NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: The Young Gods – maniacy brzmienia

Przy pierwszych albumach technologia samplingu była dla nas nowa, wszystko było tak zaskakujące… Bazowaliśmy na paru dźwiękach, gdyż technologia nie pozwalała nam na więcej. Interesującym jest, jak wiele możesz osiągnąć, z tak niewielkim zasobem środków… Maksymalnie dwa, trzy, cztery dźwięki. Na ostatniej płycie pracowaliśmy odmiennie, nie było już elementu zaskoczenia. Ale też zawsze byliśmy maniakami brzmienia, lubimy dźwięk, eksperymentujemy i poszukujemy. Tak więc różnica jest duża. To, co mnie ciągle zaskakuje to to, że muzyka z 1987 roku jest ciągle bardzo potężna.

Koncerty mające przypomnieć pierwsze dwa wydawnictwa szwajcarów z The Young Gods, mogą być też ostatnimi w ich karierze. Franz Treichler, lider i założyciel zespołu, opowiada o bieżącej sytuacji w zespole, oraz wspomina okoliczności powstania legendarnych dla okolic industrialnego rocka albumów.

Czy powrót Cesare Pizzi do zespołu był spowodowany wyłącznie trasą upamiętniającą Wasze dwa pierwsze albumy, czy też może planowaliście bądź planujecie nowe działania artystyczne?

Cesare wrócił tylko na tę serię koncertów, jednak miało to miejsce w ubiegłym roku, kiedy świętowaliśmy na koncertach 25-lecie ukazania się pierwszej płyty.

Mówiłeś w niedawnym wywiadzie dla polskiego serwisu, że ta trasa może być ostatnią w karierze The Young Gods. Czy cokolwiek zmieniło się w tej kwestii od Waszej rozmowy?

Nie, to bardzo świeży wywiad, nic się nie zmieniło. Cesare zajmuje się różnymi rzeczami, sporo myśli o przyszłości muzyki, ale na razie mamy porozumienie, że do końca roku gramy koncerty, a potem pogadamy i zobaczymy co chcemy robić o ile będziemy chcieli coś robić. Te koncerty są specjalne, to nie The Young Gods przyszłości, to to czym jesteśmy teraz, i szczerze mówiąc dobrze jest mieć możliwość przyjrzenie się samym sobie. Zaczynaliśmy z Pizzim, teraz znów gramy pierwsze płyty, i dobrze jest móc spojrzeć na to, skąd pochodzimy. Również dla publiczności, sporo ludzi przecież nie zna nas z tego okresu. A co do przyszłości- zobaczymy trochę później.

Chciałem Cię spytać właśnie o publiczność, jak reaguje na odgrywanie starego materiału? Niektórzy znają Was z bardziej spokojnej strony, z ostatnich albumów, Wy natomiast serwujecie im niekiedy dość radykalny materiał…

Myślę, że początkowo są bardzo zaskoczeni, ale nasza publiczność jest wystarczająco ciekawa muzyki by otworzyć swoje uszy na inne dźwięki. Young Gods zawsze byli gdzieś pomiędzy rockiem a noisem, czasami była to muzyka eksperymentalna, czasami klasyczna, graliśmy też Kurta Weila… Myślę, że nasza publika jest przyzwyczajona do tego, by nie wiedzieć, co zdarzy się za chwilę… czy będzie to muzyka akustyczna czy ambient, nasza publika docenia to i jest zadowolona. Koncerty rządzą się swoimi prawami, ale na płytach czy w wielu projektach pobocznych robimy zaskakujące rzeczy, a oni to lubią.

Czy nie masz wrażenia, że zespoły z pewnego okresu lat 80-tych, jak Wy czy Laibach, były bardziej otwarte na badanie granic? Pomiędzy stylami muzyki, ale też pomiędzy różnymi polami sztuki, takimi jak teatr, performance czy też wideo?

Lubimy różne środki ekspresji, wspomniałeś Laibach, nazwałbym to sztuką multimedialną [multiart]. Możliwe, że Szwajcaria i Słowenia są podobne w tym sensie, że są małymi państwami, gdzie choć wiele się dzieje, nie było wielu zespołów, jakiejś dużej sceny, stąd inspiracje czerpiesz z wielu źródeł, z tego co jest dostępne. Nieważne, czy jest to  środowisko tancerzy czy teatralne. Zawsze znajdziesz coś ciekawego, inspirującego, i pole do wyrażenia siebie. My, choć pochodzimy ze sceny rockowej, lubimy eksperymentować również na innych polach.

Czy setlista na tych koncertach ogranicza się wyłącznie do dwóch pierwszych płyt?

Tak, tylko dwie pierwsze płyty. Gramy cały pierwszy album, bez jednego utworu, oraz  5-6 utworów z drugiej płyty.

Czy przygotowaliście jakiś okolicznościowy merchandise?

Będziemy mieli replikę naszej pierwszej koszulki, z interesującym tyłem, oraz pierwszą płytę z dodatkowym materiałem nagranym na żywo w 1987 roku.

Pracując obecnie nad tym „starym” materiałem, jakie widzisz główne różnice i podobieństwa przy nagrywaniu pierwszych i ostatnich płyt?

Przy pierwszych albumach technologia samplingu była dla nas nowa, wszystko było tak zaskakujące… Bazowaliśmy na paru dźwiękach, gdyż technologia nie pozwalała nam na więcej. Interesującym jest, jak wiele możesz osiągnąć, z tak niewielkim zasobem środków… Maksymalnie dwa, trzy, cztery dźwięki. Na ostatniej płycie pracowaliśmy odmiennie, nie było już elementu zaskoczenia. Ale też zawsze byliśmy maniakami brzmienia, lubimy dźwięk, eksperymentujemy i poszukujemy. Tak więc różnica jest duża. To, co mnie ciągle zaskakuje to to, że muzyka z 1987 roku jest ciągle bardzo potężna.

Jest potężna, fakt, wiele na niej hałasu i swoistego radykalizmu. Te są często wiązane z młodym wiekiem i pewnymi młodzieńczymi emocjami. Jak patrzysz na te nagrania i swe emocje po 25 latach, z obecnym bagażem doświadczeń?

Bardzo szanuję te nagrania. Miałem wtedy potrzebę działania, tworzenia, bycia w akcji… Uczyliśmy się samplingu, staraliśmy się komponować, cały czas coś robić. Ta młodzieńcza energia, cóż, powoli ją wytracasz, mam teraz 52 lata, ale tamten okres to porządny rdzeń na przyszłość. To, co wtedy robiliśmy, było trochę szaleńcze, ciągle wydaje się trochę szalone, gdy tego słuchasz.  Miałem pewne obawy co do niektórych utworów, ale bardziej z osobistej perspektywy, chodziło o teksty. Oczywiście nie jestem tą samą osobą co 25 lat temu, ale śpiewając je, również na nowo odkrywałem kim jestem. Nie mam z nimi problemu.

Czy jest coś z tamtego okresu co zmieniłbyś gdybyś mógł?

To zawsze ciężko jednoznacznie określić, ale nie sądzę. To nie były łatwe czasy. Był okres, kiedy bardzo chciałem zatrzymać Cesare w zespole, ale nie mieliśmy możliwości utrzymania się i przeżycia z muzyki. Jeżeli chcesz zapewnić byt swojej rodzinie, zapomnij o byciu w zespole grającym eksperymentalny rock, przynajmniej na początku działalności. To trochę zabawne, teraz znowu gramy razem, wszystko wróciło do tego samego punktu.

Graliście już w Paryżu, za chwilę Polsce, później co weekend w innym kraju. We wspomnianym wywiadzie stwierdziłeś, że są to miejsca ważne dla Ciebie. Co decydowało? Reakcja publiki na koncercie? Klimat miasta?

Przyjęcie publiki. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem szansy by zwiedzić Warszawę, choć grałem tam parę razy. Poza Polską te miejsca to Londyn, Berlin, Portugalia. To miasta i kraje, w których graliśmy w późnych latach 80-tych, i gdzie publika dobrze nas przyjęła. Chciałem, byśmy tam ponownie zagrali, gdyż to pozwala też zastanowić się skąd się wywodzimy jako zespół. Mieliśmy w tych miejscach dobre przyjęcie i dla mnie ma to sens, choć oczywiście to może być już całkiem inna publiczność. To coś co tkwi w emocjach ludzi. Uważam, że Polacy i Brytyjczycy są bardzo wrażliwi na muzykę, natychmiast odczuwają ją w swoich duszach. Zawsze to czułem. Grywaliśmy w Polsce w dziwnych miejscach, a ja czułem emocje z ludzkich serc, pomimo tego, że śpiewałem po francusku, czułem, że muzyka dawała im dobrą energię, lubię, gdy tak się dzieje.

Zawsze gdy czytam o Young Gods znajduję tę samą listę artystów, którzy wymieniają Was jako inspiracje. Pamiętasz, co inspirowało Was najbardziej w tym początkowym okresie?

Wymieniłbym Einsturzende Neubauten, Swans, Igor Strawiński, sporo punkowych zespołów, na pewno the Stoogies, na debiutanckiej płycie zsamplowaliśmy sporo the Funhouse… bardzo lubię angielski punkowy zespół the Ruts, Kraftwerk byli sporą inspiracją, wczesny Pink Floyd… Również Jimmi Hendrix w momentach gdy odpływał w szaleństwo ze swą gitarą.

A z tych, którzy Wami się inspirowali, czyli Outside Bowie`go, Patton czy U2, słyszysz gdzieś Wasz wpływ?

W pewnym momencie słyszałem nasz wpływ w Faith No More. Co do U2, nie jestem taki pewien, ale gdy wydawali Achtung Baby starali się pójść w innym kierunku. Wiem jak to jest gdy siedzisz w studio nagraniowym, każdy lubi i przynosi coś innego… Znaleźli widać coś, co spowodowało, że przemyśleli i zmienili swe podejście do muzyki. To całkiem fajne. Jeżeli chodzi o Bowiego, to mówimy tylko o Outside, nie słyszę tego wpływu na innych płytach, tu jest sporo Nine Inch Nails czy The Young Gods. Ale uważam, że muzyka nie należy do konkretnej osoby. Jest jak ogrodnictwo. Zasadzasz ziarno w ziemi, podlewasz je i dbasz o nie, a ono rośnie bądź nie. Czuję się zaszczycony, że te osoby wymieniają nas jako inspirację.

The Young Gods zagrają w Gdańsku 23.11. w klubie B90 (suport 2 Cresky), w Warszawie 24.11. w klubie Basen (suport Agressiva 69).

Autor: Krzysiek Grzebyk