NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Blacksnake – to czym się przesiąkło, wyłazi

Myślę że dla czterech pracujących facetów złożenie się po parę stówek na produkcję całej płyty nie jest wydatkiem życia i można sobie na to samemu pozwolić, zresztą czy album zostałby wydany pod szyldem naszej własnej „wytwórni” czy obcej, to i tak sami byśmy go wysyłali w świat do recenzji tak jak to robimy teraz, więc żadna różnica.

Jeżeli szukasz odpowiedzi na to pytanie, dlaczego akurat gramy tak a nie inaczej, jest ona bardzo prosta: gdyż całe życie właśnie takiej muzy się nasłuchaliśmy i teraz to czym się przesiąkło wyłazi. – mówi Kamil Rusiecki, wokalista przemyskiego Blacksnake. Pogadaliśmy o tym i owym.

Od premiery Lucifer’s Bride minęła już słuszna ilość czasu i można pokusić się o małe podsumowania. Co sądzisz? Szum i przyjęcie jakie zaistniało wokół materiałusatysfakcjonujące?

Myślę że jak najbardziej satysfakcjonujące. Płyta zebrała dobre recenzje w wielu pismach i portalach, niekoniecznie zajmujących się taką odmianą ciężkiego grania, ale jednocześnie myślę że jeszcze za wcześnie na takie podsumowanie. W dalszym ciągu wysyłamy płyty do recenzentów, audycji radiowych itp. Czasami artykuły pojawiają się z 2-3 miesięcznym opóźnieniem, więc można powiedzieć że „promocja” (strasznie nie lubię tego słowa, przecież nie jesteśmy w biedronce czy tesco) nadal trwa.

Materiał od strony wizualnej przygotowaliście z pietyzmem. Nie krytykuję, ale czy jeszcze warto takie rzeczy robić, skoro gro słuchaczy jedzie na mp3?

Od razu na wstępie podziękuję ci za możliwość doedukowania się, gdyż prędzej nie znałem tego słowa i musiałem wspomóc się słownikiem (śmiech). A tak na poważnie to tak, myślę że warto. Jest na tym świecie jeszcze trochę ludzi, którzy doceniają takie zabiegi. Ja osobiście lubię mieć płytę z pełną wkładką i sobie ją przeglądać, oglądać, czytać, analizować czy po prostu miętolić w łapach, może też dlatego że jestem wzrokowcem i jak za jakiś czas odpalę sobie dany album, mam przed oczami te grafiki i kolory z wkładki. Oczywiście wykonanie tego w naszym przypadku podniosło znacznie koszt produkcyjny, ale zwróci się to nam za 50 lat jak płyty CD będą znów modne, wtedy sprzedamy cały nakład.

Płyta ukazała się w kooperacji twojego Diabolizer Records, mającego wspierać przemyskie kapele oraz krakowskiego Defense. Diabolizer to oficyna/distro powołane tylko na potrzeby własne czy myślisz o jakiejś szerszej działalności?

Początkowo zostało powołane głównie w celu wydania naszego albumu oraz „Start to exterminate” Rotengeist’ów, ewentualnie innych kapel, które chciałyby się podpiąć. Z ofertą współwydawnictwa odezwał się w międzyczasie nasz kolega Piotrek Popiel, co oczywiście było korzystne dla nas wszystkich, chociażby ze względów finansowych. Zresztą w taki sam sposób został wydany nowy album Cremaster, w którym też mamy swoje drobne udziały. Nie oszukujmy się, wiadomo że płyty dzisiaj mało kto kupuje i w 90% przypadków ich wydanie finansuje zespół, ewentualnie zrzucają się wydawcy aby nazbierać na ten minimalny nakład 500 płyt. Teraz, drążąc dalej, powstały dwie osobne marki D.Records i sam Diabolizer.pl, który jest sklepem – no sklepikiem internetowym – gdzie głównie można zakupić koszulki zespołowe naszej produkcji itp. Ogólna idea była taka że te dwie witryny miały się uzupełniać, ale jakoś idzie to osobnym torem.

Nie szukaliście zewnętrznego wydawcy, ponieważ:

Ponieważ mamy już doświadczenie po poprzednich wydawnictwach jak to działa, ile kasy trzeba na promówki, wysyłanie, pytanie, proszenie i sranie się z tym. Chcieliśmy sobie tego zaoszczędzić. Myślę że dla czterech pracujących facetów złożenie się po parę stówek na produkcję całej płyty nie jest wydatkiem życia i można sobie na to samemu pozwolić, zresztą czy album zostałby wydany pod szyldem naszej własnej „wytwórni” czy obcej, to i tak sami byśmy go wysyłali w świat do recenzji tak jak to robimy teraz, więc żadna różnica. Masa kapel dzisiaj tak postępuje i świetnie sobie dają rade.

Pomysłowość czy oryginalność – która z tych kategorii w muzyce jest ważniejsza, bliższa Blacksnake?

blacksnake1My to ani oryginalni nie jesteśmy, bo gramy oklepane już po milion razy patenty, ani co za tym idzie za bardzo pomysłowi, bo gdybyśmy byli to byśmy grali jakiś nowy gatunek nieznany światu. W sumie to nawet ciężko w dzisiejszych czasach powiedzieć że coś lub ktoś jest oryginalny bo powoli odnoszę wrażenie, że wszystko co oglądam niby nowego to remake czegoś, co już było,

Wszystkie filmy nowe to remake, wszystkie nowe hity to covery, albo nawet covery coverów, no bo jak do jasnej cholery można mówić że np. kapela zrobiła cover Metaliki pt „Am I Evil”, skoro to nie jest nawet ich kawałek i sami go skowerowali, litości. Jakiś pedalski Volbeat robi utwór, piosenkę z Kingiem Diamondem bo to też Duńczyk. Michael Kiske nagrywa jakieś pierdoły dla 15-latek z jakąś ledwo śpiewającą cipą, w dodatku wygląda, jakby zaraz miał umrzeć prędzej zgwałcony przez własnego kota. Within Temptation gra na jakimś festiwalu jako headliner obok Venom. Ludzie obudźcie się i zacznijcie kroić z koszulek, naszywek i czego się da (chyba tylko z mp3 dzisiaj się da i to w kartach pamięci telefonu) tych pedałów, którzy tego słuchają, tak jak to było kiedyś. Chyba trochę odpowiadam poza tematem pytania, prawda? Ale dla mnie dzisiaj oryginalność praktycznie nie istnieje a robienie muzyki odbywa się z punktu widzenia ekonomisty, czyli od początku musi być target: jak to zrobić, za ile i komu sprzedać, jakie wydarzenia mają temu towarzyszyć, jak wypromować produkt. Za mało już jest muzyki w muzyce.

Jak wygląda sytuacja z klipem do „Warning”?

A tak się zastanawiam skąd wiesz że coś takiego się szykuje, wspomniałem o tym chyba tylko raz w jakimś wywiadzie i to kilka miesięcy temu, jeżeli chciało ci się gdzieś grzebać w tej wirtualnej makulaturze to jestem pełen szacunku. Klip jest na etapie montażu, strasznie długo się z tym pierdzielimy. Będzie to bardzo niskobudżetowa produkcja, nie bałbym się stwierdzenia trochę tandetna, z założenia ma być taka aby wyglądała jak zmontowana 20 lat temu, kiedy technika pozwalała tylko na taki biedny efekt. Wiesz, nakupiliśmy jasnozielonych szmat, na ich tle nagraliśmy się z kilku różnych stron, nic wielkiego. Najwięcej pracy ma nasza koleżanka grafik, której zleciliśmy wykonanie masy rysunków, które zostaną wykorzystane jako tło. Na dzień dzisiejszy jest to zrobione bardzo podobnie do clipu Entombed „Wolverine Blues”.

Trafiłem w sieci wywiad z tobą w którym bardzo krytycznie wypowiadasz się o „współczesnej” Metallice. A „13” i ożywiony Black Sabbath?

blacksnake2No a twoim zdaniem można się o nich jeszcze wypowiadać w jakiś pozytywny sposób? No może gdyby rozpadli się na 20 lat i nagle wrócili z drugą „Kill’em All” to wtedy owszem.

Skoro pytasz o „13” Sabbathów, to myślę że nie podlega dyskusji że jest to świetny album i dla mnie jest to płyta roku, oczywiście zeszłego. Pomijając fakt że o reaktywację Sabbathów z Ozzym starano się już od ponad 20-30 lat i że zrobili to akurat po śmierci Dio. Pomijając fakt że z interesu wypisał się Bill Ward, gdyż jako jedyny nie ma żonki menadżera jak pozostała 3 panów i nie miał nikogo kto by wywalczył dla niego uczciwą stawkę tantiemów z racji tej produkcji, a nie ochłapy. Pomijam nawet biadolenie o tym że „zrobili to dla kasy i takie tam”.

Wszystkie te grzechy jestem w stanie przełknąć gdyż jest to płyta, na którą każdy fan Sabbath czekał, mało tego jest to ten Sabbath, który chciał usłyszeć i nie spotkałem się jeszcze ze złą opinią o tym albumie, chociaż sam po pierwszych dwóch-trzech przesłuchaniach byłem co do niej bardzo sceptyczny, po prostu nie zaskoczyła od razu. Podejrzewam także że utwory na nią były z premedytacją pisane, wręcz kopiowane, tak aby brzmiała jak ich pierwsze trzy produkcje. Podobieństwa są bardzo wyraźne już na pierwszy rzut oka, przykładowo: „Zeitgeist” jedzie na maxa „Planet Caravan”. „End of the Begining” – „Black Sabbath”, mój faworyt z tego krążka „Damaged Soul” bardzo mocno kojarzy mi się z tak samo wolnym i zgniłym „Lord of This World” i tak się zastanawiam czy Iommi te wszystkie riffy na ten album napisał sobie na już czy przeczuwał, planował ten album od dawna i chomikował gdzieś te lepsze pomysły żeby nimi dopierdzielić właśnie na tej płycie. Przypomnij sobie akcję z przed paru lat, gdy także było głośno o reaktywacji Sabbath z Dio pod nazwą Heaven and Hell, światowa trasa koncertowa, a po niej nowy album, który wcale nie był rewelacyjny i nie miał tak wiele wspólnego z poprzednimi trzema płytami tego składu, nawet z młodszą „Dehumanizer”. Byłbym megaszczęśliwy gdyby po właśnie kończącej się trasie koncertowej panowie zamiast umierać, skupili by się jeszcze na nagraniu kolejnego krążka na miarę „13-stki”.

Kamil, nie chcę was pakować do tej konkretnej szuflady, bo byłoby to głupie – ale jak to twoim zdaniem jest z tym około stoner rockowym graniem w Polsce? Przyszła moda i ludzie łyknęli? Dobrych kapel – które biorą sprawy w swoje ręce, a wytwórnie oraz PR zewnętrzny nie jest im potrzebny – zaczęło więcej powstawać? Zmęczenie materiału popularnym nad Wisłą deathmetalowym młóceniem?

Przyznam że nie mam pojęcia jak się odnieść do twojego pytania, nie śledzę tak intensywnie naszej rodzimej sceny a co dopiero światowej, rzadko kiedy mam w rękach jakąś gazetkę, no oprócz oczywiście Musick Magazine, którego każdą okładkę w pomniejszeniu dziaram sobie na plecach, a całą zawartość tekstową mam zgraną na audiobooka i słucham przed spaniem.

A teraz na bardziej poważnie, ale nie do końca. Oczywiście stoner stonerem, ktoś kiedyś przypiął taką łatkę do Snejka i się trzyma, chociaż moim zdaniem nasze ostatnie wydawnictwo akurat ma z tym gatunkiem najmniej wspólnego, a może i nawet nic. Patrząc z perspektywy czasu zespół zawsze grał coś w tych klimatach a powstał jakieś 10 lat temu w małej mieścinie gdzie moda na granie takiego akurat gatunku nawet jakby była to by doszła z dużym opóźnieniem. Jeżeli szukasz odpowiedzi na to pytanie dlaczego akurat gramy tak a nie inaczej, jest ona bardzo prosta, gdyż całe życie właśnie takiej muzy się nasłuchaliśmy i teraz to czym się przesiąkło wyłazi. Oczywiście nie jest to regułą gdyż wspomniałeś coś na końcu pytania o death metalu, który także miałem przyjemność dość intensywnie uprawiać, i ten brutalny gatunek przynosił mi także dużo przyjemności, a w między czasie udzielałem się też przez rok w kapeli reagge ska. Zmierzam do tego, że nie zawsze można mieć na tyle komfortową sytuację aby znaleźć się akurat w kapeli, która najbardziej muzycznie odpowiada twoim ideałom, i często gra się w różnych składach, co moim zdaniem też jest fajne i rozwijające. Jedynym gatunkiem od którego mnie odrzuca jest ten rzępolący leśny black metal, nudny i ciągnący się bez końca jak smoła oraz ta denna ideologia. Zastanów się dlaczego skoro większość tych kapel pozuje w jakiś lasach, naciąga te gałęzie i tworzy loga wyglądające jak żywopłot, to nie stara się zawrzeć w tekstach oprócz szatana jakiejś myśli ekologicznej? Mogli by się związać z Greenpeace, śpiewać o sadzeniu nowych drzewek, sosenek, iglaków, recyklingu, co by te ich pogańskie lasy pomorza były megaoldskulowe i pachnące dziką szyszką i kupką jelenia.

Za cholerę nie wiem co diablica z okładki płyty ma w ustach. Oświecisz?

Sam nie byłem pewnie więc zapytałem autora fotografii, uzyskałem taką informację:

„Odpowiedź winna brzmieć: widać, że walisz konia tylko pod kocem i przy porno w skarpetach. Rzecz w ustach diablicy to poprzeczny knebel, podstawa nie tylko BDSM, ale i końskiej orki”.

Autor: Sławek Łużny
Fotografie: archiwum Blacksnake