NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




THE STUBS – Energia i autentyczność

Internet czasem nie kłamie: „The Stubs może nie być zespołem który puścisz podczas swoich spektakularnych przygód łóżkowych, ale jeżeli jesteś zwolennikiem jazdy na rowerze bez łańcucha to prawdopodobnie się zakochasz”. Taki trafny opis w odniesieniu do warszawskiego rokendrolowo – punkowego power trio krąży po sieci. Ciach bajera już tu zatem, oddajemy im głos.

 

Od Motörhead i Sex Pistols wszystko się zaczęło czy korzeni rock’n’rolla made by The Stubs należy szukać jeszcze wcześniej?
Radek (drums): Chyba żaden z nas nigdy nie był wielkim fanem „pistoletów”, u Tomka na pewno była (i pewnie jest nadal) fascynacja Motörhead. Jeśli chodzi o mnie to bardziej The Hives, Dean Dirg, Murder City Devils czy Social Distortion, którego Tomek nienawidzi.
Tomek (gitar, voc): Ej, to nieprawda, że nienawidzę Social Dostortion. Nie podoba mi się co najwyżej. Co do samego pytania to myślę, że spłaszczanie naszych inspiracji do dwóch zespołów jest dosyć krzywdzące. Owszem, jeżeli ktoś już chciałby szukać, powinien szperać także znacznie wcześniej.
Łukasz (bass): Dla mnie wszystko zaczęło sie od The Clash, później słuchałem głównie waszyngtońskiego i nowojorskiego hardcore’a. Natomiast korzenie The Stubs tkwią tam gdzie korzenie muzyki gitarowej w ogóle czyli gdzieś na plantacjach bawełny południowych stanów USA. A personalnie w naszym pierwszym wspólnym projekcie gdzie się po prostu poznaliśmy czyli w zespole Hulk Hogan.

Ale dlaczego wisusowski rock’n’roll na punkowych resorach a nie np. nu-metal, indie, rock stadionowy albo gotycki chociaż?
Radek: Gramy to co lubimy, to czego słuchamy i chcielibyśmy słuchać. Wspomnianych wyżej nie słuchamy, no chyba że The Cure to rock gotycki, ale chyba nie (śmiech).
Tomek: Zastanawialiśmy się nad rockiem stadionowym, ale wybraliśmy kiblany.
Łukasz: Marzył mi się norweski Black, ale koledzy się nie zgodzili…

 

Tomek, z tego co się orientuję to ty głównie wymyślasz riffy, piszesz liryki – generalnie tworzysz na potrzeby The Stubs. Mów tu całą prawdę: faktycznie kawałki i teksty najczęściej wymyślasz tam gdzie król chodzi piechotą czy to ściema i wypuszczanie pismaków?
Tomek: Do tej pory tak było. Wymyśliłem trzy płyty siedząc na kiblu. Obecnie zmieniłem miejsce zamieszkania i mam mikroskopijny kibel do którego nie mieszczę się z gitarą. Co więcej, odrobine zmieniłem dietę. Obawiam się, że to może być koniec tego zespołu.

Już prawie dwa miesiące Social Death By Rock’n’Roll hula wśród dziewcząt oraz chłopców na prywatkach i w akademikach. Ma lepsze przyjęcie od poprzednika? Oczywiście nikt chyba nie oczekiwał rewolucji czy stylistycznej konwersji, ale czy pokusicie się o jakieś autorskie porównanie nowej płyty na tle Second Suicide?
Radek: Przed wejściem do studia założyliśmy sobie że ta płyta będzie bardziej punkowa, brudniejsza (stąd np. brak klawiszy w porównaniu do poprzedniczki) ale … się nie udało.
Tomek: Ja naprawdę nie wiem. Nie mam do tego dystansu. Ta nowa chyba jednak odrobinę bardziej mi się podoba.
Łukasz: Nowa jest nowa więc nie ograły nam się jeszcze te numery na koncertach. Ja ją lubię zdecydowanie bardziej niż drugą, może dlatego, że poprzednia trochę zdążyła się znudzić.

Jest różnica w brzmieniu między dwójką a świeżynką. Social brzmi mocniej i soczyściej. Wiem że nie należycie do studyjnych cyzelatorów, ale zwracaliście na to uwagę? Jakaś zasługa w tym realizatora?
Radek: Pewnie nie bez znaczenia jest fakt że my gramy trochę lepiej a Marcin który odpowiada za robotę studyjną pewnie trochę lepiej realizuje. No i przeniósł się do fajniejszego miejsca. Myślę że znaczenie mogła mieć również pora roku (nagrywaliśmy w sierpniu a nie jak Second Suicide w styczniu) i byliśmy lepiej „doświetleni”.
Tomek: Robiliśmy też grilla! Radek nagrywał perkusję a my wrzucaliśmy mu sojowy kiełbadron żeby podgryzał. Ogólnie atmosfera przy nagrywaniu tej płyty z wielu powodów była znacznie lepsza.

Tomek, na Social Death By Rock’n’Roll wokale są czystsze, wyraźniejsze, zwyczajnie lepsze niż na poprzednim albumie. To tylko stricte studyjna kwestia, związana z rejestracją materiału czy chciałeś tu w jakiś sposób podnieść jakość?
Tomek: Wiesz, ja nie jestem wokalistą z długim stażem i cały czas się tego uczę. Głównie staram się śpiewać w samochodzie, gdzie nikt mnie nie słyszy i się nie wstydzę. Co najwyżej wyglądam jak awanturujący się taksówkarz. Owszem, uważam że zrobiłem zauważalny progres, ale to jest jeszcze bardzo daleko od tego co uważam za satysfakcjonujące.
Łukasz: Zdecydowanie zrobiłeś zauważalny progres.

Wasz punk’n’roll jest do cna obdarty z jakichkolwiek ozdobników. Moim zdaniem to siła i atut. Zdarza się wam, jak robicie kawałek, że rezygnujecie z jakichś zagrywek, rozwiązań, niuansów, bo uznajecie że to za mocno kombinowane, zbyt skomplikowane? Pojawia się przy komponowaniu, w minimalnym choćby stopniu, element kalkulacji?
Radek: Zdarza się to, oczywiście. Ja chyba jestem tą najbardziej marudzącą frakcją w zespole i jestem najmniej otwarty na bluesowe wpływy. Tomek z kolei słucha bardzo dużo roots’owego bluesa z bagien.
Tomek: Radek z kolei nie widzi różnicy pomiędzy Howlin’ Wolf’em a Rychem Riedlem. Myślę że kalkulacja nie leży w naszej naturze a tych ozdobników nie bylibyśmy w stanie wymyślić bo jesteśmy za głupi.
Łukasz: Mnie zawsze w muzyce pociągała przede wszystkim energia i autentyczność. I lubię jak piosenka jest po prostu piosenką, nigdy nie rozumiałem pałowania się pod półgodzinne kompozycje, gdzie każdy wykonawca ma swoją pięciominutowa solówkę. Kawałek ma „bujać”, zmuszać do przytupywania a nie zadowalać własne ego, że „znam sztuczki i mam szybkie palce”. Oczywiście lubię sobie czasem posłuchać mocnych rozbudowanych aranży w stylu np. Queen, ale nie jest to muzyka którą chciałbym grać na próbach.

Radek, prezentujesz się na okładce Social Death by Rock’n’Roll arcyrasowo. Interesujesz się wrestlingiem, sportami walki? Praktykujesz może?
Radek: Ani trochę. Coś tam mi się zdarzyło ale nie przerodziło się to nigdy w jakąś pasję. Okładka jest trochę żartem, tzw. „puszczaniem oka” do słuchaczy.
Tomek: Radek jest po prostu, nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, ciachem.

Chyba nie macie managera, prawda? Kto zatem ogarnia logistykę koncertową, kwestie techniczne, organizacyjne i papierkowe?
Radek: Ja ten krzyż dźwigam w większości, ale chłopaki sporo pomagają.
Tomek: Chyba co innego manager a co innego logistyka koncertowa. Co do pierwszego to jakoś nie wróżę kariery. Co do drugiego: Radek jest w to kurwa najlepszy, serio.
Łukasz: Manager to ktoś kto ma kontakty i w naszej małej załodze jest to osoba zupełnie zbędna, bo Radek ma więcej kontaktów i lepszych. Poza tym jest Ziomem który kąsa temat i nie wpieprzy nas na jakąś mukę w stylu „Sylwester z..” czy „święto dyszla i kiełbasy”. Nie wstydzimy się po koncercie, po prostu.

O tych koncertach trochę. Najpierw może o tym na dachu jednej z warszawskich kamienic. Opowiedzcie coś o tej nietypowej sztuce.
Radek: Ten występ jest inicjatywą naszych kumpli z Warsaw City Rockers. Jak to z kumplami – było wesoło, efekt jest nie najgorszy. Mają zamiar to kontynuować w mniej lub bardziej podobnej formie tj. koncerty w dziwnych miejscach.
Łukasz: Dla mnie to nie był koncert tylko realizacja wideo. Było fajnie bo było to zdecydowanie coś nowego. Wyszło jak wyszło – miły to był czas, nigdy tego nie zapomnę.

Polskę zjeździliście wzdłuż i wszerz. A jak ubiegłoroczna trasa po Europie? Co zapiszecie po stronie plusów?
Radek: Kurde, było bardzo fajnie. Dla nas to było takie przetarcie, bo wcześniej robiliśmy sobie kilkudniowe wypady do Niemiec, na Litwę czy Białoruś. Odbiór był bardzo fajny i w zasadzie nie ma dla nas wielkiej różnicy w koncertowaniu w Polsce czy zagranicą. Jeździlibyśmy dużo więcej za granicę gdybyśmy nie byli uwikłani w sprawy rodzinno-służbowe. W tym roku tych zagranicznych koncertów powinno być znacznie więcej, bo mamy zaproszenia na kilka zagranicznych festiwali. No i planujemy jechać na dłuższą trasę do Rosji przez Białoruś a wracając przez Litwę. No ale to plan na jesień.
Łukasz: Mamy nadzieję, że się uda, lubimy jeździć i mamy coraz więcej wiary w siebie jeśli chodzi o konfrontację z obcymi, niepolakami, niekatolikami.

10375117_719287821472925_6033692122770354658_nW marcu na trzy koncerty traficie do Izraela. To dość egzotyczny kierunek dla polskich kapel. Jak doszło do tego, że udało Wam się przygotować i zaklepać te sztuki?
Radek: Nasz dobry kumpel Lenny (pozdrawiam J) z Berlina był tam na wakacjach no i podczas jednej z imprez z lokalną punkową ekipą zrobił im przegląd polskich kapel na youtube. Spodobaliśmy się my, no i nas zaprosili. To proste, tak działa punk rock!
Tomek: Dokładnie tak. Nie wymieniłbym tego na najlepszego managera czy inną agencję koncertową na świecie.
Łukasz: Proste i autentyczne.

Graliście i na Off i na Open’er. Jak się czujecie na dużych scenach? To dobra opcja dla The Stubs? Co personalnie dla Was istotniejsze – takie duże koncerty czy np. zagrany gig z NoMeansNo?
Tomek: NoMeansNo nie jest może najlepszym przykładem. Mieliśmy tam pewien zgrzyt.
Radek: W zasadzie to wszędzie czujemy się dobrze. Tych dużych festiwali to nie było jeszcze zbyt dużo, ale póki co doświadczenia z nimi mamy raczej pozytywne. Najmilej to chyba wspominamy koncerty które organizujemy sobie sami. Wkładamy w to dużo serca, staramy się żeby wyszło dobrze i jak wyjdzie to mamy z tego dużo frajdy. A że zazwyczaj wychodzi dobrze więc mamy naprawdę z tego zespołu duuużo radości. Ten zespół istnieje głównie po to by grać koncerty.

A to zagłuszanie przez The Stubs Pendereckiego na Open’er – jak to z tym było? Granda jakaś z tego wynikła?
Radek: No był telefon z głównej sceny żebyśmy się ściszyli, ale technicy nie wydygali i nie ściszyli!
Tomek: Ludzie którzy zajmowali się nagłaśnianiem naszego koncertu byli wspaniali.
Łukasz: A publiczność doceniła ten manewr akustyków i reagując żywiołowo zarwała podłogę pod sceną. Był to dobry wieczór.

Ile średnio trwa soundcheck The Stubs przed sztuką?
Radek: Jeśli PAN AKUSTYK współpracuje to nie więcej niż 5 minut.
Tomek: Jak PAN AKUSTYK nie współpracuje to sama próba nadal trwa 5 minut. Dłużej trwają wtedy pertraktacje dotyczące ściszania wzmacniaczy. Czasami PAN długo nie jest w stanie zrozumieć, że my tego po prostu nie zrobimy.

The Stubs po koncercie to czynni, praktykujący etos rock’n’rollowcy czy graty szybko do busa i następnie szybko, cicho, spokojnie w swoją stronę?
Tomek: Czy ów „etos rock’n’rollowca” tkwi w tym, że powinienem po koncercie ciągnąć kokainę i ktoś powinien zrobić mi loda? Naprawdę?
Radek: Chyba nie mam nic wspólnego z „etosem rock’n’rollowców”. Dam ci przykład: kiedyś zaproponowano nam na pewnym koncercie żeby na scenie stały dwie klatki a w nich tańczące dziewczyny… Nie zgodziliśmy bynajmniej nie z powodu strachu przed dziewczynami…
Łukasz: Acz lubimy regularny, kulturalny melanż. Jeśli ktoś po koncercie zaprowadzi nas do klubu z dobrą muzyką to ścian nie podpieramy, żeby było jasne.

Udostępniliście swój nowy za darmo w sieci. Też trochę w kontekście tego, ciekawi mnie jak zapatrujecie się na coraz popularniejszy crowdfunding? Znak czasów? Instrument pozwalający na realizowanie ciekawych projektów i wspieranie undergroundu? Żebractwo i naciągactwo?
Radek: Crowdfunding? Nie, my jesteśmy lowbudget, nie potrzebujemy tego. Ale staram się nie oceniać, niech każdy robi swoje.
Tomek: Radek słusznie zauważył, że my robimy wszystko za pięć groszy. Głupio byłoby kogoś prosić o tak niewiele.
Łukasz: Nie patrzymy nikomu na ręce – jeśli ktoś chce wydać miliardy na producenta z USA to niech sobie zbiera. Nie nasza droga, nie nasza baja.

Znajdujecie coś dla siebie w takim „współczesnym” mainstreamowym rocku? Jakaś Coma, 30 Seconds to Mars, Royal Blood, Avenged Sevenfold albo te wszystkie brytyjskie i niebrytyjskie indie tematy was interesują?
Radek: Żaden z wymienionych przez ciebie zespołów nas nie interesuje ale wszyscy lubimy np. Black Keys, ja lubię Editors. Tomek z Łukaszem lubią Black Lips. Hmmm, to chyba na tyle jeśli chodzi o „młody” mainstream. Wymienione to jednak jest jakieś pięć procent słuchanej przeze mnie muzyki. Słucham dużo różnych rzeczy z poletka hc/punk bo wiadomo to dla mnie od dziecka baza, ale jestem też otwarty na dobry metal (szwedzki death) czy jakieś stricte rock’n’rollowe rzeczy.
Tomek: Eeee tam, zawsze coś się znajdzie.
Łukasz: Ja lubie te wszystkie angielskie zespoły sprzed kilku lat. Słucham Libertines, Arctic Monkeys, lubię Royal Headache z Australii, The Walkmen, stare Arcade Fire. Generalnie jestem pankiem.

Jeden z teledysków The Stubs przygotował znany z tygodnika Polityka rysownik Jan Koza. Coś konsultowaliście albo sugerowaliście mu przy wizualizowaniu Rudy’s Blue Boogie czy wszystko to jego w pełni autorski koncept?
Radek: Miał w 100% wolną rękę. Wszyscy w zespole jesteśmy jego fanami i nie śmielibyśmy mu rozkazywać!
Tomek: Przepraszaliśmy go kiedy oddawał nam wspomniany teledysk. Wspaniała postać. Wybitna. Prawdziwy maczo. Robi pyszne jedzenie, które smakuje jak słoiczki Gerbera.
Łukasz: Nie znam człowieka…

Z Instant Classic współpraca chyba układa się koncertowo, prawda? Winyle, nie winyle… To dlatego, że to właśnie ten low budget r’n’r i Maćka stać na opłacanie faktur z „The Stubs” w tytule?
Radek: Dokładnie, nie możemy narzekać. Układ jest kumpelski i wszystko przebiega wzorowo i bez zgrzytów. Czujemy się z Instant Classic jedną drużyną.
Tomek: To są naprawdę bardzo fajne osoby.

 

Radek: No i nie zapominajmy: są low budget tak jak my!


Ja nie zauważyłem, ale czy spotykacie się z jakąś krytyką za muzykę? Zdarza się że ktoś wam zarzuca wtórność, prostotę, niewyszukany kunszt czy cokolwiek innego?

Radek: Zdarza się że ktoś zwróci uwagę na to że jesteśmy „grupą rekonstrukcyjną” czy że gramy prosto. No ale właściwie to wszystko prawda, więc nie ma się na co obrażać (śmiech).

Gdyby nie kapela, to w jaki sposób staralibyście się samorealizować, dawać upust emocjom, organizować sobie czas wolny? Co poza graniem was interesuje?
Radek: Hmmm, pewnie organizowałbym koncerty jak kiedyś kiedy miałem na to więcej czasu. Poza tym duuuużo słucham muzyki. Wszyscy zbieramy winyle.
Tomek: Pewnie wychowywałbym dzieci. A tak to nie wychowuje. Zbieram płyty. Gramy trochę w piłkę.
Łukasz: Ja czytam miliardy książek, mam córkę od kilku miesięcy więc uczę się być dobrym starym, słucham i chronię swoje płyty przed niszczycielskim zainteresowaniem pełzającego szponta-psuja.

The Stubs hałaśliwą gra muzykę, owszem. Ale przy tym przystępną, nośną, melodyjną i posiadającą potencjał do szerokiego wypromowania. Swobodnie widzę was np. u Manna w Trójce w niedzielne przedpołudnie. Wiem że to gdybanie i wróżenie z gwiazd, ale gdyby zgłosił się po was „mainstream” albo duży wydawca – bylibyście skłonni wejść w jakieś alianse czy zero rozmów i negocjacji, bo hc punkowy etos ważniejszy, only underground, DIY, itd.?
Radek: Mimo tych wszystkich ciepłych recenzji i tego że faktycznie sporo obecnie się dzieje to myślę że nie grozi nam taka propozycja. Jesteśmy punkowym zespołem. Owszem gramy czasem „nie scenowe” koncerty, ale tutaj trochę wybrzydzamy i nie godzimy się na każdą propozycję. Musimy najpierw sprawdzić czy wszystko jest okej.
Łukasz: DIY jest ważny, gdyż zależy nam na tym by mieć kontrolę nad tym co robimy, po prostu. Czyli gramy koncert jeśli mamy propozycję która nas satysfakcjonuje, realizujemy materiał we współpracy z zaprzyjaźnionym producentem, któremu możemy zaufać i wtedy gdy jesteśmy na to gotowi, jeśli Tomek ma pomysł na teledysk do go robimy albo prosimy zaprzyjaźnionego artychę o wsparcie, itp. Nie wyobrażam sobie takiej współpracy gdzie o tym wszystkim miałaby decydować wytwórnia a zespół zostałby sprowadzony do roli ładnych buziek do pokazywania w telewizji. Natomiast, żeby było jasne, jesteśmy otwarci na dyskusję i każdą współpracę na partnerskich zasadach. Tylko nie wierzę, że istnieją propozycje lepsze niż nasze warunki w Instant Classic. Jesteśmy trudni bo nie robimy tego dla kasy tylko z pasji a to – myślę – w mainstreamowym showbizie się po prostu nie mieści w głowie. Dla dziubasów jesteśmy frajerami (śmiech).

10364132_719287774806263_5743097417246314792_n

 

6 lipca na Torwarze wystąpi chyba najbardziej znane i szanowane rokendrollowe power trio. Wiemy że katalog przeróżnych czynników i mechanizmów decyduje o supportowaniu takiej gwiazdy. Ale może The Stubs zamierza spróbować starać się o to? Do ryzykantów i odważnych świat podobno należy.

 

Radek: Wiem że byłoby to spełnienie marzeń Tomka a i ja bym się bardzo ucieszył, ale to też nam chyba nie grozi ze wspomnianych przez ciebie wyżej powodów. Nie pchamy się nigdzie na siłę a obawiam się że za występ na takim koncercie po prostu trzeba zapłacić a to już nie jest nasza bajka…

 

Tomek: Z ciężkim sercem przyznaję rację Radosławowi.

 

 

Lazaretto wam siadło?

 

Radek: Wciąż zbieram się do odsłuchu, czeka w kolejce (śmiech).

 

Tomek: Ja mam jakiś problem z Jackiem White’em. Jest za dużym Egomanem.

 

Łukasz: Chylińska heheh jest ok. White Stripes to to nie jest, ale nie jest to również solowa Agnieszka. Szanuję gościa i jego nową płytę.

Stubs-band-2

 

Kończąc – utrzymacie trend rokrocznego wydawania nowego materiału? Proszę też zdradzić te plany i postanowienia noworoczne o których wcześniej/wyżej nie było wspominane.

 

Radek: W tym roku raczej nie będzie nowego materiału od nas ale… ale zaczynamy myśleć o nowych numerach. Takie z nas typy, że nie możemy usiedzieć spokojnie na dupie. W tym roku stawiamy jednak na koncerty, koncerty, koncerty.

 

Tomek: Wieści, wieści, wieści…

 

Sławek Łużny

Fotografie: Rox Shots Gigs, Fisty Photography

http://thestubswarsaw.bandcamp.com/