NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Fleshworld – jest jeszcze sporo do odkrycia

Nie staramy się być oryginalni na siłę. Jesteśmy świadomi, że gatunki, w których się poruszamy, nie są młode, ale nigdy nam to specjalnie nie przeszkadzało. Dla mnie oryginalność to w równym stopniu poszukiwania zupełnie nowego brzmienia, eksperyment z muzyką, jak i odkrywanie tego co znane na nowo, w innym kontekście.

Ubiegłoroczny debiut „Like we`re all equal again” krakowskiego Fleshworld to porcja solidnego, przemyślanego, dobrze zaaranżowanego post-metalowego grania. Na pytania odpowiadają Mateusz (gitara, elektronika), Tytus (wokal) i Kuba (gitara).

Praca i skok jakościowy jaki Fleshworld wykonał pomiędzy demo z 2010 r. a pełnym albumem, budzi szacunek. Jakie wskazałbyś obecnie najmocniejsze punkty kapeli?

Mateusz: Jesteśmy ekipą gości których muzycznie bardzo niewiele łączy. Absurdalnie, uważam że jest to nasza najmocniejsza strona. Przez kilka lat wspólnego grania stworzyliśmy sobie przestrzeń w której konfrontujemy ze sobą skrajnie różne pomysły, tempa, rytmy, melodie i dzięki temu nie uwiązujemy się do jednego stylu czy gatunku. Dzięki ciągłej przepychance proces twórczy staje się ciekawy. Chętnie sięgamy po nowe brzmienia i klimaty, by po przepuszczeniu ich przez pięć zupełnie odmiennych gustów, uzyskać efekt który można usłyszeć na płycie.

Od premiery „Like we`re all equal again” minęło chwilę czasu. Docierają już do was jakieś głosy z zagranicy na temat tego,  jakie ten materiał zbiera recenzje?

– Dotarło do nas więcej recenzji z zagranicy niż z Polski. Póki co wszystkie recenzje, które mieliśmy okazje przeczytać są bardzo pozytywne. Wielu recenzentów określiło naszą płytę jako „solidną”. Cieszy mnie to, ponieważ sam opisałbym ją właśnie tym jednym słowem. Mimo że okres, w którym powstały utwory jest dosyć długi, to można znaleźć w nich element wspólny. Choć z mojej perspektywy ciężko go nazwać i opisać, to właśnie ten element konstytuuje Fleshworld jako zespół. Ameryki nie odkryliśmy ale czuję, że ta płyta jest dobrym punktem wyjścia do dalszych nagrań.

Ciekaw jestem czy zdarza się wam komponować jakiś utwór rozpoczynając od, powiedzmy, czadów a w dalszej części obudowywać go spokojniejszymi fragmentami. Zdarza się czy nie zdarza?

– Zdarza się, a ostatnio coraz częściej, choć nigdy nie było w tej kwestii żadnej prawidłowości. Nie trzymamy się tradycyjnego podziału utworu a mnie od zawsze podobała się idea narracji w muzyce. Patrząc na utwór jako pewną formę narracji, mocne, ciężkie przesterowane riffy pozwalają na przekazanie całego spektrum różnych nastrojów i są bardzo plastycznym tworzywem, dlatego coraz częściej pojawiają się jako pierwsze.

Za temat przewodni „Like we`re all equal again” obraliście wojnę, jej przejawy, psychologiczne aspekty. Interesujecie się historią, polityką, stosunkami międzynarodowymi? Chcecie poprzez własny przekaz uwrażliwić odbiorcę na jakieś konkretne niuanse czy zagadnienia związane z konfliktami zbrojnymi i ich konsekwencjami?

– Fascynacja wojną, która skłoniła mnie do napisania tekstów, to tak naprawdę próba zrozumienia zachowań i postaw będących jej skutkiem. Nigdy nie mogłem w pełni pojąć jakim sposobem w czasie wojny cały system wartości, dorobek kulturowy, intelektualny, moralność sypią się jak domek z kart i są zastępowane ideą samozagłady. Nie uważam że muzyka to dobre narzędzie do moralizowania ale chciałem pokazać że wojna, nieważne z jakich pobudek, redukuje wszystkich nią dotkniętych do roli zwierząt walczących o przetrwanie. Nie liczy się status społeczny, wykształcenie, poglądy, wszyscy stają się równi.

Wróćmy na muzyczny grunt. Nie macie obaw, że w mocno już wyfedrowanej stylistyce jak post/sludge ciężko będzie się wam przebić do szerszego spectrum?

– Nie myślimy w ten sposób. Uważam że granice post/sludge poszerzają się coraz bardziej, wchłaniając coraz to nowe elementy, które słychać w nowych nagraniach głównych kapel tego nurtu, czego najlepszym przykładem jest nowa płyta Cult of Luna. Jest ballada, jest dużo elektroniki, są eksperymenty z brzmieniem. Myślę że w tym gatunku jest jeszcze sporo do odkrycia ale to odbędzie się metodą naturalnej ewolucji a nie rewolucji.

A to, że w recenzjach materiału przewija się brak oryginalności jakoś was dołuje, ma znaczenie?

– Nie staramy się być oryginalni na siłę. Jesteśmy świadomi że gatunki, w których się poruszamy, nie są młode, ale nigdy nam to specjalnie nie przeszkadzało. Dla mnie oryginalność to w równym stopniu poszukiwania zupełnie nowego brzmienia, eksperyment z muzyką, jak i odkrywanie tego co znane na nowo, w innym kontekście.

Raz pisze się o Fleshworld że post, raz że sludge. Jak ty to oceniasz? Gdzie twoim zdaniem przebiega linia demarkacyjna między post a sludge tak w ogóle? Potrafisz ją sprecyzować?

– Nie, bo nigdy się nad tym nie zastanawiam. Bardzo trudno zdefiniować obydwa gatunki w ich obecnym kształcie i nie wydaje mi się żeby miało to sens, ponieważ granica podziału zaraz znów się zmieni.

Jak odpowiedzielibyście adwersarzowi, który określiłby muzykę Fleshworld jako ciekawą, dobrze zaaranżowaną, jednak mało skonsolidowaną i zbyt kontrastowo rozpiętą między delikatnym post rockiem, riffowo-wokalnym gnieceniem a matematycznymi podziałami i kombinatoryką? Taki zarzut uznacie za konstruktywny czy przyjmiecie go do wiadomości?

Tytus: Wydaje mi się, że te kontrasty właśnie służą za bardzo sprawny nośnik idei zawartych w tekstach. Odzwierciedlają warstwę tekstową, czasami podkreślając ją, a czasami diametralnie zmieniając jej wydźwięk.

Kuba: Jest jak najbardziej konstruktywny. Każdy ma prawo do własnej opinii, szczególnie w wypadku  gdy ma coś wartościowego do przekazania. Jak Mateusz wspomniał, każdy z nas słucha innej muzyki i próbuje wcisnąć swoje pomysły. Możliwe że efektem tego jest duża ilość kontrastów na płycie.

Kuba, macie już na koncie trochę koncertów, który wspominasz najlepiej? Jak ludzie reagują na was na żywo: statycznie czy udaje się dźwiękami przynajmniej częściowo pokołysać publikę? Jakieś konkretne plany koncertowe na najbliższą przyszłość są już znane?

K.: Ciężko wskazać jeden konkretny występ. Z publiką bywa różnie, nam też różnie się gra. Wiadomo że lubimy jak koncert sprawia przyjemność nie tylko nam samym. Jeśli chodzi o plany koncertowe na przyszłość to mamy kilka pomysłów lecz są one na tyle niepewne, że nie chcemy zdradzać szczegółów.

W niektórych fragmentach „Like we`re all equal again” odnajduję echa Døme Circe. Zgodzisz się z takim spostrzeżeniem?

K.: Choć ciężko spojrzeć na to obiektywnie z naszej perspektywy, myślę, że naturalne jest że obydwa projekty łączy wspólny mianownik. Zarówno we Fleshworld jak i w Døme Circe za tworzenie muzyki odpowiadamy w głównej mierze razem z Mateuszem.

Za Unquiet Records kryje się Tytus, prawda? Jakie zadania promocyjne związane z „Like we`re all equal again” zaordynowaliście mu do wykonania? Ma jakieś ultimatum typu: „jak nie zrobisz tego, tego i tego – żegnaj”?

T.: Wtrącę się, chociaż pewnie nie powinienem. Otóż nie tak to działa. Wydawnictwem początkowo zająłem się, żeby uspójnić scenę muzyczną, wydawać muzykę z pewnym wspólnym elementem, stworzyć pewnego rodzaju społeczność, która nawzajem by się wspierała i promowała. Label to taki namacalny szyld, który umożliwia takie działania i na pewno ułatwia inne. Co do twojego pytania: Jestem częścią zespołu, jestem też jego wydawcą. Jest to trudna i dziwna sytuacja, a dylematom nie ma końca. Chłopaki wiedziały, że dopiero zaczynam ten złodziejski proceder i na początku nie wszystko musi iść po naszej myśli, ale w końcu mamy wspólne cele – wydać na światło dzienne jak najlepszą muzykę i zrobić z nią, co się da, żeby trafiła do jak największej liczby ludzi.

Mateusz, gdybyś wszedł w posiadanie znacznej kwoty gotówki i mógł ją przeznaczyć na scenariusz i teledysk do któregoś kawałka – który poszedłby na tapetę i jak mógłby wyglądać obraz do niego?

M.: Ciężkie pytanie. Myślę że wybrałbym „Chant of Many Voices”, chociaż ze względu na długość kawałka zrobiłby się z tego krótki metraż zamiast teledysku. Na pewno w takim obrazie zawarłbym dużo przyrody, która jako niemy świadek historii dobrze oddawałaby ideę płyty. Pewnie pojawiłoby się też parę industrialno-apokaliptycznych scenerii. Takie rzeczy chodzą mi po głowie jak myślę o tym kawałku. Raczej nie byłoby tam ludzi.

30 kwietnia Cult of Luna w Krakowie. Próbujecie wbić jako local support? Co sądzisz o „Vertikal”?

M.: Lubię „Vertikal”, to bardzo dopracowana płyta choć nie powaliła mnie na kolana. Trochę nie rozumiem trendu wśród kapel z pogranicza metalu do kierowania swojej twórczości w lżejsze, bardziej melodyjno-liryczne rewiry. Cieszę się tym bardziej, że na „Vertikal” jest mimo wszystko sporo cięższych riffów ale od razu po przesłuchaniu wróciłem do „The Beyond” która moim zdaniem razem z „Salvation” definiują styl tej kapeli. Wiadomo że chciałbym zagrać jako ich support, ale myślę że kolejka chętnych jest długa (śmiech).

FLESHWORLD na Bandcamp

Autor: Sławek Łużny
Fotografia: archiwum Fleshworld