NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Souldrainer – nie gramy jak In Flames

Trzy fantastyczne rzeczy, które kojarzą mi się z tym krajem, to: bigos, wódka i polskie piwo. No i – rzecz jasna – nasi fani. Zdaje się, że Polska ma wielką scenę metalową z mnóstwem miłych ludzi przyjeżdżających na nasze koncerty.

Pochodzący z Östersund w Szwecji SOULDRAINER, reprezentujący melodyjne death metalowe brzmienie, wkrótce ponownie odwiedzi Polskę w ramach trzeciego rozdziału Neogenesis Tour. W trakcie trasy rozpoczynającej się 10 kwietnia swą premierę będzie miał najnowszy album zespołu „Architect”. Płyta zostanie wydana nakładem ViciSolum Productions i usłyszymy na niej 10 kawałków. Jest to pierwszy album nagrany z nowym perkusistą Hugo Nylanderem. Rok po ich ostatniej wizycie w naszym kraju postanowiliśmy zadać kilka pytań basiście Joakimowi Wassbergowi.

Przez długi czas tematem numer 1 na Waszej stronie internetowej była zeszłoroczna marcowa trasa Neogenesis Tour z WARHEIM i DIABOLICAL. Który z koncertów uważasz za najbardziej udany?

– Neogenesis Tour to była dla nas świetna przygoda! Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi z chłopakami z DIABOLICAL oraz WARHEIM. Najlepszym występem był ten ostatni w Szczecinie. Wielka impreza, na którą przyszło mnóstwo ludzi.

Żałujesz, że nie mieliście czasu, żeby pozwiedzać? Graliście w naprawdę pięknych miastach jak chociażby Kraków czy Praga…

– Oczywiście. Byłoby fajnie mieć w międzyczasie trochę wolnego. Kraków jest rzeczywiście pięknym miastem i chętnie spędzilibyśmy tam więcej czasu. Gdybyśmy mogli.

Co było najbardziej męczące podczas całej trasy? Zdaje się, że zaistniały pewne problemy zdrowotne – Marcus nie wyglądał za dobrze…

– Hahaha! Faktycznie w którymś momencie Marcusa zaczęła męczyć gorączka. Podczas niektórych gigów wykorzystywał wszystkie swoje siły. Z tego co pamiętam to w Pilźnie stojąc na scenie podpierał się głośników próbując złapać powietrze…

SOULDRAINER istnieje od 1999 r. W którymś momencie w skład zespołu wchodziło pięciu członków – teraz funkcjonujecie jako trio. Jak to się stało? Będziecie powiększać skład?

– SOULDRAINER początkowo był projektem studyjnym, kiedy Marcus pracował jeszcze jako stażysta w studiu. Napisał kilka piosenek, by ćwiczyć nagrywanie. Okazały się być na tyle dobre, by móc je grać na żywo. Starannie dobrał ekipę zespołu realizując swoją wizję. A że wszystko spotkało się z pozytywnym odzewem, to nie było sensu, żeby przerywać projekt. Johan, nasz były wokalista opuścił zespół zaraz po wydaniu „Reborn”. Postanowiliśmy kontynuować naszą drogę z Marcusem na wokalu. Po jakimś czasie Daniel chciał opuścić SOULDRAINER, by skupić się na drugim projekcie AEON. Mieliśmy plany, by szukać drugiego gitarzysty, ale postanowiliśmy występować w trzyczęściowym składzie. Podoba nam się pomysł, że cały zespół może dzielić jeden pokój, jeden standardowy samochód itp. Jeśli chodzi o perkusistów, to mieliśmy ich kilku. Nils Fjellström, Arttu Malkki, Sverker Berggren a teraz Hugo Nylander. Na dzień dzisiejszy nie mamy żadnych planów odnośnie ew. nowych członków zespołu, ale nigdy nic nie wiadomo.

Udzielacie się także w innych projektach muzycznych? Czy ciężko jest pogodzić ze sobą granie w dwóch różnych zespołach?

– Hugo gra także w DJÄVULSKAP, a ja gram dla zabawy w bandach robiących covery. Nie jest to nic ciężkiego. SOULDRAINER jest moim numerem jeden.

Dlaczego Sverker opuścił zespół?

– Sverker odszedł z SOULDRAINER z powodów osobistych. Zaklepaliśmy terminy na trasę, a on z trudem opuszcza pracę i rodzinę. Postanowiliśmy dać szansę Hugo. Doskonale ją wykorzystał i postanowiliśmy, że przejmie pałeczki bębniarza. W dalszym ciągu utrzymujemy kontakt ze Sverkerem. Jest naszym fotografem!

Zetknęłam się z opinią, że Wasza muzyka przypomina HYPOCRISY. Zgadzasie się z tym? Na Waszym profilu facebookowym jest napisane, że gracie death/doom/melodyjny metal. Ale… gdzie ta partia doomowa?

– HYPOCRISY to świetny zespół, którego słucham już od dłuższego czasu. Czasami mamy pewne podobieństwa w melodii i wolniejszych partiach, niemniej jednak nie sądzę, że brzmimy jak oni. Więc ciężko Ci znaleźć u nas elementy doom metalu? Jeśli powiedzielibyśmy, że gramy melodyjny death metal, wszyscy będą myśleć, że gramy jak IN FLAMES, a tak nie jest. SOULDRAINER zawsze był wolniejszy – zarówno na płytach, jak i podczas występów na żywo.

Co Was inspiruje do tworzenia tekstów? Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam jeden z nich… „Reborn” jest o samookaleczaniu? Uwielbiam energię tego kawałka, ale jeśli miałabym skupić się na samym tekście, to nie niesie on ze sobą nic pozytywnego. Autorem akurat tego tekstu jest Wasz były wokalista, ale czy możesz wyjaśnić, skąd wziął się taki upiorny klimat? Miał kontakt z ludźmi, którzy dokonywali samookaleczenia?

– Nie mogę wypowiadać się za Johana, ale faktycznie teksty SOULDRAINER ogólnie dotykają mrocznych tematów. Bardziej pasują do naszej muzyki aniżeli piosenki o kwiatach i ptaszkach – tak sądzę. Na nowej płycie Marcus napisał większość tekstów. A i ja popełniłem ich kilka. Mogę więc mówić tylko za siebie. Kiedy piszę, to lubię używać metafor.

 Autorka: Zuza Stecka