pędziły nudne i jednostajne życie w jednorodnych osiedlach na przedmieściach miały tego dość. Przesłodzone brzmienia The Ramones, Dead Boys, The Dictators czy The Heartbreakers nie dawały już zadowolenia i nie prowokowały do niczego, a były gubernator Kalafiornii – maniak totalnej wojny i inwigilacji, Ronald Reagan – dopiero przygotowywał się do walki o fotel prezydenta. Etyka D.I.Y. też jeszcze nie zakorzeniła się, kwitnąc wkrótce bogactwem niezależnych wytwórni, pism i programów radiowych, więc skąd ten Middle Class? A z Santa Ana. To na jednym z ich pierwszych koncertów w 1977 rozkroku pojawił się Keith Morrisa, twórca formacji Black Flag, której pierwszy singel “Nervous Breakdown” był przez rozkroki uważany za pierwszy hardcorowy krążek, choć dla mnie jest o wiele słabszy i wolniejszy od “Out of Vogue”. A swój status zawdzięcza głównie faktowi, że EP-ka Middle Class była wydana jedynie lokalnie, przez Joke Records, i nie zdobyła wtedy należytego rozgłosu. A to “Out of Vogue” zawierał tak istotne elementy dla tego gatunku rocka: utwory trwały poniżej 2 minut, wokalista w dzikim tempie wykrzykiwał zlepki słów o coraz bogatszej “anty-” treści, a bardzo szybki rytm zapewniała perkusja, jeszcze szybsza gitara, no i często metaliczny bas. Tu po raz pierwszy usłyszałem i zorientowałem się, że gitara prowadząca może stać się rytmiczną. To bardzo wzmocniło brzmienie i stało się głównym elementem tworzącym ekstremalne dźwięki w przyszłości.

Pierwsze dwa numery – “Out of Vogue” i “You belong” – po prostu zmiatają, wgniatają najszybszym tempem, jakie wtedy można było sobie wyobrazić, nawet sam zespół tłumaczył się potem, że nie zakładał, że będzie tak szybko grał. Stronę B rozpoczyna spokojniejszy, bardziej już punkowy numer, ale z kolei ostatni, “Insurgence”, to żywe mięcho, myślę tu o tempie i brzmieniu basu i gitary. A właśnie to brzmienie basu stało się później tak epokowym i rozpoznawalnym znakiem tfurczości Discharge. Bruce, bębeniarz, gra tu jak nabuzowany rzeźnik, nadając numerom szalonej prędkości, zaś wokal(-e) Jeffa – co prawda trochę za głośny w stosunku do instrumentarium – eksploduje agresywnymi stekami słów, pokrywając nimi tkankę muzyczną niemal w całej rozciągłości. Ciekawe, jak odbierali te dźwiękowe eksplozje i co czuli widzowie podczas ich koncertu w Deaf Club, klubie dla głuchych, dotykając rękami rozgrzanych wzmacniaczy i ryczących kolumn, czy głową drgających ścian…

siouxie– Siouxsie & the Banshees (UK) “Hong Kong Garden” 7”; Susan Dallion, znana potem, jako Siouxsie Sioux, była niezaprzeczalnie ikoną tamtych czasów. Zwana Lodową Królową Punka oraz damskim Pistolsem, była jednym z twórców ‘Bromley Contingent’ – paczki kumpli i fascynatów The Sex Pistols. Szokowała i prowokowała, zarówno wyglądem, jak i zachowaniem. Używała symboliki nazistowskiej (swastyka), jak i semickiej (Gwiazda Dawida). Miała sporo do powiedzenia i nie przebierała w słowach. Kiedy zdecydowała się po raz pierwszy wyjść na scenę, obok Sida Viciousa, Steva Severina i Marco Pirroni, 20 września 1976 rozkroku, podczas dwudniowego festiwalu w londyńskim 100 Club, 30-minutowy jam w większości wypełniła jej obrazoburcza interpretacja oparta na modlitwie “Ojcze nasz”. To za przyczyną Siouxsie, towarzyszącej Pistolsom w programie telewizyjnym Billa Grundy, kiedy została wyproszona ze studia, Steve Jones skomentował to określając prowadzącego słynnym epitetem: “dirty fucker” (wredny skurwiel). Potem oboje odbierali telefony od widzów, lżąc ich i wyzywając od najgorszych. Siouxsie znana była też z ubliżania i poniżania przedstawicieli wytwórni płytowych, A&Rowców, przez co jej przyszły zespół długo pozostawał bez kontraktu płytowego, kiedy inne kapele opływały już w “dostatki”. Gdy w listopadzie 1977 rozkroku bend nagrał 4 utwory dla BBC1, w ramach “Peel Sessions”, nie zgodziła się na ich wydanie na płycie. Zainteresował się nią nawet Front Narodowy, kiedy stwierdziła, że “Naziści nie tylko nienawidzili Żydów, oni nienawidzili każdej odmienności, nienawidziliby i mnie”. Kiedy wreszcie w czerwcu 1978 rozkroku dogadała się z Polydorem, wszystko ruszyło z kopytka, najpierw singel, potem album “The Scream” i trasa koncertowa po Wysypkach. Szkoda tylko, że jak przyszło do pierwszego występu w ramach tego tournee, to gitarzysta i perkusista dali nogę… Stronę B singla wypełniał świetny, transowy, psychodeliczny, proto-gotycki numer “Voices”.

throbbinggristleunited7ver1– Throbbing Gristle (UK) “United” 7”; muzyczna kontynuacja prowokacyjnych artystycznych działań COUM Transmissions, duetu, a potem grupy tfurców obrazów, zdjęć, kolaży, performansów, pierwszych samplowanych dźwięków i muzyki industrialnej. Szokowali takimi środkami wyrazu, jak martwe części zwierząt, krew, onanizowanie się czy wymiotowanie (także na siebie nawzajem). Trzecim ich zarejestrowanym występkiem był koncert w Instytucie Sztuki Współczesnej (I.C.A.) w Londynie, będący zarazem ostatnim pokazem COUM Transmissions zatytułowanym “Prostitution”, a prezentującym zbiory zdjęć z magazynów i filmów porno współtfurczyni Throbbing Gristle – Cosey Fan Tutti. Wydawnictwa firmowała ich własna wytwórnia Industrial Records (Industrial Music). Okładka pierwszego singla była zestwieniem ludzkich kończyn z zabudowaniami obozu koncentracyjnego, zaś tył był zestawieniem zdjęcia mężczyzny pod prysznicem z pojemnikami z gazem “Cyklon B”. “United” było utworem stereofonicznym, zaś “Zyklon B Zombie”, monofonicznym, bowiem bend chciał uzyskać takie brzmienie, jakby było rejestrowane w komorze gazowej. Logo wytwórni przedstawiało budynek i komin krematorium w Auschwitz.

theramonesitsalive2lp– The Ramones (US) “It’s alive” 2LP; jeden z niewielu – znanych mi – nieskładankowych, punkrockowych albumów koncertowych tej dekady. Zarejestrowany 31-ego grudnia 1977 rozkroku w londyńskim Rainbow Theatre, był ostatnim z czterech koncertów chłamerykańskiego bendu na Wysypkach. Ten nagrobek był doskonały niemal pod każdym względem, bo miał format rozkładanego albumu (gatefold sleeve), na którego wszystkich stronach umieszczone były kapitalne koncertowe zdjęcia; bo oba krążki zawierały w sumie aż 28 numerów, z których większość zagrana była bez przerw, oddzielana jedynie sławnym okrzykiem basisty Dee Dee: “One, two, three, four!”; bo wreszcie okazało się, że ta kapela potrafi zgnieść, bowiem studyjne nagrobki były jakieś takie… przesłodzone, zarówno w warstwie muzycznej i tekstowej. Całość koncertu uderzała bardzo szybkim tempem, doskonałym zgraniem, spójnością i czytelnością. Tam nie latały kurtki, to już nie te lata, tam latały krzesła! Tak The Ramones tworzyli i dokumentowali swoją legendę, będąc rozpoznawalnymi także poprzez sławetne logo, które po raz pierwszy pojawiło się na ich nagrobku “Leave Home” w 1977 rozkroku. Szkoda, że ta legenda, przynajmniej w moim przekonaniu, zbudowana została na kłamstwie, które później stało się klątwą bendu. Bo jak wytłumaczyć fakt, że tylko Tommy Ramone nie kopnął jeszcze w kalendarz, a to właśnie on wtedy, jako jedyny, opuścił bend. Wtedy, kiedy partie gitary, basu i wokalu numerów z “It’s alive!” zostały jeszcze raz nagrane w studiu! Draństwo i kolejny dowód na prawdziwość przesłania podwójnego nagrobka The Sex Pistols: “The great rock’n’roll Swindle”… Koncertowy album The Ramones, ha, ha, ha, ha!! Jeśli ktoś jeszcze wątpi, niech posłucha nagrobka “Loco live” z 1991 rozkroku, to jedna wielka tragedia, więc co się dziwić, że już w przypadku “It’s alive!” trzeba było coś zrobić, by nie było kiepsko… Teraz więc jedynym reprezentatywnym nagrobkiem w całej historii tego bendu jest dla mnie “Road to Ruin”, noszący zresztą znamienny tytuł, prawda?

halloween1– Halloween I (Halloween); pierwszy, obok Halloween II, i najlepszy film z tego cyklu horrorów, będący dziełem Johna Carpentera (reżyser, kompozytor muzyki, współproducent, dubbing głosu chłopaka Annie). Zbliża się 31. października 1978 rozkroku. 21-letni Michael Myers przebywa w sanatorium za zamordowanie nożem swojej siostry. Kiedy ma zostać przetransportowany do więzienia o zaostrzonym rygorze i pozostawiony tam do końca życia, ucieka, podążając – jak bezskutecznie sugeruje władzom jego psychiatra, dr Sam Loomis – do rodzinnego Haddonfield, gdzie mieszka jego druga siostra – Laurie. Niesamowity nastrój i muzyka tego obrazu jest jego niezbywalna zaletą. Niemal od połowy akcja filmu dzieje się wieczorem i w nocy, więc wszystko wtedy wydaje się – i nie tylko dzieciom – jakieś takie przerażające i straszące. Ale Michael pokazuje się już w dzień, a jakże, jednak zawsze mając na twarzy jakąś maskę. Tyle że wtedy wydaje się być przechodniem, dziwakiem, ale już w zapadającym mroku krystalizuje się w psychotycznego mordercę. Każdy moment, który cierpnie skórę jest akcentowany muzyką elektroniczną, potęgowanym przez miarowe głośniejsze gongi, a następnie skrzeki skrzypiec. To wzmaga napięcie widza, wstrzymuje mu oddech, bo nawet jeśli to będzie tylko umykający cień czy chrapliwy oddech to wystarczy, by przez dalszą część filmu zamierał w oczekiwaniu na to coś. 1) scena, kiedy Annie czeka w łóżku na swojego chłopaka, Paula, a jest Halloween, więc kiedy zjawia się postać w bieli prześcieradła i w jego okularach, Annie bierze to za dobry żart i stara się podjarać chłopaka. Ten jednak nie reaguje i dziewczyna wstaje i dzwoni do Laurie. Ta podnosi słuchawkę i słyszy odgłosy, jakby Annie uprawiała ostry seks, kiedy ona wtedy właśnie jest duszona przez Myersa kablem od telefonu. 2) Laurie zaniepokojona idzie do domu Annie, szuka jej i kiedy znajduje trupy: jej i jej chłopaka, jest tak przerażona, że ledwo stoi na nogach. Stoi w korytarzu, przy otwartych drzwiach do ciemnego pokoju, z którego bardzo powoli wychodzi Myers. Tak powoli, strasznie, najpierw widać zarys maski, potem maskę, potem tors i wreszcie całą postać. Wznosi nóź, uderza, ale pudłuje, rani tylko Laurie w lewe ramię, ale to wystarcza, by ta wypadła za barierkę i spadła na podłogę w holu na parterze.

ispitonyourgrave– Pluję na twój grób (The Day of Woman aka I spit on your Grave); niesamowicie brutalny, realistycznie szokujący chłamerykański thriller Meira Zarchi. Jennifer Hills, młoda, atrakcyjna pisarka, opuszcza Nowy Jork i zamieszkuje w wynajętym domu, oddzielonym rzeką i lasem od najbliższego miasteczka. Wzbudza zainteresowanie i pożądanie bandy degeneratów, na czele z psychopatą Johnnym. Ci debile przypływają łodzią na jej teren, dopadają jej i trzykrotnie grupowo gwałcą. Dziewczyna cudem przeżywa tę traumę, ale nie ucieka, nie wraca do miasta, zamierza się zemścić… 1) oprawcy łapią Jennifer, rozbierają ją, chcąc by rozdziewiczyła opóźnionego w rozwoju Matthiew. Kiedy to nie wychodzi pierwszy z nich gwałci dziewczynę. Ta ucieka, ale błądzi w lesie i wraca w to samo miejsce, gdzie zostaje ponownie zgwałcona. Kiedy półprzytomna doczołgowuje się do domu i próbuje zadzwonić po pomoc, nie pozwalają jej na to, czekający i tu na nią, ci sami degeneraci. 2) po trzecim grupowym gwałcie Jennifer traci przytomność. Oprawcy przekonani, że trzeba ją zabić, zlecają to zadanie niedorozwiniętemu Matthiew, który przerażony, skulony w sobie, ale chcący udowodnić kumplom, że jest mężczyzną, podchodzi do ciała Jennifer i szuka miejsca do dźgnięcia jej nożem.

Film pozbawiony jest muzyki, reżyser skupił się na czytelności dźwięków przyrody oraz ludzi. Stworzył realistyczne wrażenie idylli, miejsca odizolowanego od ludzi, niebezpieczeństw i zgiełku wielkiego miasta; dom i las wydają się być przyjazne Jennifer, woda też, ale do czasu… Obraz pod oryginalnym tytułem nie wzbudził zainteresowania widzów i mediów, dopiero w 1981 rozkroku, kiedy został nazwany “I spit on your Grave” stał się dość szybko kultowym. I co ciekawe w Australopitekii w pełnej wersji był wyświetlany do końca 1997 rozkroku, a potem przez siedem lat zakazany.

coma– Śpiączka (Coma); doskonały thriller z gatunku “medycznych”. Młoda lekarka, dr Susan Wheeler, pracuje w typowo kapitalistycznym szpitalnym molochu, w którym mało kto się zna, łatwo zbłądzić w jego kilometrowych korytarzach, i gdzie pacjent traktowany jest jak należy, czyli jak nikt, jak numer w księdze przyjęć. Kiedy przyjaciółka lekarki nie odzyskuje przytomności po prostym zabiegu i zapada w śpiączkę, a potem umiera, Susan zaczyna podejrzewać i zbierać dowody na to, że w szpitalu świadomie personel medyczny wprowadza wybranych pacjentów, zdrowych, niekoniecznie bogatych, w stan śpiączki. Dlaczego? Kiedy pozostaje nielegalnie w partnerskim supernowoczesnym kompleksie Instytutu Jeffersona, już wie. Muzyka autorstwa Jerrego Goldsmitha pojawia się rzadko, bo nie musi niczego podkreślać. Akcja rozwija się do pewnego momentu powoli, wypełniana przez sztucznie przyjazne i nieprzyjazne Susan postacie, dołujące obrazy wnętrz szpitala, jego zimnych, klinicznie czystych, pustych i zawiłych korytarzy, setek schodów w górę i w dół, dziesiątek wind, sal operacyjnych, pomieszczeń magazynowych, laboratoriów i chłodni. 1) Susan bez zgody przełożonego sprawdza karty chorych, następnie orientuje się, że ktoś, kto uszkodził jej samochód, idzie za nią. Zaczyna uciekać korytarzami, ale oprawca nie gubi tropu, podąża za nią wszędzie, najpierw do sali wykładowej, potem do prosektorium, a wreszcie do chłodni z wiszącymi trupami. 2) Susan opowiada dr Georgowi A. Harrisowi, co widziała w Instytucie Jeffersona i czym on się naprawdę zajmuje (sprzedaż ludzkich organów). George udaje zdziwionego, próbuje łagodzić gniew Susan, podając jej drinka. Po dłuższej chwili Susan zaczyna mieć omamy, dziwnie słyszeć i cierpieć z powodu bólu podbrzusza. George wtedy zimno tłumaczy jej powody takiego działania personelu szpitala i dodaje, że dostała w drinku specjalny środek imitujący zapalenie wyrostka, że zaraz zostanie zoperowana, a wiadomo już widzowi, czym ta operacja zapewne się skończy… Film, który dość szybko znalazł swoje rzeczywiste odbicie w procederach szpitali m.in.: w Chinach i Ameryce Południowej, no więc chyba czas teraz i na nas… Łódzcy łowcy skór to dobry początek… Właśnie mija 10 rozkroków od momentu ujawnienia tego procederu.

facesofdeath– Oblicza Śmierci (Faces of Death); chłamerykański paradokumentalny horror, pierwszy z serii 4-ech firmowanych przez Jona Alana Schwartza. To zestaw dokumentalnych i nakręconych scen przedstawiających zwierzęcą i ludzką śmierć. Przypadkową i rozmyślną. 1) sceny mordowania przez ludzi w rzeźniach krów i owiec, masakrowanych na wolności fok czy zabijanej młotkami przez biesiadników małpki – której mózg potem staje się ekstrawagancką potrawą – są zawsze dla mnie trudne do zniesienia. 2) natomiast sceny z sekcji ludzkich trupów stale przykuwają moją uwagę i budzą zainteresowanie Śmiercią.

Film stworzony budżetem 450,000 USD przyniósł dochód wielokrotnie wyższy, liczony kwotą 35,000,000 USD. Film miał problemy ze sprzedażą, w różnych okresach czasu, w siedmiu krajach na zaświecie. Na mnie ten obraz cały czas robi wrażenie, więc śmieszy mnie dyskusja nieodłącznie z nim związana, czy sceny są w nim prawdziwe czy nakręcone? Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem traktuję ten obraz jak film z gatunku horrorów. Liczy się moc i sposób pokazywanych wydarzeń, wypadków, scen, a są one dobrane i przygotowane z pomysłem i czarnym humorem, co cenię sobie zawsze. Wielogatunkową, elektroniczną, ilustracyjną muzykę skomponował Gene Kauer.

 

Rozkrok 1979:

dickiestheincredibleshrinkingdickies– The Dickies (US) “The incredible shrinking Dickies” LP; jedna z najszybszych kapel punkowych tamtych czasów, pełna energii, szaleństwa i humoru. Nikt nigdy nie zagrał numeru Black Sabbath “Paranoid”, jak oni, nawet sam Black Sabbath. A chcieli się nazwać The Imbeciles… To także jedna z najszybciej debiutujących kapel w historii. Powstała we wrześniu 1977 rozkroku. 4-utworowe demo, zarejestrowane w listopadzie, dało im w marcu 1978 kontrakt z prytyjskim A&M, na bazie którego (opiewającego na 100,000 USD) przed pełnym nagrobkiem (którego premiera miała miejsce w styczniu 1979) pojawiły się aż 4 single. Piąty, najpopularniejszy – “Banana splits” – ukazał się oczom w lutym i sprzedał w ilości 250,000 sztuk. Kolejnym małym krążkiem był “Nights in white Satin” z tytułową przeróbką utworu The Moody Blues, do którego oryginalna okładka przedstawiała zespół ubrany w togi z kapturami, jak członkowie Ku-Klux-Klanu. Wokalistą bendu był Leonard G. Phillips, pękający od emocji gość, który, kiedy przybył na przesłuchanie do Billa i Stana, to związał obu kablem od gitary i taśmą filmową, pociął sweter, tworząc z niego przód od kamizelki czy śliniak i uciekł, nie śpiewając nawet zwrotki. Innym razem, podczas jednego z pierwszych koncertów wspiął się i zeskoczył z rusztowania scenicznego, łamiąc prawą kostkę u nogi, a lewą – wichnąc. Do końca koncertu leżał na scenie, a Stan – myśląc, że udaje – kopał go okazjonalnie w różne części ciała, chcąc skłonić do wstania. Logiem bendu i nieodłączną pacynką Leonarda stał się włochaty penis z jajami.

montypythonlifeofbrian– Żywot Briana (Monty Python’s Life of Brian); obrazoburcza w swej śmieszności i odlotowa komedia zespołu Monty Pythona w reżyserii Terrego Jonesa. Okupowana przez Rzymian Judea. Brian z Nazaretu – którego ojcem był rzymski Centurion – Naughtius Maximus (Kutasus Wielgus) – rodzi się kilka szop dalej od Jezusa, i po dorośnięciu zostaje – ku swemu zdziwieniu – obwołany przez Żydów Mesjaszem. Jego pełne nieporozumień starania, by pozbawiono go tego wyróżnienia jedynie doprowadzają do tego, że zostaje przez Rzymian schwytany i skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. 1) Brian chcąc zostać członkiem Frontu Ludowego Judei pisze na murze pałacu gubernatora hasło: Rzymianie do domu! Jednak pisze to z błędami, co wzbudza złość przechodzącego Centuriona, który karze mu za karę 100 razy napisać to hasło poprawnie… na tym samym murze. 2) Brian ucieka po pustyni przed swoimi żydowskimi wyznawcami. Wpada do dołu, gdzie przebywa pokutnik, który przez 18 lat nie wyrzekł ani słowa. Brian wpadając upada na jego nogę, co tak wścieka pokutnika, że “wylewa” na niego steki słownych obelg. 3) Brian wisi na krzyżu pośród innych skazańców. Kiedy przychodzi rzymski żołnierz z poleceniem uwolnienia Briana, wtedy wszyscy skazani – poza zainteresowanym – wykrzykują, że to oni są Brianami. Obraz kończy kultowa piosenka “Look at the bright Side of Life”, którą śpiewają bohaterowi inni ukrzyżowani. “Żywot Briana” nie powstał łatwo. Kiedy moraliści zaczęli atakować tę realizację, zdezerterował EMIowski producent z kasą w wysokości 4,5 miliona USD, w ten sposób zawieszając ją. Z pomocą szczęśliwie nadeszła firma HandMade Films, założona, m.in. przez Georga Harrisona, specjalnie dla tej produkcji. A kiedy film – po rozkroku tfurczych działań – wchodził na ekrany kin, moraliści protestowali już po obu stronach łOceanu. W chłAmeryce próbowano straszyć wiernych grzechem, jeśli zobaczą ten film, a nawet nawoływano policję do ich ścigania. To śmieszne, ale te zabiegi skutkowały i to nie tylko ograniczeniem ilości wyświetleń. Na Wysypkach prowadzono podobne akcje, z podobnym efektem, włącznie z oznaczeniem filmu “dla widzów powyżej 18 rozkroku życia”.

[przy pisaniu słów rzucałem okiem na treści książek “The Lives & Crimes of Iggy Pop” Mika Westa, “Sex Pistols Day by Day” Lee Wooda, “The Clash” Johna Toblera & Milesa, “Public Image Limited Rise/Fall” Clintona Heylina, stron wuwuwu imdb, wikipedia, punk77, vice, wordpress, thedickies, larecord, makemyday, criterion oraz materiałów własnych]

Autor: Tryłkołak