NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Armagedon – byliśmy częścią tamtej historii

Jesteśmy zespołem z tzw. „historią” i to niesie ze sobą wiele reminiscencji… Tak po prostu jest i tego nie chcemy zmieniać. Poza tym tamte czasy były w wielu aspektach dobre dla Armagedon! Zyskaliśmy uznanie i szacunek fanów, a to dzisiaj rzadko się zdarza. Nie lubimy „gdybania”. Dzisiaj jest dzisiaj i to jest najważniejsze. Wiemy, że na żadnym etapie naszej działalności: kiedyś dawno temu i dzisiaj – nie daliśmy i nie dajemy dupy. Po przerwie, od już prawie 8 lat idziemy dalej do przodu, nie zapominając o naszej przeszłości!

Armagedon żadnemu krajowemu maniakowi death metalu, mamy nadzieję, przedstawiać ani przypominać nie trzeba. Zespół ze znaczącą dla krajowej sceny przeszłością, dziarsko patrzący w przyszłość. Niedawno uraczyli nas Thanatology, druga po powrocie płytą. Wokół niej orbitowała nasza rozmowa z gitarzystą Krizzem.

Cześć Krizz. Mija półtorej miesiąca od premiery Thanatology, spływają do was zapewne pierwsze recenzje płyty i głosy ze środowiska. Wiem że to jeszcze zbyt krótki czas na snucie opinii i analiz, ale może pokusisz się o te najpierwsze? Kontent jesteś?

Witaj, póki co odzew na nasze nowe dzieło jest całkiem pozytywny. Recenzje zaczynają spływać i widać, że THANATOLOGY podoba się i przyjmuje na różnych organizmach dość dobrze! Myślę, że po raz kolejny udaje nam się wielu ludzi zaskoczyć, tym co zrobiliśmy. Sami też jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu końcowego, jaki udało nam się osiągnąć. THANATOLOGY to bez wątpienia najlepsza rzecz, jaką wypluł z siebie Armagedon ever! Wiem, że mamy też dość liczną grupę zagorzałych zwolenników naszych „tylko” historycznych wydawnictw z lat 90-tych, ale mam nadzieję, że większości z nich spodoba się również nowa płyta.

Kiedy przystąpiliście do konkretnych prac nad nową płytą? Nie boisz się, że prawie czteroletnia przerwa między Thanatology a poprzedniczką to jednak trochę długo i spowoduje ona, że praca jaką wykonaliście przy okazji Death then nothing, związana z powrotem Armagedon do czynnej działalności, przypominanie się ludziom, etc. – na powrót będzie musiała w jakiejś mierze  wykonana?

Nowa płyta powstawała przez ostatnie 2 lata, oczywiście z różnym nasileniem intensywności prac. Do tworzenia tej płyty podeszliśmy bardzo zespołowo, co oznaczało więcej czasu wspólnego spędzonego nad poszczególnymi jej fragmentami, ale również wymagało to od nas wiele indywidualnej pracy. Nie spieszyliśmy się… Powrót z Death Then Nothing pokazał nam jaki jest potencjalnie możliwy „zasięg” tego, co aktualnie robimy. Wiedzieliśmy, że nowa płyta musi być zdecydowanie lepsza, że musi nieść ze sobą więcej tzw. jakości muzycznej w każdym aspekcie (kompozycje / aranżacje / brzmienie / grafika etc.). A to wymagało czasu i pracy. Być może odstęp 4 lat spowoduje, że będziemy musieli wykonać trochę więcej pracy promocyjnej, ale wierzymy, że warto. Ten materiał na to zasługuje!

Na pewno mieliście własne oczekiwania związane z powrotem na scenę i Death Then Nothing. Po tych kilku latach oceniasz, że udało się je osiągnąć? Przyjęcie tego materiału, jego promocja, liczba zagranych koncertów były dla was satysfakcjonujące?

To jest dość złożona kwestia. Przede wszystkim płyty powrotne to duże ryzyko dla zespołów z tzw.  „historią”. W naszym przypadku nie było inaczej. Mieliśmy swoje obawy, ale również nadzieje związane z ukazaniem się DTN. Mieliśmy świadomość, że ta płyta nie jest prostą i zwykłą kontynuacją naszego starego grania i nie wiedzieliśmy jak zareagują na nią nasi dotychczasowi fani. Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, odbiór płyty był bardzo dobry! Nie wiem czy była to kwestia tylko muzyki, czy wiązało się to raczej z naszym „całościowym” powrotem, ale było git! Wróciliśmy na scenę, zagraliśmy dość sporo koncertów, przypomnieliśmy się starym i pokazaliśmy się nowym fanom. Reasumując, DTN spełniła większość naszych oczekiwań w tamtym okresie.

Bardzo podobają mi się bijące z Thanatology: raz – uderzająca bezpośredniość, wyzbyta nachalnej kombinatoryki i niepotrzebnych upiększeń, dwa – że jest to materiał skonsolidowany, monolityczny i trzymający równy, wysoki poziom na całej długości. Armagedon już chyba na zawsze pozostanie strażnikiem klasycznego, bezkompromisowego deathmetalowego ognia i takie pojęcia jak stylistyczna transgresja raczej się was imać nie będą, tak?

Dzięki za tak dobrą i esencjonalną recenzję! Rzeczywiście coś w tym jest, choć prawdopodobnie, gdybyśmy byli zespołem grającym bez przerwy od 86 roku do dzisiaj, to muzycznie bylibyśmy w trochę innym miejscu… Ale nie wiem, co by to było. Na pewno dalej ekstremalnie, ale chyba trochę wolniej i z głębszym „klimatem”… Wiesz, jako ludzie i muzycy słuchamy naprawdę różnych dźwięków i w żaden sposób nie ograniczamy się. Kto wie, gdzie będziemy za jakiś czas i jakie dźwięki będziemy wypluwać. Myślę i mam nadzieję, że nie jest to nasze muzyczne ostatnie słowo…

Death Then Nothing miało swoją premierę w Europie i USA. Z Thanatology będzie podobnie? Wiążecie z tym jakieś konkretne oczekiwania czy priorytetem jest rynek polski?

Z nową płytą THANATOLOGY chcielibyśmy dotrzeć do jak największej grupy odbiorców zarówno w kraju jak i poza granicami Polski. Pracujemy nad tym, choć nie jest łatwo. Wiemy, że potrzeba dużo czasu, determinacji i „pomocy”, aby udało się osiągnąć więcej, niż przy DTN. Pracujemy nad tym i mamy nadzieje, że efekty nas i naszych fanów pozytywnie zaskoczą.

Na waszej stronie znalazłem informację, że prace związane z nagrywaniem nowego materiału wyglądały inaczej niż dotychczas. Co konkretnie uległo zmianie?

W przypadku poprzednich wydawnictw zawsze mieliśmy materiał zrobiony i ograny w 100% przed wejściem do studia. To pozwalało w okresie od dwóch do trzech tygodni nagrać całą płytę i wyjść ze studia z gotowym produktem. Niestety zdarzało się, że już po kilku dniach wiedzieliśmy, że niektóre fragmenty powinny brzmieć inaczej… Z reguły było już za późno na zmiany. Tym razem, również ze względu na wiele okoliczności niezależnych od nas, prace wyglądały inaczej. Przede wszystkim po DTN daliśmy sobie jako zespół sporo czasu na wzajemne muzyczne poznanie się, zrozumienie i ogranie. To przyniosło ciekawy efekt i wraz z naszym ogrywaniem się, zaczęliśmy tworzyć nowy materiał. Ale nie „domykaliśmy” do końca nowych utworów. Powstawały ich zarysy i ramy, etc. Do tak przygotowanych projektów Adam zaczął prawie od nowa komponować i aranżować bębny. Z czasem nasze projekty – czytaj: nowe utwory – zaczynały zmieniać swoje pierwotne formy. Gdy w sierpniu 2012 Adam zarejestrował ślady perkusji, wiedzieliśmy już że będzie dobrze! Nowe aranżacje na bębnach spowodowały chęć, a zarazem konieczność zmian riffów oraz wymusiły re-organizację partii vocalu. Zaczynało się robić ciekawie. Partie gitar były zmieniane praktycznie do końca naszych sesji. Podobnie było z vocalami. Brak ograniczeń czasowych działał bardzo pozytywnie na proces twórczy. Slavo potrafił kilkukrotnie zmieniać nagrane już frazy, tworząc jakby różne wersje tych samych utworów. Na coś się jednak zawsze musieliśmy na końcu zdecydować. Myślę, że z materiału zarejestrowanego (nagranego) podczas prac nad THANATOLOGY, można spokojnie nagrać przynajmniej 2 lub 3 inne wersje tej płyty!

Thanatology ma lepsze brzmienie od poprzedniczki. Wiem że to komunał takie pytanie, ale zadowoleni jesteście pod tym względem w 100% z wykonanej pracy w studio?

Ten nowy lub inny dla nas system pracy skutkował również tym, że płytę nagrywaliśmy w trzech miejscach, w różnym czasie. Zaczęliśmy od perkusji w studio Politechniki Gdańskiej, później partie gitar, basu i vocali nagrywaliśmy w naszym studio Piano Art, a na koniec mix i mastering robiliśmy wspólnie z Arkiem „Maltą” Malczewskim w Sound Division Studio w Warszawie. Z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni. Dźwięki są pełne i bardzo mocne brzmieniowo. THANATOLOGY trzeba (i można) słuchać dość głośno – wtedy jest najlepszy efekt!

Czy to już ten czas, aby Armagedon wyruszył w roli headlinera w jakieś Thanatology Tour? Będziecie pracować w tym kierunku? Są już jakieś konkretne plany koncertowe? Sami sobie musicie ogarniać czy współpracujecie z jakąś agencją koncertową?

Póki co, sami ogarniamy te tematy. Ze względu na naszą ograniczoną dostępność, nie gramy zbyt często. Ale to co z reguły udaje się nam zagrać, wychodzi całkiem nieźle! Mam nadzieję, że w przyszłym roku pogramy trochę więcej. Myślę również, że rola headlinera jest ciągle przed nami. My jesteśmy do niej gotowi.

Adam bębni też w Azarath. Jego zaangażowanie u tych diabłów nie będzie stopować działalności, szczególnie koncertowej, Armagedon?

Wiesz, Adam głównie jeździ po świecie jako drumtech Behemoth i to jest główny powód jego częstej absencji… W Azarath gra sesyjnie, ale to nigdy nie kolidowało z naszymi sztukami. Poza tym (i myślę, że jest to top news tej rozmowy) niedawno dołączył do Armagedon jako gitarzysta nasz wieloletni kompan i przyjaciel, Bart z Azarath. Tak, że jest MOC i terminy trzeba będzie i tak zgrywać i ogarniać wspólnie.

Jakie cele muzyczne na przyszłość stawia sobie dzisiejszy Armagedon?

Trudne pytanie. Jesteśmy dopiero chwilę po premierze naszej nowej płyty i za wcześnie jest jeszcze na deklaracje ad. naszej przyszłości muzycznej. Na pewno, cokolwiek nie zrobimy, będzie to zawsze lepsze od każdej poprzedniej produkcji. Do tego zawsze dążymy!

Krizz, jak sądzisz: przeszłość i tamtejsze dokonania Armagedon dla jego dzisiejszego oblicza to atut czy rodzaj obciążenia? Nie chodzi mi tutaj o balast rozumiany jako jakieś odżegnywanie się od przeszłości czy jej kwestionowanie. Bardziej o to, że w świadomości fanów przeszłość Armagedon, Invisible Circle, niezrealizowany deal z Peaceville, kilkunastoletnia przerwa, etc. będzie jakoś przysłaniać wasze obecne oblicze i muzyczną propozycję. Z twoich wypowiedzi w wywiadach jakie czytałem, dość jasno i konkretnie dajesz do zrozumienia, że istotniejsze jest dla was tu i teraz oraz przyszłość. Te ciągłe powroty do przeszłości irytują?

Jesteśmy zespołem z tzw. „historią” i to niesie ze sobą wiele reminiscencji… Tak po prostu jest i tego nie chcemy zmieniać. Poza tym tamte czasy były w wielu aspektach dobre dla Armagedon! Zyskaliśmy uznanie i szacunek fanów, a to dzisiaj rzadko się zdarza. Nie lubimy „gdybania”. Dzisiaj jest dzisiaj i to jest najważniejsze. Wiemy, że na żadnym etapie naszej działalności: kiedyś dawno temu i dzisiaj – nie daliśmy i nie dajemy dupy. Po przerwie, od już prawie 8 lat idziemy dalej do przodu nie zapominając o naszej przeszłości!

Końcówka lat 80, początek 90. Czasy legendarnych Metalmanii, regionalnych animozji metalowych załogantów, bitek miedzy sobą i ze stróżami prawa, znana naówczas ekipa pomorsko-szczecińska. Bracia Maryniewscy byli w tych historiach jakoś ulokowani? Powspominamy co nieco?

Wiesz, byliśmy dość silną i obecną częścią tamtej historii… Jeździliśmy wspólnie na wiele koncertów i festiwali, a w tamtych czasach życie i sytuacje „uliczne” wyglądały inaczej… Później mieliśmy już jako Armagedon duże wsparcie i szacunek pod scenami w wielu miejscach w Polsce. Dużo by opowiadać. Myślę, że znajdziemy kiedyś trochę czasu i powspominamy dłużej przełom 80/90. Ciekawym kompendium „wiedzy” o tamtych czasach jest książka Jaskinia Hałasu, którą polecam!

Głupawo na koniec: bracia Tardy, bracia Hoffman, bracia Amott a może bracia Cugowscy? Muzyczne dokonania których braterskich tandemów są dla Krzysztofa i Sławomira M. najbliższe?

To równie głupawo na koniec: oczywiście najbliższe nam są muzyczne dokonania braci M. !!!

Gratuluję Thanatology. Dzięki za zaangażowanie. 

Wielkie dzięki za rozmowę, pozdrawiam.

www.armagedon.net.pl

Autor: Sławek Łużny