NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Catharsis – Nie powróciliśmy na chwilę

Przywiązujemy wagę do jakości w każdym obszarze. Jeżeli coś nie spełnia naszych oczekiwań, to zostaje odrzucone i mam tu na myśli nie tylko muzykę, ale także jakiekolwiek inne działanie związane z naszym zespołem.

Na palcach co najwyżej obydwu rąk policzyć można krajowe kapele, parające się ambitniejszą i bardziej techniczną odmianą death metalu na modłę amerykańskich klasyków. Wraz z wydaną w tym roku płytą do zestawu dobija powracający z długiego niebytu tyski Catharsis. Adam (wokal, bas) i Kasia (gitara, keyboard, wokale) dzielą się własnymi spostrzeżeniami.

Catharsis wrócił. Z jakimi oczekiwaniami wrócił? Co chcielibyście osiągnąć i jak daleko sięgają wasze ambicje związane z „Rhyming Life and Death” oraz funkcjonowaniem zespołu?

Adam: Tak, powróciliśmy i chcemy ponownie mocno zaistnieć na death metalowej scenie. W trakcie przerwy w działaniu zespołu, zmieniło się bardzo wiele, ale te zmiany są bardzo pozytywne. Przede wszystkim mamy teraz profesjonalne warunki, aby tworzyć muzykę i wspólnie grać. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych było trudno o dobrą salę prób, byliśmy zdani na nieprzewidywalne działania firmy Baron Records, a także brak rzetelnej promocji naszej muzyki. Teraz to wszystko uległo znacznej poprawie. Wiesz, nasze podstawowe oczekiwania są związane z dotarciem do jak największej ilości fanów ekstremalnego grania, zarówno do tych, którzy nas pamiętają, jak i do tych, którzy dużo później zaczęli słuchać takiej muzyki. Nasza druga taśma demo „Bitter Disdain” dotarła do wielu miejsc, także poza Polską, bardzo mnie cieszy, gdy nasi fani piszą do nas o tym, że nas pamiętają i wydanie płyty „Rhyming Life and Death” sprawiło im wiele radości. Nasze plany to konsekwentnie rozwijanie tego zespołu, pozyskiwanie nowych fanów, a także budowanie naszej oryginalnej tożsamości. Nie powróciliśmy na chwilę – konkretnie myślimy o przyszłości oraz o tym, aby Catharsis był ciekawym muzycznie zespołem, na którego płyty czeka się z niecierpliwością, odliczając dni do kolejnego wydawnictwa. Przywiązujemy wagę do jakości w każdym obszarze. Jeżeli coś nie spełnia naszych oczekiwań, to zostaje odrzucone i mam tu na myśli nie tylko muzykę, ale także jakiekolwiek inne działanie związane z naszym zespołem.

Atutem materiału jest to, że będąc jak najbardziej tech death metalowym, jest jednak niepozagęszczany i bez nachalnej kombinatoryki. Istotne jest dla was, by nie szarżować przesadnie z komplikowaniem dźwięków i zapętlaniem struktur utworów?

Adam: Zawsze zwracaliśmy uwagę na to, aby nie przesadzić. Nie widzę sensu w graniu totalnie skomplikowanych utworów, gdzie nie ma klimatu i przestrzeni. Wierzę, że udało nam się nie wpaść w tę pułapkę. Oczywiście nasza muzyka jest złożona technicznie, ale jest w niej także sporo prostych struktur, które dają chwilę oddechu słuchaczowi. Dzięki temu można słuchać tego albumu wiele razy i mieć z tego wielką frajdę. Kolejnym ważnym elementem jest sporo melodyjnych momentów, które dla nas są bardzo ważne, a jak zapewne zauważyłeś – wiele zmian tempa powoduje, że w każdym utworze wiele się dzieje. Z pewnością słuchając tego albumu nie sposób się nudzić. Oczywiście musi być również brutalnie i ekstremalnie. Ta muzyka musi mieć ciężar i ostro walić po uszach.

catharsis-cover„Breath of Death” pochodzi z poprzedniego wydawnictwa. Razem z nim na „Rhyming Life and Death”, nie licząc instrumentali,jest tylko pięć utworów, niespełna 30 minut muzyki. Nie braliście pod uwagę, by sięgnąć głębiej na „Bitter Disdain”w kontekście tracklisty nowego albumu?

Adam: Nie, od początku zakładaliśmy, że z „Bitter Disdian” weźmiemy tylko „Breath of Death”. Nasze utwory są dosyć długie, więc te pięć utworów plus instrumentale daje solidną porcję muzyki. Oczywiście zawsze ktoś powie, że to za krótko, ale „Reign in Blood” Slayera trwa 28 minut, a moim zdaniem to ich najlepsza płyta. Odnośnie „Rhyming Life and Death” czuliśmy, że te właśnie utwory tworzą całość i nie chcieliśmy wrzucać już nic na siłę. Zdaję sobie sprawę z tego, że cześć fanów chciałaby usłyszeć utwory z „Bitter…” z dobrym brzmieniem. Niestety nasz ówczesny wydawca – Baron Records – totalnie zniszczył jakość tego, co nagraliśmy i na rynek została wypuszczona taśma z tragicznym brzmieniem. Tego już nie zmienimy, ale z drugiej strony zawsze jest szansa, że jakiś utwór może trafić na nasze następne płyty. Nowe brzmienie i aranżacje z pewnością stworzą nową wartość tych utworów.

Te dwa instrumentalne utwory mocno odstają od pozostałych. Jaką one mają pełnić rolę na płycie?

Adam: Pierwszy instrumental to jest intro. Takie wprowadzenie w klimat „Without Vocation” miało dla nas duże znaczenie. Chodziło nam o to, aby stworzyć aurę totalnej rozpaczy i przytłaczającego smutku. Myślę, że to nam się udało. Zawodząca kobieta w tle robi naprawdę wrażenie. Gdy pierwszy raz usłyszeliśmy efekt końcowy, każdy z nas miał dosłownie „ciarki na plecach”. Inspiracją dla mnie do napisania tego utworu była Sonata Księżycowa Beethovena. Jeden z najlepszych utworów w muzyce klasycznej. Po prostu musiałem to skomponować. Drugi utwór to „Norwegian Impressions”, który jest bardzo klimatyczny i wprowadza taką melancholijną atmosferę. To ma też być swego rodzaju oddech dla słuchacza, ponieważ zarówno w „Without Vocation”, jak i „Those Who Have Never Risen” dzieje się bardzo dużo, a dodatkowo ten drugi w końcowej fazie jest szczególnie miażdżący. Z pewnością w przyszłości też będziemy komponować utwory, które uatrakcyjniają muzycznie nasze wydawnictwa.

Kate kojarzę jako dziennikarkę pewnego rockmetalowego portalu. Jak doszło do tego, że dołączyłaś do zespołu? Przed Catharsis bliski był ci techniczny death metal?

Kate: Tak, przez ładnych parę lat pisałam dla rockmetal.pl i właśnie na tym portalu Catharsis zamieściło ogłoszenie, że poszukują gitarzysty. Grałam wcześniej w kilku garażowych kapelach, ale składy szybko się rozpadały z powodu zmian personalnych i nadszedł taki moment, że zdecydowałam się zrobić sobie od tego chwilę przerwy. Ale po jakimś czasie wrzucając ogłoszenia w bazie rockmetal.pl znalazłam właśnie to od Catharsis. I tu ciekawa sprawa, bo do tej pory grałam w większości thrash. Chwyciłam za gitarę w wieku 15 lat, bo chciałam grać jak Dave Mustaine i nagrać kiedyś płytę na miarę „Rust In Peace”. Więc dlaczego ten techniczny death metal? Nie byłam specjalną fanką Atheist, Cynic czy Death, stanowczo bliżej mi było do kapel pokroju Morbid Angel, Vader, Krisiun, czy nawet blackened deathu w stylu austriackiego Belphegor. Ale za Catharsis przemawiały co najmniej dwa argumenty: raz – muzyka była naprawdę dobra i riffy miały coś z thrashowego tempa, dwa – żeby grać techniczny death trzeba coś umieć na gitarze. Chyba uniosłam się trochę ambicją – „Ja nie zagram?” (śmiech).

Adam, tylko ty zajmujesz się komponowaniem w Catharsis czy udział Kaśki i Tomasza w tej materii też jest znaczący? Czyje są solówki?

catharsis3Adam: Tak, to ja jestem głównym kompozytorem materiału, ale z ostatecznymi aranżacjami działamy już wszyscy razem. Głosy Tomka i Kasi są bardzo ważne. Tak więc utwory, które przynoszę na próby podlegają jeszcze dalszym zmianom. Solówki to dzieło Kasi i jestem bardzo zadowolony z tego, co nagrała na „Rhyming…”. Jak wiesz, w przeszłości sola to nie była nasza mocna strona. To był element, którego nam brakowało. Teraz można powiedzieć, że te utwory są kompletne. Myślę, że to jeden z naszych silnych atutów. To, co mnie cieszy najbardziej to fakt, że te solówki są melodyjne i nie jest to jakiś jazgot czy bezsensowna bieganina po gryfie. Te sola można zanucić i te melodie zostają w głowie. Zresztą ja zawsze powtarzam, że sola które niosą w sobie dawkę melodii są dużo bardziej wartościowe. Mistrzem w tej materii jest oczywiście Kirk Hammett na „Ride the Lightning”, „Master of Puppets” czy „And Justice For All”. Te solówki pozostają w pamięci. Odnośnie wkładu poszczególnych muzyków w Catharsis to chciałbym dodać jeszcze jeden ważny wątek. Na ostateczny wygląd naszych utworów ma również ogromny wpływ to, że jesteśmy bardzo zgranym teamem. To jest niesamowicie ważne. Lubimy przebywać we własnym gronie nie tylko grając razem, ale także w tych wszystkich innych sytuacjach związanych z zespołem, czyli wspólne wyjazdy do studia, na sesje zdjęciowe, wywiady, czy „narady wojenne”. To też słychać w naszej muzyce. Nikt z nikim się nie ściga, wszystko harmonijnie współgra i dzięki temu nasza muzyka nie jest męcząca pomimo tego, że gramy skomplikowane utwory.

Kate: Pamiętam pierwsze próby, na których rozpoczęliśmy pracę nad solówkami. Zaczęłam coś improwizować, same szesnastki, tempo milion i zaraz po chwili Adam mi przerwał: „Zagraj coś, co będzie można zaśpiewać.” I miał rację. Jeśli to ma być muzyka, nie można przez cały czas na siłę popisywać się techniką. W death metalu często zapomina się o tym, że istnieje też coś takiego jak melodia. Do solówek na tej płycie podeszliśmy trochę w stylu Paradise Lost z czasów „Draconian Times”/”Icon” – prostota i harmonia.

Kasia, gdybyś jako redaktorka miała pięcioma przymiotnikami zrecenzować Rhyming life and death, użyłabyś takich jak

Kate: O cholera… (śmiech). Łatwiej się recenzuje cudze płyty. Ale niech będzie… „Rhyming…” to album zróżnicowany, techniczny, przemyślany, melodyjny i momentami zaskakujący.

Macie już stałego perkusistę czy poszukiwania nadal trwają? Nie ma możliwości by Lucas (Łukasz Krzesiewicz – przyp. red.) wziął ten etat w Catharsis na stałe?

Kate: Chcielibyśmy, żeby Lucas wziął ten etat na stałe, bo jest cholernie dobrym i zdolnym perkusistą i ponadto świetnie rozumie muzykę Catharsis, ale chwilowo raczej nie ma na to szans, bo wyprowadził się z Polski. Zresztą od początku było to jasno określone, że podejmuje z nami współpracę wyłącznie jako muzyk sesyjny. Przyznam, że to trudna sytuacja, bo chcielibyśmy koncertować i powinniśmy w tym celu szukać kogoś na miejscu, ale z drugiej strony – co będzie jeśli przyjmiemy nowego perkusistę i przy nagrywaniu nowej płyty okaże się, że to jednak nie to? Zanim znaleźliśmy Lucasa poszukiwaliśmy drummera na Śląsku i w okolicy przez ponad rok. I to nie dlatego, że nikt się nie zgłaszał.

catharsis2Posiadacie bardzo dopracowaną stronę www. Profesjonalną, ale dość nietypową od strony wizualnej, jak idzie o metalowe kapele. Odwiedzając ją i nie znając muzyki, pomyślałbym że Catharsis to jakiś – no wybaczcie mi tutaj – gotycki ansambl. Taka konwencja to rodzaj ucieczki od metalowej sztampy czy bezpodstawnie szukam tu jakiegoś kontekstu?

Kate: Nie doszukiwałabym się tu jakiejś celowej ucieczki od sztampowości. Zrobiliśmy to, co według nas pasowało do tej płyty i nie zastanawialiśmy się, w jakim stopniu wpisuje się to w deathmetalowe standardy. Można iść zrobić sesję zdjęciową w garażu, obwiesić się łańcuchami i zrobić groźne miny. Bo tak trzeba. Tylko że my nie czujemy, że trzeba. Ale jeśli kiedyś zechcemy sesję w garażu, to też ją zrobimy, jeśli będzie nam pasowała do płyty. Nasza strona internetowa faktycznie jest dopracowana i uwierz mi, że trochę to trwało zanim objawiła się w takim kształcie. Ale mamy już w Catharsis taka zasadę – albo robimy coś porządnie, albo wcale. Gotycki ansambl mówisz… (śmiech). A ja nigdy w życiu nawet nie byłam na Castle Party…

Sztampowo natomiast zakończmy: jakie najbliższe plany do zrealizowania ma Catharsis?

Adam: Tak jak wspomnieliśmy, chcemy dotrzeć z płytą do jak największej rzeszy fanów. Nasza płyta jest dostępna zarówno w formie fizycznej (możecie ją zamawiać w Mad Lion Records), a także w postaci elektronicznej m.in. na empik.pl, itunes czy spotify.com. Oczywiście udzielamy się też promocyjnie, a więc wywiady w prasie, internecie, czy w rozgłośniach radiowych. Zapraszamy na naszą stronę internetową www.catharsisband.pl – jest na niej sporo ciekawych materiałów i linków. Z pewnością nasi fani będą zadowoleni. Mamy także profil na Facebooku, gdzie staramy się na bieżąco wrzucać różne ciekawostki i wydarzenia z życia zespołu. Tak więc warto tam zaglądać. Kończąc – chcemy pozdrowić wszystkich, którzy nas wspierają, promują i dzielą się naszą muzyką.

Autor: Sławek Łużny
Fotografie: bandphoto.pl