NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Obituary – solidna lekcja jak działa muzyczny biznes.

Przygotowując wywiad z Obituary naiwnie zakładałem, że z gitarzystą Trevorem Peresem ponarzekamy na kondycję współczesnego metalowego biznesu muzycznego. No bo w końcu legenda amerykańskiego death metalu, zespół, który sprzedał ćwierć miliona kopii The End Complete, potrzebuje zwracać się do fanów po pieniądze na nagranie płyty? Moje założenia zostały zmiażdżone po pierwszej wymianie zdań.

Przed Wami Obituary, zespół ze sporym stażem, który odważnie i świadomie sięga po najnowsze rozwiązania technologiczne i społecznościowe, a zarazem solidna lekcja, jak działa muzyczny biznes.

Dlaczego zdecydowaliście się na kampanię zbierania pieniądzy na nagranie nowej płyty? Czyj to był pomysł?

Rozmawialiśmy z pewną firmą na temat znalezienia środków na sfinansowanie nowej płyty, wiesz, z ludźmi, którzy zajmują się organizowaniem finansowania dla różnych nowych projektów, start-upów… I to oni zaproponowali crowdfunding. Jeżeli pytasz mnie o zdanie, to ja, osobiście, na początku nie chciałem tego robić w ten sposób, ale że panuje u nas demokracja… wspólnie, jako zespół, postanowiliśmy spróbować i zdecydowaliśmy się pozyskać środki w ten właśnie sposób. Cóż… wyszło całkiem nieźle, zebraliśmy o wiele więcej niż planowaliśmy. Pomogło nam to nagrać płytę, a to było przecież naszym założeniem, zebrać tyle, by wystarczyło na nagranie i mastering. Po zebraniu funduszy i nagraniu płyty zostało nam już tylko znalezienie dystrybutora, wydanie albumu we własnym zakresie i rozreklamowanie go. Znaleźliśmy parę firm zainteresowanych wprowadzeniem albumu na rynek, niektóre będą promować album i zespół w Internecie i prasie muzycznej, chcieliśmy też zatrudnić firmę zajmująca się promocją radiowa by mieć promocję  i w tym kanale… Wtedy zgłosiło się do nas Relapse Records i zaproponowali partnerstwo, spółkę, oferując podział kosztów i zysków równo po połowie… Zaproponowali też wykorzystanie firmy i ich kontaktów do dystrybucji i marketingu. Po podliczeniu kosztów i potencjalnych zysków wyszło nam, że to najbardziej lukratywne rozwiązanie dla zespołu, tak to się potoczyło. A początek miało oczywiście w kampanii na portalu Kickstarter.

 

Podsumujmy więc, na początku była firma, która doradzała wam jak wydać płytę?

Wiedzieliśmy jak ją wydać. Natomiast oni podpowiedzieli nam, jak to sfinansować. Mieli też pomóc nam i zarządzać, administrować procesem gromadzenia funduszy. W każdym razie pewne sprawy potoczyły się inaczej niż sądziliśmy, i po udanej zbiórce na Kickstarter poszliśmy swoją drogą, nie zdecydowaliśmy się na dalsze wzajemne zobowiązania, postanowiliśmy wydać płytę na własny rachunek. Również dlatego, że dla tej firmy to była szara strefa, nie mieli doświadczenia na rynku muzycznym.

 

Ostatecznie kampanię wsparło 925 osób, a zamiast planowanych  $10,000 zebraliście $60,669.

Ustaliliśmy różne cele w zależności od poziomu wsparcia, minimalny poziom ustaliliśmy na $10,000, by zobaczyć jak rozwinie się sytuacja, a rezultat okazał się o wiele lepszy… Ostatecznie wpłynęło $45,000, serwis podaje $60,000, gdyż tyle zadeklarowali biorący udział w kampanii, ale później u niektórych nie zadziałały karty kredytowe. Różnica wynosi więc $15,000, ale cóż, podobno to się zdarza, tak nam powiedzieli w Kickstarterze, wspierający może wycofać się z zadeklarowanej kwoty, może podać fałszywe dane karty kredytowej, ale oni i tak podają wsparcie na poziomie $60,000, cóż, taką mają politykę [śmiech].

obit1

Czy macie jakieś dane, statystyki, skąd pochodzą wspierający, w jakim byli wieku? Czy tylko młodzi ze Stanów i Europy, czy jednak kampania zaangażowała szersze grono Waszych fanów?

Było o wiele szerzej, wspierający pochodzą z Rosji, Indonezji, Australii, Europy, z całego świata, nawet z Ameryki Południowej. To są ludzie chyba w każdym wieku, choć nie widziałem nigdy twardych danych, wydruków statystycznych.

 

Czy fani zostawili Wam jakieś wiadomości godne wspomnienia?

Większość uważała, że ta kampania to dobry pomysł, ale byli też tacy, którzy uważali za dziwne, że prosimy o pieniądze. Z resztą ja też tak uważałem, że to dziwne, co teraz jest całkiem zabawne, ale większość fanów odniosła się do pomysłu pozytywne… Oczywiście jest sporo ludzi, którzy będą hejtować wszystko, cokolwiek byś nie zrobił. Tak to już jest, nie zadowolisz każdego.

 

Owszem, crowdfunding wywołuje różne opnie… Ty sam, jak mówisz, miałeś spore wątpliwości…

Tak, znaczy, dla Obituary to się sprawdziło, obecnie [rozmawialiśmy na początku września] przygotowujemy i wysyłamy ludziom pakiety które sfinansowali, czekamy aż vinyle i CD dojadą z tłoczni, to jest fajne… niektórzy zdają się myśleć, że wydają pieniądze na coś nierealnego, ale to nie tak! Płacisz i dostajesz coś fizycznego, realnego w zamian, wielu ludzi tak naprawdę zamówiło płyty czy vinyle w przedsprzedaży, inni wybrali format cyfrowy, koszulki. Niektórzy są podekscytowani mogąc brać udział w powstawaniu i wydaniu albumu.

 

Wszędzie wspominacie, że to płyta dla fanów, nagrywana z myślą o nich. A gdybyś chciał nagrać coś, co przeczuwałbyś, raczej nie spotka się z ich uznaniem? Czy zwróciłbyś się do nich o wsparcie via kickkstarter, i czy myślisz, że ufundowaliby wam płytę wiedząc, że będzie to coś odbiegającego od klasycznego albumu Obituary?

Nie wiem, to dobre pytanie, ale nie umiem na nie odpowiedzieć… Mogliby, ale czy by to zrobili? Ciężko powiedzieć… są ludzie, którzy na takich platformach wspierają projekty nie znając nawet za bardzo muzyki… ale gdybym zbierał pieniądze na bluesową płytę, to myślę ,że znaleźliby się ludzie, którzy by to wsparli.

 

Czym się różni pisanie muzyki dla fanów od pisanie muzyki dla wytwórni? Jest jakaś różnica? Ponownie pytam o to w kontekście zapowiedzi, że to płyta pisana z myślą o i nagrana dla fanów…

Ja nigdy nie czułem, że pisałem cokolwiek dla wytworni…  jeżeli chodzi o mnie, a ja odpowiadam w zespole za partie rytmiczne, wytwórnia nigdy nie wpływała na sam proces komponowania… jeżeli jest jakiś wpływ, to jest to wpływ biznesowy, to z tym jest czasami problem. W przypadku komercyjnych artystów na pewno jest on większy, jest ktoś, kto mówi ci, kogo masz zatrudnić do pisania utworów, kto ma grać na instrumentach, jak masz śpiewać, ale w przypadku Obituary jest inaczej, robimy to, co chcemy. Tym razem nie mieliśmy ciśnienia z czasem, nie mieliśmy terminu, do którego musimy się spiąć i nagrać płytę, nie mieliśmy nacisków- na przykład- wydajecie płytę w czerwcu, czyli musicie się wyrobić z nagrywaniem do lutego, by wytwórnia wyrobiła się w cztery miesiące ze swoją częścią…

Więc byliśmy bardziej wyluzowani, mieliśmy mniej ciśnienia.

 

Macie własne studio, poza tym, że nagrywacie bez pośpiechu, jakie są jeszcze korzyści?

Nagrywając powiedzmy w Tampa na Florydzie masz wykupionych ileś godzin, które muszą ci wystarczyć na nagranie płyty. Masz określony limit czasowy i musisz zdążyć. My, po urządzeniu studia w garażu, możemy poświęcić nagraniom tyle czasu, ile uznamy za konieczne. Donald nagrywał swoje bębny dobre trzy miesiące. Jesteśmy zdecydowanie bardziej zrelaksowani, może nawet zbyt bardzo! Przez to skończyliśmy nagrywać ten album w marcu, zamiast w styczniu.

obit2

A co z kolejną płytą, zamierzacie powtórzyć schemat jak przy obecnej?

Co do crowdfundingu, to mam nadzieję, że nie będzie więcej potrzebny. Jeżeli ten album- na co liczę- odniesie wystarczający sukces, to kolejny album sfinansujemy sami, z pieniędzy zarobionych przy Inked in Blood. Mam nadzieję, że zarobimy wystarczająco. Taki jest nasz cel, móc to robić samodzielnie, finansować nagrywanie płyty w 100%. Co do nagrywania, to na pewno znowu nagrywać będziemy we własnym Redneck Studios. Zbudowaliśmy je kilka lat temu. I tak naprawdę to dwie ostatnie płyty- w części dotyczącej nagrań – robiliśmy już u siebie. Z każdym kolejnym wydawnictwem jesteśmy go i siebie coraz bardziej pewni. Tym razem zrobiliśmy tu wszystko, od początku do końca, w 100%.  Cały czas spotykamy się, próbujemy, kombinujemy z protools. Mamy tez nadzieję, że nasza obecna współpraca z Relapse– a ta idzie bardzo dobrze, wspólnie ciężko pracujemy, wymieniamy się pomysłami- wiele nam da. Np. dzwonią- hej, mamy taki pomysł na reklamę, budżet wynosi tyle i tyle, zgadzacie się?- bo koszty dzielimy równo- więc oni używają swojej wiedzy, co z naszym i ich  doświadczeniem procentuje, póki co współpraca układa się świetnie

 

Zarówno Wy, jak i Relapse, mocno chwalicie się nową płytę, to naprawdę szczerze czy to po prostu PR?

Cóż, naprawdę ciężko nad nią pracowaliśmy , poświęciliśmy sporo czasu aranżom i strukturze utworów. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek poświęcił pisaniu tyle czasu, dlatego też zajęło nam to 4 lata… Nagraliśmy płytę rok temu, a potem znowu sporo czasu poświęciliśmy na słuchaniu rezultatu, poprawianiu nagrań, ciągle ktoś mówił- jednak zagrajmy to inaczej, i wydaje się, mamy to poczucie,  że nagraliśmy naprawdę niezłą płytę. Było nam bardzo ciężko wybrać parę utworów, które nie zmieściły się na płycie- nagraliśmy ich za wiele, chcieliśmy użyć kilku jako bonusowych- i naprawdę cholernie ciężko było coś wybrać.

 

Słuchając nowej płyty mam wrażenie, że postawiliście na prostotę, że nie chcieliście nagrać płyty skomplikowanej, rozbudowanej technicznie. Jest oparta na rytmice, na old-schoolowym groove. Zgadzasz się?

Tak, zdecydowanie, powiedziałbym, że to bardzo prosty, bezpośredni album. Płyta ma groove, jest ciężka, są na niej doomowe elementy, ale dla mnie jest też przebojowa, łatwo chwyta…  Jest uproszczona, chcieliśmy wszystko uprościć, chyba nigdy wcześniej nie kładliśmy takiego nacisku na bezczelną wręcz prostotę zamiast kombinować, i wyszło to płycie na dobre.

 

Zastanawia mnie, dlaczego jako singiel promujący płytę wybraliście Visions in My Head. Moim zdaniem nie jest on najlepszym utworem na płycie.

Cóż, na pewno są utwory bardziej ciężkie, ale ten jest wypośrodkowany, łatwy do zapamiętania, gdy graliśmy go na żywo, to choć nikt go wcześniej nie słyszał, szalały do niego całe sale. Powiem tak- to utwór, który możesz puścić fanowi power metalu, fanowi speed metalu, i maniakowi Obituary i death metalu, i ten numer może się spodobać wszystkim trzem.

 

Jesteście na scenie od 30 lat, Slowly we Rot nagraliście 25 temu. Jakie widzisz różnice pomiędzy funkcjonowaniem zespołu wtedy i teraz?

Poza sprzedażą płyt nie widzę znaczących różnic, ale to dotyka wszystkich, nawet duże gwiazdy, komercyjni artyści grający pop odnotowali spadek sprzedaży. Co prawda ciągle sprzedają dużo, ale już nie tyle, co 40 lat temu. Poza płytami, to gdziekolwiek byśmy nie grali, sprzedajemy tonę merchu, ludzie machają głowami jak szaleni, obijają się o siebie, wylewając litry potu. Natomiast co mnie zaskakuje, to to, że ludzie znów ubierają się jak thrashersi w latach 80-tych, szczególnie w Niemczech widzimy mnóstwo dzieciaków w katanach, dżinsach, pasach z nabojami, to zabawne.

 

Jako zespół sporo czerpiecie z możliwości, jakie daje Internet. Ułatwiona, bezpośrednia komunikacja z fanami to plus, a co uważasz za minus?

Zdecydowanie nielegalne ściąganie muzyki, które negatywnie wpłynęło na sprzedaż płyt. Ale, jak zauważyłeś, staramy się wybrać z możliwości, jakie daje Internet, to co jest najlepsze dla nas. Nie możemy nic poradzić na postępującą cyfryzację, jak tylko wyciągnąć z niej to co najlepsze, i dalej robić swoje.

 

Krzysiek Grzebyk