NOWY NUMER!

Musick Magazine 2/2017

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Godz Ov War Productions – każda forma wsparcia się liczy

Fajnie jest pisać do drukowanych, bardzo rzetelnych, profesjonalnie przygotowanych i dość regularnie wydawanych pism, jednak nie mam ochoty zamieniać swojej pasji w fabrykę, jeśli wiesz co mam na myśli. Generalnie, pomijając bezinteresowny charakter moich działań, mam również ograniczenia czasowe i tak naprawdę wszystko odbywa się w tzw. wolnych chwilach, a tych i tak mam coraz mniej. Dlatego też wiele nowych ofert współpracy odrzucam.

Greg Rosenstahl, a dla znajomych po prostu Grzesiek Fijałkowski (na zdjęciu po prawej stronie), to dla wielu ludzi, związanych z polską indergroundową sceną metalową, wręcz człowiek-instytucja. Zaczynał w zamierzchłych czasach, gdy wielu dzisiejsych metalowych ekstremistów nie było jeszcze na świecie, tworząc Kassandra `zine i kasetową komplilację pod tą samą nazwą, pojawiał się na łamach wielu pism (także Musick Magazine), a od dobrych kilku lat zajmuje się… niech sam opowie, czym! Wypytał go o to Dominic Athanassiou z angielskiego serwisu Metal Recusants, który udostępnił nam polską wersję wywiadu.

Hej Greg, co ciekawego słychać? Czego słuchasz w tej chwili, co byś chciał się z nami podzielić? Może coś, co ostatnio kupiłeś? Jaki jest Twój ulubiony format słuchania – winyl, kompakt czy digital?

– Witaj. A dziękuję, wszystko w porządku. Odpowiadając na ten wywiad przesłuchuję debiutancki album Imprecation, niestety póki co w wersji digital, którą preferuję najmniej ze względu na jakość dźwięku. Sam format jest dość praktyczny, jeśli chodzi o zapoznanie się z materiałem, natomiast w zdecydowanej większości przypadków jakość pozostawia wiele do życzenia i staram się jak najrzadziej kaleczyć uszy muzyką w takiej formie. Najczęściej słucham płyt kompaktowych, ale tak naprawdę moim ulubionym nośnikiem były i są winyle. Choć brak czasu, jak również niejednokrotnie warunków, powodują, że z tego nośnika korzystam najrzadziej, to większość mojej kolekcji stanowią właśnie płyty winylowe, których kolekcja nieustająco się powiększa i zastanawiam się kiedy w końcu zabraknie mi miejsca w mieszkaniu na ich upychanie. Już teraz są dosłownie wszędzie!!! Zastanawiam się czasami, czy wystarczy mi życia, aby je wszystkie przesłuchać!?

Z nowości, jakie dotarły do mnie w ostatnim czasie szczególnie mogę polecić debiutanckie albumy Thaw, Egzekwie, Dormant Ordeal oraz Ulcer, niezłe są również debiuty Deus Mortem, Atheos, Ragehammer, Deathstorm czy Entropia. Poza tym często kręcą się w moim odtwarzaczu najnowsze wydawnictwa Cultes Des Ghoules, Evangelist, Turin Turambar, Gortal, Massemord, Kingdom oraz Plaga… Jak widzisz praktycznie wszystkie zespoły pochodzą z Polski, gdyż naprawdę ostatnio mamy wysyp bardzo dobrych materiałów, choć wiele ze wspomnianych grup to wcale nie są nowicjusze i ich nazwy wielu Waszym czytelnikom nie powinny być obce, tak sądzę. Oczywiście otrzymuję również mnóstwo materiałów z całego świata, jednak zapoznaję się z nimi ze sporym opóźnieniem, nawet jeśli nazwa już coś dla mnie znaczy. Świetny jest nowy album Headhunter D.C., całkiem ciekawie wypadły nowe nagrania Hypnos, Sorcery, Revel In Flesh, Zombiefication, Krypts, Entrails, Cult Of Fire… Dominuje jak zawsze death metal, chociaż nie stronię od dobrego black metalu czy grind core`a.
Natomiast i tak najczęściej sięgam po klasyki, czyli wczesne nagrania Death, Possessed, Venom, Terrorizer, Kat, Morbid Angel, Samael, Bathory, Obituary, Nuclear Assault, Napalm Death, Vader, Godflesh, Bolt Thrower, Entombed, Nuclear Death, Pestilence, Nocturnus, Immolation, Protector i wielu innych, których wymienianie zajęłoby zbyt dużo czasu i miejsca.

Co Ci się najbardziej podoba w muzyce; czy jest coś, czego w niej szukasz?

– Niezależnie od gatunku, umiejętności technicznych twórców czy ich talentu, zawsze najważniejsze są szczere, nieskrępowane emocje oraz odrobina Diabła. Nienawidzę w muzyce sztuczności i wyrafinowania, które zabijają istotę tworzenia dźwięków oraz komponowania ich w określone struktury.

Masz swoją agencję promocyjną i zajmujesz się też managementem Pandemonium. Dodatkowo jesteś też redaktorem Psycho Magazine… Powiedz nam trochę o Twojej pracy, co robisz i jak znajdujesz czas na to wszystko?

– Wiesz, agencja promocyjna to zbyt mocno powiedziane, podobnie jak management Pandemonium, który de facto jest już sprawą nieaktualną. Owszem, zarówno zespół Pandemonium, jak i kilka innych, z którymi współpracowałem lub współpracuję, otrzymały ode mnie jakieś wsparcie promocyjne, natomiast moje działania chyba nawet w połowie trudno nazwać pracą managerską. Moja rola polega na rozesłaniu informacji prasowej do wszelakiej maści mediów, dostarczenia im pakietów promocyjnych w wersji elektronicznej lub fizycznej, czasami próbuję zainteresować jakimś zespołem inne, większe agencje promocyjne, koncertowe lub wydawców. Ot, tak dość standardowa procedura promocyjna.

Zresztą podobnie mają się sprawy nie tylko we współpracy z zespołami, ale również z moją pracą „dziennikarską”. Obecnie najwięcej piszę dla Psycho, zwłaszcza odkąd zaniechaliśmy wydawania wersji drukowanej. Tutaj nie mam tam żadnych ograniczeń, nikt nie mówi mi na kiedy i co mam przygotować, co było głównym powodem zaniechania współpracy z Musick Magazine czy 7 Gates Magazine. Oczywiście fajnie jest pisać do drukowanych, bardzo rzetelnych, profesjonalnie przygotowanych i dość regularnie wydawanych pism, jednak nie mam ochoty zamieniać swojej pasji w fabrykę, jeśli wiesz co mam na myśli.
Generalnie pomijając bezinteresowny charakter moich działań, mam również ograniczenia czasowe i tak naprawdę wszystko odbywa się w tzw. „wolnych chwilach”, a tych i tak mam coraz mniej. Dlatego też wiele nowych ofert współpracy odrzucam.

Jak ważna jest promocja dla zespołów nawet, jeżeli są z podziemia i „anty-mainstream”? Co proponujesz zespołom, co zaczynają swoją karierę i promocję muzyki?

– W obecnych czasach rozsądnie przygotowana promocja jest bardzo istotnym elementem dotarcia do potencjalnych odbiorców. Wiesz, przy takiej ilości twórców, kiedy informacja umiera bardzo szybko, każdy zespół chcący pozostać w pamięci fanów powinien stosunkowo często o sobie przypominać. Naturalnie nie chodzi o notoryczne nękanie czy wpychanie się wszędzie na siłę i za wszelką cenę, bo taka polityka przynosi wręcz odwrotny skutek. Ale warto informować o rzeczach istotnych, takich jak koncerty, zmiany personalne czy nowe wydawnictwa. Warto również na bieżąco aktualizować swoje witryny internetowe. Oczywiście i tak na końcu najważniejsza jest muzyka, którą ludzie zaakceptują lub nie. Jeżeli tego nie zrobią, nic nie wskórasz żadną promocją i reklamą, a jeśli nawet, to będzie już bezduszny produkt, w którym raczej prawdziwej sztuki nie uświadczysz. Jednak niestety czasami jest tak, że naprawdę wartościowe zespoły tracą przez brak promocji, licząc na to, że ich muzyka obroni się sama. Owszem, obroni, ale czy dotrze do określonej grupy odbiorców, to już inna kwestia.

Młodym zespołom przede wszystkim proponuję trochę pokory, wytrwałości i cierpliwości oraz pomysłu na siebie, bo z tym ostatnim jest coraz gorzej. Wtórność niektórych zespołów jest naprawdę przerażająca.

Jako promotor zespołów, z jakimi mediami się kontaktujesz? Czy patrzysz się czy mają szeroki zasięg/są popularne/wiarygodne?

– Kontaktuje się ze wszystkimi mediami, do których udaje mi się dotrzeć. Natomiast współpracuję z tymi, które wyrażą chęć współpracy. Zasięg czy popularność nie mają dla mnie większego znaczenie, zwłaszcza, że im większy serwis czy magazyn, tym mniejsza szansa, że zainteresuje się współpracującymi ze mną zespołami. Jestem realistą, trzeźwo oceniam swoje możliwości oraz ofertę naszych zespołów, więc jakoś mnie to nie zaskakuje. Wiesz, duży rozmawia z dużym, mały z małym. Znając swoje miejsce w szeregu łatwiej się współpracuje ze wszystkimi, którzy oferują nam wsparcie. A każda forma wsparcia się liczy. Dla mnie istotne jest, aby dany zespół pojawił się w różnych miejscach, lepszych lub gorszych. Tak, wiarygodność oraz rzetelność mediów jest dla mnie istotna, chociaż czasami ciężko na początku sprawdzić z kim tak naprawdę ma się styczność.

Jak się zaczęła Twoja muzyczna „kariera”? Co Cię wciągnęło?

– Muzyką metalową zainteresowałem się na poważnie w drugiej połowie lat `80-tych i tak już zostało. Sam już dokładnie nie pamiętam, jak to wszystko się zaczęło, niemniej zafascynowała mnie jej drapieżność, agresja…. Imponował mi image zespołów takich jak Venom, Sodom, Destruction. Wiesz, skóry, łańcuchy, pasy amunicyjne hahaha. To było coś nowego, co mój młody umysł chłonął bezkrytycznie i bezgranicznie. Wcześniej słuchałem dużo punk rocka, hard & heavy, muzyki alternatywnej. Ale kiedy dotarły do mnie ze sporym opóźnieniem „Show No Mercy”, „Welcome To Hell” i „Kill`em All”, kompletnie wywróciły mój świat do góry nogami i wiedziałem, że to jest to, co pozostanie ze mną na długo…. Potem było już tylko mocniej – „Seven Churches”, „Scream Bloody Gore”, „Reek Of Putrefaction”, a szczególnie „Scum” rozbiły mnie emocjonalnie. Świat już nigdy nie był taki sam… ”Altars Of Madness”  i „Streetcleaner” dopełnił dzieła zniszczenia, haha..

Dlaczego podziemie? Co jest takiego specjalnego i intrygującego o tej scenie? Jak sie różni od „mainstreamu” muzycznie, ale też poza sceną: ludzie i też jak działają media – promocja? 

– Dlaczego? Dlatego, że podziemie było zawsze bardziej autentyczne i oddane muzyce, podkreślało swoją niezależność. Teraz, w dobie Internetu trudno stwierdzić, czy dany zespół jest jeszcze podziemny czy już zżera go machina muzycznego rynku. Dawniej ten podział był wyraźniejszy, podziemie zachowywało większą autonomię i było bardziej skonsolidowane, zaangażowane oraz bezinteresowne, ludzi łączyła większa więź, a muzyka cieszyła się większym szacunkiem. Było w nim coś magicznego i niedostępnego dla zwykłego zjadacza chleba. Papierowe zines, tape-trading, małe klubowe koncerty oraz nieliczne festiwale.

Poza tym podziemie to naturalny etap praktycznie każdego zespołu. Popatrz na największe zespoły metalowe – chyba wszystkie zaczynały w podziemiu. Szkoda tylko, że tak niewiele z nich obecnie mówi o tym otwarcie, a są i tacy, którzy ewidentnie się odcinają od tego okresu. Z jednej strony to przykre, bo w dużej mierze to podziemie wywindowało ich status, otworzyło im wrota do wielkiego muzycznego biznesu. Ale z drugiej strony to również naturalna konsekwencja, więc nie ma się nad czym rozwodzić i dramatyzować. Każdy wybiera sobie drogę, którą uważa za słuszną lub wygodną. Od takich dylematów nie uciekniemy. Nie mogę oczekiwać od staruszków z Napalm Death, Carcass czy Morbid Angel, aby przez całe życie oddawali się ideologii. Jak każdy z nas, muszą jeść, pić, płacić rachunki i podatki, więc zarabianie na muzyce jest normalną koleją rzeczy. A niby na czym mają zarabiać? A ja jako fan, sam ocenię, czy dalej będę kupował płyty z ich muzyką. I dopóki będzie ona trzymała odpowiedni poziom będę to robił, bez względu na to, czy będzie to zespół podziemny czy oficjalna scena. To muzyka jest wyznacznikiem, istotą całej zabawy, a nie stan konta danego zespołu, jego artystyczna ideologia czy życiowa filozofia.

Heavy metal zaczął się w Polsce podczas komunizmu, to znaczy, że trudniej było zespołom ogarnąć sprzęt i organizować koncerty i też sprzedać swoją muzykę za granicą, pomimo tego, w tamtym czasie dużo oryginalnej muzyki zostało stworzonej. Jak ważne były zespoły z zachodu do stworzenia sceny metalowej w Polsce? Czy zachodnie media nie przesadzają ich wpływ na wschodnią Europe?

– Oczywiście, że było trudniej. Mieliśmy ograniczony dostęp do wszystkiego, wiele rzeczy powstawało intuicyjnie, o wielu nie mieliśmy bladego pojęcia, a i materialnie w żadnej mierze nie dorównywaliśmy zespołom z Europy Zachodniej, Skandynawii czy Ameryki. Jednak nie mam zamiaru na tym ubolewać, bo nikt spoza, kto w tamtych czasach choć raz nie otarł się o polskie realia, nigdy pewnych rzeczy nie zrozumie. Po prostu nie zrozumie, gdyż takich zawiłości ustrojowych, gospodarczych i mentalnych nie da się ogarnąć słowami.

Tak, to oczywiste, że większość zespołów była zainspirowana zagranicznymi twórcami. Nic w tym dziwnego i zdrożnego. Gdyby metal powstał w Polsce, sytuacja byłaby odwrotna. Ale jest inaczej, nie zmienimy historii i nic w tym nadzwyczajnego. Powstało wtedy wiele dobrych zespołów, mnóstwo dobrych materiałów i miało miejsce wiele interesujących inicjatyw. Mieliśmy pewne wzorce, czerpaliśmy z nich, ale również wnosiliśmy wiele własnych pomysłów. Byliśmy młodzi, dzicy, oddani temu co robiliśmy. Byliśmy szczerzy i spontaniczni, choć jak widać za mało przekonujący i oryginalni dla zagranicznego odbiorcy, który tak naprawdę gówno wiedział o polskiej scenie. Powiem Ci tylko tyle – nie znam żadnego metalowego zespołu z tamtych czasów, który z taką pasją oraz determinacją budował swoją pozycję jak Vader. Potrzebował lat i dobrego promotora, aby przekonać Zachód o swojej wartości. A i tak zawsze był traktowany jak obywatel drugiej kategorii, dopóki kilka osób nie przekonało się, że można na nim zarobić parę groszy. Zresztą co zagraniczne media mogą wiedzieć o naszej scenie, skoro praktycznie jej nie znają.

Jak wygląda scena teraz w Polsce? Podoba Ci się teraźniejsza sytuacja? Czy jest trudniej dla mniej znanych zespołów przez sukces takich kapel jak Vader, Behemoth, Hunter, Decapitated itp?

– Myślę, że bardzo podobnie jak 20 lat temu. Wciąż mamy sporą ilość wartościowych zespołów, przyzwoitych wytwórni oraz kilka rzetelnych pism o tematyce metalowej, odbywa się mnóstwo koncertów, wszystko to zarówno w podziemiu, jak i na oficjalnej scenie. Zmieniły się tylko realia, jest prostszy i szybszy dostęp do potencjalnych odbiorców, dzięki czemu coraz większa ilość polskich zespołów został dostrzeżona zagranicą, czego też przykłady wymieniłeś.

A czy sukces tych zespołów przełożył się na zainteresowanie polskim metalem? Trudno ocenić. Według mnie i tak i nie, ale to bardzo złożona kwestia. Nawet nie wiem czy potrafię ją sensownie wytłumaczyć?! Natomiast postrzeganie polskiej sceny tylko przez pryzmat Vader czy Behemoth, permanentne porównywanie twórczości większości polskich grup do tych dwóch zespołów czasami jest bardzo irytujące, a wręcz czasami absurdalne. Nie zmienia to faktu, iż te zespoły przetarły w dużym stopniu szlak młodszym kapelom.

Naprawdę, dzięki bardzo za Twój czas. Jeżeli chciałbyś coś nam jeszcze powiedzieć, to oto Twoja okazja!

– Przede wszystkim serdecznie dziękuję Tobie za wywiad, a całej ekipie MetalRecusants za dotychczasowe wsparcie, jakiego udzieliliście Godz Ov War i zespołom, które z nami współpracują. Robicie wiele dobrej roboty i co najważniejsze, czuć w niej wielką pasję. Tak trzymajcie!!! Underground Forever!!!
GODZ OV WAR PRODUCTIONS
management/press/promotion

Facebook
YouTube
Soundcloud