NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Podsumowanie 2014 roku cz. 2: Metal – autor: Tomasz „Ryłkołak” Ryłko

Przez cały zeszły rok grzebałem w sieci, jak w gigantycznym koszu na śmieci. Portale i blogi muzyczne pękają w szwach od setek wydawnictw tygodniowo, które mają tam swoją premierę czy prapremierę. Wysoki poziom techniki rejestracji dźwięku oraz oprogramowania pozwala wielu ludziom ominąć typową procedurę rejestracji dźwięku i zrobić to samemu, w piwnicy czy w garażu. Z jednej strony owocuje to ogromną ilością nieprofesjonalnej muzyki, jednak z drugiej – daje szansę ludziom utalentowanym, kórych oryginalne produkcje mogą – ominąwszy typowy proces wydawniczy – bardzo szybko i tanio trafić na rynek i w dodatku do odpowiedniej grupy odbiorców.

Przez te ostatnie 12 miesięcy przesłuchałem setki materiałów, które mieściły się w mojej kategorii – muzyki ekstremalnej. Większość po kilku przesłuchaniach odrzuciłem, resztę zostawiłem, by się nią napawać, słuchając ze sprzętu audio. Wtedy kolejna część również odpadła, ale wiele fonogramów pozostało. Pomyśłałem więc sobie, że skoro wzbudzają one we mnie tyle emocji, to głupio by było nie podzielić się nimi z Wami. Stąd pomysł szczegółowego Podsumowania 2014 mojego autorstwa.

Podzieliłem je na dwie kategorie: METAL+ oraz HARDCORE+. Dodatkowo dokonałem jeszcze podziału na nośniki: na duży format (LP+), mały (7″EP+) oraz Demo. Mimo wysoko ustawionej poprzeczki wyszły mi i tak 63 wydawnictwa warte wyróżnienia. Czyli ponad dwie i pół godziny muzyki w formacie mp3.

Do tego starałem się znaleźć skany wszystkich okładek, podstawowe dane biograficzne i muzyczne oraz aktualne zdjęcia kapel. Z tymi ostatnimi było najtrudniej, bodajże w dwóch przypadkach nie ma w sieci żadnego ich zdjęcia. Uzyłem więc loga. Kiedy zacząłem pisać, obiecałem sobie, że będą to króciutkie zajawki, jednak znacie mnie, kiedy podczas pisania słucham danego wydawnictwa, dostaję pierdolca i nie mogę powstrzymać wylewu treści na papier/ekran. Dlatego nieco przeliczyłem sie z czasem i najpierw zamknąłem kategorię METAL+, stąd właśnie ją pierwszą zobaczycie, a za kilka dni pojawi się pod nią/obok HARDCORE+. Mam nadzieję, że dla wielu z Was to podsumowanie będzie bodźcem do poszukiwania innej muzy niż ta obecna w oficjalnych mediach. Przy okazji dziękuję Rafałowi za oprawę graficzną i prawidłowe wrzucenie – wszystkich tych znalezionych w sieci – elementów w jedno miejsce. Tryłkołak

Kategoria I:

METAL+

(death, brutal death, technical death, thrash, black, grind, deathgrind, goregrind, pornogrind…)

 

A) Duży format
(LP, 12”EP, CD, eCD, MC…):

 

Aceptic Goitre - The Graduation Frenzy CDACEPTIC GOITRE (GRE) – The Graduation Frenzy CD

Pochodzenie: Grecja/ Ateny, Attica

Skład: duet/ Chris Dimopoulos (g., b., dr.), Teddy (voc.)

Dyskografia: „Expropriation Chambers”EP, Split w/ The Anal Treatment XXXperience, promo CD

W skrócie: Ten projekt zrodzony w głowie Chrisa zmaterializował się w postaci bendu w 2013 roku. On sam był dotąd jedną z głównych postaci w formacjach Incineration (gitara, wokal), a potem Mallediction (gitara).

Dyskografia ACEPTIC GOITRE – mimo krótkiego czasu istnienia – jest już dość pokaźna, a pełnometrażowy album doskonale ją uwieńcza. Sama okładki może nie jest rewelacyjna graficznie, ale mówi o tym, co jest w środku, oddając niemalże hołd filmowym horrorom (włoskim i amerykańskim z lat 70-80) i opowieściom w nich prezentowanym.

Aceptic Goitre fotoWiększość numerów rozpoczyna się fragmentem filmu lub jego reklamówki, umiejętnie wprowadzając mnie w świat akustycznego terroru, mordu, przemocy i strachu. W to wszystko doskonale wpasowuje się Teddy – były frontman Abnormal Inhumane – opowiadając przerażające historie i brutalizując atmosferę swoim growlem.

Album został nagrany w Grecji, ale zmiksowany w USA, jednak nie brzmi, jak sztampowa, „nowoczesna” amerykańska pozycja z gatunku brutal death metal.

I to jest jej kolejna zaleta.

Gatunek: Brutal Death Metal

Reszta: 10 numerów/ 31 minut; produkcja: dobra

Anomalistic - Dissecting the Living CDANOMALISTIC (BRA) – Dissecting the Living CD

Pochodzenie: Brazylia/ São Paulo

Skład: duet/ Joao Holzer (g.), Fabio K (voc.)

Dyskografia: „Butchery”EP, Split „Rotten Bowels”CD

W skrócie: Niewiele mi wiadomo na temat daty powstania tego projektu autorstwa gitarzysty Joao, jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ten facet okazuje się być bardzo wszechstronnym muzycznie i niezwykle utalentowanym artystą. Stworzone przez niego niezwykle zjadliwe, choć dość jednorodne, brzmienie gitar świetnie podkreślają (z jednej strony) i rozbijają (z drugiej) bębny, a szczególnie ten „suchy” werbel, na którym Joao często wygrywa kanonady lub akcentuje zwolnienia lub zszybszenia tempa stekiem bić. Całość utrzymana jest w średnio-wolnym rytmie, co pozwala na czytelność instrumentów i rozsmakowanie się w ich aranżacjach.

Nie sposób zachwalać twórczości ANOMALISTIC bez wokalisty Fabia. To dzięki jego urokliwemu gulgotaniu całość płyty tak bardzo przypadła mi do gustu, pozostawiając w tyle wiele szybszych w tempie albumów z tego gatunku. Jest dodatkowym instrumentem, dzięki czemu w przestrzeni dźwiękowej każdego utworu na „Dissecting the Living” nie ma miejsca na dodatkowe nuty. Dlatego, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że Fabio porzucił kapelę we wrześniu 2013 roku, zdałem sobie sprawę, że to będzie koniec jednego z najciekawszych projektów tego gatunku. I chyba mam rację.

W grudniu na portalowej stronie ANOMALISTIC pojawił się nowy numer nagrany z innym wokalistą. Ale on growluje, niemalże recytując słowa, co zupełnie nie pasuje do dotychczasowego, najfajniejszego akustycznego obrazu kapeli. Szkoda.

Okładka płyty przypomina mi czasy II poł. lat 90., kiedy to wiele kapel, łączących death metal z grindcorem, wykorzystywało zdjęcia zrobione własnym sumptem w domu i z pomocą zaprzyjaźnionego rzeźnika lub patologa.

Natomiast wykorzystałbym instrumentalny „Human Decimation” jako intro, bo jest do tego stworzony, szczególnie dzięki dźwiękowi wydawanemu prawdopodobnie przez alphorn czy inny róg.

Gatunek: Brutal Death Metal

Reszta: 9 numerów/ 27 minut; produkcja: bardzo dobra

Ass To Mouth - Degenerate CDASS TO MOUTH (POL) – Degenerate CD

Pochodzenie: Polska/ Wrocław

Skład: kwartet/ Vanilla Jarek (b., voc.), Pablo (dr.), Maciek (g.), Qboot (voc.)

Dyskografia: Demo „Asses for the Masses”, promo CD, “Kiss Ass”CD, Split w/ Jig-Ai

W skrócie: To jedna z wiodących formacji w tym gatunku w Polsce, a istniejąca na niezależnej scenie muzycznej od 2004 roku. Przez szeregi tego bendu przewinęło się dwóch innych wokalistów, nim za mikrofonem stanął Qboot (rzygający słowotokiem również w ramach kapeli Self Hate).Ass To Mouth foto Jego możliwości są coraz większe, co szczególnie słychać w momencie, kiedy dzieli swą funkcję z Jarkiem. Podobnie wysokie mniemanie mam o Pablu i Maćku, których gra, choć jest coraz bardziej zróżnicowana technicznie, nie wpływa na zmniejszenie stopnia agresji w brzmieniu oraz prędkości w nadawanym tempie każdemu z utworów umieszczonych na nowej płycie.

Album jest standardowym w swej długości, trwa bowiem nieco ponad pół godziny, jednak nie ma w nim chwili, kiedy można by się nim znudzić.

Szkoda tylko, że tym razem muzycy zrezygnowali z umieszczenia na płycie jakiejś wdechowej przeróbki, jak to miało miejsce na ostatnich dwóch wydawnictwach.

Gatunek: Grind + brutal death metal

Reszta: 20 numerów/ 31 minut; produkcja: dobra

At The Grave - At the Grave CDAT THE GRAVE (DEN) – At the Grave CD

Pochodzenie: Dania/ Aarhus

Skład: kwartet/ Simon Schilling (dr.), Rasmus Henriksen (g.), Thomas „Hotdogger” Egede (g.), Bo Summer (voc.)

Dyskografia: Demo

W skrócie: Czyżby nowa gwiazda na death metalowym firmamencie Europy? Oby! Została stworzona w 2013 roku przez muzyków, którzy kiedyś (rzadziej razem) grali w szeregach nietuzinkowego bendu Panzerchrist. Obecnie pod wodzą Bo – wieloletniego frontmana formacji Illdisposed – generują melodyjne, acz szybkie i brutalne dźwięki, bardziej kojarzące się z holenderskim i brytyjskim brzmieniem I poł. lat 90. niż skandynawskim death metalem. Fakt, instrumentalny wstęp nie zapowiada tak wspaniałej jazdy, jaką przynosi po kolei 11 kawałków, tworzących ten kapitalny, debiutancki album.

At The Grave fotoCzytelny i mocarny growl prowadzi mnie lewą ścieżką przez gęsty – od gitarowych pasaży i bębnowych tyrad – las nut nabitych na pal i przeraźliwie drgających z bólu. Im drzewce głębiej zanurza się w ich strukturę, tym trudniej oderwać uszu od dźwięków agonii i śmierci, jaka zaczyna dominować w otoczeniu. Wszystko dzieje się szybko, muzyczne obrazy z mrocznego życia przenikają uszy, próbują zdeflorować moje błony bębenkowe, chcąc dostać się do ucha środkowego. Aaa, już wiem, chcą w ten sposób pozbawić mnie równowagi psychicznej i wciągnąć w swe szpony, kusząc fajnymi aranżacjami i mamiąc charakterystycznymi frazami, z których część jest mi znana z przeszłości a które cholernie lubię. Opieram się więc, ale to dopiero połowa płyty. Widzę cmentarz, ludzi w czerni, słyszę pogrzebowe mowy i ktoś otwiera trumnę i mnie zaprasza do wilgotnego wnętrza.

Czy mogłem odmówić? Przecież tam lepiej słychać muzykę!

Gatunek: Death Metal

Reszta: 12 numerów/ 43 minuty; produkcja: dobra

Body Count - Manslaughter CDBODY COUNT (US) – Manslaughter CD/2LP

Pochodzenie: USA/ Los Angeles, Kalifornia

Skład: kwintet/ Ice-T (voc.), Ernie C. (l.g.), Juan Garcia (rh.g.), Vincent Price (b.), Ill Will (dr.)

Dyskografia [albumy]: „Body Count”CD, „Born dead”CD, „Violent Demise: The last Days”CD, “Murder for hire”CD, live CD

W skrócie: Jedna z najstarszych kapel w tym zestawieniu i najbardziej komercyjna ze wszystkich. Jej początki sięgają 1990 roku, przynosząc dwa lata później debiutancki album – „Body Count” – jedną z bardziej skandalicznych płyt na świecie.

Niestety sława i agresja prędzej czy później musi pochłonąć jakieś ofiary, a stali się nimi sami muzycy: doskonały basista Mooseman, bębniarz Beatmaster oraz gitarzysta D-Roc. Wszyscy kopnęli w kalendarz z własnej winy lub za sprawą osób trzecich, pozostawiając na polu boju wokalistę Ice-T oraz gitarzystę Erniego C.Body Count foto

To oni ciągnęli potem, przez lata, ten wózek, coraz bardziej odczuwając zmęczenie. Trzeba więc było czekać aż 9 lat na kolejny, czwarty, album tylko po to, by po jego wydaniu kapela się rozsypała. Jednak w 2009 – na szczęście – powstała z popiołów, ale wtedy mało kto liczył na to, że BODY COUNT jeszcze będzie się liczyć na światowej scenie.

Opuścili go przypadkowi fani i odstawiły od cycka korporacje płytowe. To oczyszczenie atmosfery tylko pomogło muzykom, których nowy album jest po prostu kapitalny. Ma swoje plusy i minusy – głównie generowane wściekłością na otaczającą rzeczywistość i amerykańskie społeczeństwo oraz uzależnieniem od seksu i wulgarności – jednak to właśnie dzięki nim ta płyta brzmi tak cholernie brutalnie nowocześnie, zabójczo i klarownie.

Doskonale te pozorne sprzeczności wyraża także i przeróbka „Institutionalized” Suicidal Tendencies, choć to już według prawa autorskiego nie przeróbka, a pastisz, bowiem Ice-T zmienił w niej oryginalny tekst, zastępując go pełnym czarnego humoru i agresji opisem wybranych fragmentów trzech dni ze swojego życia.

Gatunek: Heavy Metal + rapcore, thrash metal

Reszta: 14 numerów/ 49 minut; produkcja: bardzo dobra

Desecration - Cemetery Sickness CDDESECRATION (UK) – Cemetery Sickness CD

Pochodzenie: Wielka Brytania/Walia, Newport, Gwent

Skład: tercet/ Ollie Jones (voc., g.), Michael Hourihan (dr.), Andi Morris (b.)

Dyskografia: Demo „Mangled Remains”, Demo „Pharaonic Circumcision/ Immense Suffering”, Demo „Gore and Perversion”, Demo „Stillborn Climax”, „Raping the Corpse”EP, „Gore & Perversion”CD, „Murder in Mind”CD, „Inhuman”CD, „Pathway to Deviance”CD, „Gore and PerVersion 2”CD, „Process of Decay”CD, „Forensix”CD, live CD

W skrócie: Kolejny weteran death metalowej sceny udowadnia, że z wiekiem nadal potrafi celnie i dotkliwie kąsać. Co prawda przez lata z oryginalnego składu ostał się tylko Ollie – a przez kapelę przewinęło się 5-ciu gitarzystów, dwóch basistów i tyleż samo bębniarzy – jednak to wystarczyło, by tworzyć i rejestrować jedne z bardziej wulgarnych, obrazoburczych i ekstremalnych albumów, na miarę debiutanckiego „Gore & Perversion”, którego master został zarekwirowany przez policję w 1995 roku.Desecration foto

Z dołka, w jaki wpadli albumem „Forensix” w 2008 roku, zaczęli wychodzić powoli, i że nie zmarnowali lekcji, jaką dostali od losu, świadczy ten nowy, bardzo dobry krążek. Jego 32-minutowa zawartość jest brzmieniowo zwarta, w dodatku melodyjna i pełna szybkich temp, wplecionych w intrygujące aranżacje.

Cieszę się, że to właśnie DESECRATION ma szansę obudzić w innych (jak choćby w Exhumed) czy reaktywować (jak choćby w Gorerotted) zapomnianą lub porzuconą brutalność, którą sobie zawsze wysoko cenię.

Okładka „Cemetery Sickness” nie odstaje tematycznie od treści wypełniających utwory na płycie, obrazując powrót muzyków na drogę fascynacji profanacją, perwersją i bluźnierstwem.

Gatunek: Death Metal

Reszta: 11 numerów/ 32 minuty; produkcja: bardzo dobra

Desecresy - Chasmic Transcendence CDDESECRESY (FIN) – Chasmic Transcendence CD

Pochodzenie: Finlandia/ Helsinki

Skład: duet/ Jarno Nurmi (voc.), Tommi Grönqvist (g., b., dr.)

Dyskografia: „Arches of Entropy”CD, „The Doom Skeptron”CD

W skrócie: To kolejny interesujący album fińskiego duetu, którego liderem jest multiinstrumentalista Tommi, motor napędowy istniejącej przez ponad 10 lat formacji Slugathor.

W 2009 roku zaczął myśleć o realizacji swoich własnych pomysłów, do których realizacji namówił Jarnego, członka wielu kapel death-, doom- i black metalowych.

Desecresy fotoEfektem tej współpracy są trzy albumy, z których ten najnowszy jest rzeczywiście najdojrzalszy. I to nie tylko w warstwie realizacyjnej, ale i twórczej. Utworów jest bowiem więcej niż dotychczas, są (czasem o wiele) krótsze od poprzedników, co stwarza na tej płycie wrażenie bogactwa i różnorodności aranżacyjnej. Mimo kolosalnej ciężkości wylewającej się zewsząd, całość nie robi wrażenia przygnębiającej i depresyjnej. Dzięki doskonałym gitarowym pasażom i (czasem zaskakującym) zmianom tempa każdy kolejny utwór odbieram, jako coś świeżego i niesamowicie agresywnego.

Trzeba tu koniecznie zauważyć i docenić pełny i głęboki growl Jarny, który w połączeniu z (wychodzącą na prowadzenie) gitarą tworzy niesamowicie brutalny zestaw.

Gatunek: Death Metal

Reszta: 14 numerów/ 42 minuty; produkcja: bardzo dobra

Flesh Disgorged - A pulchritudinous Massacre CDFLESH DISGORGED (SGP) – A pulchritudinous Macabre CD

Pochodzenie: Singapur/ Singapur

Skład: kwintet/ Fuckraped Farrid (b.), HammerCunt Faizal (dr.), Sumfucked Shah (g.), Nazgulth Za (g.), GroinGrind Salim (voc.)

Dyskografia: Demo 2004, Demo 2005, Demo „Rejected to Self Mutilation”, Split w/ Human Mastication, Split w/ Pulmonary Fibrosis, Cakewet, Vomitrocity, Copromesis

W skrócie: To pierwszy pełnometrażowy album tego kwintetu, założonego w 2001 roku. Jego zaletą jest nie tylko doskonała technika gry, jaką prezentują muzycy, ale i żywiołowość oraz brutalność, z jaką wyrażają swoje pomysły.

Nad tym całym akustycznym armagedonem panuje Salim, stosując – do utrzymania instrumentów w dyscyplinie – na przemian growl i kwiczenie. Tę całą chorą, twórczą rzeczywistość podkreślają jeszcze dwa, pełne przemocy i cierpienia, fragmenty jakichś filmów, umieszczonych tu w roli przerywników.Flesh Disgorged foto

25 minut tej ciągłej, brutalnej jazdy po ludzkich członkach i organach szybko mi mija, wzbudzając obrzydliwe pożądanie powtórnego zatopienia swych zmysłów w tej ekstremalnej kloace słów i dźwięków.

Kolejną zaletą tego albumu jest niewątpliwie jego nieamerykańska produkcja, w której nie brak brudu i surowości, elementów, które ja zawsze sobie cenię, a których nie znajdziesz w sztucznych, cyfrowych, sztampowych produkcjach wielu studiów nagraniowych.

Jedyne zdziwienie budzi we mnie okładka, która bardziej pasuje do muzyki grindcore niż do brzmienia, którym emanuje FLESH DISGORGED.

Mam nadzieję, że śmierć, która dopadła we wrześniu tego roku jednego z gitarzystów (Za) nie podetnie skrzydeł kapeli, która zdaje się je dopiero rozpościerać.

Gatunek: Brutal Death Metal

Reszta: 13 numerów/ 24 minuty; produkcja: dobra

Hod - Book of the Worm CDHOD (US) – Book of the Worm CD

Pochodzenie: USA/ San Antonio, Teksas

Skład: kwintet/ Carl „Lord Necron” Snyder (g.), Vladibeer Reebs (voc.), Trans Am (b.), Del „The Entity” (dr.), Danny „Blackwolf” Luebben (g.)

Dyskografia: Demo „Cry and Piss yourself”, Demo „The Uncreated Demo”, split „Ossuary Industries Limb Splitter II”CD, „Serpent”CD

W skrócie: Ten amerykański kwintet, choć nie jest już debiutantem na black/death metalowej scenie, to dopiero tym nowym albumem wspiął się na jej szczyt. HOD powstał w 2007 roku i z jego oryginalnego składu pozostał tylko Carl i Vladibeer, utraciwszy po drodze dwóch gitarzystów i basistów oraz jednego bębniarza. I dobrze, bo w ich towarzystwie ta kapela nigdy nie stworzyłaby takiego albumu, jak „Book of the Worm”. A to płyta, której brzmienie targa moje najczulsze punkty, wywołując najprzyjemniejsze wspomnienia związane z muzycznymi sabatami, w których mistrzem ceremonii był Sarcophagus.

Hod foto liveTyle że w przypadku HODa – poza równie wspaniałymi aranżacjami wypełnionymi śpiewnym i melodyjnym wyścigiem gitar, wspartym metalicznie chroboczącym basem – nie ma tu miejsca na dysonans, jaki był dziełem perkusji, która w swych bębnowych tyradach traciła czasem kontakt rytmiczny z gitarami.

Wszystkie utwory, choć różnej długości, tworzą niebywale kolorową akustycznie układankę, której każdy element pasuje do innego, niezależnie czy ułożyć go na dole, w środku czy na górze struktury. Różnorodne tempa, których przejścia nie pozwalają znudzić się stworzoną aranżacją choćby na moment, dają wrażenie nieskończonego pochodu dźwięków chwytających za serce.

I do tego wszystkiego jeszcze ten wspaniały, charkotliwy wokal Vladibeera, podsycający piekielny żar, jaki dobywa się z bebechów skandynawskiego monstra zwanego Hodur, od którego kapela przyjęła anglojęzyczną nazwę.

Całość dodatkowo spina jeszcze okładka wydawnictwa, dla której piękna i mroczności warto byłoby ten „Book of the Worm” wydać w postaci winyla.

Gatunek: Black/Death Metal

Reszta: 8 numerów/ 34 minuty; produkcja: bardzo dobra

Hour Of Penance - Regicide CDHOUR OF PENANCE (ITA) – Regicide CD

Pochodzenie: Włochy/ Rzym, Lazio

Skład: kwartet/ Giulio Moschini (g.), Paolo Pieri (voc., g.), Marco Mastrobuono (b.), James Payne (dr.)

Dyskografia: Promo 2000, Promo 2007, „Resurgence of the Empire”7”, „Disturbance”CD, „Pageantry for Martyrs”CD, „The Vile Conception”CD, „Paradogma”CD, „Sedition”CD

W skrócie: Włoska scena death metalowa staje się coraz bardziej dojrzalsza i nowatorska, czego dowodem jest najnowszy album HOUR OF PENANCE.

Ten kwartet założony w 1999 roku przez kolejne lata przyjął, wykorzystał i wydalił ze swych szeregów trzech bębniarzy i tyleż samo gitarzystów oraz wokalistów, ciągle rozwijając swój talent z albumu na album.

Co interesujące, to że choć nikt z oryginalnego składu się już nie ostał – a tym z najdłuższym stażem jest obecnie Giulio, który dołączył do kapeli w 2004 roku – to brzmienie zespołu nigdy diametralnie się nie zmieniło. Ciągle rozwijane i udoskonalane, właśnie na najnowszej płycie dotyka genialności i oryginalności, o którą dzisiaj wcale nie jest łatwo.Hour Of Penance foto

Album otwiera majestatyczne i potężne intro, po którym rozwiera się piekło, z którego wypada death metalowa bestia, rozrzucająca wkoło melodyjne gromy, z celnością i dokładnością godną szatańskiego metronomu.

Pierwsza część płyty utrzymana jest w bardzo szybkich tempach, by potem nieco zwolnić – dając pierwszeństwo intrygującym aranżacjom pełnym zwolnień, zszybszeń i solówek – a pod koniec albumu znowu rozpędzić instrumenty do niebotycznych prędkości.

Trzeba tu wspomnieć o bardzo przyjaznej produkcji tej rejestracji, która powoduje, że tak szaleńczo agresywnej i ciężkiej płyty słucha się z niewymuszoną przyjemnością i bez irytacji. W czasach, kiedy wiele sesji – i to bardzo znanych kapel – jest często dodatkowo, cyfrowo „rozdymanych” dźwiękiem a następnie niesamowicie mocno kompresowanych, ta płyta ma w sobie spory procent naturalności.

Ale wracając do samych utworów, to na szczególne wyróżnienie zasługuje tu Paolo, którego chropawy, głęboki, wokal, do spółki z częstymi chórkami, doskonale wpasowuje się w brzmienie reszty instrumentarium.

No i jeszcze te bongosy! Użyte w trzech utworach niesamowicie podkręcają ich brutalność oraz agresję, z miejsca wyróżniając ich strukturę spośród innych kawałków. Włosi lubią przełamywać kanony i nie boją się używać do tego celu niestandardowych instrumentów czy tworzyć nowatorskich brzmień.

Natraficie na takie procedery jeszcze dwukrotnie w tym zestawieniu, przy opisie twórczości Across The Swarm i My Sweet Kalashnikov.

Gatunek: Death Metal

Reszta: 11 numerów/ 40 minut; produkcja: bardzo dobra

Inferia - Fistament CDINFERIA (FIN) – Fistament CD

Pochodzenie: Finlandia/ Lahti

Skład: kwartet/ Jani Huttunen (voc., g.), Kalle Lindfors (dr.), Vili Kähäri (g.), Sami Heinonen (b.)

Dyskografia: Demo „Funerealm”, Demo „Decursus Morbi”, Demo „Curible Orpheus”, Promo 1993, „Spawned at the Dawn”EP, „Explosive Copulation”EP, Split w/ Cannibal Accident, „Masterpiece”CD, „Parental Advisory”CD, „Release for Burial Orgies”CD, „Fucking is a great Way to get to know new People”CD, „No Sperm shall be spared”CD, live CD

W skrócie: Mam sentyment do tej kapeli, bowiem kibicowałem jej pierwszym pełnometrażowym porno-sekcyjnym wybrykom, z jakimi zetknąłem się w II poł. lat 90. Potem straciłem z nią kontakt i dopiero w 2014 roku wpadłem znowu na jej trop. Liderem, frontmanem i motorem napędowym INFERII jest nadal Jani, dzięki któremu przez ponad 20 lat ta kapela ciągle istniała, nieustannie rozwijając swoje muzyczno-słowne zboczenia.Inferia foto

W tym czasie z szeregów bendu odpadło 5-ciu gitarzystów, trzech bębniarzy i aż siedmiu basistów! Jani bowiem – nie tylko sobie – zawsze wysoko stawiał poprzeczkę, dlatego kolejne albumy kapeli są coraz dojrzalsze i to nie tylko pod względem aranżacji utworów, ale i techniki gry. Znalazło to nawet odbicie w publicznych mediach, których to państwowa telewizja, w 2009 roku, poświęciła czas – w najlepszej porze nadawania – by zwrócić uwagę widzów na tak obleśny twór, jak INFERIA.

Wkrótce potem na rynku pojawił się album „No Sperm shall be spared”, a 4 lata później, najnowszy – „Fistament”. Sama okładka płyty jest zbieżna graficznie z poprzednimi albumami, natomiast jej zawartość muzyczna już nie jest w stanie utrzymać się w ramach, w których tkwiła dotychczas. Brzmienie bowiem jest najpełniejsze ze wszystkich, jakimi dotąd emanowała kapela ze swoich dzieł. Każdy utwór jest niebywale zwarty w swej budowie i niesłychanie brutalny w swej wymowie. Każdy z nich, krótki (00:14) czy dłuższy (2:59), eksploduje tą samą ekstremalną mieszaniną dźwięków, brukając następnie zmysły brudną, martwą i pornograficzną tematyką, której zawartość czytelnie wychrząkowuje Jani. Mnie to niebywale pasuje, a jeszcze bardziej, kiedy zwróci się uwagę na tytuły poszczególnych utworów, których słowa i zwroty są tak artystycznie zwulgaryzowane.

Gatunek: Grind + pornogrind

Reszta: 25 numerów/ 34 minuty; produkcja: bardzo dobra

Infernal Execrator - Ad Infinitum Satanic Adherent MC-CDINFERNAL EXECRATOR (SGP) – Ad Infinitum Satanic Adherent MC/CD

Pochodzenie: Singapur/ Singapur

Skład: kwartet/ Antichristo Xul (b.), Christslaughter (dr.), Lord Ashir (voc., g.), Shairan (g.)

Dyskografia: Demo „Thy Demonization Conquers”, „Antichrist Execration”EP, „Conglomeration Goatcult Profanextermination”EP, Split „MCBL Heathen Blood Cult”CD, Split „Impetuous Infernal Terror”CD, live CD

W skrócie: Kto by pomyślał, że najlepszego tegorocznego dzieła – wychwalającego Szatana oraz niezliczone perwersje jego poddanych – znajdę na Singapurze? A jednak!

To właśnie tam od 2005 roku działa piekielny kwartet, którego przywódcą jest Lord Ashir. Przez pierwsze lata kreacji jego wizji akustycznej przemocy i terroru nie sprostali dwaj gitarzyści i bębniarze, nim znaleźli się tacy, których nie sparaliżował ciężar zbrodniczych zamiarów lidera. W obecnym składzie kwartet powoli i systematycznie przygotowywał sobie grunt do ataku, nękając odbiorców mniejszymi akcjami na skalę krajową, których echa dotarły jednak nawet do Brazylii i Norwegii.

W 2012 roku kapela zyskała już sobie sporą renomę, czego wyrazem był jej udział – jako główno dowodzącej – w berlińskim letnim sabacie „Under The Black Sun Open Air”.

Infernal Execrator fotoKiedy więc nastał rok 2014, stało się jasne, że nadszedł już czas, by pokazać całemu światu, co znaczy INFERNAL EXECRATOR. A znaczy wiele, szczególnie dla mnie i każdego zwyrodnionego fana satanistycznego black/death metalu. Bo chodzi tu o nieco zapomniane, a przecież kultowe, brzmienie, będące kontynuacją twórczości złowrogich band z Australii (by wymienić Sadistik Exekution, Destroyer 666 czy Bestial Warlust) i Ameryki Płn. (jak Blasphemy czy Angel Corpse), które profanowały dobro i gloryfikowały Zło w II poł. lat 90.

Te szalone tempa – rozpędzane do granic percepcji przez doskonałych w swym rzemiośle muzyków – kapitalnie przełamywane melodyjnymi zwolnieniami, nigdy mi się nie znudziły, a ich brak w ostatnich latach trudno było sobie zrekompensować, choćby i twórczością Infernal War. Pełny niebotycznej wściekłości wokal kierował bluźnierczym słowotokiem dźwiękową broń instrumentarium zawsze celnie na chrześcijańskie terytoria wroga, podburzając i zmuszając do myślenia każdego inteligentnego słuchacza, nie będącego dotąd wielbicielem tego rodzaju twórczego terroru.

Właśnie album „Ad Infinitum Satanic Adherent” wskrzesza sobą to wszystko, o czym wspomniałem powyżej i dzięki nieamerykańskiej produkcji jeszcze bardziej zbliża się do doskonałości w tym gatunku ekstremy muzycznej.

Z tym wszystkim konweniuje okładka, utrzymana w klimatach australijskich projektów z lat 90., przy czym zmienia się ona z nośnika na nośnik. Najpierw bowiem była światowa wersja kaseta, potem azjatycka wersja CD z dodatkową przeróbką rodzimego Impiety, następnie europejskie CD z dodatkowym 9-tym numerem, a ostatnio winylowy longplay. I każdy nośnik ma inną okładkę, a każda jest znakomita, i jakieś dodatki typu plakat, znaczek czy flaga.

Jeszcze niech tylko fani na całym świecie należycie docenią ten kwartet i ten jego najnowszy album… i będzie komplet!

Gatunek: Satanic Black/Death Metal

Reszta: 8 lub 9 numerów/ 25 lub 31 minut; produkcja: bardzo dobra

Malevolence - Relentless Entropy CDMALEVOLENCE (NZ) – Relentless Entropy LP/CD

Pochodzenie: Nowa Zelandia/ Auckland

Skład: tercet/ Julian (b., voc.), Ben (dr.), Daryl (g., voc.)

Dyskografia: Demo „Mortum ad Nausea”, Demo „Fuck the Lord”, „Fuck the Lord 2002”EP, „Windows 666”EP, „Eyes to see, Ears to hear, Wrists to slit”EP, „Almost like something completely Sinister”LP/CD, split w/ Backyard Burial

W skrócie: Oto jedna z najstarszych formacji nowozelandzkich, która udanie łączy brzmienie death metalu i grinda. Czyni to od 1992 roku, nie bardzo przywiązując wagę do dokumentowania swoich kolejnych etapów rozwoju. Dlatego poza dwiema demówkami, kilkoma EPkami, splitem i debiutanckim albumem z 1998 roku, może wspominać udziały w różnych festiwalach, trasach lub koncertach, na których mieli okazję prezentować swe umiejętności obok takich gwiazd ekstremy muzycznej lat 90., jak Brutal Truth, Dismember, Pungent Stench, Napalm Death czy Impaled Nazarene.

Malevolence fotoTe reminiscencje były i są motorem napędowym kapeli, w tym także i jej ostatniego wcielenia, które od siedmiu lat pozostaje w niezmienionym składzie i które odpowiada za najnowszy album. Dosyć mało nowoczesne brzmienie – jak na obecne „standardy” – jest dla mnie jego oczywistą zaletą, dającą możliwość pełnego wchłaniania prawdziwej surowości i mięsności brzmienia MALEVOLENCE. A różnorodność aranżacyjna idzie tu w parze z długością poszczególnych kawałków, która oscyluje od 24 sekund po 3:46.

Tematyka, podobnie, jak muzyka, jest mieszana i prezentuje treści kultywujące Zło i Śmierć oraz podnosi istotne kwestie polityczno-ekonomiczno-społeczne.

Gatunek: Black/Death Metal + grindcore

Reszta: 15 numerów/ 32 minuty; produkcja: dobra

Nightfell - The Living ever mourn CDNIGHTFELL (US) – The Living ever Mourn CD

Pochodzenie: USA/ Portland, Oregon

Skład: duet/ Tim Call (dr., voc.), Todd Burdette (voc, g., b.)

W skrócie: Ten niecodzienny projekt powstał w 2012 roku, bo paradoksalnie tworzą go diametralnie różni muzycy.

Todd ma bowiem wieloletnie doświadczenie zdobyte na scenie punk i hardcore, począwszy od niedocenionego bendu Copout, przez legendarne His Hero Is Gone, po renomowane Tragedy i Warcry.

Natomiast Tim – poza tym, że od lat prowadzi wydawnictwo Parasitic Records, w którego katalogu można nawet znaleźć singel z 2011 roku z nagraniami Charlesa Mansona – jest (był) twórcą i członkiem kilkunastu bendów o zboczeniu metalowym, z których najchętniej wymienia Aldebaran.

Nightfell fotoObaj zeszli się, by stworzyć nietuzinkowe dzieło na miarę legendarnych krążków szwedzkiej szkoły death metalu I poł. lat 90. I udało im się, choć do końca nie rozumiem, dlaczego płytę rozpoczyna jeden z najdłuższych numerów, a potem wchodzi intro i tak naprawdę, dla mnie, dopiero wtedy wszystko się zaczyna. Długie przygrywki większości kawałków dają czas na to, by wsiąknąć zmysłami i zespolić się z tą przepiękną muzą, odnaleźć jej sens, nim cała piekielna machina ruszy z kopytka, trawiąc nasz zachwyt i przerabiając go na kolejne bicia, akordy, frazy czy riffy. Z tego niekończącego się pasma dźwięków instrumentarium co jakiś czas wyłania się klarowny growl Todda, wspomagany drugim w refrenach, udanie zabudowując strukturę każdej nieinstrumentalnej kompozycji. Płyta jest – jak na obecne czasy – dość długa, jednak czas spędzony przy jej odsłuchu ani na moment się nie dłuży, nawet lepiej, trzeba zaraz potem do niej wrócić, i znowu i znowu…

Gatunek: Death Metal

Reszta: 8 numerów/ 42 minuty; produkcja: bardzo dobra

Omnihility - Deathscapes of the Subconscious CDOMNIHILITY (US) – Deathscapes of the Subconscious CD

Pochodzenie: USA/ Eugene, Oregon

Skład: kwartet/ Dan The Impaler (g.), John Kurzejeski (voc.), Steve Crum (dr.), Isamu Sato (b.)

Dyskografia: Demo „Omnihility”, „Omnihility”EP, „Unsummoned”7”, „Biogenesis”CD

W skrócie: To bardzo płodny bend, założony w 2009 roku przez Dana i basistę Jeremego Leishmana (który odszedł przez rejestracją najnowszego albumu), na którego koncie – obok opublikowanych wydawnictw – znajdują się niewydane dwa single, EPka i long!

Już debiutancki duży krążek „Biogenesis” dowodził, że muzycy, którzy go stworzyli są doskonali technicznie, więc ja nie mam prawa im niczego wytknąć. Dlatego przyczepiłem się do produkcji, która nie była rewelacyjna i to ona zamknęła kapeli drogę na szczyt podsumowań w 2012 roku.

Omnihility fotoObecny album już nie ma tego feleru. Produkcja jest czytelna, „tłusta” i niesamowicie brutalna oraz podobnie, jak w przypadku debiutu, pozbawiona jakiegokolwiek intra. To powoduje niemały szok u odbiorcy, kiedy od pierwszej sekundy zostaje zbombardowany gradem death metalowych pocisków, przed których energią i brutalnością nie sposób się uchronić.

Szkoda jednak tego wszystkiego, bo czwartym w kolejności jest instrumental, który rozbija stworzony nastrój, a we mnie dodatkowo budzi złość, bowiem przez tę jego inność – także w warstwie muzycznej – wypadam z transu, w który wpadłem. Czuję się jak narkoman, który lewituje w innym, wspaniałym wymiarze, kiedy nagle dostaje torsji, organizm przytomnieje, a zmysły zmuszone są wrócić do znienawidzonej rzeczywistości. Tak się nie robi!

Szczęśliwie wszystko – po niecałych dwóch minutach – wraca do normy i dalej mogę nurzać się w przepastnym muzycznym piekle, którego kolejne odwiedzane poziomy zachwycają aranżacjami, solówkami i gitarowymi pasażami. Jeszcze na końcu czeka mnie instrumental, ale podobnie, jak w przypadku płyty „Biogenesis”, on nie wzbudza już niesmaku, bo tu właśnie jest jego miejsce.

Na zakończenie warto jeszcze przypatrzeć się samej okładce albumu, o wiele lepszej niż ta, jakiej użyto do debiutu. O wiele bardziej pasuje do muzyki, jej biegu i treści, a w dodatku przywodzi mi na myśl najwspanialsze projekty Dana Seagrava, którymi pasłem oczy w latach 90.

Gatunek: Technical Brutal Death Metal

Reszta: 9 numerów/ 43 minuty; produkcja: bardzo dobra

Onheil - Storm is coming CDONHEIL (HOL) – Storm is Coming CD

Pochodzenie: Holandia/ Dordrecht

Skład: kwintet/ Amok (voc., g.), Sadist (g.), Haat (voc, g.), Nomiis (b.), Terger (dr.)

Dyskografia: Demo „Sterf”, Demo „We hebben de Hel gezien”, Promo „Razor”, „As Hope dies”7”, „The Threat”EP, „Razor”CD

W skrócie: Oto kolejny weteran sceny metalowej, którego korzenie sięgają roku 1998, kiedy to raczkował pod nazwą Godslastering, a potem Svartalv, nim okrzepł, przyjmując imię ONHEIL.

Jego podporą przez te wszystkie lata był Amok, który był naocznym świadkiem przemijania czasu, w tym przemijania 7-miu bębniarzy, trzech gitarzystów oraz nieznanej liczby basistów. Był, obok Haata, jedynym, któremu równoczesne twórcze pląsy – w ramach kapeli Martyr, a potem Shrine – nie zawróciły w głowie. Niestabilność składu oraz inne problemy również nie pogrążyły idei ONHEIL, która obudziła się na dobre w 2007 roku, wzbudzając w fanach – z roku na rok – coraz większy podziw i oczekiwania.

Onheil fotoDebiutancki „Razor” spełnił oczekiwania, wzbudził podziw i dodatkowo zamknął gęby niedowiarkom, jednak trzeba było aż 5-ciu lat, by narodził się jego następca, o wiele potężniejszy brzmieniowo, jeszcze szybszy i bardziej melodyjny. Trzy gitary i dwa wokale to bardzo mocny napęd dla reszty instrumentarium, na której barkach spoczął obowiązek nabijania i dociążania tego niespokojnego – w wielu miejscach – rytmu. A jeśli jeszcze każdą z kompozycji uda się intrygująco zaaranżować, następnie profesjonalnie zapisać i zmiksować w rodzimym studiu (Final Focus), to pozostaje jeszcze skorzystać z dobrego szwedzkiego studia (Necromorbus), którego mastering stworzy album na miarę legendarnego „Storm of the Light’s Bane” Dissection.

I może tylko jednymi różnicami między nimi będą treści tekstów oraz inna (bo apokaliptyczna w wymowie) okładka.

Gatunek: Black Metal + thrash metal + death metal

Reszta: 10 numerów/ 44 minuty; produkcja: bardzo dobra

Pathology - Throne of Reign CDPATHOLOGY (US) – Throne of Reign CD

Pochodzenie: USA/ San Diego, Kalifornia

Skład: tercet/ Dave Astor (dr.), Tim Tiszczenko (g.), Matti Way (voc.)

Dyskografia: „Code Injection”7”, „Tyrannical decay”7”, „Surgically hacked”CD, „Incisions of Perverse Debauchery”CD, „Age of Onset”CD, „Legacy of the Ancients”CD, „Awaken to the Suffering”CD, „The Time of Great Purification”CD, “Lords of Rephaim”CD

W skrócie: Nazwa jakby znana i już używana, no nie? Holenderski death metalowy imiennik przestał co prawda istnieć w zeszłym roku, ale polski – nadal gra progresywny heavy metal, więc co to za twór?

Tylko skończony ignorant nie wiedziałby, że właśnie amerykańskie PATHOLOGY jest najbardziej utytułowane wydawniczo i najmocniej utytłane brutalnością spośród innych uzurpatorów.

Nic to, że przez kilka początkowych lat w składzie zespołu pojawiło się 5-ciu wokalistów i czterech gitarzystów. Z basistą próbowali grać przez dwa lata, ale to nie wypaliło.

Pathology fotoNic to, że prawie co roku ten tercet funduje nam nowy, pełny album, co zakrawa niemal na prowokację lub zmowę, o której oni sami często charkoczą. Ważne, że najnowszy album po prostu rozwala swoją niebywale agresywną – choć ciut odhumanizowaną – produkcją, że uśmierca swą klarowną i aseptyczną atmosferą, pozbawioną dźwiękowych brudów i wirusów, i że wreszcie doprowadza do obłędu, włączając do tego brutalnego death metalowego tsunami, kolorowe i szalone w tempie, niemal djentowe solówki.

Nie można nie zauważyć, że to, co dzieje się na albumie „Throne of Reign” jest kontynuacją twórczego zboczenia poprzednich okresów i płyt. Jednak nawet ten poprzedni long „Lords of Rephaim” – choć spójny kolorystyką i tematyką okładki – nie jest w stanie konkurować z tym najnowszym.

Wystarczy porównać sposób i agresywność wycharczanych treści przez Mattiego; jego wokal jest teraz cięższy i o wiele bardziej brutalny niż kiedykolwiek. I do tego jeszcze te niesamowite, wybuchowe akustyczne akcenty, które doprowadzają mnie do ekstazy.

Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie każde przesłuchanie tego albumu, to jest jak 30-minutowy dźwiękowy kataklizm, przez który przejście i którego przeżycie musi pozostawić trwałe zniekształcenia w ludzkiej psychice.

A więc, zagrajmy to jeszcze raz! A co!

Gatunek: Brutal Death Metal

Reszta: 9 numerów/ 32 minuty; produkcja: bardzo dobra

Womit Angel - Holy Goatse CDWÖMIT ANGEL (FIN) – Holy Goatse CD

Pochodzenie: Finlandia/ Tampere

Skład: tercet/ Vile Anarchy (dr.), J.Violator (g.), W.Horepreacher (voc.)

Dyskografia: „Older Molestation”EP, „Gnitimov fo Gninnigeb eht”CD, „Unholy and horny”EP, „Sodomatik Rites of I.N.R.I”CD

W skrócie: Oto kolejna formacja w moim zestawieniu, która wywołuje duchy przeszłości, przywołując Zło i bluźniąc obecnej rzeczywistości. Wszyscy trzej muzycy – wzorem Impaled Nazarene – głoszą i krzewią ideologię „SSS” (Satan, Sexuality, Sodomy), będąc przy tym nieskromnie władczy i żądni uległości.

Womit Angel foto 1Mają więc wiele do powiedzenia światu i jego mieszkańcom, widząc w nich niewolników i podludzi światowych systemów moralnych i religijnych. Włączają ten agresywny i wulgarny przekaz w lawinę muzycznych rytmów, których tempa oscylują od szalonych gonitw – wypełniających black metalowe bitwy dźwięków – po hardcorowe wyścigi z bronią pełne wybuchowych akcentów, tyrad i zwolnień. Do tego część numerów ma obowiązkowo różnorakie intra, z których to pierwsze, wrogo uduchowione jest najlepsze, doskonale wprowadzając słuchacza w atmosferę całej płyty.

Trzeba też zwrócić uwagę na ukryty track, świetną przeróbkę dwóch numerów legendy fińskiego hardcora (i sadomasocora) – Terveet Kädet.

Natomiast, co do okładki, to mogłaby być lepsza, choćby w stylu tej z poprzedniego albumu – „Sodomatik Rites of I.N.R.I”.

Gatunek: Black Metal + hardcore

Reszta: 8 numerów/ 24 minuty; produkcja: dobra

 

B) Mały format
(7”, EP, 12”EP, eEP, MC…):

 

Across The Swarm - Across the Swarm EPACROSS THE SWARM (ITA) – Across the Swarm EP

Pochodzenie: Włochy/ Bolonia

Skład: kwartet/ Riccardo Grechi (dr.), Marco Lambertini (g.), Luca Sammartino (g.), Francesco A. Flagiello (voc.)

Dyskografia: Demo

W skrócie: Mam nadzieję, że ta kapela, która istnieje dopiero od 2013 roku, zaskoczy mnie jeszcze niejeden raz, tworząc krążki co najmniej tak intrygujące, jak ten debiutancki.

Fakt, oni nie są nowicjuszami na death metalowej scenie Włoch, o nie! Marco i Riccardo współtworzyli – od 2002 roku, przez 3 lata – death metalowy Lacerated, który przeobraził się następnie w Lacerater, w którego składzie był również Luca. A kiedy to kolejne wcielenie przestało istnieć, narodził się ACROSS THE SWARM.

Ciekawe, kto wpadł na pomysł, by mocny, agresywny i szybki death metal urozmaicić brzmieniami pochodzącymi niemal z innej bajki?

Across The Swarm fotoNie, to nie bajka, bowiem podczas sesji nagraniowej – w szeregach zespołu – pojawił się nie tylko Simone Bertozzi – używający zwykłej gitary basowej – ale też i Luca „NK” Lodi – jeden z dwóch muzyków i DJ-ów tworzących od 2007 roku duet o nazwie Hallucinator, znany z licznych wydawnictw wypełnionych po brzegi nowoczesną muzyką elektroniczną i drum’n’bassem.

Jego udział i wkład w stworzenie nowatorskiego brzmienia ACROSS THE SWARM jest nie do przecenienia. I choć macza palce, głównie łącząc brutalne fragmenty utworów i urozmaicając j ich refreny, to to wystarcza, bym z ogromnym zainteresowaniem wsłuchiwał się w każdy numer, oczekując, że Luca przyciągnie moją uwagę czymś dotąd niestosowanym i niebywałym.

I tak też się dzieje. Jednak nie zgodziłbym się z twierdzeniem, że to on jest jedynym twórcą oryginalności brzmienia włoskiego bendu.

O nie! Nawet bez niego i jego sonicznych sztuczek muzyka ACROSS THE SWARM sięgnęłaby po wysokie noty u jury, bo to zasługa podstawowego składu zespołu. Te piekielnie szybkie i agresywne tempa, wysmakowane zwolnienia i oddechy, częste pasaże dwóch gitar, wspomagane przez bas i bijącą wszystko wokół perkusję.

Tak, ten krążek pełny jest samych takich intrygujących momentów, do których zaliczam także i okładkę z bardzo udanym i przejmującym zdjęciem.

Gatunek: Death Metal + drum’n’bass

Reszta: 5 numerów/ 18 minut; produkcja: bardzo dobra

Ash And Ruin - Animal Rights Division 7EPASH AND RUIN (POL) – Animal Rights Division 7”EP

Pochodzenie: Polska/ Lublin

Skład: tercet/ Dariusz „Palo” Palinowski (dr.), Kuchar (g.), Mara (voc.)

Dyskografia: Split w/ Iskra 7”

W skrócie: Szkoda, że to był tylko projekt uboczny muzyków grindcorowego Suffering Mind, choć wtedy Mara nie był jeszcze jego członkiem.

Szkoda, że kapela pozostawiła po sobie tylko dwa wydawnictwa, a w sumie tylko 4 utwory.

Szkoda, bo to, co wypełnia ten ostatni mały krążek warte jest kontynuacji. Nazwałbym to „grinding black metal”, bo oddaje fascynację black metalem (na co wskazuje również tytuł i okładka rodem z Marduka „Panzer Division Marduk”) napędzaną tempem i zbudowaną na planie grindcorowej aranżacji. To wszystko było już słyszalne w kawałku „Popiół i ruina” na splicie, ale przybrało dojrzałą, krótszą – a przez to ekstremalniejszą – formę dopiero na 7”EP-ce.

Szkoda więc, że po tak udanym i oryginalnym starcie muzycy oddali walkowerem przyszłość ASH AND RUIN. Tak się nie robi!

Gatunek: Black Metal + grindcore

Reszta: 3 numery/ 4 minuty; produkcja: bardzo dobra

Burdens Of Misanthropy - Missionary EPBURDENS OF MISANTHROPY (US) – Missionary EP

Pochodzenie: USA/ Columbus, Ohio

Skład: duet/ Michael Leone (voc.), Jared Collins (instruments)

W skrócie: Ten tajemniczy duet narodził się w 2013 roku i niewiele myśląc wkrótce potem zarejestrował i wydał jedną z najciekawszych EP-ek zeszłego roku. A dlaczego tajemniczy? Bowiem bardzo trudno jest wpaść na jego trop, poznać szczegóły wyboru drogi i dowiedzieć się więcej o wspomnianym małym krążku.

Michael jest wieloletnim członkiem formacji Arise The Titan, łączącej w swej twórczości death metal z hardcorem, a od 2014 roku również śpiewa w progresywnie metalowym From Another Planet.

Natomiast Jarred jest multiinstrumentalistą, realizującym swoje normalne pomysły w hard rockowym Mississippi Bones.

Skąd wziął się więc pomysł na stworzenie ekstremalnie brutalnego i obrazoburczego projektu BURDENS OF MISANTHROPY?

Potrzeba chwili? Oby nie, nie chcę, by ten duet przestał istnieć na samym początku. Byłoby to z wielką szkodą dla wszystkich maniaków death metalu, którzy szukają w obecnej cyfrowej rzeczywistości czegoś Burdens Of Misanthropy fotoświeżego i oryginalnego.

A „Missionary” mu to zapewnia, podobnie, jak już sama okładka – autorstwa Cokiego Greenwaya – którą uważam za najlepszą w roku 2014.

Może właśnie ta okładka i teksty utworów spowodowały, że muzycy wystraszyli się hałasu, jaki sami zrobili? Może dlatego woleli ukryć się w odmętach internetowych stron, stroniąc od dziennikarzy i fanów?

Ostatecznie Ohio to nie Kalifornia czy DC.

Ale odrzucając domysły i wracając do płyty, to z niekłamaną przyjemnością słucha się tych niebywale agresywnych muzycznie kawałków, którym głośnością i poziomem wściekłości dorównują wokale. Przebogate aranżacje, pełne zwolnień, oddechów i zszybszeń temp, przewalają się, jak tornado, przez każdy utwór, z których żaden nie przekracza 2:15. To wszystko brzmi, jak muzyczne przekleństwo , które, kiedy dosięgnie kogoś, nie da mu już spokoju, wciągając w wir death metalowego szaleństwa, którym kieruje BURDENS OF MISANTHROPY.

Gatunek: Death Metal

Reszta: 5 numerów/ 9 minut; produkcja: bardzo dobra

Inhuman Remnants - Innatentional Blindness EPINHUMAN REMNANTS (AUS) – Inattentional Blindness EP

Pochodzenie: Australia/ Canberra

Skład: kwintet/ Nathan (b.), AG (dr.), Nick (g.), JDK (g.), Dave (voc.)

Dyskografia: „Anathema”EP

W skrócie: Oto jeden z niewielu australijskich bendów, który w tak krótkim czasie zrównał się technicznie i brzmieniowo ze światową czołówką sceny death metal. A to przecież dopiero druga EP-ka w dyskografii w ciągu 3 lat istnienia tej kapitalnej kapeli.

Niestety nie udało mi się dotrzeć do żadnych akt, które powiedziałyby mi coś więcej o przeszłości muzyków tego zespołu. Może dlatego, że nie lubię grzebać w papierach i boję się pająków, którymi pasjonują się ci Australijczycy.

Jedynie JDK wyznaje, że ma bogatą muzyczną przeszłość, a obecnie gra w sludge metalowej formacji Chud.

AInhuman Remnants fotole to wszystko jest jakieś za bardzo tajemnicze, bo muzycy zbyt profesjonalnie podchodzą do swojej twórczości i jej promocji. Na przykład publikują na swojej stronie – w formie filmików wideo – najważniejsze njusy i przekazy, zapowiedzi wydawnictw itp., a amatorzy tego nie robią.

Ale tajemnica tajemnicą, a krążek „Innattentional Blindness” naprawdę jest znakomity.

Te 4 numery doskonale pokazują obecne możliwości muzyków, dla których zróżnicowane aranżacje to pestka, płynne zmiany temp i dociążone zwolnienia rytmu to chleb powszedni, a barwne solówki i tyrady na werblu to normalka.

W tych 16 minutach tyle się dzieje, co na niejednej płycie przez całe 40.

Cieszę się więc, że udało mi się wpaść na INHUMAN REMNANTS, bo teraz już nie spuszczę ich z oka i ucha.

Gatunek: Death Metal + technical death metal

Reszta: 4 numery/ 16 minut; produkcja: dobra

Masochist - Condemned to Grovel EPMASOCHIST (UK) – Condemned to Grovel EP

Pochodzenie: Wielka Brytania/ West Yorkshire

Skład: kwartet/ Dale Brown (b.), Steve Remington (dr.), Liam Murnin (g.), Danny Heaton (voc.)

Dyskografia: „The Extent of Human Error”EP, Promo CD

W skrócie: To kolejny doskonale zapowiadający się bend, który nie wstydzi się czerpać ze skarbnicy amerykańskiego i brytyjskiego death metalu lat 90.

I choć cała produkcja nie jest najlepsza, to przyjemność obcowania z muzykami, którzy potrafią grać, interesująco komponować i zgniatać odbiorcę swym potężnym brzmieniem, warta jest zauważenia i docenienia.Masochist foto

Utwory sprawiają wrażenie ciężkich, jednak to nie do końca prawda, bo w całości rejestracji dominują głównie średnie i szybkie tempa, zręcznie rozbijane licznymi zwolnieniami. A na dodatek ostatni kawałek „Foetid Existence”, nie dość, że jest o połowę krótszy od każdego poprzedniego (nie liczę tu intra), to w całości wypełnia go szalona prędkość i brutalność. Wierzę więc, że kolejne wydawnictwo kwartetu będzie miało o wiele więcej takich numerów, jak ten ostatni, i że zespół wreszcie zadba o ich lepszą produkcję.

Gatunek: Death Metal

Reszta: 5 numerów/ 19 minut; produkcja: średnia

Neighborhood In Blood - Neighbors eat Balls promo eEPNEIGHBORHOOD IN BLOOD (ITA) – Neighbors eat Balls EP

Pochodzenie: Włochy/ ?

Skład: kwartet/ Noch (g., voc.), Smith (b.), Bert (dr.), Lord Z. (g.)

W skrócie: Kolejny tajemniczy bend i następny kapitalny projekt z Włoch, który tym razem eksploduje czarnym humorem na zmianę z brutalnym horrorem. Choć na stronie zespołu jest napisane, że ta EP-ka to promo, to nic nie wskazuje na to, żeby wkrótce pojawiła się jego pełnometrażowa płyta. A szkoda, bo pomysły na intra i przerywniki, które bezbłędnie trafiają w mój gust, mają doskonale. W dodatku po każdym wstępie zaczyna się szalona i brutalna jazda, którą prowadzą dwa wokale, jeden hardcorowo-grindowy, a drugi deathowy. Uzupełniają się zresztą znakomicie, dając wielkie pole do popisu rżnącej – do krwi muzyczną strukturę – gitarze, wspomaganej czynnie przemocą basu.

Neighborhood In Blood fotoJakby tego wszystkiego było mało, każdy kawałek gitarowego dźwięku i każde wywrzeszczane z bólu słowo, ostrzeliwuje perkusja, której potwornie agresywne i dokładne bicie zniekształca i masakruje death metalowe tempo i rytm, który miał być tu ponoć wiodącym.

W tej akustycznie drgającej masie trudno jest znaleźć jakiś zdrowy element, zresztą wystarczy spojrzeć na okładkę tej EP-ki, by zrozumieć, że śmierć jest tylko etapem przejściowym w niekończącym się łańcuchu reinkarnacji kolejnego pokolenia muzycznych zombie.

Całość tego niebywale emocjonującego muzycznego spektaklu zamyka przeróbka „Threatening Skies” grupy Obituary, choć szkoda, że w tym przypadku Włosi nie stworzyli własnej wersji tej „piosenki”, bo wydaje mi się, że byłaby ona o wiele ciekawsza od oryginału.

Jednak i bez tego ta EP-ka jest jedną z najczęściej słuchanych przeze mnie w roku 2014.

Gatunek: Brutal Death Metal + goregrind + grindcore

Reszta: 8 numerów/ 16 minut; produkcja: dobra

Parafilia - Defloracion en el Matadero EPCDPARAFILIA (ESP) – Defloración en el Matadero CD

Pochodzenie: Hiszpania/ Orihuela, Alicante

Skład: kwintet/ Manuel (dr.), Jabi (voc.), Iron (g.), Isidro (b.), Adrian (g.)

Dyskografia: Demo 2006

W skrócie: Hiszpańska scena od kilku lat eksploduje coraz bardziej wymyślnymi wydawnictwami i projektami, które prześcigają się w wulgarności i okropności, jak gdyby wściekłość – spowodowana również tragiczną sytuacją ekonomiczną kraju – która jest paliwem ich działania miała doprowadzić je do autodestrukcji. Ich twórczość coraz bardziej zbliża ich do granicy smaku i sensu, o jakiej już nie może być mowy choćby w Ameryce Południowej.

Parafilia fotoSzczęśliwie PARAFILIA ma jeszcze czas, by zdecydować się na ten desperacki krok. Póki co pławi się w patologii ludzkiej natury, jej wielu wynaturzeń i zboczeń. Z oryginalnego składu – który rozpoczął grę w 2005 roku – pozostał jedynie Manuel i Jabi.

Trochę dziwne, że dopiero teraz kapela opublikowała swój debiut, jednak najważniejsze jest to, że ten debiut jest bardzo interesujący. Prezentuje dojrzały muzycznie organizm, której każdy członek doskonale współpracuje z resztą, tworząc bardzo dojrzałe aranżacje, w których jest miejsce dla indywidualnych popisów każdego z muzyków.

Brzmienie instrumentów wzmacniają dwa wokale, z których pierwszy atakuje growlem, zaś drugi przeraża przeraźliwym kwikiem. Część utworów ma średnie tempo z szybkimi partiami w środku, inne natomiast są ich negatywem.

Łącznie – wszystkie te elementy – tworzą bardzo agresywny i wybuchowy konglomerat słowno-muzyczny, trafnie wyrażony również okładką.

Gatunek: Brutal Death Metal

Reszta: 6 numerów/ 22 minuty; produkcja: bardzo dobra

The Soul Exile - Reign of Terror EPTHE SOUL EXILE (FIN) – Reign of Terror EP

Pochodzenie: Finlandia/ Tampere

Skład: kwartet/ Janne Kemppainen (b.), Ville Janhonen (dr.), Teemu Siltanen (g.), Eetu Keränen (voc.)

Dyskografia: m.in. Demo „The Soul Exile”, Promo EP x2, „Middle of Extermination”EP

W skrócie: Ten utalentowany fiński kwintet albo nie miał ochoty niczego publikować, albo żaden z muzyków nie miał forsy, by to sfinansować.

Powstał dość dawno temu, bo w 2003 roku, ale w dyskografii – przez następne 10 lat – pojawiło się tylko 5 demówek i dwa materiały promo.

I kiedy wszystko wskazywało na to, że wreszcie w tej dekadzie THE SOUL EXILE udanie zadebiutuje, wszystko się zawaliło za sprawą nieszczęść natury osobistej, które – najpierw – zmusiły Sauliego Pääsky (a był on współzałożycielem kapeli) do odejścia z zespołu w 2011 r. i porzucenia kariery perkusisty. Kiedy wkrótce potem – w maju 2012 roku – zostało zarejestrowane 3-utworowe demo, to nim kapela na dobre zajęła się jego promocją, odszedł drugi gitarzysta, a potem Sami Siltanen – wieloletni wokalista kapeli – musiał na zawsze pożegnać się ze swoją karierą. To jakieś fatum?

The Soul Exile fotoUtrata w tak krótkim czasie tak charakterystycznych elementów brzmienia kapeli, jak wokal, gitara i bębny, to tragedia. Ale paradoksalnie, w tak trudnych chwilach bardzo często okazuje się, że reszta członków bendu zwiera szeregi i z pomocą nowych ludzi realizuje zaplanowane wcześniej rzeczy.

Szczęśliwie, w przypadku THE SOUL EXILE właśnie tak było. Więc już wiosną 2013 r. udało się zarejestrować i wydać – bez strat personalnych – debiutancką EP-kę, a rok później – kolejną.

Muzyka na „Reign of Terror” przyciąga różnorakimi aranżacjami, dzięki którym wolne, średnie i szybkie partie temp bardzo sprawnie przechodzą jedno w drugie i na odwrót, przywodząc mi na myśl szwedzkie death metalowe brzmienie początku lat 90.

Chroboczący metaliczny bas wprowadza niepokój w linię melodyczną, którą zdecydowanie nakreśla gitara, a mocny i agresywny growl następcy Samiego dodaje całości brutalności.

Przy tym wydawnictwie chciałem jeszcze zwrócić uwagę na jego okładkę, opatrzoną zdjęciem muzyków, co w tym gatunku metalu nie jest już od dość dawna praktykowane. A tu się sprawdza.

Gatunek: Death Metal + technical death metal

Reszta: 4 numery/ 14 minut; produkcja: dobra

Straight Hate - Mental Disorder EPSTRAIGHT HATE (POL) – Mental Disorder EP

Pochodzenie: Polska/ Chełm, Lublin

Skład: kwartet/ Kuba (voc.), Kamil (g.), Przemek (b.), Radek (dr.)

Dyskografia: split w/ Speedy Gonzales MC

W skrócie: Ten istniejący od 2008 roku bend musiał dotąd nie czuć potrzeby wychodzenia z cienia, skoro swoją aktywność wydawniczą rozpoczął dopiero niedawno. Natomiast na pewno tego całego czasu nie zmarnował ani Kuba ani Kamil, mimo wielu zmian personalnych, jakie wokół nich zachodziły, a nawet rocznej przerwy w działaniu w latach 2012-2013.

Kiedy potem wreszcie ruszyli z miejsca, z nowymi muzykami, szybko się okazało, że nie dotrzymuje im kroku drugi gitarzysta, więc zespół zdecydował się być kwartetem. Okrzepł i wreszcie bez krępacji zaprezentował swoje nowe, mocniejsze i brutalniejsze oblicze światu.

PStraight Hate fotootwierdza to dobitnie jego debiutancka EP-ka, świadczą o tym wysokie umiejętności techniczne poszczególnych muzyków, świeże pomysły na kompozycje i dbałość o ich oryginalne brzmienie.

Krążek przynosi 6 minut zmasowanego ataku agresywnych i miejscami (szczególnie w refrenach) nawet brutalnych dźwięków. Rejestracja jest klarowna i czytelna, co wcale nie wpływa na osłabienie całości brzmienia.

Fakt, nie jest ono tak głębokie i „tłuste”, jak w większości produkcji grindowych na świecie, ale to raczej dlatego, że muzycy nie zamierzają zrezygnować z typowo grindcorowych patentów, a one nie muszą być przesadnie akustycznie rozrośnięte.

Z całym tym hałasem doskonale współgra okładka, podkreślająca chaos dzisiejszych czasów, przekładający się na kompletne wynaturzenie lub wyalienowanie jednostek, będących niewolnikami układów i systemów.

Gatunek: Grind + death metal + grindcore

Reszta: 4 numery/ 6 minut; produkcja: bardzo dobra

UxDxS - Too fast for Love EPUxDxS (DEN) – Too fast for Love 12”EP

Pochodzenie: Dania/ Kopenhaga

Skład: kwartet/ Peter (voc.), Rasmus (g.), Jeff (b.), Mads (dr.)

W skrócie: Listę tej kategorii zamyka kolejny niebywale utalentowany debiutant na europejskiej scenie. To duński kwartet bez przeszłości, którego członkowie działają – od 2012 roku – w komitecie na rzecz rozprzestrzeniania ekstremalnej brutalności. Czynią to niebywale agresywnie i z niesamowitą determinacją, co nie przeszkadza im rozpocząć całą sesję spokojnie, przygrywką, następnie włączyć w to gulgoczący wokal, który po 1:15 przeobraża się we wrzeszczące monstrum, doprowadzające resztę instrumentarium do szaleństwa.

Jednak jeśli komuś się zdaje, że w tej samobójczym wyścigu z prędkością nut nie ma żadnego celu, to jest w błędzie. Każdy utwór jest bowiem zaaranżowany ze smakiem, łącząc zwolnienia z hiperszybkimi partiami tak zmyślnie, że nim się obejrzysz – by złapać odpadające z wrażenia uszy – to już zmieniło się tempo, zmienił się rytm i zmienił się… utwór.

I choć sama gitara nie jest mocno przesterowana to ma się wrażenie, że jej riffy słychać w każdym zakamarku pięciolinii, rozpycha się strunami, jak sardynka w puszcze, nie pozwalając oddychać gitarze basowej, która zresztą doskonale sprawdza się na drugim planie.

UxDxS fotoNatomiast wścieka to perkusję tak bardzo, że ta z pomocą Madsa bije i wali bez opamiętania, nie szczędząc rys blachom i dziur bębnom. Tempa, jakie wychodzą spod stopy i dwóch pałek przyprawiają o zawrót głowy nie tylko mnie, jednak dla wokalu nie jest to nic nowego. On to wszystko kontroluje, raz wrzeszcząc, innym razem chrypiąc i gulgocząc, a nawet wyjąc, tworząc nowy alfabet, którego litery układają się w ociekające krwią, flakami i obsceną wersety. Zresztą sama okładka wydawnictwa nie jest od tego wolna i przyciąga wzrok smrodem nagłej i nieuchronnej śmierci.

Krążek zamyka przeróbka numeru skandalizującej, norweskiej formacji Turbo Negro, istniejącej z przerwami od 1988 roku.

Ten album „Too fast for Love” muzycy rozdają elektronicznie za darmo, pokazując palec wszelkim wydawnictwom, zezwalając jedynie na jego kopiowanie (na kasetach) tylko tym, którzy robią to po kryjomu i własnoręcznie.

Gatunek: Grind + grindcore + goreviolence

Reszta: 11 numerów/ 15 minut; produkcja: dobra

Przy przeszukiwaniu I aktualizowaniu danych posiłkowałem się internetem, a w szczególności zawartością stron wuwuwu: the metal archives, discogs, bandcamp, facebook, reverbnation, tumblr, twitter, youtube.

Tryłkołak
[06.01.2015]