NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Sólstafir – w naszej muzyce najważniejsze są emocje

Niewiele brakowało, a tej rozmowy nie byłoby w ogóle, bo umówiony przez Season Of Mist wywiad z Sólstafir niestety nie doszedł do skutku. Kiedy już pogodziliśmy się z myślą, że nie będziemy mieli wywiadu z autorami jednej z najfajniejszych płyt 2014 roku, zupełnie przypadkiem złapałem na skype’ie Aðalbjörna Tryggvasona (gitara/wokal), który sam zaproponował, że chętnie odpowie na moje pytanie teraz/zaraz. Facet był potwornie zmęczony, bo złapałem go chyba zaraz po jednym z koncertów na trasie, która niedawno dotarła i do Polski, więc tym bardziej miło z jego strony, że mu się chciało.

Wygląda na to, że jesteście bardzo zadowoleni z waszej ostatniej płyty, co zresztą wcale mnie dziwi, bo to kawał świetnej muzyki. Wiem jednak, że Ótta jest dla was albumem bardzo ważnym nie tylko ze względów czysto muzycznych….

Dla mnie z pewnością okres powstawania tego albumu był czasem zmian, bo w moim życiu sporo się wydarzyło. Przede wszystkim rzuciłem picie i kiedy wchodziliśmy do studia wróciłem na drogę trzeźwości. W dodatku w ten sam dzień zerwałem ze swoja długoletnią dziewczyną – wyprowadzka i tym podobne życiowe sprawy. To wszystko na pewno w jakiś sposób na ciebie wpływa czy tego chcesz czy nie.

Czy dlatego Ótta jest prawdopodobnie najbardziej melancholijnym z waszych dotychczasowych dokonań? Jednocześnie materiał ten jest na swój sposób bardzo chwytliwy.

Sam mnie wiem. Myślę, że jest tak samo melancholijna jak wszystko, co nagrywamy od czasu Köld. Na pewno jest nieco inna, trochę lżejsza, ale chyba nie powiedziałbym, że jest chwytliwa…

Wiesz, nie chodzi tu o tradycyjnie pojmowaną piosenkowość, ale nowej płyty słucha się bardzo przyjemnie. Ta muzyka po prostu płynie z łatwością zostając w głowie na dłużej.

To fakt. Myślę, że to dlatego, że materiał ten jest bardziej…klasyczny. Jest więcej fortepianu, a mniej typowo metalowych elementów. Właściwie nie jest to zbyt metalowy album, co czyni go w pewien sposób bardziej przystępnym.

Pomimo tego uważam, że wciąż słychać na nim wasze metalowe korzenie. Może nie w samych kompozycjach, ale pewne rozwiązania melodyczne, te wszystkie chłodne, transowe motywy wciąż w jakiś sposób przypominają mi o waszych początkach.

Cóż, mimo wszystko wciąż jesteśmy zespołem metalowym. Na pewno nie takim jak Judas Priest czy Iron Maiden, które od wielu lat tworzą w obrębie konkretnego stylu, ale wciąż używamy ciężkich, elektrycznych gitar i wrzeszczymy do mikrofonu, więc te metalowe fundamenty wciąż obecne są w naszej muzyce. Nie zapominamy skąd przyszliśmy, ale jesteśmy bardzo otwarci na nowe dźwięki, nowe wpływy.

Słychać to bardzo wyraźnie, bo od czasu Masterpiece Of Bitterness każdy kolejny album jest logicznym krokiem naprzód…

Wiesz, ludzie, którzy polubili dany album, często pytają potem, dlaczego na kolejnej płycie zmieniliśmy swoją muzykę. My nie zmieniamy swojej muzyki tylko nagrywamy to, co w danym momencie czujemy. Nie podejmujemy decyzji, w jakim kierunku pójdziemy i co będziemy grać. Nie wydajemy nowej płyty, co roku, a między kolejnymi materiałami pojawiają się nowe inspiracje, nowe doświadczenia, które na nas wpływają. Nie mam pojęcia, jaki będzie nasz kolejny album, ale na pewno nie chcemy się powtarzać.

Solstafir-165321-(c)Bjorn_Arnason

Cóż, fani metalu mają to do siebie, że czasem bywają mało otwarci na zmiany w muzyce swoich ulubionych kapel…

Tylko, dlaczego my, jako artyści, mielibyśmy myśleć w ten sam sposób? Gdyby Metallica nagrała Kill’em All 9 razy z rzędu to byłoby to fajne? Nie byłoby Ride The Lightning ani Master Of Puppets. Stracilibyśmy mnóstwo wspaniałej muzyki! My zawsze chcemy iść do przodu robiąc coś nowego.

Ótta jest jednak najlżejszym z waszych dotychczasowych dokonań. Myślisz, że na kolejnej płycie możecie całkowicie porzucić te cięższe elementy waszej muzyki?

Sam nie wiem… Można grać ciężko na wiele sposobów. Ciężkie gitary, dudniący bas i mocne bębny są w naszej muzyce od samego początku, ale my nie myślimy w taki sposób. Dla nas najważniejsze są dobre utwory, dobra muzyka, a to czy jest ona ciężka nie ma większego znaczenia. Powiedzmy, że lubimy grać metal inspirowany zupełnie niemetalowym graniem, ale kierować muzykę metalową na zupełnie niemetalowe tory. Mamy wiele inspiracji, a szufladki mnie nie interesują. Możesz nazwać naszą muzykę post-metalem, shoegaze albo heavymetalowym Pink Floyd. Nie dbam o to.

Myślisz, że Ótta otworzy wam trochę nowych drzwi? Ta płyta ma szansę spodobać się nawet ludziom gustującym na co dzień w bardziej mainstreamowym graniu.

Tak mi się wydaje. Chodzi o to, że kiedy grasz w zespole stricte metalowym jesteś w pewien sposób ograniczony. Grasz tylko na metalowych festiwalach, pisze o tobie głównie metalowa praca itd. My nie gramy muzyki dla określonej grupy odbiorców, nie jesteśmy zespołem, który za wszelką cenę stara się schlebiać bardziej metalowym gustom. Siedzimy w tym dla samej muzyki i nienawidzę szufladek czy jakichś głupich ograniczeń. Jeśli podoba ci się muzyka Sólstafir to nie interesuje mnie jaką nosisz fryzurę, czego słuchasz na co dzień i ile masz płyt w swojej kolekcji. Mam to w dupie.

Teksty na Ótta, podobnie jak w przypadku Svartir Sandar, są napisane w całości w waszym ojczystym języku. Myślisz, że ludzie, którzy nie wiedzą o czym śpiewacie mogą w pełni docenić waszą muzykę?

Tak, jak najbardziej. Myślę, że wokal to po prostu kolejny instrument i prawdę mówiąc niewiele osób narzekało na brak tłumaczeń naszych tekstów. Poza tym uważam, że po przetłumaczeniu na angielski wiele by straciły. Tak czy inaczej, w naszej muzyce najważniejsze są emocje zawarte w niej samej, więc tak naprawdę wcale nie potrzebujesz tekstów żeby w pełni ją docenić.

Teksty na nowej płycie związane są ze starym islandzkim podziałem doby. Czy to znaczy, że mamy do czynienia z jakimś większym konceptem?

Tak, coś w tym stylu. To bardzo stary podział. Był używany zanim ludzie zaczęli nosić zegarki. 24 godziny podzielone na 8 części. Dlatego na płycie jest 8 kawałków i 8 różnych historii, z których każda odnosi się do innej pory dnia/nocy.

Solstafir-171337-(c)Bjorn_ArnasonSwoja drogą jesteście chyba najbardziej znanym zespołem metalowym z Islandii, która zbyt dużej sceny metalowej nie posiada. Czy to sprawia, że jesteście rozpoznawani w swoim własnym kraju?

Nie powiedziałbym. Owszem, istniejemy już kawał czasu i ludzie znają Sólstafir, zarówno fani jak i inni muzycy, ale w Islandii nic się nie dzieje. Cały czas koncertujemy poza granicami naszego kraju jeżdżąc po całym świecie, więc tak naprawdę nie przywiązujemy wielkiej wagi do faktu, że jesteśmy zespołem z Islandii.

To jednak bardzo specyficzny kraj i na pewno miał na was wpływ, zarówno jako zwykłych ludzi jak i muzyków.

Pewnie w jakiś sposób Islandia miała na nas wpływ, choć na pewno nie bezpośredni. Historia, krajobrazy, różne folkowe opowieści, z którymi dorastaliśmy na pewno stają się częścią ciebie, ale to takie zwykłe ludzkie sprawy. Dorastanie w kraju, w którym zagrożenie erupcją wulkanu mogącego uśmiercić wszelkie życie na sporym obszarze też na pewno nie pozostaje bez wpływu na ciebie samego. To wszystko jest w nas, ale raczej gdzieś w zakamarkach. W Sólstafir koncentrujemy się raczej na różnych osobistych sprawach, emocjach, a nie na historii naszego regionu.

Zaczynaliście jako zespół viking/black metalowy. Z czasem zmieniła się wasza muzyka, zmieniły się teksty, które obecnie nie są już związane z mitologią i pogaństwem, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta więź z naturą wciąż jest w waszej muzyce wyczuwalna.

Tak, myślę, że to wciąż w nas siedzi. Jak zauważyłeś nie jest to już mitologia, której miejsce zajęły tematy bardziej duchowe, szczere ludzkie emocje. Kiedy zacząłem śpiewać czystym głosem, chciałem żeby to co śpiewam było jak najbardziej szczere, prosto z głębi serca. Dlatego wszystko poszło w nieco innym, bardziej osobistym kierunku i zamiast opowiadać historie napisane przez innych, śpiewamy o własnych emocjach.

Pamiętasz jeszcze początki wspólnego grania jako Sólstafir? Byliście chyba pierwszym islandzkim zespołem drugiej fali black metalu.

Pewnie. Przez pierwsze 3 lata w ogóle nie graliśmy koncertów. Siedzieliśmy tylko w garażu tworząc muzykę, którą potem nagrywaliśmy i wymienialiśmy się taśmami. Cały ten klasyczny bałagan. Myślę, że dopiero w okolicach 1996/1997 roku zaczęliśmy tworzyć coś bardziej swojego.

Pierwszym albumem, którzy brzmiał jak Sólstafir i żaden inny zespół był Masterpiece Of Bitterness. Czy był jakiś impuls, który spowodował tak duży przeskok stylistyczny i poniekąd jakościowy?

The Smashing Pumpkins i Fields Of The Nephilim.

Tak po prostu?

Tak, te dwa zespoły otworzyły mi oczy na zupełnie inną muzykę i inne emocje.

Co w takim razie sądzisz o ostatnim albumie The Smashing Pumpkins?

To dobry album, choć na pewno nie jest to czołówka ich dokonań. Oczywiście Billy Corgan wciąż jest wspaniałym kompozytorem.

Wspomniałeś o Fields Of The Nephilim. Kiedy patrzę na wasze foty mam wrażenie, że wyglądacie właśnie jak taka islandzka wersja FOTN…

Wiesz, ten zespół był i jest dla nas wielka inspiracją. Darzymy ich dokonania wielka estymą, bo bez nich nie bylibyśmy zespołem, którym jesteśmy dzisiaj. Najbardziej wiele im zawdzięczamy, więc nawet nie próbujemy tego ukrywać.

Niedługo zagracie w Polsce. Kiedy nasi czytelnicy będą czytać te słowa będzie już po koncercie (i z tego co słyszałem od znajomych – większość ludzi była zachwycona), ale z tego co wiem ta trasa jest ogromnym sukcesem…

Tak, jest naprawdę dobrze i np. koncerty w Niemczech zostały wyprzedane, ale Niemcy zawsze były najlepszym rynkiem dla cięższej muzyki. Bardzo się cieszę, że znów przyjedziemy do Polski. Graliśmy w Warszawie 4 lata temu i naprawdę nie wiem dlaczego większość naszych tras omijała Polskę, w której mamy naprawdę wielu fanów. Dlatego bez grama kurtuazji mogę powiedzieć, że to będzie dla nas najważniejszy koncert na tej trasie.

Gracie sporo po całym świecie. Czy jakieś koncerty zapadły ci szczególnie w pamięć?

Na pewno Alba lulia w Rumunii czy koncert na statku w Miami (impreza pod nazwą Barge To Hell – dop.M.M.). Brutal Assault też był niesamowity.

Jest jakaś szansa na reedycję waszych pierwszych, blackmetalowych dokonań? Wasze pierwsze mCD nie łatwo obecnie dorwać, a popyt na wasze albumy na pewno wzrósł w ostatnim czasie…

Tak. W zeszłym roku wznowiliśmy nasz pierwszy pełny album, a w przyszłym ukaże się reedycja wspomnianego mCD, więc każdy zainteresowany będzie mógł je nabyć bez problemu.

Fajnie. Dzięki za wywiad i powodzenia.

Ja również dziękuję i przepraszam, że wcześniej nam nie wyszło. Pozdrawiam wszystkich!

Autor: Maciej Malinowski
Zdjęcia: Bjorn Arnason