NOWY NUMER!

Musick Magazine 3/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Ass To Mouth – robimy to, bo lubimy

Od zawsze w naszej muzie był punk rock, hardcore, oldschool gc, gore grind, a nawet w paru miejscach pojawiały się jakieś bardziej death metalowe elementy. Po prostu na początku było dużo więcej gore grind, teraz jest więcej oldschool gc, hc i punka – ale gore grindu wciąż trochę jest.

Wrocławski Ass To Mouth wraca z nową płytą. Jeszcze cieplutka „Degenerate” szarpie flakiem jak samogon bez zapojki. Poczytajcie co miał do powiedzenia Jarek (bass/vocals).  Wolność, swoboda, zabawa, dziewczyna młoda … grind!
Pierwsze co rzuca się na uszy po konfrontacji z „Degenerate”, w porównaniu z poprzednimi waszymi dokonaniami, to bardzo duży skok jakościowy, pod wszystkimi możliwymi względami. Progres jest, Panie Jarku, duży progres. Jakie recepty zastosowaliście, że taki efekt?

Jarek: Czołem. Po pierwsze, to witam serdecznie wszystkich czytelników Musick Magazine. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was moimi wywodami i dobrniecie do końca tego wywiadu (śmiech).

Po drugie, dzięki Sławek za uznanie – cieszę się, że nie jestem jedyną osobą która ten progres słyszy (śmiech). A teraz na poważnie – jest tak jak mówisz, progres jest pod każdym możliwym względem – i mimo iż raczej daleki jestem od popadania w samo zachwyt – to mam tego świadomość. Taki też był nasz cel, gdy komponowaliśmy numery, pisaliśmy teksty, układaliśmy aranże, nagrywaliśmy wszystko, miksowaliśmy, etc etc. Jeśli chodzi o recepty – po pierwsze, gdy nagrywasz którąś tam płytę w swojej „karierze”, to masz już jako taką świadomość „co jest fajne” a „co jest chujowe”, więc już na etapie pisania numerów od razu możesz to jakoś tam zweryfikować i wypierdolić, to co ci się nie podoba – stąd recepta numer jeden – doświadczenie. Recepta numer dwa – czas. Nie robiliśmy w zasadzie nic pod jego presją…. no i pewnie dlatego tyle to trwało (śmiech). Tak czy inaczej raczej staraliśmy się postawić na jakość, żebyśmy sami byli zadowoleni z finalnego efektu. Rzeczy które nam się nie podobały, sukcesywnie eliminowaliśmy, np. do kilku numerów drugi raz pisaliśmy teksty, bo po nagraniu pierwotnych wersji, stwierdzaliśmy że są tak chujowe, że  po prostu nie przejdą (śmiech).

Prace nad płytą rozpoczęliście ponoć w 2010 r., materiał gotowy był już chyba w 2012 roku, tak? Dlaczego dopiero teraz jest wydany? Co was hamowało, by zrobić to wcześniej?

– Tak, niestety jest to prawda (śmiech). Materiał był skończony, nagrany i zmiksowany już w 2012 roku. Te dwa lata zajęło nam tak naprawdę szukanie wytwórni, która to wyda. Oczywiście dostaliśmy ileś tam propozycji, ale po prostu nie byliśmy z nich zadowoleni. I to się nie rozchodzi o pieniądze – bo chyba każdy, kto jest choć trochę w temacie, zdaję sobie sprawę z faktu, że na grindcorze, to nawet na worek kartofli nie zarobisz. Po prostu trochę się napałowaliśmy, żeby nagrać płytę, która w naszym odczuciu jest całkiem fajna, i nie bardzo chcieliśmy wydać to gdzieś, gdzie promocja i dystrybucja wydawnictwa będzie sprowadzać się do tego że płytę zobaczą co najwyżej szczury biegające w piwnicy wydawcy, gdzie materiał przeleży kilka kolejnych lat (śmiech). Trochę tu demonizuje, bo te oferty nie były takie złe – ale po prostu nie do końca nam odpowiadały z różnych względów. Oczywiście to też nie było tak, że dzień w dzień,  24 godziny na dobę, rozsyłaliśmy materiał i za wszelką cenę staraliśmy się znaleźć wydawcę. Trzeba to przyznać że w tym temacie „trochę się opierdalaliśmy”. „Trochę” to dość delikatne określenie – bo były momenty, że w zasadzie przez parę miesięcy nie robiliśmy w tym kierunku nic. I to nawet nie wynika z tego, że nam się nie chciało, a raczej z braku wolnego czasu na zajmowanie się „sprawami zespołowymi”. Tak czy inaczej – teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu – jednego jestem pewien – dobrze postąpiliśmy, że poczekaliśmy.

Pierwsze recenzje „Degenerate” są entuzjastyczne, znacznie przychylniejsze niż w przypadku Kiss Ass. Jakieś konkretne, „mierzalne” efekty chcielibyście osiągnąć z tym albumem?

– Ja ci powiem, że mimo wszystko „Kiss Ass” dostawało bardzo dobre recenzje – czym i ja również byłem zaskoczony (śmiech). Jeśli chodzi o „efekty mierzalne”, to jak już wcześniej wspomniałem, chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewa, że na grindcorze można się „dorobić”. Dla mnie „efektem mierzalnym” jest już samo w sobie to, że płyta się ludziom podoba. Nie mamy żadnych założeń, że chcemy ileś tam płyt sprzedać czy coś takiego. Robimy to bo lubimy. Gwiazdami rocka raczej nie zostaniemy – z tymi ryjami nie mamy na to szans (śmiech). Ja po prostu chciałbym pograć jeszcze trochę koncertów, pojeździć na trasy, popić darmowej wódy i ojarać się zielskiem. Marzy mi się żeby kiedyś zagrać trasę na innym kontynencie niż Europa. Może się kiedyś uda, jak nie po tej płycie to może po następnej, kto wie (śmiech).

Zdradzisz marketingowe punkty papiera podpisanego z Karolem? Będzie merch czy np. jakieś wsparcie przy organizowaniu/bukowaniu koncertów? Na co liczycie?

– Żaden „papier” nie istnieje. Z Karolem dogadaliśmy „szczegóły” przez ze 2-3 maile, potem telefonicznie, a rozmowa trwała może z 15 minut. THIS IS UNDERGROUND (śmiech). Merch jakiś tam będzie, wiem że Karol będzie robił nam koszulki. My sami też planujemy coś tam sobie zrobić. W sumie to planujemy zrobić sobie koszulki od jakichś 7 lat – na razie się nie udało, miejmy nadzieję, że tym razem się powiedzie (śmiech). I tu się muszę przyznać: to że gramy od ponad 9 lat, a nigdy nie zrobiliśmy sobie żadnego wzoru koszulki – to akurat nie wynika z „braku czasu”, ale z jawnego olania tematu (śmiech). Coś tam wstępnie o jakimś merchu rozmawiałem też z wydawcami LP.

Tak przy okazji merchu i takich tam, jak by kogoś interesowało, to poza CD, które wyjdzie w SELFMADEGOD, „Degenerate” ukaże się także na LP – jako kooperacja pomiędzy FAT ASS RECORDS (pl), GRINDFATHER PRODUCTIONS (uk), GRINDPROMOTION RECORDS (it) i ADDICTION TO WAR RECORDS (fr). Dodatkowo GRINDFATHER wyda także „Degenerate” na kasecie – taki ukłon w stronę oldschoolowców.

A wracając do tego na co liczymy – liczymy na to że ktoś, kto będzie chciał nabyć płytę, będzie mógł ją bezproblemowo dostać w niezależnych distrach, że będzie jakaś w miarę sensowna promocja. „Złotych gór” nie oczekujemy. Myślę, że Karol, podobnie jak wydawcy LP, zrobią po prostu tyle, ile będą mogli – nikogo z niczego rozliczać nie będziemy. Nie mamy ciśnienia na reklamy na pół strony w „Terrorizerze”, czy na płyty w empiku (śmiech) Na pełnym wyluzowaniu (śmiech).

W porównaniu do „Kiss Ass”, nowy materiał prezentuje ATM jako zespół znacząco odmieniony. Dużo wyrazistszy. Znacznie większa dynamika, mieszanie wpływów i patentów, influencje brutalnego punka czy nawet hardcore`a. Mam takie wrażenia jakbyście tym nowym materiałem pozrywali sznurki od kostycznie grindowego kaftana. Potwierdzisz czy błądzę?

– „Influencje”, kurwa nie znałem tego słowa (śmiech). Człowiek się uczy całe życie (śmiech). Ja ci powiem szczerze, że my w zasadzie od zawsze dużo czerpaliśmy z punka i hardcore`a. I przy założeniu, że na „Kiss Ass” cokolwiek słychać, powinno być słychać i to (śmiech). Tak czy inaczej – „Degenerate” na pewno jest dla nas „rewolucyjny” w pewnych kwestiach – produkcja (czyli brzmienie, dopracowanie aranży, etc etc), no i powiedzmy że teksty, które tym razem, po raz pierwszy są na tyle spoko, że w ogóle znajdą się we wkładce. Natomiast w kwestii samej muzyki i aranży wokali to raczej widzę to jako drogę ewolucji, niż rewolucji. Myślę, że z „Kiss Ass” ze 2 numery, jak nie więcej, spokojnie by wpasowały się w „Degenerate”, zarówno muzycznie jak i tekstowo. Kilka innych pewnie też mogło by znaleźć się na „Degenerate”, po „lekkim przearanżowaniu” (śmiech). A co do grindowego kaftana – my nigdy w nim jakoś specjalnie nie tkwiliśmy – z resztą grindcore sam w sobie jest gatunkiem inspirowanym przez punk czy hardcore. Dodatkowo gatunkiem tak otwartym, że nawet w jego ramach masz z 15 różnych jego odmian, które my, od zawsze jakoś tam w różnych proporcjach ze sobą mieszaliśmy. Od zawsze w naszej muzie był punk rock, hardcore, oldschool gc, gore grind, a nawet w paru miejscach pojawiały się jakieś bardziej death metalowe elementy. Po prostu na początku było dużo więcej gore grind, teraz jest więcej oldschool gc, hc i punka – ale gore grindu wciąż trochę jest.

„Degenerate” zdobi dość niesztampowa okładka. Taka „polsko-smarzowska” w wymowie. Opowiedz kto autorem, czemu taki koncept, jak ją scharakteryzujesz?

– Z tym stwierdzeniem „polsko-smarzowska” to w sumie trafiłeś w dychę. Autorem jest nasz kumpel Qras – z mentalporn.com. Qras został przez nas poproszony o ogarnięcie okładki – dostał muzykę, teksty i nasze pomysły, jak chcielibyśmy, żeby to wyglądało. Oczywiście, jak to na artystę przystało, nasze pomysły zignorował i zrobił po swojemu… 3 razy lepiej, niż w ogóle mogliśmy sobie wyobrazić (śmiech). Jeśli chodzi o koncept i sam pomysł tego co na tej okładce jest, to tak jak napisałem powyżej, jest to pomysł Qrasa – my po otrzymaniu wstępnego „szkicu” zaproponowaliśmy tylko pewne zmiany, żeby całość wyglądała jeszcze bardziej „chamsko” (śmiech). Okładka idealnie pasuje do tekstów – które de facto, w dużej mierze są utrzymane w „około – alkoholowym klimacie”, ale traktują głównie o jego „gorszej stronie” i raczej mało pozytywów ze sobą niosą (śmiech). Okładki charakteryzować nie będę – zostawię to miłośnikom sztuki, żeby mogli się głowić „co autor miał na myśli?” (śmiech)

Macie na koncie ponad 130 koncertów. Które najmocniej wbiły się wam w pamięć? Czy może któryś z, hmmm, członków Ass To Mouth dostał kiedyś od fanki propozycję by nazwę swej kapeli sprawdzić w sensie praktycznym od strony w jaki definiuje ją choćby Wikipedia?

– Trochę tych koncertów się zagrało, a każdy to jakieś bardziej lub mnie pozytywne wspomnienia. Zagraliśmy sporo naprawdę super gigów. Zagraliśmy też kilka, których lepiej nie wspominać (śmiech). Przez te wszystkie lata bujania się z miejsca na miejsce, mieliśmy tyle przedziwnych, śmiesznych sytuacji, że mógłbym książkę o tym napisać… dlatego nawet nie zaczynam, bo do jutra gadać nie skończę (śmiech). Co to jest Wikipedia? To się je? (śmiech).

Jak powstaje kawałek u Ass To Mouth? Jednym zamachem od początku do końca tworzycie całą konstrukcję i aranże czy zdarza się wam ogrywać jakoś pomysły, odkładać na bok, cyzelować i dopieszczać, etc?

– Różnie to bywa – jak komponowaliśmy numery na „Degenerate”, to najczęściej każdy powstawał w jedną – max dwie próby i już przy nim jakoś specjalnie dużo nie grzebaliśmy. Potem nagraliśmy to wszystko w studio i tam trochę grzebania było. Potem napisaliśmy teksty, ułożyliśmy aranże wokali – nagraliśmy wszystko. Tu już było trochę więcej „dopieszczania”, jak już na początku wspomniałem – dochodziło nawet do tego że wypierdalaliśmy cały nagrany już tekst – może kiedyś opublikujemy te „odrzuty”. Niezła siara będzie (śmiech). Potem były miksy – czyli znowu grzebanie i „dopieszczanie”, układanie setlisty, intr, etc etc.

Teraz robimy numery jeszcze bardziej świadomie, mamy już parę nowych wałków, czasami numer powstaje w jedną próbę – czasami jest trochę „grzebania”, bo jakiś tam patent do końca komuś nie siedzi. Kolejną płytę chcę zrobić w trochę inny sposób – tzn. chcę mieć dokładnie wszystko na 100% zaaranżowane, łącznie z wokalami, setlistą, intrami, zanim w ogóle wejdziemy nagrywać to „na poważnie”.

Recenzent na Violence Online o „Degenerate” m.in. pisze: „Mam takie wrażenie graniczące wręcz z pewnością, że album ten nie został stworzony na trzeźwo. Prawie pewnym jest, że jedyną osobą o względnie jasnym spojrzeniu na świat był w studio realizator”. Potwierdzisz?

– Realizatorem płyty byłem ja – bo tak się składa, że właśnie pracą w studio zajmuję się „zawodowo”, więc i płytę ATM sam realizowałem. Większość instrumentów nagrywaliśmy raczej na trzeźwo – wiadomo jakieś tam piwko, dwa, czy trzy – jasna sprawa, ale średnio wyobrażam sobie na przykład pracę z  kompletnie napierdolonym perkusistą, który ma cokolwiek sensownie zagrać (śmiech). Natomiast nagrywanie wokali to już trochę inna historia – tutaj wóda lała się sowicie (śmiech). Pamiętam jak kiedyś umówiliśmy się w środku tygodnia, jakoś pod wieczór, w studio właśnie. Mieliśmy „coś tam posłuchać i poustalać” … „przy flaszce”. Tak żeśmy namiętnie „ustalali”, że wszyscy przyjebaliśmy gwoździa i obudziliśmy się w studio następnego dnia jakoś o 10 rano (śmiech). Nie ustaliliśmy nic …(śmiech). Ta sytuacja byłaby po części również związana z odpowiedzią na Twoje wcześniejsze pytanie „ czemu to tyle trwało?”. „Bo tutaj jest jak jest…;)” (śmiech).

Jakie taki akt jak ATM wynosi wspomnienia z tak odległej stylistycznie od grinda imprezy jak Asymmetry 2012? Zachowywaliście się poprawnie? Nie wzbudziliście absmaku wśród post fanów/fanek?

– Asymmetry to jeden z tych koncertów, których wolałbym nie pamiętać. Z resztą z samego naszego występu i tak niewiele pamiętam (śmiech). Nie, nie zachowywaliśmy się „poprawnie”, wolę do tego nie wracać i nie rozpamiętywać (śmiech).

Jarek, kiedyś był Anal Jarek, teraz – jak podaje Encyclopaedia Metallum – Vanilla Jarek. Ty mi powiedz czemu Vanilla i jak to rozumieć? A może lepiej tego nie wiedzieć?

– Nic strasznego (śmiech). Przez jakieś 10 czy nawet 12 lat nosiłem długie włosy… ciemne, prawie do pasa. W pewnym momencie zaczęły mnie wkurwiać, ale jakoś żal mi było je ścinać. No ale wreszcie przyszedł ten dzień, kiedy postanowiłem, że „dzisiaj albo nigdy”, a że ja wyznaję zasadę „jak się bawić, to się bawić”, to oczywiście nie mogłem ich ściąć „tak po prostu”. Zrobiłem se taką odjechaną fryzurę w stylu lat 80. czy tam 90., do tego ufarbowałem się na „platynowy blond”… i niby wyglądałem jak „Vanilla Ice” (śmiech). To jeszcze było w „erze majspejsa”, no i ktoś tam z zespołu wrzucił „moje nowe zdjęcie” do składu kapeli, z opisem „Vanilla Jarek”. Ot cała historia… Ej, jak ktoś kto to czyta i ma konto na „metal-archives” to niech to zmieni (śmiech).

Zdaje się że pod koniec roku przypadnie dekada działalności kapeli. Jakiś punkt z odchod… znaczy się – obchodami jest wpisany w tegoroczny plan działania? Przyznam, że patrząc przez pryzmat muzyki, to ATM jawi mi się jako kapela imprezowa, z którą np. nocne wyjście w miasto to niemal gwarantowany thriller. Jest coś na rzeczy w tym przypuszczeniu?

– No coś w tym jest (śmiech). Ale ja się tu nie będę chwalił, ile to my pijemy, imprezujemy – bo po pierwsze żaden to powód do dumy (śmiech) a po drugie w tym temacie zostawię pole do popisu „grzecznym chłopcom w sweterkach”, którzy to lubią sobie w wywiadzie popierdolić jacy to z nich „rock`n`rollowcy” (śmiech).
Odnośnie dziesięciolecia to jeszcze na razie nic na ten temat nie myśleliśmy. Zobaczymy, trochę czasu jeszcze jest. Może się urodzi jakaś większa impreza urodzinowa, wszystko będzie pewnie zależało od tego czy będziemy mieli czas to wszystko solidnie ogarnąć jako organizatorzy – bo jak mamy zrobić imprezę chujową, to lepiej jej w ogóle nie robić (śmiech).

Zakończmy sztampowo. Ulubiona aktorka porno i jej trzy najmocniejsze aktorsko argumenty. Dzięki za wywiad.

– NIE OGLĄDAM PORNO – TO NIEMORALNE!!! Dzięki za wywiad, ciekawe pytania. Fajnie mi się na nie odpowiadało. Jeszcze raz pozdrawiam czytelników Musick Magazine. Wpadajcie na nasze koncerty jeśli będziemy gdzieś w okolicy. Przywieźcie wódę i jaranie (ale dajcie je nam PO KONCERCIE!!!) (śmiech). „Degenerate” wkrótce do nabycia na CD w SelfMadeGod, LP w Fat Ass Records, Grindfather Productions, Grindpromoction Records i Addiction To War Records oraz na kasetce w Grindfather Prod. Do zobaczenia!!!

PS. W sumie nie wiem, ciężko by mi było wymienić jedną. Z resztą nie od tego jest porno, żeby musieć „wybierać tę jedyną” (śmiech). Yo!

Autor: Sławek Łużny
Fotografia: Andro Muawad – www.assgrindsystem.com