NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




PALM DESERT – głównie spontaniczność

Na luzie. Bez górnolotnych ciśnień, wydumanych oczekiwań, napinek. Tak działa sobie wrocławski stonerowy Palm Desert. I słychać to nad wyraz dobrze w ich muzyce. Popytalim Kamila (perkusja) o to i owo związane z kapelą i wydaną w październiku ubiegłego roku płytą.

 

Jeśli się mylę to wyprowadź z błędu, ale mam wrażenie że bardziej zależy wam na rejestrowaniu własnych palm desert sessions niż z albumu na album windowaniu coraz wyżej i próbach przeskakiwania poprzeczki. Z jakim nastawieniem przystępowaliście do komponowania a potem rejestrowania Pearls From the Muddy Hollow?

 

Kamil: Chodzi nam o uwiecznienie jakiegoś momentu a niekoniecznie na poszukiwaniu i poszerzeniu na siłę nowych horyzontów. Spotykamy się na próbach, jammujemy i w ten sposób powstają piosenki. Nie rozkładamy ich następnie na czynniki pierwsze, nie poprawiamy ich i nie zastanawiamy się co tutaj zrobić, żeby brzmiało to odkrywczo. To nie ta muza, to rock’n’ roll, liczy się głównie spontaniczność.

 

 

W jednym z wywiadów po Rotten Village Sessions mówiliście, że na żywo trudno byłoby odtworzyć na żywo niektóre kawałki z tej płyty. W przypadku nowej płyty też byłby podobny problem?

 

W przypadku tej płyty raczej nie byłoby takiego problemu, wszystkie kawałki raczej bez większego problemu odtworzylibyśmy na żywo w niemal niezmienionej formie. Ta płyta wyszła zdecydowanie bardziej zwarta niż poprzednia, numery są bardziej poskładane, nazwijmy je „piosenkowatymi” – tak po prostu teraz wyszło, może sprowokowało to miejsce w którym teraz nagrywaliśmy, ilość czasu, nie wiem… (śmiech).

 

fot

Opowiedz jak powstawała Favela. No znakomity kawałek. Trzeba było stopować Piotrka aby nie popłynął w nim z gitarą już całkiem w zaświaty? Ten lot w drugiej sekwencji kawałka…

 

„Favela” powstała na jamie u naszego kolegi (gitarzysty notabene, który również udziela się w studyjnej wersji tego numeru). Wojtek mieszka w Lądku Zdrój czyli pięknej uzdrowiskowej miejscowości położonej w naszych górach. Zaaranżował on salon w starej poniemieckiej willi w której mieszka na salę prób (wywiesił dywany, wytłumił pomieszczenie, zrobił fajny klimat, etc.) i zaprosił na weekendowe granie połączone z małą imprezką. Rozłożyliśmy graty i jakoś riffy same weszły pod palce, po godzinie numer był gotowy.

To zdecydowanie najbardziej spontaniczny pierwiastek z tej płyty i chyba to słychać aczkolwiek

wersja pierwotna (mamy nagranie z tego jammu) wyszła jeszcze bardziej odjechanie i luźno. Granie w studio jednak lekko usztywnia i ciężko jest oddać tą spontaniczność i lekkość którą czuć na tego typu jammach właśnie. Miejsce to znane jest właśnie jako „Favela” i taki też tytuł postanowiliśmy zostawić, skoro numer powstał właśnie tam.

 

 

Więcej koncertów gracie za granicą niż w Polsce. Nie boli was to nieco?

 

Nieszczególnie. Fajnie jest grać koncerty za granicą, jest lepsza organizacja i czuć lepszy odbiór.

W Polsce jesteśmy na marginesie. Dziewięćdziesiąt procent sprzedawanych płyt idzie za granicę właśnie, tam raczej bardziej nas lubią i „doceniają”.

 

 

Wsparcie niemieckiego wydawcy (Krauted Mind Rec.) ma tutaj jakieś znaczenie? Pomagają wam w bukowaniu koncertów na Zachodzie czy tylko zajmują się promocją i dystrybucją materiału?

 

Od spraw koncertów mamy swojego managera, propozycje same też do nas napływają. Powiem szczerze, że nie ma z tym problemu i jest tego całkiem sporo. Zdecydowanie więcej propozycji jesteśmy zmuszeni odrzucić i gramy bardzo mało z racji tego jak funkcjonuje obecnie zespół.

Krauted Mind zajmuje się fizycznym wydawaniem naszej muzyk (vinyl i cd).

 

 

Obecny status Palm Desert, jak idzie o rozpoznawalność i funkcjonowanie kapeli, jest dla was zadowalający czy chcielibyście jeszcze coś więcej osiągnąć pod tym względem?

 

Zawsze chciałoby się więcej „popularności”, ale co zrobić? Powoli poszerzamy krąg odbiorców, źle nie jest.

 

1

A to że Wojtek wyjechał do zagranicę – mocno stopuje wasze poczynania, koncertowe szczególnie?

 

Ten fakt mocno zastopował „rozwój” zespołu. Wojtek wyjechał mniej więcej w tym momencie kiedy wszystko zaczęło się kręcić i kiedy zaczęliśmy dostawać naprawdę dużo propozycji koncertowych.

 

 

Ta mała – to nie będzie dobre określenie, ale nie mam lepszego – moda na stoner i okolice w naszym kraju, która z dwa trzy lata temu stała się szerzej zauważalna, waszym zdaniem trwa nadal, rozwija się, ewoluuje jakoś?

 

Coś tam się dzieje na pewno, nie śledzimy tego jakoś szczególnie, tak jak mówiłem, jesteśmy trochę na marginesie tego wszystkiego (śmiech). Na pewno dużą popularnością cieszą się kapele typu Belzebong czy Dopelord, powstało też kilka nowych wartościowych kapel, my gramy jednak trochę inaczej i ciężko porównywać ich do nas, chociaż wszyscy wsadzeni jesteśmy do worka z napisem „stoner”.

 

 

Da się w stoner rocku jeszcze pokusić o coś oryginalnego?

 

Raczej nie. Czy AC/DC wymyślili coś oryginalnego od ponad 30 lat? Chyba nie a mimo wszystko udaje im się funkcjonować przez tyle lat i do tego dalej są na fali.

 

 

To że za Palm Desert stoi, może nie największa ale jednak, baza fanów, entuzjastów – ma wpływ na to jak funkcjonuje kapela?

 

To, że jest jakaś tam baza tych fanów powoduje to, że dalej chce nam się coś tam grać i nagrywać (śmiech). Bez tego nie miałoby to sensu.

 

 

Powiedz coś na koniec o Marvelous Realities.

 

To był taki mały projekcik. Mieliśmy zarezerwowane studio dla Palm Desert na jeden dzień, jednak okazało się, że nie damy rady się stawić w komplecie w dniu nagrań a głupio było wszystko odwoływać tydzień przed terminem. Zebraliśmy więc kilka osób, zagraliśmy dwie próby i pojechaliśmy zarejestrować owoc tych prób. Tak powstało Marvelous Realities. Były plany dalej to pociągnąć, zagraliśmy jeszcze kilka prób ale z braku czasu jakoś to stanęło. Może jeszcze uda się wskrzesić ten projekt, zobaczymy. Korzystając z okazji powiem, że uruchomiliśmy kolejny projekt stonerowy i jeszcze w styczniu będziemy nagrywali pierwsze numery live we wspomnianej wcześniej Faveli w Lądku Zdrój, będzie bardzo jammowo (śmiech). Efekty już niedługo.

 

Sławek Łużny

Fotografie: archiwum Palm Desert

http://palmdesert.bandcamp.com/

 

poster by Cale Griffith