NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Merkabah – płodne bestie

Przede wszystkim świetnie się bawimy. Od początku do końca tworzymy muzykę, która ma się nam podobać. Dlatego nie jest bardzo istotnym, czy akurat jammujemy, ogarniamy motywy, czy też tworzymy koncepcję teoretyczną do utworu. Liczy się głównie wspólna zajawka.

Na przeciwległym muzycznym biegunie do wszystkiego tego, co łatwe, przyjemne i komercyjne, warszawska awangardowa grupa MERKABAH wykarmiła i niedawno wypuściła w świat potwora o nazwie „Moloch”. Nie ma żartów z tymi dźwiękami. Na pytania odpowiadają Rafał (saksofon) i Aleks (bas) oraz okazjonalnie – Gabriel (gitara) i Adrian (wizuale).

Pospieszalscy z was. Jak wydaliście i promowaliście „A Lament For The Lamb”, gotowa już chyba była duża partia „Molocha”. Na relesase party „Molocha” prezentowaliście już dwa nowe kawałki. Nie potraficie twórczej energii zakumulować w sobie na dłuższy czas?

Rafał: Można powiedzieć, że po prostu nie lubimy stać w miejscu. Zwłaszcza, że premiera płyty zawsze jest odsunięta w czasie względem nagrań. W końcu ile można grać ciągle to samo? (śmiech)

Aleks: Dokładnie. Od środka wygląda to zupełnie inaczej niż „na zewnątrz”. Utwory, które można usłyszeć na „Molochu”, powstały około dwóch lat temu. Z „Lamentem” było podobnie – część numerów powstała jeszcze, zanim doszedł do nas Rafał, czyli przed 2010 r. Na próbach zawsze jesteśmy mocno do przodu względem wydawnictw. Takie z nas płodne bestie (śmiech).

Najpierwsze, co zaskakuje pod odpaleniu nowej płyty, to brzmienie. Koncertowe, „brudne”, bezpośrednie. Dlaczego taki wybór? Na zasadzie kontrapunktu do „A Lament For The Lamb”, czy z innych powodów? 

Aleks: Surowe brzmienie jest wypadkową różnych czynników. Przede wszystkim nasze preferencje. Nie przepadamy za wymuskanymi produkcjami, gdzie wszystko jest idealne, wręcz robotyczne i odarte z emocji. Poza tym specyfika pracy naszego realizatora, Rafała Wiewióra. Wystarczy posłuchać jego zespołu Czerw Narodu, by wiedzieć, iż lubuje się on w nojzowych, brudnych brzmieniach. W pierwotnej wersji miksy i master robił Rafał, co osobiście przypadło większości do gustu, ale chyba jednak przesadziliśmy z tym hałasem i ostatecznie masterami zajął się Piotr z Satanic Audio.

Rafał: Materiał „Molocha” wyraźnie różni się względem „Lamentu”. Jest o wiele bardziej dynamiczny, radykalny i wściekły. Dlatego też nie mógł on brzmieć jak najnowsza płyta Justina Timberlake`a. „Moloch” musiał być brudny i bezwzględny.

Korzystając z okazji: powiedzcie coś proszę o „The King”, jego rodowodzie i powstawaniu. Absolutny mój faworyt na płycie.

Aleks: Akurat powstanie tego numeru pamiętam dokładnie, ponieważ dołożyłem tam nie lada cegiełkę, jaką jest wiodący rytm. Pewnego razu wpadłem na próbę i słysząc motywy, które grała reszta zespołu, po prostu wewnętrznie wiedziałem, co mam robić. Taki impuls. Czasem tak jest, że chwytasz za instrument i wiesz co masz zagrać. No i poleciał gruz (śmiech).

Rafał: A jeszcze w międzyczasie poszła mi krew z nosa. Opatrzność sugerowała, że będzie solidnie.

„Molochem” debiutujecie w fajnej i coraz prężniej działającej oficynie, jaką jest Instant Classic. Jakie oczekiwania względem wydawcy?

Aleks: Chłopaki z wytwórni już na dzień dzisiejszy zrobili kawał świetnej roboty.

Rafał: W gruncie rzeczy, osobiście, nie mam „niewiadomo-jakich” oczekiwań. Chodzi głównie o wsparcie w kwestiach promocyjnych i dystrybucyjnych, co na ten czas wychodzi zdecydowanie zacnie.

Saksofon to wasz bezwzględnie najlepszy wokalista i trudno wyobrazić sobie korekty na tym stanowisku. Gdyby jednak Maciek sypnął kasą i na kolejne wydawnictwo moglibyście zaprosić jakiego bądź ludzkiego frontmana – jaki byłby wybór?

Aleks: Od początku, świadomie, gramy muzykę instrumentalną i tak już raczej pozostanie. Dla mnie osobiście Merkabah to zamknięta, zwarta forma. Ale kto wie co nam przyszłość przyniesie …

Rafał: Frank Sinatra, bez najmniejszych wątpliwości.

Jest szansa na jakąś szerszą sceniczną prezentację „Molocha”? Życzeniowo oczekiwania formułując np. weekendowa traska po klubach z niechby Kethą… Realne?

Rafał: Odnośnie planów koncertowych, w tym tych bardziej oryginalnych, szczegóły pojawią się w bliższej, bądź dalszej przyszłości.

Aleks: Na pewno mile zaskoczymy newsami koncertowymi, ale to za czas jakiś, jak już wspomniał Rafał. Mało konkretnie, wiem (śmiech). Co do trasy promującej „Molocha” – zrobimy co w naszej mocy, by zagrać choć kilka koncertów w Polsce, ale na szczegóły też trzeba poczekać.

Dochodziły bądź dochodzą do was głosy, jak Merkabah jest odbierana w jakichś współczesnych kręgach sceny stricte jazzowej?

Rafał: Generalnie nie. Moich paru znajomych z Poznania, zawodowych jazzmanów, pochlebnie wyrażała się na temat Merkaby jako takiej, ale bardziej konkretnych opinii z tego środowiska nie znam.

Aleks: Osobiście nie spotkałem się z takimi informacjami. Ponadto wydaje mi się, że u nas jazzu jako gatunku muzycznego jest tyle co w Zu, czyli nic. Problem polega na tym, że prawdopodobnie dla jazzmanów jesteśmy zbyt – nienawidzę tego stwierdzenia (śmiech) – metalowi, a z kolei dla gitarowej braci zbyt ekstrawaganccy. Nie raz spotkaliśmy się z opiniami, że ciężko w Polsce nas „podpiąć” pod jakąś scenę. Graliśmy na squatach, graliśmy na festiwalach, graliśmy w Centrum Sztuki Współczesnej i zawsze miałem wrażenie, że byliśmy tam sami. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi.

Gab – czym jest wydawnictwo „Anti Accent”, którego jesteś autorem?

Gabriel: „Anti-Accent” jest photobookiem, wydanym nakładem dieNacht publishing. Łatwo zajarzyć, że książka pisana obrazami. To część mojej kariery „solowej”, poza Merkabą mam w końcu parę zajawek, nad którymi aktywnie pracuję. Jedną z nich jest fotografia, z której za rok wybraniam magisterkę na filmówce w Łodzi, drugą – wydawnictwa papierowe. „Anti-Accent” to był taki trochę mój pierwszy krok w stronę działalności wystawowo-publishingowej. Stanowi małą kronikę naszej „bohemy” (śmiech), z której chciałem wyciągnąć co bardziej uniwersalne motywy, gesty czy działania i w pewien sposób przedstawić ideę niezależności. Nie jest to rzecz związana za bardzo z zespołem, poza tym, że jesteśmy tam my wszyscy, prywatnie, i można częściowo zobaczyć Merkabę od kulis. Teraz tematycznie poszedłem trochę gdzie indziej, trochę autoreklama ale jak chcesz zobaczyć to zapraszam na www.gabrielorlowski.com.

Kompromis – jest miejsce na takie coś u was podczas tworzenia?

Rafał: Zasadniczo skłaniam się do odpowiedzi negującej. Na wszystkich płaszczyznach życia kompromis napawa mnie odrazą, aczkolwiek w ramach naszego składu, czasem musimy się ugiąć. Merkabah to pięciu chłopa o własnym, silnie ugruntowanym podejściu do życia. Gdybyśmy zawsze walczyli w zespole o swoje, pewnie już byśmy nie istnieli. Na szczęście, sytuacje, kiedy nie jesteśmy jednomyślni, raczej się nie zdarzają.

Aleks: Lepiej niż Rafał bym tego nie ujął. Co zabawne, wewnętrzne kompromisy podczas tworzenia skutkują bardzo radykalnym materiałem. Taki mały paradoks.

Nie tylko improwizacja czy przyniesiony przez kogoś motyw i praca wokół niego, ale też dyskusja teoretyczna – to jeden ze sposobów powstawania waszych dźwięków. To ciekawe. Możecie coś szerzej o tym powiedzieć: jak to wygląda praktycznie?

Rafał: Praktycznie to przede wszystkim świetnie się bawimy. Od początku do końca tworzymy muzykę, która ma się nam podobać. Dlatego nie jest bardzo istotnym czy akurat jammujemy, ogarniamy motywy, czy też tworzymy koncepcję teoretyczną do utworu. Liczy się głównie wspólna zajawka. Ale żeby nie pozostawić twojego pytania kompletnie bez odpowiedzi – na ogół korzystamy ze wszystkich technik przez ciebie wspomnianych.

Inspiruje was tematyka, do której odnosi się wasza nazwa? Ma przełożenie na dźwięki czy Merkabę i jej rodowód w odniesieniu do zespołu należy traktować raczej lekko? Co was inspiruje, poza muzyką, do tworzenia? Są jakieś inne bodźce?

Rafał: Dla mnie nazwa nie ma kluczowego znaczenia, choć przyznam, że i jej pochodzenie, i samo brzmienie zdecydowanie mi odpowiada. Jeśli zajmuję się muzyką, to ona jest na piedestale i wszelkie inne wpływy mają umiarkowane bądź znikome znaczenie. Najsilniej do tworzenia, poza samą muzyką, inspirują mnie chyba codzienne doświadczenia. Dla przykładu, obecnie odpowiedzi na twoje pytania piszę będąc w szpitalu, więc sądzę, że najbliższa próba Merkabah będzie wspaniała, przynajmniej dla mnie (śmiech).

Aleks: Jeżeli chodzi o moje podejście, to granie takich psychodelicznych i mocnych dźwięków, poza wyzwaniem i pasją, jest też sposobem na odreagowanie ogólnego wkurwu na życie. Analogicznie do sceny hardcore/punk, gdzie ważne są teksty, dynamika utworów i wściekłość ukazana w muzyce, tak dla mnie Merkabah jest swoistym oczyszczeniem z negatywnych emocji poprzez wyżycie się. Zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

Istotnym elementem waszych koncertów są wizualizacje. Adrian, masz wolną rękę w ich tworzeniu, czy wspólnie je przygotowujecie? Wiem, że jak idzie o ten aspekt sceniczny, rozwijaliście system tzw. arduino. Wyjaśnisz na czym on polega i czy nadal nad tym pracujecie?

Adrian: Dotychczas miałem względnie wolną rękę, chłopaki – szczególnie Gab – mi czasem podsyłali motywy na sample, itp. Teraz za to do „Molocha” właśnie z Gabem ustaliliśmy autorski „scenariusz”, według którego będziemy kręcić materiał na sample. To, jak to zmontuję podczas koncertu za to już jest moją własną interpretacją danego koncertu. Arduino! Jesteś chyba pierwszą osobą, która to zauważyła (pewnie widziałeś nas na trasie w 2012)? Razem z innym znajomym, Wojtkiem Z. opracowaliśmy system oparty o Arduino. Działa to w skrócie tak: na scenie są umieszczone urządzenia (np. przycisk ukryty w efekcie gitarowym, bądź akcelerometr przyczepiony do zestawu talerzy lub saksofonu), które bezprzewodowo przesyłają sygnał do Arduino podpiętego do komputera, a ten ostatni zaś wysyła te informacje w formie MIDI, a za pomocą tego sygnału steruję wizualkami. Prostszym językiem to jest tak: kiedy np. gitarzysta włączy przester to bezprzewodowo i automatycznie włączy się wybrany efekt na wizualach (np. w tym wypadku szum telewizyjny). Kiedy perkusista uderzy w talerze, to też wpłynie na wizuale. Niestety teraz już trochę mniej czasu mamy na rozwijanie dalej tego systemu (docelowo bym chciał dużo więcej czujników postawić na scenie), i na ostatnich koncertach nie korzystałem z niego – ale na pewno wrócę do tego! Mogę jeszcze dodać, że ten system nazwaliśmy Atominho, i robimy go w duchu OpenSource, tak że zapraszam do zabawy Arduino! Może wśród czytelników się znajdzie zajawkowicz, który chciałby to rozwijać z nami, kto wie? http://atominopro.tumblr.com/

Wasz słuchacz powinien szukać klucza do zależności między dźwiękami a tytułem utworu, czy lepiej dać sobie z tym spokój?

Rafał: Interpretacja dowolna. Jeśli ktoś chce szukać i dociekać ukrytych znaczeń, zapraszam, jeśli nie, nie ma problemu. Każdy niech samodzielnie określa zakres, w jakim chce wchodzić w muzykę.

Jak jest z wizją tego, w którą stronę zespół ma podążać w przyszłości? Macie ogólnie ustalone gdzie i w jakich ramach ma to wszystko muzycznie zmierzać, czy Merkabah stwarza i dzieje się na bieżąco?

Rafał: Po nagraniu „Molocha” ustaliliśmy, że zrobimy bardziej przestrzenny i łagodniejszy materiał. No! Pierwszy numer, który zrobiliśmy, jest chyba największym napierdolem w naszej dotychczasowej działalności. Także wizja wizją, ale codzienność radośnie weryfikuje zamiary.

Aleks: Jest pewien pierwiastek chaosu, który sprawia, że to co w nas siedzi, wypełza na próbach zalewając szlamem wszelkie ustalenia. Z Cthulhu nie wygrasz.

Chyba znam odpowiedź, ale pro forma zapytam: zagraliście kiedyś dwa tożsame koncerty?

Rafał: Na pewno nie za mojej kadencji.

Macie już zagranie trochę koncertów dla publiki chyba przede wszystkim z kręgu hc/punk/metal. Obserwujecie jak ludzie, czysto fizycznie, reagują na wasze dźwięki? Jakie to są reakcje?

Rafał: Jako, że gramy muzykę, która od mas jest solidnie odseparowana, faktycznie głównie docieramy do towarzystw z okolic hc, punku i metalu. Aczkolwiek niejednokrotnie zdziwiły mnie pozytywne słowa osoby, która zwykle słucha np. Bonobo i trip hopu. Jak ci wszyscy ludzie reagują? Często zdziwieniem. Ale trudno mi to ocenić, gdyż każda indywidualna reakcja była inna i nie chcę niepotrzebnie generalizować.

Aleks: Z moich obserwacji wynika, że ludzie generalnie stoją i obserwują wizualizacje, czy słuchają w bezruchu. Czasem nieliczne jednostki próbują się wyginać lub bujać. Każdy przeżywa muzykę na swój sposób, ale dla mnie to, co gramy, jest idealne do wewnętrznej podróży w otchłań i najlepiej stać lub siedzieć i dać się pochłonąć.

Album w momencie premiery został też udostępniony na bandcampie do bezpłatnego pobrania. Nie wierzycie w jakikolwiek „zysk” związany z wydaniem nowej płyty?

Rafał: Nie w tym rzecz. Uważam, że prawo nie idzie w parze z rozwojem technologiczno-społecznym. Żyjemy w dobie kultury informacyjnej, dostęp do wszelkiej wiedzy jest na każdym kroku. Podobnie powinno być z muzyką. Darmowe albumy w sieci nie mają wcale negatywnego wpływu na sprzedaż dobrego materiału, mają negatywny wpływ na szmirę, którą ludzie próbują wcisnąć. Darmowa muzyka w sieci daje szansę weryfikacji jakości, co – według mnie – stanowi ogromny plus. Dodam jeszcze, że gdyby nie sieć, o Merkabie słyszałaby jeszcze mniejsza garstka, niż obecnie. Także Viva La Blogspot!

Jak w ogóle wypadło release party? Te dwa nowe utwory bliskie „Мolochowi”?

Rafał: To pytanie powinno być skierowane raczej do gości, nie muzyków. Ja się bawiłem szampańsko, grało się cudnie, oby częściej! A nowe numery? O jednym już wspomniałem wcześniej, a drugi jest fajny.

Aleks: Frekwencja dopisała, nowy merch cieszył się powodzeniem, ale przede wszystkim padło dużo ciepłych i pozytywnych opinii z ust znajomych, jak i nieznajomych ludzi. Co do nowych numerów, to ciężko mi to ocenić, ale momentami na pewno jest intensywniej i radykalniej. Jak tak dalej pójdzie, to na czwartej płycie zaczniemy grać grind core (śmiech).

Rafał, Aleks: saksofoniści i basiści którzy was inspirują.

Rafał: Tutaj wystąpią raczej banały, więc chyba sobie daruję zbędną wyliczankę. Lubię Slayera.

Aleks: Inspiracji szukam raczej w brzmieniu i ogólnym charakterze całych zespołów, nigdy nie skupiałem się na jednostkach. Może zabrzmi to trochę bucersko, ale nie umiem zagrać żadnego „cudzego” utworu i nigdy nie siedziałem z basówką przed tablaturami znanych basistów. Jako że jestem samoukiem, zawsze starałem się budować swoją tożsamość i komponować własne kawałki. Co nie znaczy, że obserwowanie innych muzyków nie miało dla mnie znaczenia.

Jaki będzie następny krok wydawniczy? Jest nadzieja, że przestaniecie łamać metrum?

Rafał: Nie wiem, nie wiem i jeszcze raz nie wiem. Choć nieprawda. Metrum będziemy łamać, bo już nam poczucie rytmu solidnie się przestawiło.

Aleks: Na pewno chcemy wydać „Molocha” na winylu i zrobimy wszystko co w naszej mocy, by do tego doszło. Poza tym prężnie komponujemy materiał na trzecią płytę i już na kolejnych koncertach będzie można usłyszeć dwa, a może i trzy nowe utwory. Co do drugiej części pytania – siedem ósmych to nowe cztery czwarte (śmiech).

MERKABAH na Bandcamp

Autor: Sławek Łużny
Foto: Piotr Micherewicz