NOWY NUMER!

Dostępny jest już nowy, osiemnasty, numer Musick Magazine!

Kup w naszym Sklepie lub na Allegro!

Newsletter




Wywiad: Porta Nigra – w oparach absyntu

Mało kto kojarzy nazwę Porta Nigra. Chyba że odwiedziliście niemieckie miasto Trier, w którym znajduje się imponujący relikt z czasów imperium rzymskiego – ogromnych rozmiarów brama wjazdowa do miasta, pozostałość po murach miejskich antycznego Augusta Treverorum. Z powodu ciemnego koloru kamienia nazywana jest Czarną Bramą. Porta Nigra to również zespół założony przez dwóch panów niemieckiej proweniencji, ukrywających się pod pseudonimami Gilles De Rais i O. Debiut pod tytułem Fin de siècle ukazał się właśnie nakładem Debemur Morti Productions. Nazywać ich muzykę black metalem to zbyt duże uproszczenie, najlepiej będzie, jeśli sprawdzicie to sami… Warto, bo o oryginalność w świecie metalu coraz trudniej, a w tym przypadku mamy na tej płycie całe jej pokłady. O tym, kim był prawdziwy Gilles de Rais opowiadać chyba nie muszę, oddajmy zatem głos człowiekowi, który zafascynował się tą postacią na tyle, że przyjął taki pseudonim…

Cześć, Gilles! Porta Nigra to stosunkowo nowy zespół. Czy mógłbyś nam opowiedzieć, skąd się wzięliście i dokąd zmierzacie?

Witaj, zespół powstał w roku 2010. Założyłem go razem z O., który jest moim najlepszym kumplem. Robimy razem muzę od 13 lat.

Wiem, że obaj wywodzicie się ze sceny blackmetalowej. Jednakże, słuchając waszego albumu, od razu rzuca się w uszy – ta muzyka sięga znacznie dalej…

Założyłem tę kapelę, żeby tworzyć muzykę inną niż tę, którą graliśmy w naszym poprzednim zespole, Membaris. W Porta Nigra wyznaję zasadę mniej to więcej i chciałbym dotrzeć do istoty kodu – muzyki. Pragnę odnaleźć sposób ekspresji inny niż black metal, który umarł i nie chcę być jego częścią nigdy więcej. Moim celem jest stworzenie muzyki wymykającej się kategoriom. Wyjście z cienia gatunku i zaprzestanie ukrywania się pod maskami sceny, wizerunku, religii lub poglądów politycznych. Chcę smakować życie oraz śmierć w całym swoim pięknie i całej swojej brzydocie, tak po prostu.

Zdjęcia zespołu, okładka i tytuł płyty nasuwają skojarzenia z klimatami przełomu wieków XIX i XX. Belle époque, Koniec Wieku, dekadencja. Nietypowe inspiracje, jak na zespół metalowy – muszę przyznać. Marzy się wam życie w oparach opium i absyntu?

Oczywiście, że Porta Nigra to zespół metalowy, co nie oznacza automatycznie, iż zawsze tak będzie. Nasz rozwój jest bardzo dynamiczny i nie mogę przewidzieć tego, co przydarzy się nam za chwilę. Osobiście cenię sobię bardzo zróżnicowaną muzykę, od dark ambientu do rocka i folku. Użyłem określenia fin de siècle jako nośnik dla przekazu własnych przemyśleń. Koniec wieku przyniósł gigantyczną przemianę poprzez radykalny polityczny i ekonomiczny rozwój. To pociągnęło za sobą zmianę w podejściu do sztuki, które stało się dziwniejsze, bardziej pokręcone. Zawsze się czułem w jakiś sposób związany z ludźmi tamtej epoki, ich sposobem myślenia.

Sądzisz, że istnieje jakiś związek między tamtymi czasami a teraźniejszością?

Myślę, że tak, jak najbardziej. Generalnie wszyscy czujemy następujące teraz duże i poważne zmiany. Tak samo było w czasach Końca Wieku. Wtedy chodziło głównie o to, że uprzemysłowienie i urbanizacja na gigantyczną skalę doprowadziły do wielkiego kryzysu. Dzisiaj, moim zdaniem, Internet i serwisy społecznościowe prowadzą do postaw oraz zachowań dziwnych, nienaturalnych. Na przykład myślę, że większość z nas przestała tak naprawdę w pełni doceniać sztukę i muzykę dlatego, iż jest dostępna za darmo praktycznie wszędzie. Straciliśmy szacunek dla słowa drukowanego, dla prawdziwej przyjaźni. Nie mówię tego, żeby narzekać, po prostu tak się dzieje, doświadczamy teraz swoistego Końca Wieku w wersji 2.0. I o to właśnie chodzi w Porta Nigra.

Ok, ale z drugiej strony Koniec Wieku przyniósł niespotykany wcześniej od czasów Renesansu rozwój sztuki, literatury, architektury i technologii. Myślisz, że takie czasy mogą się kiedykolwiek powtórzyć?

Ja nawet myślę że jednak Renesans był ważniejszy, jeśli chodzi o prawdziwy rozwój kreatywności i geniuszu sztuki. Byłem w Rzymie – to, co tam zobaczyłem robi naprawdę wrażenie, te wszystkie obrazy, rzeźby, budynki, dzieła sztuki. Po ciemnych czasach średniowiecza ludzie czuli presję, aby się wyzwolić poprzez sztukę. Żeby czegoś takiego doświadczyć teraz, potrzebowalibyśmy kolejnego średniowiecza, w którym jakakolwiek kreatywność i wolnomyślicielstwo były prześladowane.

Zapraszam do naszego pięknego kraju, tutaj mamy wielu takich, którzy średniowiecze powitaliby z otwartymi rękami, ha, ha, ha. Rozmawiając o klimatach z przełomu wieków, nie można zapomnieć o dekadencji. Jak tam z dekadencją u Ciebie, Gilles?

Całkiem, całkiem. Nie określiłbym siebie jako dobrego człowieka. Jestem raczej pusty w środku, zimny, robię naprawdę dziwne rzeczy, żeby poczuć samego siebie. Jestem uzależniony od fizycznej i emocjonalnej ekstazy.

Och, powiało chłodem, że tak powiem. Chyba musiałbym bardziej wniknąć w te wasze teksty, żeby w pełni wyłapać ten klimat. Piszecie po niemiecku, co nie upraszcza mi tej sprawy. Nie zastanawialiście się kiedykolwiek nad angielskimi tekstami?

Niemiecki to mój język ojczysty, dlatego najlepiej mogę przekazać swoje uczucia, jeśli piszę w tym języku. Moje myśli i fantazje są wystarczająco pokręcone, żeby jeszcze próbować przenieść je na język angielski, którym z natury nie posługuję się perfekcyjnie. Na potrzeby winylowego wydania płyty nasz pół-angielski znajomy przygotował tłumaczenia. Planujemy to robić również przy kolejnych wydawnictwach, bo traktujemy teksty jako bardzo ważną część świata Porta Nigra. Może wrzucimy też te tłumaczenia do Internetu, żeby były dostępne dla wszystkich zainteresowanych.

Drążąc sprawy językowe – wiele kapel blackowych pisze w swoich ojczystych językach, co – jak się domyślam – ma podkreślić związek z ich korzeniami. Niektórzy dopatrują się tutaj nawiązań do postaw nacjonalistycznych. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Jeśli chodzi o mnie, uważam za fascynujące, kiedy słyszę w muzyce wyraźnie to, skąd dana kapela pochodzi. Na przykład dźwięk języka norweskiego jest unikalny, zimny, ciemny. Black metal po fińsku brzmi chyba najbardziej surowo. Szwedzi mają ten swój melodyjny zaśpiew, a muzyka śpiewana po niemiecku posiada ten romantyczny klimat (Mhmmm… – przyp. S. B.). Zespoły z ambicjami politycznymi niezbyt mnie zajmują, ale powiedzmy sobie szczerze: kto jest bardziej zły i powoduje więcej cierpienia na świecie – tępy, rasistowski zespolik blackowy czy wielkie korporacje, które każą produkować swoje obuwie sportowe oraz smartfony małym dzieciom w krajach Trzeciego Świata? W każdym razie, dla mnie muzyka liczy się przede wszystkim. I naprawdę nie sądzę, że Niemcy są lepszymi ludźmi niż inni. Dokonaliśmy wielkich rzeczy w nauce oraz sztuce, ale jest też wiele syfu w naszej naturze, który obsysa na maksa.

Waszą pierwszą płytę wydała francuska wytwórnia Debemur Morti Productions. Ciężko było złapać ten kontrakt?

Po prostu wysłaliśmy promo i mieliśmy szczęście, że im się spodobało i mogli sobie pozwolić na wydanie tego materiału. Media jak dotąd reagują euforycznie, ale tyle teraz wychodzi płyt, iż obawiam się, że ten album nie zdobędzie takiego rozgłosu, na jaki zasługuje. Debemur Morti Productions robią dobrą robotę i współpraca z nimi jest dla nas honorem.

Jest trochę dobrego, czystego śpiewu na tej płycie, rzadka rzecz u blackmetalowców. Jakie macie inspiracje, jeśli chodzi o śpiewanie? Dużo trenujecie?

No cóż, to było bardziej na zasadzie prób i błędów. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do czystego śpiewania. Zrobiliśmy to, bo uważaliśmy je za konieczne.

Hej, Gilles, ale ja nie drę łacha, tylko naprawdę mi się to śpiewanie podoba, luzik! Czy ciężko we dwóch tworzy się taką muzykę, jak wasza?

Wziąłbym więcej muzyków do zespołu, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby między nami po prostu zażarło. Mogą być sobie najlepsi wokaliści na świecie (ten znowu o wokalistach, chyba jakiś czuły punkt – przyp. S. B.), ale jeśli nie mam z tymi osobami łączności, to z nimi nie pracuję. O. jest dla mnie jak brat. Dlatego jesteśmy duetem. Dajemy sobie radę z 90% wszystkiego, a do reszty bierzemy sesyjnych muzyków. Tak to u nas działa najlepiej.

No to o koncertach Porta Nigra chyba możemy zapomnieć?

Na razie nie chcemy grać na żywo, bo jesteśmy na kreatywnej fail i chcielibyśmy się skoncentrować na nowym materiale. Ale nigdy nie mów nigdy.

A czy możesz już teraz zdradzić, w jakim kierunku ten nowy materiał podryfuje?

Nowa muzyka jest bardzo intensywna. Mamy trochę świetnych blackowych fragmentów, ale także typowe dla Porta Nigra oszczędne w formie piosenki z dark-rockowym klimatem w stylu wczesnego Black Sabbath. Najważniejsze jest, że totalnie kochamy ten materiał i naprawdę myślę, iż możemy stworzyć teraz coś dużo większego niż Fin de siècle.

Gilles, dzięki za ciekawą rozmowę. A teraz, ponieważ koniec świata za pasem, w Rosję walą meteoryty, a czarny papież szykuje się do ostatniego pontyfikatu w historii ludzkości, jak na starego dekadenta przystało – zdradź nam swoje plany na ostatni dzień przed Wielkim Bum.

Mój ostatni dzień na Ziemi? Sprzedałbym samochód i kupiłbym mnóstwo dobrego koksu oraz drogiego alkoholu, potem zadzwoniłbym po naprawdę luksusowe dziewczęta do towarzystwa i pukałbym je, aż bym padł. Następnie odpaliłbym świeczki, włączyłbym moje ulubione płyty i zacząłbym pić. Dla tych, którzy dla mnie wiele znaczą, pozostawiłbym krótkie przesłanie. I to wszystko.

Autor: Sławek Brzeziński