NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Bottom – standardowo wszystko pokręcone

Starannie przemyślane i poukładane struktury utworów? Jerona! Wiesz, jak wygląda „proces twórczy”? Podstawowa zasada: „ma żreć”! Jak żre – jest dobrze! Jak nóżka chodzi, bania się buja, na twarzach pojawiają się spazmy/skurcze/tiki, a pot cieknie po dupie, to znaczy, że jest dobrze. Kawałki robimy „na żywca” na próbie. W kolektywie. Zawsze, jak ktoś przyniesie gotowy kawałek z domu, to jakoś tak… nie żre.

BOTTOM to załoga parająca się grzaniem bezkompromisowego czadu na styku hardcore`a, grind`u i death metalu. Przy tym są przykładem wymierającego już gatunku zespołów na wskroś podziemnych, gardzących karierą, dla których liczy się tylko to, by narobić jak najwięcej hałasu i wypluć z siebie negatywne emocje uzbierane podczas walki z uciążliwymi przejawami naszej egzystencji. Jak mawiał klasyk „grają zajebiste riffy i są szczerzy w tym co robią”, więc szkoda byłoby, gdyby ich muzyka pozostała niezauważona. Głównym tematem wywiadu jest płyta „Maszkarada”, która co prawda ukazała się już jakiś czas temu, ale znając tempo pracy BOTTOM nad kolejnymi wydawnictwami jeszcze jakiś czas pozostanie najnowszą produkcją zespołu.

Na ten wywiad umówiliśmy się jakieś 2 lata temu. W końcu wziąłem się w garść i skonstruowałem te kilka pytań. Odnoszę wrażenie, że w Bottom z podobnym refleksem zabieracie się za poważniejsze ruchy. Lata mijają zanim zarejestrujecie gotowy od dawna materiał. Kolejne, kiedy decydujecie się zacząć promocję. Do tego zabójcza częstotliwość, z jaką wychodzicie na sceniczne deski…

Czołem. Tak się zabieramy za poważniejsze ruchy, jak Ty za wywiad z nami hehe. Wiedzieliśmy, że będziesz się ociągał z wywiadem, więc nie śpieszyliśmy się z nagraniem, wydaniem i promocją kolejnego materiału. Jak tylko się określiłeś, że konwersacja z Tobą za chwilkę dojdzie do skutku, nagraliśmy płytkę, wydaliśmy i teraz ją promujemy… a to, że już nagrywamy następną, to tylko mobilizacja dla Ciebie odnośnie kolejnego wywiadu hehe. A poważniej… Cóż Ci powiedzieć mam? Życie panie, życie. Po kilkanaście lat już nie mamy, więc wszystko wygląda inaczej. Z koncertami jest tak, że zwyczajnie brakuje nam czasu na organizację, ale gramy wszędzie tam, gdzie dostajemy zaproszenie. I fakt… na koncertach już gramy kawałki z płytki, która jest nagrywana, a ta która jest promowana, już się znudziła haha. Standardowo, wszystko pokręcone.

Czy nachodzą Cię czasem myśli, że gdyby Bottom działał bardziej regularnie i intensywnie, to moglibyście być z tym zespołem w zupełnie innym miejscu? Mieć kilka płyt na koncie więcej, Polskę zjeżdżoną wzdłuż i wszerz, tłumy wielbicieli i honorowe obywatelstwo Sosnowca?

No pewnie, że tak, ale… co z tego? Na honorowe obywatelstwo Sosnowca już nie mamy co liczyć, bo żaden z nas nawet tam nie mieszka. Zostawiamy miejsce dla Frontside hehe. W ogóle w Zagłębiu zostało nas tylko trzech, więc nawet honorowe obywatelstwo Zagłębia odpada. Kolejnych trzech przekroczyło granicę na rzece haha. Odnośnie ewentualnego bycia w innym miejscu… Pewnie, że mam świadomość. Bywały lata, że graliśmy więcej koncertów niż prób. Niestety, choć może nie do końca „niestety”, czasem wszystko się tak układa, że muzykowanie schodzi na dalszy plan. Oczywiście zawsze tymczasowo, ale jednak.

Wraz z ostatnią, jak do tej pory, płytą prezentujecie zdecydowanie wyższy poziom, w stosunku do poprzedniej „Deklaracji Morderców”. Zgodzisz się ze mną, że trudno w przypadku „Maszkarady” mówić tu o postępującym rozwoju zespołu, lecz jest to raczej radykalny skok jakościowy?

No tak… Na granie w klimatach Dream Theater się nie zanosi. Nie jestem chyba w stanie jakoś się konkretnie ustosunkować do tego pytania. Gramy sobie łomot, ot co. Ta muza ma cieszyć też nas. Też w nas ma wywoływać emocje. Wiesz, taki katalizator. Jak wszystko chodzi tak, że wracamy z prób cali mokrzy, to znaczy, że robota się udała. Jak przy okazji, podoba się to innym – bajka! Tak to ma działać.

Zacznijmy od zmian stylistycznych. Kiedyś był prosty, metalizujący hardcore, a teraz? Pojawił się grind i death metal, jest drugi wokal oraz o wiele większa wyobraźnia aranżacyjna. Każdy numer ma tu własną tożsamość i jest misternie skonstruowany. Jak to się stało, że nagle zapragnęliście grać tak jak na „Maszkaradzie” i jak to zrobiliście, ze od razu udało się nagrać tak morderczy cios?

Bardziej jednak skłaniałbym się do stwierdzenia, że kiedyś był to hardcore`ujący metal, ale od zawsze z naszą muzą było tak, że co człowiek, to opinia. Powiem tak, reaktywacja Bottom w 2002 roku zakładała pogranie sobie klimatów z pogranicza thrash, hc, crossover itp. Jednakże z biegiem lat kręgosłup zespołowy coraz bardziej przypomina kręgosłup każdego z nas i robi się konglomerat hc, death, grind, thrash…. Poza tym nie zastanawiamy się raczej nad tym, jaki gatunek reprezentuje dany riff. Jak nam się podoba to bierzemy go do kawałka i tyle. Czasem jest bardziej deathowo, a czasem może bardziej hardcore`owo, a czasem tak, że nie wiadomo gdzie to wsadzić. My z tym nie mamy problemu. Odbiorca czasem tak. Kurcze, jak usłyszysz nową płytę to się zdziwisz, bo są tam elementy black, crust, a i pewno jeszcze kilka innych odmian hałasu by się znalazło hahaha. Poza tym wiadomo, że grając już tyle lat razem i mając tyle lat na karku chyba mamy świadomość tego jak wszystko ma ostatecznie wyglądać. Chyba, bo cały czas się łapię na tym, że i tak czasem wygląda to inaczej hehe. Morderczy cios mówisz…no to cóż Ci mogę powiedzieć? Cieszę się, że tak to odbierasz. To podstawowe kryterium „komponowania” haha.

Jak już wspomniałem wcześniej, struktury utworów wydają się być starannie przemyślane i poukładane. Nie przeszkadza to jednak, by „Maszkarada” nokautowała przede wszystkim namacalną wręcz furią i zaangażowaniem jakie wkładacie w wykonywane dźwięki. W jaki sposób udaje się Wam łączyć porządek doskonałego wykonawstwa z chaosem spontaniczności?

– Starannie przemyślane i poukładane struktury utworów? Jerona! Wiesz, jak wygląda „proces twórczy”? Podstawowa zasada: „ma żreć”! Jak żre – jest dobrze! Jak nóżka chodzi, bania się buja, na twarzach pojawiają się spazmy/skurcze/tiki, a pot cieknie po dupie, to znaczy, że jest dobrze haha. Kawałki robimy „na żywca” na próbie. W kolektywie. Zawsze, jak ktoś przyniesie gotowy kawałek z domu, to jakoś tak… nie żre hehe. Czasem ktoś ma pierwszy riff już gotowy, a potem ktoś zanuci kolejny i się go przekłada na wiosło, albo z ogólnego hałasu wyłania się pomysł na resztę. Spontaniczność, o której wspominasz, jest właśnie wynikiem takiego sposobu tworzenia kawałków. W domu masz za dużo czasu na dopracowanie czegoś i za długo zaczynasz się nad pewnymi niuansami zastanawiać. Na próbie jest system prawie zerojedynkowy. Albo żre, albo nie.

Przyznać też trzeba, że do progresu Bottom dostosował się Wasz wokalista Gigol. Domyślam się, że biedaczysko został poddany prawdziwym torturom w studiu nagraniowym, zanim mógł otworzyć flaszkę w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

Od razu tortury… Zwyczajnie przyłożył się do nagrania i tyle haha. A flaszki na nagraniach wokali były otwierane przez innych, a nie przez Niego.

Skoro już o nagraniach mowa, to kilka słów rzec by wypadało na temat procesu realizacji „Maszkarady”. Ponownie odwiedziliście studio ZED, lecz tym razem udało się osiągnąć zdecydowanie lepsze brzmienie niż na „Deklaracji…”.

Pewnie, że tak, bo Zed w międzyczasie przeszedł kolejną klasę wtajemniczenia. Opanował do takiej perfekcji sprzęt i oprogramowanie, które posiadał, że było mu już mało i zdążył zakupić kolejne sprzęty i kolejne oprogramowania, które również opanował do perfekcji. Ten człowiek to mega mózg, stale się rozwijający i uczący. Poza tym jemu nie trzeba nic tłumaczyć. Czyta w myślach. Współpraca z nim to perwersyjna przyjemność obcowania z geniuszem haha. Skromny chłopak, a taki masta hehe. Czasem pomarudzi, pokręci nosem, no ale… wybaczamy haha.

Również teksty są tym razem ciekawsze, pozbawione banału (co zdarzało się wcześniej), a przy tym wciąż okrutnie wkurwione i zaangażowane. Zgaduję, że i na tym polu nie było łatwo i przygotowanie ich ostatecznego kształtu wymagało poświęcenia im sporych nakładów pracy.

Nie wiem dokładnie, jak wyglądał proces twórczy, ale Gigol, bo przygniatająca część tekstów jest jego autorstwa, zwyczajnie przynosił je na próbę. Podczas nagrywania ulegały naprawdę kosmetycznym zmianom. Gigol wykonał kawał świetnej roboty. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Zgaduję się, że wrodzona skromność każe Ci zaprzeczyć, ale moim zdaniem „Maszkarada” to poziom światowy i spokojnie moglibyście cisnąć się z tą płytą za granicę. O ile oczywiście zrezygnowalibyście z języka polskiego. Niemniej czy masz poczucie, że jesteście zajebiści?

Hahahahaha… A dziękuję Ci bardzo. Miło słyszeć. Wrodzona skromność każe mi odpowiedzieć, że oczywiście nie mam takiego poczucia. Ech, nie mogę inaczej odpowiedzieć, bo wyjdzie, żem nadęty buc hehehe. A poważniej… zdarzają się takowe opinie i bierzemy je na klatę haha. Cisnąć poza Polskę? Hm… nie wiem, czy mamy na to parcie… Jasne, jakieś pojedyncze koncerty, wypad zawsze mile widziany, co też się zdarzało, ale ciśnienia na „karierę” nie mamy absolutnie żadnego. Nie chcemy zawojować świata. Zapytaj ludzi, którzy zapraszają nas na koncerty, jakie mamy chociażby podejście do wszelkich około koncertowych spraw. Nie robimy z niczym problemu. Granie to nasze hobby, cholernie ważne dla większości z nas, ale nie wiążemy z graniem jakichś profitów materialnych. Bardziej te duchowe nas interesują, jeśli wiesz, co chcę powiedzieć.

Jeden z utworów zaczyna się riffem z „Corporal Jigsore Quandary” Carcass. Czy wiąże się z tym jakaś warta przytoczenia anegdotka? A w ogóle, to dlaczego oni? Gdybym miał wytypować jakąś death metalową hordę, którą co i rusz słyszę na „Maszkaradzie”, to byłby to raczej Morbid Angel.

Odnośnie Carcass nie ma żadnej anegdotki. Czasem pod koniec prób gramy sobie różne „szlagiery”. Janek pogrywał sobie ten kawałek w studio w przerwach. Stwierdziliśmy, że może go wykorzystamy. Takie puszczenie oczka. A czemu akurat Carcass, a nie np. „Day Of Suffering” Morbidów? Kurcze, bo tak haha. Bez żadnej historii. Słyszysz Morbidów u nas? Cholera, ja się już gubię. Oczywiście nie jestem za grosz obiektywny, bo niby jak, ale recenzenci/słuchacze słyszą tak wiele wpływów, że czasem jestem przerażony haha. Nowa płyta już w ogóle będzie nie do sklasyfikowania haha.

Jedyne, co mi nie pasuje, to okładka. Obrazek może ma i jakiś tam klimat, ale generalnie jest raczej brzydki niż atrakcyjny. Kompletnie nie pasuje mi do zawartości płyty, o braku walorów komercyjnych już chyba nawet nie ma co wspominać. Także zdjęcie zespołu wewnątrz świadczy o tym, że jesteście nawet nie mistrzami, lecz wręcz cesarzami anty-lansu.

Bingo! Było to tak. Poprosiłem naszą koleżankę Anetę vel Królowa Cytryn, aby zrobiła nam layout. Warunek był jeden. Miała być brzydka. Nie „bez sensu”, nie odpychająca, zwyczajnie brzydka. Osoba trzymająca płytę w rękach miała powiedzieć „jaka brzydka okładka”. Ha, i jesteś kolejną osobą, która twierdzi, że okładka jest brzydka. Aneto, jeśli to czytasz, dziękuję Ci. Twoja robota, jak widzisz, została doceniona i właściwie odebrana. A nasze zdjęcie przy brzydkiej okładce jakie miało być? Ano brzydkie. W brzydkiej piwnicy, brzydcy chłopacy zrobili sobie brzydkie zdjęcie. Cesarze anty-lansu haha. Muszę rzucić Gigolowi ten temat. Niech myśli nad tekstem o tym tytule. Na wkładce do kolejnej płytki będziesz miał specjalne podziękowania za ten tytuł haha.

Wystarczy już o „Maszkaradzie”, bo tymczasem podobno zaczęliście już rejestrować kolejną płytę! Co tym razem przygotowaliście i czy wyrobicie się z premierą na 20-lecie Bottom? (2015 r).

A będzie kolejny wywiad do 2015 roku? Jak tak, to się wyrobimy hehe. A poważniej… siedzimy u Zeda i dłubiemy, w sumie kończymy dłubać. Na chwilę obecną zostały do nagrania wokale do dwóch, czy trzech kawałków. Do końca tego roku 2013 nie ogarniemy premiery, ale okolice marca/kwietnia 2014 wydają się realne. Na płycie znajdzie się najprawdopodobniej dwadzieścia kawałków, w tym jeden cover. Najprawdopodobniej, zanim płyta ujrzy światło dzienne, nasze nowe kawałki pojawią się na trzech splitach, ale dopóki nie mam potwierdzonej dokładnej daty wydania powyższych, nie chce mówić o szczegółach. Muzycznie nie powiem Ci, co to będzie, bo – jak to z naszymi płytami bywa – każdy usłyszy coś innego, więc pozostawiam nazewnictwo, porównania recenzentom i słuchaczom.

Planujecie jakąś szczególną imprezę, by uczcić swój zbliżający się okrągły jubileusz? Przy okazji przyznaj szczerze, jak wiele wspólnego ma Bottom z pierwszych lat działalności z obecnym obliczem tego zespołu?

No tak, w tym roku mamy „osiemnastkę” (wywiad zrobiony został w 2013r – przyp. muf). Dojrzeliśmy. Chcieliśmy w tym roku uczcić pożegnanie z wiekiem dojrzewania, ale zabieraliśmy się do tego jak do wszystkiego haha. „Dwudziestkę” już na bank uczcimy. Jakaś mała Sodoma i Gomora byłyby wskazane. Jak się weźmiemy za to za rok, to za dwa lata powinno się udać hehe. Ha, stary Bottom… różnice ogromne. Przede wszystkim muzyka. W latach 90-tych ubiegłego wieku (jak to brzmi!!) był to thrash. Z tamtego składu ostali się Janek i Gigol. Teraz jest nas sześciu, wtedy czterech. Wtedy było więcej koncertów, bo i więcej się działo. Teraz już wygląda to inaczej. Wtedy było więcej czasu na wszystko, teraz jest go mniej. Po koncercie można było spokojnie odreagować przez cały kolejny dzień w łóżku, z potężnym bólem głowy. Teraz jak się trafia koncert w dzień powszedni, to jest zgrzytanie zębami, że dzień później trzeba iść do roboty, a nie, jak to bywało, olać lekcje (niektórzy jeszcze w podstawówce byli, kiedy Bottom powstawał), tudzież wykłady na uczelni haha. Jedna rzecz się nie zmieniła: chęci do robienia tego, co robimy.

Jak się miewa festiwal „End Of Summer”, który z tego co się orientuję jest nierozerwalnie związany z zespołem Bottom?

Miewa się tak, że póki co… jest martwy. Była propozycja organizacji na wrzesień tego roku, ale nie udało się tego ogarnąć. Mam nadzieję, że ta nazwa jeszcze powróci na plakaty. Nie ma już szans na organizację w takiej formie, jak wcześniej, przynajmniej jeśli chodzi o edycję letnią, ale pewne plany są. Problem zawsze jest jeden – czas. Wszyscy z nas mają rodziny, stałą pracę, pewne obowiązki. Najważniejsze, że chęci są. Jak już się skumulują i trafią w odpowiedni czas – festiwal powróci. Trzymaj kciuki, bo coś tam się w głowach rodzi.

W ciągu ostatniego roku trafiliśmy się przypadkiem przy okazji koncertów Slayer w Ostravie i King Diamond w Warszawie. Jak wspominasz tamte występy i który z tych bendów znajduje się Twoim zdaniem w lepszej formie?

Slayer i King Diamond to kvlt. Koncert w Czechach, jak i ten w Warszawie, wspominam bardzo dobrze. Na Diamonda długo trzeba było czekać i w sumie liczyłem na troszkę dłuższy koncert, ale mając w pamięci Jego problemy  niech Mu będzie. A Slayer… jestem ciekaw, co dalej. Hanneman był przecież głównym kompozytorem. Na „Reign In Blood” King sam napisał tylko „Piece by piece”, na „South Of Heaven” King nie napisał sam żadnego kawałka. To Hanneman stworzył te kultowe. Do tego dochodzi całe zamieszanie z Lombardo. Zapewne dalej będę kupował płyty i jeździł na koncerty. Zobaczymy, co wymyślą.

Na koniec tradycyjny przekaz dla ludzkości.

– Cieszę się, że udało Nam się wszystko w końcu zrealizować, czyli Tobie wywiad, a nam płytkę hehe. Cholernie długo wstrzymywaliśmy się z uruchomieniem profilu na Facebooku, ale jak stwierdziliśmy, że Myspace już padł, stworzyliśmy go w końcu. Nie dzieje się tam zbyt dużo, ale jeśli ktoś ma ochotę – zapraszam. Adres: facebook.com/bottom1995. Dzięki raz jeszcze. Pozdro. Zapraszam na koncerty!